Kryzysy i rozstania

Nie wiedział, iż ma córkę. Teraz nie może jej widywać
Adam Stachowiak żył w białym małżeństwie. Teraz się rozwodzi!
No i ty naprawdę jesteś beznadziejna!
Wychowała mnie moja babcia – jestem jej wdzięczny, choć jej miłość nie była bezinteresowna. Dlaczego wolałem wybrać prawdziwe uczucie zamiast obiecanego mieszkania w spadku? Moja historia o wyborach, rodzinie i polskiej codzienności
Narożny ujawnił szokujące kulisy byłego małżeństwa. "Zostałem zdradzony"
Przyjęłam przyjaciółkę po jej rozwodzie i z czasem uświadomiłam sobie, iż powoli staję się służącą we własnym domu.
Brooklyn Beckham przerwał milczenie. Wyjawia prawdę o relacji z rodzicami
Syn Beckhamów już nie milczy. Świat Victorii i Davida drży w posadach
«Milczysz, więc też szykowasz grunt pod rozwód»: jak jedna darowizna o mało nie zniszczyła małżeństwa
Po rozwodzie moi rodzice wyrzucili mnie z domu – historia córki, która po latach odnalazła rodzinne szczęście w małym polskim miasteczku
NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA
Co zamiast NATO? Już teraz tworzy się nowy sojusz
Maciej Pela przerywa milczenie. Fani nie mogą w to uwierzyć
Aleksander Baron pokazał nagranie z synem. Mama Kubickiej zareagowała
Internet już wybrał mu żonę. Barron Trump stawia jednak na prywatny związek "z dala od mediów"
Po rozwodzie rodziców wyrzucili mnie z domu – mama spakowała mi rzeczy, tata nie przyjął pod swój dach, a ja musiałam zacząć życie od nowa w obcym mieście. Po latach wróciłam, by zmierzyć się z przeszłością i odkryć, iż rodzice znów są razem i czekają na wnuka.
Rozwód zablokowany przez "neosędziego". Żurek: Kryzys wchodzi w najwrażliwsze obszary
Ralph Fiennes zdradził żonę i kochankę. "Był kłamcą"
Niechciane dziecko – Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? – Starszy lekarz z zawodowym uśmiechem spojrzał na swoją młodą pacjentkę. – Jeszcze nie wybraliśmy imienia – wtrąciła się Natalia, siedząca na krześle obok łóżka. – To ważna decyzja, Daria musi porządnie się zastanowić. – Wcale nie chcę jej nazywać – ku zaskoczeniu wszystkich odezwała się sama młoda mama. – W ogóle nie zamierzam jej zabierać do domu. Złożę zrzeczenie. – Co ty opowiadasz?! – Kobieta zerwała się na równe nogi, rzucając córce groźne spojrzenie i zwracając się do lekarza: – Ona nie wie, co mówi. Oczywiście, iż zabierzemy małą. – Wrócę później, odpoczywajcie – lekarz najwyraźniej nie miał ochoty uczestniczyć w rodzinnej awanturze. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, matka zwróciła się do dziewczyny z wyrzutem: – Jak śmiesz coś takiego mówić? Co ludzie o nas pomyślą? Już i tak musiałyśmy się przenieść do tego miasta, żeby wszystko wyszło po cichu. To dziecko musi zostać w naszej rodzinie. – A czyja to wina? – Daria wpatrzyła się w kobietę. – Gdybyś mnie wtedy posłuchała, nic by się nie stało. Spokojnie skończyłabym szkołę, poszłabym na studia. o ile tak bardzo zależy ci na tym dziecku, to sama je sobie weź. Dziewczyna odwróciła się do ściany, jasno dając do zrozumienia, iż rozmowa jest skończona. Natalia jeszcze przez chwilę próbowała przemówić jej do rozsądku, ale wtedy weszła pielęgniarka i poprosiła ją o opuszczenie sali. Pacjentka potrzebuje spokoju. Daria została sama. Cicho łkała w poduszkę, błagając wszystkich świętych, aby to się już skończyło. Nieśmiały stukot do drzwi zmusił ją do otarcia łez. Wzięła głęboki oddech i powiedziała: – Proszę wejść. Oczekiwała kogoś z personelu, albo w najgorszym razie ojca. Ale kobieta, która weszła do sali, była jej zupełnie nieznana. – Mogę jakoś pomóc? – nikt nie wiedział, jak ciężko było jej utrzymać maskę obojętności. – Usłyszałam przez przypadek… Lekarze rozmawiali przy mojej sali – kobieta krępowała się zadać pytanie wprost. – Tak, chcę oddać dziecko. To właśnie pani interesuje? – Widziałam, jak twoja mama… – To nie jest moja mama! – przerwała jej Daria gwałtownie. – To tylko macocha, która się za dużo wyobraża. A prawdziwa mama pracuje za granicą. – Przepraszam, nie chciałam cię urazić – kobieta była wyraźnie zmieszana. – Sama wychowałam się w domu dziecka i bardzo się boję o twoją córkę. Ona nie jest niczemu winna… – Podobno takie maluchy gwałtownie adoptują – wzruszyła ramionami Daria. – choćby nie mogę zmusić się, by wziąć ją na ręce, a co dopiero mówić o czymś więcej. Gdyby Natalia się wtedy nie wtrąciła, nie byłoby mnie tutaj. – Ale jesteś już dorosła, możesz decydować. Masz więcej niż piętnaście lat, prawda? – Ale to taki wstyd! – powiedziała z kpiną Daria, naśladując macochę. – Jak my ludziom w oczy spojrzymy! – Nie rozumiem… – Opowiem pani – uśmiechnęła się gorzko dziewczyna. – Może wtedy przestanie pani mnie oceniać. ************************************************** Ostatni rok w liceum był dla Darii wyjątkowo trudny. Najpierw Pawła – ukochanego chłopaka – zabrali do wojska, a niedługo potem do klasy dołączył nowy uczeń. Warszawski bananowy chłopak, przysłany tu przez ojca za karę. Zaczął nachalnie podrywać wszystkie dziewczyny, nie zależało mu na uczuciach, tylko na kolejnych zdobyczach. Tak zresztą popsuł opinię ojcu. Makar obdarowywał dziewczyny drogimi prezentami, zabierał do klubów i restauracji. Jedna po drugiej ulegały, każda miała nadzieję zostać narzeczoną “księcia”. Najodporniejsza okazała się właśnie Daria. Kochała Pawła i nie chciała nikogo innego. Wydawało się, iż w końcu Makar dał sobie spokój i skupił się na innych. Tak jej się przynajmniej wydawało. Ale się myliła! W grudniu jedna z koleżanek Darii urządzała urodziny. Przyszła cała klasa, pojawił się też Makar, choć nie dla solenizantki. W środku imprezy Daria odebrała telefon; wyszła na korytarz porozmawiać, a gdy wróciła, Makar siedział obok jej miejsca. Najpierw nie zwróciła na to uwagi, ale potem źle się poczuła… Rano Daria z trudem otworzyła oczy. Makar leżał obok, uśmiechając się zadowolony. – A mówiłaś, iż nie chcesz – odezwał się z bezczelnością. – To w ramach rekompensaty. Szczerze mówiąc, choćby się zdziwiłem. Twój Paweł to niezły frajer. Dotarcie do domu wymagało od niej ogromnego wysiłku; była słaba, kręciło jej się w głowie, przechodnie patrzyli na nią z obrzydzeniem. choćby nie wyjęła kluczy, po prostu zadzwoniła domofonem. Była pewna, iż macocha jest w domu. – Gdzie się włóczyłaś?! – wściekła się Natalia, widząc ją. – Nie wróciłaś na noc, nie odbierałaś telefonu. Wyglądasz gorzej niż źle! Gdyby ojciec cię taką zobaczył… – Zadzwoń po lekarza i policję – przerwała jej Daria. – Chcę złożyć zawiadomienie. Niech go zamkną. Natalia zesztywniała. Połączyła fakty. – Kto? – Makar, kto inny – wycedziła Daria. – Nikt inny nie miałby tyle tupetu. Dzwoń, albo sama zadzwonię. – Zaczekaj – zamyśliła się Natalia, jak zawsze chcąc coś ugrać. – I tak go wybronią. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci za ciszę. – Oszalałaś?! – Daria nie wierzyła własnym uszom. – Jaka cisza? Pójdę sama na policję! – Nigdzie nie pójdziesz! – macocha chwyciła ją za rękę i zaciągnęła do pokoju. Daria nie miała siły stawiać oporu. – Jeszcze zrobisz z siebie winną, cała okolica będzie wytykać cię palcami. Ja się tym zajmę! Daria nie miała telefonu, zgubiła go po drodze albo zostawiła u przyjaciółki. Nie mogła wyjść – macocha zamknęła drzwi. Kręciło jej się w głowie, łóżko ciągnęło do snu… Po kilku dniach Daria pojechała do babci, sto kilometrów od rodzinnej miejscowości. Nie chciała jej martwić, więc udawała, iż wszystko jest w porządku. Po miesiącu Daria dowiedziała się o skutkach tej nocy. Będzie miała dziecko. Natalia była zachwycona. To dziecko zapewni im dostatnie życie! Dziadek zasponsoruje ich hojnie, znów tuszując wybryki syna. Ważne, by nikt się nie dowiedział, przynajmniej do piątego miesiąca ciąży. Nikt nie pytał Darii, czego ona chce. Kiedy tylko powiedziała, iż nie chce tego dziecka, Natalia wywołała awanturę i zaczęła pilnować Darii na każdym kroku. Dziadek nie był zadowolony, ale dał pieniądze i obiecał dalej płacić wysokie alimenty. ************************************************ – Teraz pani rozumie, prawda? Przez to dziecko przeżyłam piekło. Paweł odszedł, nie uwierzył mi. Przyjaciółki się odwróciły, musiałyśmy się wyprowadzić. choćby matury nie zdałam! – Przepraszam. Oceniłam cię, nie znając prawdy – kobiecie zrobiło się przykro. – Ale mała wciąż jest bez winy. – Daria, musimy poważnie porozmawiać! – do sali weszła Natalia, ciągnąc za sobą męża. – Proszę opuścić salę, to sprawa rodzinna! Kobieta rzuciła współczujące spojrzenie dziewczynie i wyszła, zamykając za sobą drzwi. – Nie zniszczysz mojego planu! jeżeli zostawisz dziecko w szpitalu, masz zakaz powrotu do domu! Gdzie pójdziesz? Babcia nie żyje, jej mieszkanie dostał twój wujek. Jak zamierzasz żyć, żebrać na ulicy? – Nie, ona pojedzie ze mną – do sali weszła elegancka kobieta. Oczy Darii zakwitły radością. – Mamo! Przyjechałaś! – Oczywiście. Nie zostawiłabym cię w potrzebie – Albina przytuliła córkę. – Gdybyś mi wcześniej powiedziała, już dawno zabrałabym cię do siebie. Myślałam, iż tu będzie ci łatwiej skończyć szkołę. – Myślałam, iż nie jestem ci potrzebna – zaszlochała Daria. Mimo wszystkiego wciąż była tylko dzieckiem. – Ktoś twierdził, iż nie chcesz ze mną rozmawiać. Prezenty wracały nierozpakowane, nie dało się do ciebie dodzwonić. Myślałam, iż nie możesz mi wybaczyć. Ale to już nieważne – powiedziała pogodnie kobieta, wycierając Darii łzy. – Wyjedziemy stąd i wszystko zapomnisz… ******************************************************** Daria wyjechała. Dziecko zabrała Natalia, marząc o dostatnim życiu. Jednak wpływowy dziadek gwałtownie przyjechał i zabrał wnuczkę do siebie, zmuszając Makara do uznania ojcostwa, choć ten się wzbraniał. Daria wreszcie jest szczęśliwa. Jest przy niej ukochana osoba, która nigdy jej nie zawiedzie…
Cztery lata temu rozstała się z ojcem swojego dziecka. "Jestem samotną osobą"
Nie mam już z kim porozmawiać. Opowiadanie – Mamo, co ty mówisz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie – zapytała z troską córka. – Nie o to mi chodzi, Świateczko – westchnęła smutno pani Nina Antonina – po prostu nie zostało mi już żadnych przyjaciół, nikogo z mojego pokolenia. Z tamtych czasów. – Mamo, nie opowiadaj głupstw! Przecież masz Irinę ze szkoły. A w ogóle to jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz dużo młodziej niż na swój wiek. No mamo, co się z tobą dzieje? – zmartwiła się córka. – Sama wiesz, iż Irina ma astmę, ledwo mówi przez telefon, bo zaczyna kaszleć. Poza tym mieszka daleko, aż na drugim końcu miasta. Przyjaźniłyśmy się we trzy, już ci opowiadałam. Ale Marinki już dawno nie ma. Wczoraj zajrzała do mnie pani Tania z sąsiedniego mieszkania. Zaproponowałam jej herbatę, to dobra kobieta, często wpada z wizytą. Przyniosła świeże drożdżówki, upiekła dla swoich. Opowiadała o dzieciach, o wnukach – też już jest babcią, choć młodsza ode mnie przynajmniej z piętnaście lat. Ale ona zupełnie inaczej wspomina dzieciństwo, szkołę. A ja bym tak chciała porozmawiać z kimś w moim wieku, z równolatkami… – Nina Antonina mówiła to córce, choć wiedziała, iż ona jej nie zrozumie. Jeszcze młoda, jej czas jeszcze nie minął, toczy się za oknem. Jeszcze nie tęskni się tak bardzo do wspomnień. Świetna z niej dziewczyna, troskliwa, to nie jej wina. – Mamo, mam na wtorek bilety na wieczór z piosenką literacką. Chciałaś iść, pamiętasz? I dość tego chandrowania, załóż swoją bordową sukienkę – w niej wyglądasz przepięknie! – Dobrze, Świateczko, wszystko w porządku, sama nie wiem, co mnie naszło. Dobranoc, zadzwonimy jutro. Połóż się wcześniej, bo jesteś notorycznie niewyspana – Nina Antonina zmieniła temat. – Tak, mamo, dobranoc – odparła córka, rozłączając się. Nina Antonina patrzyła w ciszy przez okno na rozświetlone miasto… Liceum, też wiosna. Tyle planów… Jakby to było zupełnie niedawno. Jej przyjaciółka Irina podkochiwała się w Sławku Malinowskim z ich klasy. Sławkowi podobała się ona, Nina. Dzwonił do niej późnym wieczorem na domowy telefon, zapraszał na spacer. Ale Nina traktowała go tylko jak przyjaciela, nie chciała go zwodzić. Potem Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał kiedyś w starym domu Iriny. A telefon miał wtedy… stacjonarny. Numer… Nina Antonina wykręciła z pamięci ten numer. Długo nie było sygnału. W końcu ktoś odebrał. Najpierw jakieś szumy, potem usłyszała cichy męski głos: – Halo, słucham? Może już za późno? Po co dzwonię? Może Sławek mnie już nie pamięta, albo to choćby nie on! – Dobry wieczór – głos Niny Antoniny drżał z emocji. Znów szelesty w słuchawce i nagle zdumione: – Nina? Czy to naprawdę ty? No pewnie, iż ty. Tego głosu bym nigdy nie zapomniał. Jak mnie namierzyłaś? adekwatnie jestem tu przypadkiem… – Sławku, to ty? – na Ninę Antoninę spłynęła fala radosnych wspomnień. Nikt już jej nie nazywał „Nina”, tylko „mamo”, „babciu” albo „pani Antonina”. No, może jeszcze Irina. A zwykłe „Nina” brzmiało cudownie, wiosennie, jakby tych wszystkich lat nie było. – Nina, jak się masz? Jak się cieszę, iż cię słyszę – te słowa sprawiły jej wielką radość. Bała się, iż jej nie pozna albo będzie nie w porę. – A pamiętasz maturalną klasę? Jak my ze Staszkiem was z Irką woziłyśmy łódką? Od wioseł miał pęcherze, a potem po kryjomu obwiązywał dłonie. A potem lody na bulwarze, muzyka… – Pewnie, iż pamiętam – Nina roześmiała się szczęśliwie – a jak poszliśmy z klasą do lasu pod namiot i nie umieliśmy otworzyć konserw, a tak chciało się jeść? – No jasne – włączył się w śmiech Sławek – a Staszek je otworzył, potem były piosenki przy ognisku z gitarą, pamiętasz? Przysięgam, wtedy postanowiłem nauczyć się grać na gitarze! – I jak, nauczyłeś się? – głos Niny wyraźnie brzmiał młodością, zalała ją fala wspomnień. Sławek wywoływał z zakamarków ich przeszłości coraz to nowe detale… – A co u ciebie? – zapytał Sławek i sam odpowiedział: – Zresztą po głosie słychać, iż jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? Ciągle piszesz wiersze? Pamiętam, pamiętam! „Zniknąć w nocy i powstać o świcie!” – życiodajne! Zawsze byłaś jak słońce! Przy tobie dusza się ogrzewa, nie idzie zmarznąć. Twoi bliscy mają szczęście – taka mama, taka babcia to prawdziwy skarb! – Daj spokój, Sławek, przesadzasz… Mój czas już minął, ja… Przerwał jej: – Przestań, od ciebie bije taka energia, iż aż słuchawka gorąca! Nie wierzę, iż straciłaś smak życia, to do ciebie niepodobne. Twój czas jeszcze nie minął. Słońce dalej świeci dla ciebie… I wiatr pędzi chmurki po niebie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie! – Sławek, ty zawsze byłeś romantykiem, a ty co u siebie? Tylko o sobie opowiadam… – w tym momencie coś zaszumiało, stuknęło i połączenie się urwało. Nina Antonina chwilę posiedziała z telefonem w ręce. Chciała oddzwonić, ale stwierdziła, iż jednak już nie wypada, za późno. Może innym razem. Jak dobrze się rozmawiało, ile wspomnień wróciło… Nagle zadzwonił telefon. Wnuczka. – Tak, Dasiu, nie śpię jeszcze. Co mama powiedziała? Nie, świetny nastrój. Idziemy z mamą na koncert, wpadniesz jutro? Super, czekam, pa! W cudownym nastroju Nina Antonina położyła się spać. Tyle nowych planów rodziło się w jej głowie! Zasypiając, układała w myślach kolejne wersy do świeżych wierszy… Rano Nina Antonina postanowiła odwiedzić Irinę. To tylko kilka przystanków tramwajem, w końcu jeszcze nie jest taka stara. Irina ucieszyła się bardzo. – No w końcu, ile można czekać. O, kupiłaś abrykotynę? Moją ulubioną! No, opowiadaj – zakaszlała i chwyciła się za pierś – spokojnie, nowy inhalator, już lepiej. Idziemy na herbatę. Ninka, jakoś odmłodniałaś. Wyznać, o co chodzi? – Chyba piąta młodość – roześmiała się Nina – wyobraź sobie, wczoraj przez przypadek zadzwoniłam do Sławka Malinowskiego. No pamiętasz, twoja miłość z matury? Tyle wspomnień mi odświeżył, aż nie mogłam się opanować. Dlaczego milczysz, Irenko – znów atak? Irina pobladła, przez moment milczała. Potem szepnęła cicho: – Nino, a ty nie wiesz, iż Sławka już od roku nie ma? I mieszkał już w innej dzielnicy, dawno wyprowadził się z tamtej kamienicy. – Jak to? Jak to możliwe? Z kim ja w takim razie rozmawiałam? Przecież tyle szczegółów z młodości pamiętał… Przed rozmową miałam taki kiepski nastrój, a po niej zrozumiałam, iż życie ciągle trwa, iż mam jeszcze siłę i smak do życia… Jak to możliwe? – Nina nie mogła uwierzyć. – Przecież to był jego głos, słyszałam go. Tak pięknie powiedział: „Słońce świeci dla ciebie. I wiatr pędzi chmurki dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie!” Irina pokręciła głową, jakby do końca nie wierzyła przyjaciółce. Nagle dodała: – Nino, nie wiem, jak to możliwe, ale chyba naprawdę był to on. Jego słowa, jego styl. Sławek cię kochał. Myślę, iż bardzo chciał dodać ci otuchy… stamtąd. I wygląda na to, iż mu się udało. Dawno nie widziałam cię tak uśmiechniętej i pełnej życia. Kiedyś ktoś pozbiera twoje poranione serce do kupy. I przypomnisz sobie wreszcie, iż po prostu… jesteś szczęśliwa.
Czy przyszły zięć powinien inwestować w mieszkanie podarowane córce na ślub, jeżeli nie jest jego właścicielem? Remont, podział majątku i rodzinne konflikty przed ślubem – dylematy polskiej rodziny
Zemsta obrażonej kobiety
Synowie Katarzyny Stoparczyk przerwali milczenie. Ujawnili, jaka była naprawdę
To choćby nie podlega dyskusji – Nina będzie mieszkać z nami, to choćby nie podlega dyskusji – powiedział Zbyszek, odkładając łyżkę na bok. Do kolacji choćby się nie dotknął, najwyraźniej szykując się do poważnej rozmowy. – Pokój już jest, właśnie skończyliśmy remont. Za dwa tygodnie córka się do nas wprowadzi. – Niczego nie zapomniałeś? – zapytała Ksenia, licząc do dziesięciu w myślach. – Na przykład tego, iż ten pokój był przygotowany dla naszego przyszłego, WSPÓLNEGO dziecka? I chyba nie zauważyłeś, iż Nina ma matkę i powinna mieszkać właśnie z nią. – Pamiętam, iż myśleliśmy o dziecku – przyznał mężczyzna z ponurą miną. Liczył, iż żona zgodzi się bez sprzeciwu i więcej rozmowy już nie będzie trzeba. – Ale nic się nie stanie, jak odłożymy to na parę lat. Przecież musisz jeszcze skończyć studia, to nie czas na dzieci. Poza tym Nina nie chce rodzeństwa. A co do jej matki… – Zbyszek krzywo się uśmiechnął – odbieram jej prawa rodzicielskie. Dziecku po prostu zagraża przebywanie z tą kobietą! – Dziecku? – zdziwiła się Ksenia. – Przecież ona ma już dwanaście lat. To prawie dorosła dziewczyna. Gdzie niby ta groźba? W tym, iż nie pozwalają jej wychodzić po 22? Czy w tym, iż musi odrabiać lekcje pod groźbą odebrania telefonu czy internetu? Twoja była żona jest święta, jeżeli jeszcze nie wyciągnęła pasa! – Nic nie wiesz – syknął przez zęby mężczyzna. – Nina pokazywała mi siniaki, pokazywała wiadomości z wyzwiskami i groźbami! Nie pozwolę skrzywdzić córki! – Tymczasem właśnie to robisz, spełniając jej każdą zachciankę. Ksenia wstała od stołu, zostawiając prawie nietkniętą zupę. Straciła apetyt, a widok niezadowolonego męża bolał ją coraz bardziej. Przecież wszyscy ją ostrzegali – nie spiesz się z zamążpójściem! Pożyj trochę bez ślubu, sprawdź swoje uczucia… Ale przecież ona wie najlepiej! No i bardzo chciała wyprzedzić koleżanki… Dlaczego znajomi byli przeciwni tak szybkiemu ślubowi? To proste – dla Zbyszka to już drugie małżeństwo, jest starszy od niej o piętnaście lat i ma prawie już nastoletnią córkę, w której rozpływa się z dumy. Trzy powody, każdy osobno błahy, ale razem… niemal katastrofa. Ale dwie pierwsze kwestie nie przeszkadzały jej za bardzo. Wręcz przeciwnie, podobało jej się, iż mąż jest doświadczony i dużo przeżył. Ksenia wiedziała z pierwszej ręki, iż rozwód był za porozumieniem stron i Alina nie miała do byłego męża żalu. Ale trzecia przyczyna… Nina. Strasznie rozpuszczona i nieposłuszna dziewczynka, która przez większość czasu znajdowała się pod opieką babci, bo rodzice harowali, by zapewnić jej lepszą przyszłość. Rozwód średnio ją obeszedł, bo wiedziała, iż tata jej nie opuści, choćby jak się ponownie ożeni. Ale nowy mąż mamy… na to nie była gotowa. Ojczym wziął się za wychowanie, mama – zaczęła więcej czasu spędzać w domu i popierała obecnego męża. Godzina policyjna, lekcje, korepetycje, bo Nina odstawała z większości przedmiotów… To ją wkurzało tak bardzo, iż zaczęła wymyślać niestworzone rzeczy, by zdenerwować ojca. Tak, Nina chciała mieszkać z tatą, bo wiedziała, iż przez jego pracę większość czasu będzie mieć dla siebie. Ksenię kompletnie ignorowała, nie zamierzając słuchać macochy, która jest tylko dziewięć lat starsza. Aby mieć “wolne życie” była gotowa na wszystko. ********************** – Nina przyjeżdża dziś. Przygotuj dla niej pokój i, proszę, nie denerwuj jej, dziewczyna i tak sporo przeszła – Zbyszek postawił żonę przed faktem, dobierając krawat do nowego garnituru. – Gdybym wiedział, iż Ala przez faceta zacznie gnębić córkę… Ale cóż, nie cofniemy czasu. – Czyli się nie rozmyśliłeś? Naprawdę chcesz, żeby córka z nami zamieszkała? – Ksenia miała jeszcze nadzieję, iż nic z tego nie wyjdzie. – A kto będzie się nią zajmował? Ty jesteś w domu najwcześniej o ósmej. – Ty przypilnujesz – wzruszył ramionami Zbyszek. – Nie ma trzech lat, jest samodzielna. – Sesię mam za chwilę, sam mówiłeś, żebym się skupiła na nauce – złośliwie się uśmiechnęła dziewczyna. – Niech Nina będzie cicho i nie przeszkadza w nauce. Mam nadzieję, iż umie zmywać naczynia i myć podłogę, bo przez najbliższe dwa tygodnie – to jej zaszczytny obowiązek. – Ona nie jest sprzątaczką… – Ja też nie – przerwała Ksenia. – jeżeli ma z nami mieszkać, to musi pomagać w domu. Powinieneś omówić z nią zasady wspólnego mieszkania. ************************ – Tata, pozwolisz jej się nade mną znęcać? choćby na spacer z koleżankami nie mogę wyjść, a twoja żonka zwaliła na mnie całą robotę w domu, a sama siedzi i ogląda telewizję. Ksenia, przypadkiem podsłuchując rozmowę, krzywo się uśmiechnęła. Ta, akurat! Żeby coś zrobiła, prędzej niebo z ziemią się zamieni. – Pogadam z Ksenią, obiecuję. Ale ty też spróbuj się z nią dogadać. Wiem, iż ciężko, ale fizycznie nie mogę cię pilnować. Znajdź z Ksenia wspólny język, pokaż, jaka jesteś mądra dziewczyna. – Dobrze, spróbuję – mruknęła Nina, wiedząc, iż nic nie wskóra. – A to prawda, iż kupiłeś jej samochód? – No tak, a co? – Nic, tak tylko… A mi powiedziałeś, iż nie masz kasy, żeby wysłać mnie na wakacje za granicę! A tak marzyłam… – Sama i tak nie pojedziesz, masz dopiero dwanaście lat, a ja pracuję. Pojedziemy latem, całą rodziną. – Ale ja nie chcę z wami! Nie kochasz mnie! – dziewczynka aż się rozkleiła. – Po co mnie zabrałeś od mamy? Twoja żona mi tylko przeszkadza, a ty ciągle w pracy… Ksenia dalej nie słuchała. Wiedziała, iż Nina dopnie swego. I chodzi nie tylko o wycieczkę. Ta sprytna dziewczynka postanowiła wyrzucić kolejną rywalkę na pieniądze taty z domu. I chyba jej się uda. Dziewczyna miała dosyć wyrzutów od męża, więc podjęła decyzję: jeszcze jedna kłótnia – i rozwód. Na koniec jeszcze popsuje Ninie euforia ze zwycięstwa, oznajmiając, iż choćby po rozwodzie Zbyszek część pieniędzy będzie oddawał. Jako alimenty. ********************** No i Ksenia miała rację – wieczór zaczął się od pretensji. Wysłuchała wszystkiego spokojnie i oświadczyła, iż składa pozew o rozwód. – Chcę żyć spokojnie, a nie wysłuchiwać steku bluzgów na swój temat. Uprzedzałam cię, iż słuchanie córki to zły pomysł – widząc triumfujący uśmiech Niny, Ksenia gwałtownie sprowadziła ją na ziemię. – A ty się tak nie ciesz, bo nie wiadomo, jak dalej potoczy się twoje życie. Mogę postawić tacie warunek – jeżeli chce kontaktować się z naszym dzieckiem – pogładziła się po brzuchu – to ty wracasz do mamy. Albo coś w tym stylu. Nina nie umiała znaleźć słów na wyrażenie oburzenia, Zbyszek był wyraźnie zszokowany, Ksenia zabrała walizkę i wyszła z mieszkania. Tak naprawdę nie była w ciąży – chciała tylko wyprowadzić dziewczynę z równowagi. I dać nauczkę mężczyźnie, który nie ma pojęcia o psychologii dzieci… To choćby nie podlega dyskusji
Sandra Kubicka przerwała milczenie. Przekazała szczęśliwe wieści
Za pieniądze „odmłodziłam się” i zaczęłam nowe życie w Warszawie. Po latach mój mąż Marek poznał prawdę o moim wieku i o fałszywych dokumentach — rozstaliśmy się, a nasza rodzinna knajpa przestała istnieć
Nawrocki chce zmian w emeryturach. Prawnicy zabrali głos
Delikatnie muskać się rękawami
„Jesteś ciężarem, nie żoną” — wykrzyknęła teściowa przy całej rodzinie, gdy nalewałam herbatę, nie zdając sobie sprawy, iż to ja spłaciłam jej długi.
Nie wytrzymała – VERA spokojnie oświadczyła mężowi podczas podawania herbaty, iż już złożyła pozew o rozwód. Artur, tłumiąc emocje przy dzieciach, pyta: „Czym ci zawiniłem? Przecież dzieci potrzebują ojca.” VERA odpowiada z przekąsem, iż sobie poradzi. Żali się, iż chciała życia jak przy spokojnym jeziorze, zamiast wiecznego chaosu. Mówi, iż ma dość pracy i codziennych obowiązków – pragnie luksusów, których Artur nie jest w stanie jej dać, choć oddała mu dziesięć najlepszych lat swojego życia… Rozwód przebiega bez fajerwerków. Chłopcy zostają przy matce, ale każdy weekend i ferie mają spędzać z ojcem, który gwałtownie przedstawia im swoją nową żonę, pogodną i serdeczną Lubę. Dzieci ją uwielbiają, co doprowadza Verę do szału. Do tego Artur niespodziewanie dziedziczy fortunę, kupuje piękny dom pod Warszawą, żyje wygodnie, ale nie rezygnuje z pracy, osobiście troszczy się o synów, kontroluje alimenty i wydatki. VERA zaczyna żałować, iż nie wytrzymała jeszcze pół roku… Robi więc wszystko, żeby odzyskać dawną rodzinę – zaprasza Artura na herbatę, kokietuje go, proponuje wspólnego Sylwestra. On jednak odpycha jej próby i otwarcie mówi, iż święta spędza z nową rodziną w górach. W końcu VERA, chcąc odzyskać komfort życia, zostawia synów ojcu „na zawsze”, by móc ułożyć sobie życie z nowym mężczyzną. Liczy, iż nowa żona Artura gwałtownie się podda. Jednak chłopcy świetnie odnajdują się u taty i jego żony, a Vera zostaje z niczym – pieniędzy nie odzyska, dzieci nie żałuje. Po dziesięciu latach małżeństwa nie wytrzymała do szczęśliwego finału… Co za pech i niesprawiedliwość!
Rodzicielskie serce. Opowiadanie Dziękuję za wsparcie, lajki, życzliwość, komentarze pod opowiadaniami, subskrypcje i OGROMNE dzięki za wszelkie wpłaty od Was – ode mnie i mojej piątki kotełków. jeżeli podobał Wam się jakiś tekst, udostępnijcie go w mediach społecznościowych – to dla autora wiele znaczy! – Dlaczego jesteś taka posępna z samego rana? choćby się nie uśmiechasz, chodź, zjemy śniadanie. Mąż wszedł do kuchni, przeciągając się zaspany. W końcu wolna sobota. Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a żona nalewała herbatę. Na talerz nałożyła mu większość jajecznicy i położyła kromkę chleba: – Jedz, bierz widelcem! – Coś nie tak zrobiłem, Natalio? – zapytał łagodnie Arkadiusz. – Zrobiliśmy oboje: źle wychowaliśmy dzieci – odpowiedziała Natalia Lechowska, siadając obok i zaczęła jeść bez apetytu. – Córka i syn dorośli, odmawialiśmy sobie wielu rzeczy podczas ich wychowania, takie czasy były. Wspieraliśmy ich, a kto wesprze nas, chociaż słowem? Ciągle mają problemy, a to im nudno, a to pieniędzy im brakuje. I u Swietki, i u Dymka wciąż tylko narzekania. – Skąd ci to przyszło do głowy? Arkadiusz już kończył jajecznicę, z euforią smarował świeżego chleba masłem i dżemem. – Tobie dobrze, bo mi to wszystko piszą, matce. Dymek wczoraj chciał z rodziną iść do kręgielni, poprosił o pożyczkę do wypłaty – zdenerwowałam się i nie dałam mu. Obraził się. A wcześniej Swietka dzwoniła, nie idzie jej kariera piosenkarki, więc ma zły nastrój. Jasne, śpiewać miło, ale trzeba też pracować! A ona chce utrzymywać się ze śpiewania, ale jej nie wychodzi. Wszystkim nie jest to dane, czas to zrozumieć i pójść do jakiejś normalnej pracy! A przecież w dzieciństwie oni z Dymkiem trzymali się razem, a teraz choćby się ze sobą nie kontaktują! Natalia Lechowska odsunęła stygnącą jajecznicę i zaczęła pić herbatę. – Nie przejmuj się tak bardzo, wszystko się ułoży, też byliśmy kiedyś młodzi – próbował pocieszyć Arkadiusz, ale ona jeszcze bardziej się rozpaliła. – Co ty mówisz, Arek, przypomnij sobie! Żyliśmy skromnie, wszystko nas cieszyło! Kiedy urodził się Dymek – wielka radość. Wózek i łóżeczko dostałam od przyjaciółki, śpioszki od siostry, wszystko po starszym synu. Używane, ale jak nowe – przecież dzieci gwałtownie rosną. Byliśmy szczęśliwi. A jak kupiliśmy malucha – sześcioletnią Skodę – byliśmy dumni! Blaszak przy bloku i czuliśmy się bogaci! A naszym, jeżeli nie pojadą za granicę, to życie nieudane – czy tak ich nauczyliśmy? – Czasy się zmieniły, Natalia. Kuszenia więcej, są młodzi, poczekaj, zrozumieją w końcu. – Oby nie za późno, bo życie leci, Arek. Patrzę w lustro – to naprawdę już ja, babcia? I ty – dziadek… Rozmowę przerwał dzwonek telefonu: dzwonił syn Dymek. – No widzisz, znowu coś. – Natalia Lechowska odebrała i z każdą chwilą jej oczy robiły się coraz większe. Zerwała się z miejsca. – Arkadiusz, ubieraj się szybko, Dymek w szpitalu! Sąsiad do mnie dzwonił z jego sali. – Co się stało? – Arkadiusz też zerwał się, spiesząc się z ubraniem. – kilka zrozumiałam, ale podobno szlifierka ciągnęła mu po ręce… tarcza pękła i przecięła. Lekarze próbują uratować dłoń. Oby tylko się udało, żeby nie został bez ręki! Szybko, jedziemy! Oboje wyszli w pośpiechu – już nie młodzi, ale jeszcze nie całkiem starzy rodzice, z niepokojem w oczach. Pobiegli, wszystko inne zapominając, do szpitala do syna… W drodze zadzwoniła Swietka: – Mamo, wpadnę dziś na obiad, może być? – Przyjdź, córeczko, chyba będziemy już z powrotem – zawołała zdyszana Natalia i choćby nie doczekawszy się odpowiedzi, pobiegła za Arkadiuszem na przystanek… W szpitalu gwałtownie ich uspokoili – rękę udało się uratować, ale do syna na razie nie wpuszczą. – Nie pójdę, dopóki nie pozwolicie wejść, zaczekam – Natalia siadła w poczekalni, Arkadiusz obok niej. Nagle do szpitala wbiegła Swietka, rzuciła się do nich: – Mamo, no co tacy zmartwieni jesteście? Wszystko dobrze! Dymek miał wczoraj fuchę, komuś auto naprawiał. Coś się nie otwierało, ścinał śruby i przecięło. Był nieprzytomny, wszystko mu zszyli, palce ruszają, mamo, miny macie jakby kończył się świat – ale już po wszystkim! – Skąd wiesz? – wydała z siebie Natalia. – Zawsze piszemy z Dymkiem, i z jego żoną Leną też. Pomagamy sobie, przecież wiecie! – A my myśleliśmy, iż w ogóle nie macie ze sobą kontaktu, czemu nam nic nie mówiliście? – wyjaśnił Arkadiusz. – Tato, bo wy jesteście tacy silni i radzicie sobie ze wszystkim – nie chcemy was martwić bez potrzeby! – uśmiechnęła się Swietka. – I wyglądacie młodo, więc chcemy, żebyście teraz żyli trochę dla siebie. – A ja już myślałam, iż w ogóle wam na nas nie zależy – też się uśmiechnęła Natalia. – Mamo, to wy jesteście takie niesamowite, niezłomne pokolenie. Chcemy być jak wy, ale nie zawsze wychodzi, tato – staramy się, rozumiecie? Rodzice rozpromienili się, niepokój zniknął z ich twarzy. – Mamo, tato, chciałam wam powiedzieć – dostałam pracę! A na śpiewanie zapraszają mnie na różne imprezy – byłam w przedszkolu, a wczoraj śpiewałam w domu spokojnej starości, tak mi bili brawo! Jedna staruszka aż się popłakała, jej córka jest znaną piosenkarką, i wciąż w rozjazdach, a mamę zostawiła samą… Swietka wzięła nagle rodziców w objęcia: – Bardzo was kochamy z bratem, nie myślcie… Wtedy pielęgniarka pozwoliła zajrzeć do syna na chwilę. Natalia ledwo powstrzymała łzy, ale Dymek spokojnie powiedział: – Mamo, już dobrze, nie zamartwiaj się. Tato, sam opowiadałeś, jak w blaszaku przy samochodzie gniazdo os przyleciało i tak cię pożądliły, iż prawie zmarłeś. Bywa różnie. Jak wyjdę, wpadnijcie do nas na Sylwestra, bo wiecznie ten pośpiech i rzadko się spotykamy. Swieta chyba też chce przedstawić wam swojego chłopaka, jeszcze wam nie mówiła. Do domu wracali pieszo, postanowili się przejść. Nie starzy, ale i już nie młodzi rodzice. Ach, to rodzicielskie serce, zawsze boli dla dzieci. Wydaje się, iż u innych dzieci są idealne, człowiek by chciał, żeby własne były najlepsze, żeby słuchały rodziców, żeby dobrze żyły. A one mają własną drogę, choćby jaką… I są kochane, bo to nasze dzieci…
Głuptas Wszyscy brali Anię za głuptasa. Z mężem, Waldkiem, była już piętnaście lat. Mieli dwójkę dzieci – Alicja miała czternaście, a Sergiusz siedem lat. Waldek zdradzał ją niemal jawnie – pierwszy raz zrobił to z kelnerką, drugiego dnia po ślubie. Później już nikt tego nie liczył. Przyjaciółki próbowały jej otworzyć oczy, a ona tylko uśmiechała się uprzejmie i milczała. Ania pracowała jako księgowa w fabryce zabawek – zarabiała, jak mówiła, śmiesznie mało, a roboty miała po kokardę. Często pracowała choćby w weekendy, a gdy przychodziły raporty kwartalne i roczne, to miewała noce poza domem. Waldek zarabiał bardzo dobrze. Ale z Ani gospodyni była raczej marna – pieniędzy wiecznie brakowało, lodówka pusta, a jak już coś było gotowego, to w najlepszym razie barszcz i kotlety z makaronem. Tak to żyli. Sąsiedzi i znajomi zawsze się dziwili, widząc Waldka z kolejną kochanką. Często wracał do domu „suchy jak pieprz”. – Ależ ta Anka naiwna, po co to znosi tego hulakę? W dniu, w którym Sergiusz kończył dziesięć lat, Waldek wrócił do domu i oznajmił: zamierza się rozwieść, bo się zakochał i rodzina już mu nie odpowiada. – Aniu, nie obrażaj się, ale biorę rozwód. Jesteś zimna jak ryba, choćby dobrą gospodynią nie potrafisz być. – Dobrze, zgadzam się na rozwód. Waldek aż przysiadł z wrażenia – spodziewał się awantur, histerii i morza łez, a spotkał się z ciszą i spokojem. – Dobra, to pakuj swoje rzeczy, nie będę ci przeszkadzać. Jutro wrócę, zostaw klucz pod wycieraczką. Ania tylko cicho się uśmiechnęła. Coś tu było nie tak, pomyślał Waldek, ale gwałtownie zapomniał i zaczął snuć plany o nowym, szczęśliwym życiu – bez dzieci i znienawidzonej żony. Następnego dnia wrócił z nową partnerką do „swojego” mieszkania. Pod wycieraczką nie znalazł klucza. Wkurzył się, ale postanowił, iż wymieni zamki. Próbował jeszcze otworzyć swoim kluczem, ale bezskutecznie. Zadzwonił do drzwi – otworzył mu rosły facet w szlafroku i kapciach. – Czego chcesz, gościu? – Przecież to moje mieszkanie. – No, nie powiedziałbym. Masz jakieś dokumenty? Waldek dokumentów przy sobie nie miał. Próbował ratować się paszportem – przecież jest w nim meldunek. Facet przejrzał dokumenty, oddał ze śmiechem: – Kiedy ostatni raz to oglądałeś? Waldek spojrzał – i zamarł: obok pieczątki meldunkowej była też druga, o wymeldowaniu… sprzed dwóch lat! Próbował zadzwonić do Ani – ale była poza zasięgiem. Postanowił więc czekać pod fabryką, gdzie rzekomo Ania pracowała. Ale tam dowiedział się, iż Ania odeszła z pracy rok temu. Córka wyjechała na studia za granicę, a syn powinien być w szkole – ale i tam go nie znalazł, bo Sergiusz już od roku chodził do innej szkoły. Oszołomiony Waldek usiadł na ławce. Jakim cudem ta jego cicha, uległa żona zrobiła coś takiego? Jak udało jej się sprzedać mieszkanie? No nic – wszystko wyjdzie na jaw w sądzie. Za tydzień rozwód. W dniu rozwodu Waldek stawił się w sądzie pewny siebie. Chciał zdemaskować oszustkę i odzyskać wszystko. Ale w sądzie okazało się, iż dwa lata wcześniej sam podpisał żonie pełnomocnictwo generalne. Wtedy los mu sprzyjał – zakochał się w Elizie i zapominał o świecie, a żona poprosiła tylko o podpis pod papierami potrzebnymi córce. Doradził mu to choćby prawnik. Sam pozbawił się wszystkiego, co miał. Został na lodzie, bez domu, bez rodziny. Eliza, dowiedziawszy się, iż nie ma już mieszkania, od razu zniknęła z jego życia. Cóż, Anka pewnie złoży pozew o alimenty – pomyślał. Ale i tu spotkał go cios: zamiast pozwu o alimenty dostał powiadomienie o ustaleniu ojcostwa. Okazało się, iż żadne z dzieci nie jest jego. Ania widziała jego zdradę z kelnerką już w dniu ślubu i poprzysięgła zemstę. Zaczęła od zdrad, schowała wszystkie pieniądze od Waldka, a dzieci karmiła i ubierała dzięki babci. Matka ostrzegała, iż zemsta ją zniszczy, ale Ania uparcie dążyła do swojego celu – aż w końcu go osiągnęła. choćby zrobiła testy DNA dla pewności, choć wiedziała, kto jest ojcem dzieci. To był cios poniżej pasa – strata mieszkania to nic w porównaniu z tym, iż żadne z dzieci nie było jego. Pamiętajcie – gniew zranionej kobiety potrafi zmienić życie w piekło.
Wychowała mnie moja babcia i choć jestem jej wdzięczny, wiem, iż jej miłość miała swoją cenę – historia dorastania w cieniu rodzinnych dramatów, walki o lepsze życie i ryzykownej decyzji między dziedzictwem a prawdziwą miłością
Dwadzieścia lat po rozstaniu Artur spotyka syna Marty i rozpoznaje w nim siebie sprzed lat – historia zdrady, niewiary i przypadkowego spotkania, które wszystko odmieniło
Kryzys w małżeństwie Wiśniewskich. „Nie umiem udawać, iż jest super”
Piąta żona Wiśniewskiego przerwała milczenie. Ujawniła prawdę. W tle kryzys
Pola Wiśniewska dosadnie o kryzysie w związku: jest mi wystarczająco ciężko
Córka Kingi Rusin przez lata milczała. Teraz wyznała prawdę o WOŚP
Megan Fox i Machin Gun Kelly ROZSTALI SIĘ NA DOBRE. "Megan skupia się na rozpoczęciu NOWEGO ROZDZIAŁU w życiu"
Mój syn mieszkał z Kasią już od roku, ale nigdy nie poznaliśmy jej rodziców – wydało mi się to podejrzane, więc postanowiłam sprawdzić, co się za tym kryje Zawsze starałam się wychować syna w duchu szacunku do kobiet – babci, mamy, żony, córki. Uważam, iż to najważniejsza cecha, jaką powinien mieć każdy mężczyzna. Razem z mężem zadbaliśmy o jego wychowanie, wykształcenie i zapewniliśmy mu wszystko, co potrzebne do łatwiejszego startu w dorosłość. Nie chcieliśmy mu pomagać przesadnie, ale mimo wszystko kupiliśmy mu dwupokojowe mieszkanie. Pracował na własne utrzymanie, ale nie było go stać na własne lokum. Nie powiedzieliśmy mu od razu o mieszkaniu, ani choćby o jego zakupie – a dlaczego? Bo nasz syn wprowadził się do swojej dziewczyny. Od roku mieszkał z Kasią, ale jej rodziców nie poznaliśmy i wydawało mi się to dziwne. Później okazało się, iż mama Kasi to była sąsiadka mojej przyjaciółki. Opowiedziała mi o niej coś bardzo niepokojącego. Okazało się, iż gdy jej mąż zaczął mniej zarabiać, wyrzuciła go z domu, a potem zaczęły się jeszcze większe absurdy… Kobieta zaczęła się spotykać z żonatym, ale bogatym mężczyzną, a babcia Kasi, podobnie jak jej córka, miała romans z żonatym facetem. Obie zmuszały córkę i wnuczkę, by jeździły na jego działkę i pomagały w gospodarstwie. Z tego powodu mój syn miał już kilka nieprzyjemnych przygód z przyszłą teściową, ale najbardziej niepokoi mnie, jak matka i babka nastawiają Kasię przeciw ojcu. Widać, iż dziewczyna kocha ojca, ale przez te dwie kobiety ich relacja się psuje. Na dodatek Kasia zdecydowała się rzucić studia – uważa, iż mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę. Zgadzam się, tak wychowałam syna, ale na wypadek problemów – kto jej zagwarantuje, iż zawsze będzie dobrze? Jak pomoże mężowi w trudnej sytuacji? Przy okazji, przepisałam mieszkanie na siebie, bo wiem, iż wychowałam “sarnę”, jak się u nas mówi. Wszystko, co syn miał przed ślubem, i tak po rozwodzie nie podlega podziałowi, ale Kasia jest tak sprytna, iż mogłaby go zostawić co najwyżej w skarpetkach.
Sebastian Fabijański szczerze o rozstaniu i byłej partnerce: „nie powinna być obecna w moim życiu”
Sandra Kubicka przerwała milczenie. Dopiero co rozwód z Baronem, a teraz coś takiego
Nieproszeni goście: Jak radzić sobie z niespodziewanymi wizytami w polskim domu
Głupia Anka – tak mówili o Annie. Od piętnastu lat żyła z mężem, mając dwójkę dzieci: Alicję (14 lat) i Sergusia (7 lat). Mąż zdradzał ją niemal jawnie – pierwszy raz zrobił to już drugiego dnia po ślubie, z kelnerką. Potem przestała liczyć. Przyjaciółki próbowały otworzyć jej oczy, a ona tylko się uśmiechała. Ania pracowała jako księgowa w fabryce zabawek – zarabiała marne grosze i pracowała ponad siły, choćby w weekendy, niekiedy nie wracała na noc przez sprawozdania kwartalne i roczne. Mąż zarabiał bardzo dobrze, ale Ania nie była idealną gospodynią – pieniędzy nigdy nie wystarczało, w lodówce ciągle pustki, a na obiad najwyżej barszcz i kotlety z makaronem. Ludzie wokół dziwili się, widząc Walerka z kolejną kochanką, a w domu bywał suchy jak pieprz. “Ależ głupia jest ta Anka, po co ona go znosi?” – szeptano. W dniu, gdy Serguś skończył dziesięć lat, mąż wrócił i oznajmił, iż zamierza się rozwieść, bo się zakochał. “Nie obrażaj się, Aniu, ale składam papiery rozwodowe. Jesteś zimna jak ryba, choćby dobra gospodyni z ciebie nie była”. “Dobrze, zgadzam się”, odpowiedziała spokojnie Ania. Walerka zamurowało, liczył na awanturę. “Spakuj rzeczy, jutro zostaw klucz pod wycieraczką, nie będę przeszkadzała”, zakończyła Ania z dziwnym uśmiechem. Następnego dnia wrócił z nową partnerką – klucza nie było. “Trudno, wymienię zamki.” Próbował wejść – bez skutku. W drzwiach stanął wielki mężczyzna w szlafroku. “Czego chcesz, gościu?”, “To moja kawalerka”, odparł niepewnie Walerek. “Dokumenty proszę” – usłyszał. Dokumenty zostały w mieszkaniu, próbował pokazać dowód – w nim dwa stempelki: zameldowanie i wymeldowanie, sprzed dwóch lat. Dzwonił do Anki – była nieosiągalna. Czekał na nią pod fabryką – nie pracowała już tu od roku. Córka – za granicą, syn – przeniesiony do innej szkoły. Załamany usiadł na ławce – jak to się stało, iż cicha Anka tak wszystko załatwiła? I skąd sprzedała mieszkanie? Może sąd coś rozstrzygnie. Na rozprawie wyszło, iż dwa lata wcześniej on sam podpisał Ani pełnomocnictwo, by szybciej pozałatwiać sprawy córki. Wtedy był pod urokiem Elizy, nowej znajomej. Bez żadnej refleksji przekazał żonie władzę nad całym majątkiem. Stracił wszystko. choćby Eliza się ulotniła, gdy dowiedziała się o braku mieszkania. “To chociaż ją załatwię alimentami!” – pomyślał. I tu spotkało go rozczarowanie – dostał wezwanie na rozprawę o zaprzeczenie ojcostwa. Okazało się, iż dzieci są z innym mężczyzną. Anka w dniu ślubu widziała, jak Walerek zdradzał ją z kelnerką i poprzysięgła mu zemstę. Zaczęła oszczędzać, a wszystkie pieniądze na dom ukrywała – dzieci chodziły najedzone i ubrane dzięki babci. Matka ostrzegała: “Zemsta cię zniszczy, skrzywdzi dzieci”. Anka była nieugięta. Zrobiła badania DNA i obaliła ojcostwo Walerka. To był dla niego cios gorszy niż strata mieszkania. Strzeżcie się skrzywdzonych kobiet – gdy są rozgniewane, są zdolne do wszystkiego!
Od roku mój syn mieszkał z Kasią, ale nie znaliśmy jej rodziców. To wydawało mi się dziwne, więc postanowiłam sprawdzić, co się za tym kryje Zawsze starałam się wychować syna w szacunku do kobiet – do jego babci, matki, żony, córki. Uważam, iż to najważniejsza cecha, którą powinien mieć mężczyzna: szacunek wobec kobiet. Mój mąż i ja daliśmy mu bardzo dobre wychowanie i wykształcenie oraz wszystko, co potrzebne, by łatwiej przejść przez życie. Nie chcieliśmy mu specjalnie pomagać, ale mimo to kupiliśmy mu dwupokojowe mieszkanie. Pracował, by się utrzymać, ale nie miał wystarczająco na własne lokum. Nie daliśmy mu mieszkania od razu ani choćby nie powiedzieliśmy o zakupie. Dlaczego? Mieszkał wtedy z dziewczyną – dlatego. Od roku mój syn mieszkał z Kasią, ale nie znaliśmy jej rodziców, co wydało nam się podejrzane. Później wyszło na jaw, iż mama Kasi była kiedyś sąsiadką znajomej mojej mamy. Opowiedziała mi coś, co wzbudziło mój niepokój. Okazało się, iż matka Kasi wyrzuciła męża z domu, gdy zaczął mniej zarabiać, ale to był dopiero początek… Potem kobieta związała się z żonatym, ale zamożnym mężczyzną. Babcia Kasi również była w relacji z żonatym facetem i zmuszała swoją córkę oraz wnuczkę do pracy na jego działce na wsi. Z tego powodu mój syn miał już kilka niekomfortowych sytuacji z przyszłą teściową. A najbardziej niepokojące w tej historii jest to, iż matka i babcia Kasi nastawiają ją przeciwko ojcu. Widać, iż dziewczyna bardzo kocha ojca, ale przez te dwie kobiety jej relacje z tatą są zagrożone. No i wisienka na torcie: Kasia postanowiła rzucić studia. Uważa, iż to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę. Zgadzam się z tym, uczyłam tego syna, ale co jeżeli w życiu pojawią się problemy? Gdzie jest zabezpieczenie? Jak ona pomoże mężowi w trudnej sytuacji? A tak poza tym, to przepisałam mieszkanie na siebie, bo wiem, iż wychowałam “sarenkę”, jak to się mówi. Owszem, majątek kupiony przed ślubem po rozwodzie nie podlega podziałowi, ale Kasia jest taka sprytna, iż potrafiłaby zostawić mojego “dżentelmena” choćby bez skarpetek.
Jak „europejska modna nowość” prawie rozbiła nasze małżeństwo – czyli jak mąż zaproponował mi otwarty związek „dla ożywienia relacji”… a ja naprawdę się na to zgodziłam
Od roku mój syn mieszkał z Kasią, ale nigdy nie poznaliśmy jej rodziców. To wydało mi się podejrzane, więc postanowiłam sprawdzić sprawę Zawsze starałam się wychować syna w szacunku do kobiet – babci, matki, żony, córki. Moim zdaniem to najważniejsza cecha, jaką powinien mieć mężczyzna: szacunek do kobiet. Razem z mężem daliśmy mu świetne wychowanie i wykształcenie, a także zapewniliśmy wszystko, co potrzebne do łatwego startu w życie. Nie chcieliśmy mu pomagać w niczym innym, ale mimo to kupiliśmy mu dwupokojowe mieszkanie. Pracował już wtedy, by się utrzymać, ale na własne mieszkanie nie było go stać. Nie daliśmy mu mieszkania od razu w prezencie, choćby nie powiedzieliśmy mu o zakupie. Dlaczego? Bo nasz syn mieszkał wtedy z dziewczyną – właśnie dlatego. Od roku mieszkał z Kasią, ale jej rodziców nigdy nie poznaliśmy, co wydawało mi się bardzo dziwne. niedługo okazało się, iż mama Kasi była kiedyś sąsiadką przyjaciela mojej koleżanki. Opowiedziała mi coś, co bardzo mnie zaniepokoiło. Okazało się, iż matka Kasi wyrzuciła swojego męża z domu, kiedy zaczął mniej zarabiać, ale to dopiero początek. Potem zaczęła spotykać się z żonatym, ale bogatym mężczyzną. Babcia Kasi, podobnie jak jej córka, także miała romans z żonatym mężczyzną. Obie zmuszały córkę i wnuczkę do wyjazdów na działkę tego pana, by pomagały na gospodarstwie. Przez to mój syn miał już kilka spięć z przyszłą teściową. Ale najbardziej niepokojące jest dla mnie, iż matka i babcia nastawiają Kasię przeciwko ojcu. Dziewczyna bardzo kocha tatę, ale przez te dwie kobiety ich relacja jest zagrożona. I jeszcze jedno: Kasia postanowiła rzucić studia. Uważa, iż to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę. To nie jest mi obce, też wychowałam syna w tym duchu, ale oby nie napotkali na poważne problemy w życiu. A co będzie, jeżeli coś się stanie? Jak ona wtedy pomoże swojemu mężowi? Dla bezpieczeństwa przepisałam mieszkanie na siebie, bo wiem, iż wychowałam jelenia, jak to się mówi. Niby wszystko, co zdobyte przed ślubem, nie wchodzi do podziału po rozwodzie, ale Kasia jest tak sprytna, iż mojego „dżentelmena” może zostawić co najwyżej w samych skarpetkach.
Dwa miesiące po "TzG" Bursztynowicz mówi wprost. Tak dziś wygląda jej życie