Kryzysy i rozstania

Matka mojego chłopaka upokorzyła mnie publicznie, nie wiedząc, iż jesteśmy w związku.
Oderwałam się od mojej rodziny – i po raz pierwszy w życiu czuję się naprawdę wolna
Była dziewczyna Brooklyna Beckhama ujawnia kulisy jego dzieciństwa. "Przez lata wiele się działo"
Jeśli mama nie będzie z nami mieszkać, biorę rozwód!” I tak zrobił…
Anita Sokołowska i Bartosz Frąckowiak rozstali się po cichu. Dawniej mieli wspólne konto na Instagramie
Mąż zostawił mnie dla innej 5 lat temu, a teraz prosi, żebym została matką dla jego syna. Moja odpowiedź go zszokowała
Jesteś starszym bratem, więc masz obowiązek pomóc młodszej siostrze – Masz dwa mieszkania w Warszawie, jedno powinieneś oddać Alinie!
Moi bliscy czekają, aż opuścimy ten świat. Myślą, iż przejmą moje mieszkanie, ale zawczasu się zabezpieczyłem.
Syn mojego byłego męża z nowego związku zachorował na raka, a były prosi mnie o pieniądze na leczenie – odmówiłam pomocy!
Durnowata? To tak o niej mówili… Anna przez piętnaście lat znosiła otwarte zdrady męża, z którym miała dwójkę dzieci: Alicję (14 lat) i Szymka (7 lat). Już podczas wesela zdradził ją z kelnerką, potem liczbę romansów trudno było zliczyć. Koleżanki próbowały otworzyć jej oczy, ale Anna tylko uśmiechała się i milczała. Pracowała w fabryce zabawek jako księgowa – niska pensja, dużo pracy, weekendy zarwane przez raporty. Mąż zarabiał dobrze, ale w domu wiecznie pustka w lodówce i tylko najszybsze dania na stole. Sąsiedzi dziwili się, gdy widzieli męża z kolejną nową kobietą. „Ale ta Anka głupia, po co ona to znosi?” – mówili. W dniu 10. urodzin Szymka mąż oznajmił, iż odchodzi, bo „się zakochał”. Anna spokojnie zgodziła się na rozwód, czym wprawiła męża w osłupienie. Następnego dnia wrócił do pustego mieszkania – klucz nie pasował, drzwi otworzył nieznajomy mężczyzna w szlafroku. Okazało się, iż Anna sprzedała mieszkanie dwa lata wcześniej, a on, nieświadomy niczego, dawno został wymeldowany. Próbował odszukać byłą żonę i dzieci – cóż, córka studiuje za granicą, syn w innej szkole, Anna nie pracuje już na fabryce. W sądzie dowiedział się, iż sam podpisał żonie pełnomocnictwo dwa lata wcześniej, gdy był oczarowany nową kochanką. Mało tego – otrzymał pozew o ustalenie ojcostwa, bo… oboje dzieci nie są jego. Anna, świadoma jego zdrad, od wesela krok po kroku prowadziła swoją zemstę – oszczędzała pieniądze, dzieci jadły u babci, a sama przygotowała DNA potwierdzające, iż dzieci ma z innym. Były mąż przegrał wszystko – i rodzinę, i mieszkanie, i kochankę. Strzeżcie się skrzywdzonych przez was kobiet – w gniewie potrafią dokonać rzeczy niezwykłych.
Moja matka jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mieszkania w Warszawie
Jak przetrwać rozstanie? 8 skutecznych sposobów na radzenie sobie z trudnym doświadczeniem
Nie zasłużyłaś na takie życie – Historia Ksenii, która przez trzy lata poświęcała wszystko dla Andrzeja i jego syna, wierząc, iż miłość wymaga ofiary, aż w końcu zrozumiała, iż prawdziwa miłość nie oznacza rezygnacji z siebie
Po prostu nie rozumiesz własnego szczęścia – czyli historia Kariny: Pol milionowy kredyt dla teściowej, małżeństwo kontrolowane przez mamę, ucieczka do wolności, nowa miłość z Andrzejem i powrót przeszłości pod polskim dachem
Jesteś starszym bratem, więc powinieneś zadbać o młodszą siostrę – masz dwa mieszkania, jedno koniecznie oddaj Alinie!
Nagle ogłosił, iż pokryje główne koszty wesela, przez co będę musiała sama sfinansować całą podróż.
Na Wigilii w domu syna spojrzał na mnie i powiedział: „W tym roku Święta są tylko dla najbliższej rodziny, będzie lepiej bez Ciebie”, a gdy jeszcze byłam w szoku, w momencie, gdy wszyscy wznosili kieliszki, nagle zadzwonił do mnie nieznany numer mówiąc,
Są razem od 50 lat. Mało kto wie, iż Jurek Owsiak zerwał kiedyś z żoną w liście
4 błędy, które popełniamy po rozstaniu – tęsknota i ból przyćmiewają racjonalne myślenie
Aga i Mateusz z "Rolnika" pokazali się razem. Od razu popłynęły gratulacje
Rozczulające nagranie Barona z synem. "Szczerość i prawda"
Tuż po rozwodzie nie mówiła wiele. Dopiero teraz wyjawiła, co jej pomogło
Michał Wiśniewski potwierdził kryzys w związku. Wymowne wpisy Poli Wiśniewskiej
Szejna przerwał milczenie ws. zegarka. Przedstawił nową wersję
Dominika Gawęda o rozwodzie z mężem. "Rozpoczęłam nowy etap"
Moja historia jest inna. Teściowa wiedziała, iż jej syn zdradza mnie z naszą sąsiadką. I ukrywała to przede mną. Cała prawda wyszła na jaw, gdy sąsiadka zaszła w ciążę… wtedy już nie dało się dłużej udawać w rodzinie, iż nic się nie dzieje. Byłam żoną przez sześć lat, gdy mój świat runął. Mieszkaliśmy razem, pracowaliśmy, nie mieliśmy jeszcze dzieci. Nie byliśmy idealni, ale wierzyłam, iż jesteśmy rodziną. Prawie każdą niedzielę spędzaliśmy u jego rodziców. Obiad, rozmowy, pomagałam w kuchni. Czułam się częścią tego domu. Nigdy bym się nie spodziewała, iż przy tym samym stole mogą siedzieć ludzie, patrzeć mi w oczy… i ukrywać taką prawdę. Sąsiadka była zawsze blisko z nimi. Nie była tylko „kobietą z klatki”. Była traktowana jak ktoś z rodziny. Często wpadała – czasem bez zapowiedzi, jadła z nami, zostawała długo. Nigdy nie podejrzewałam. Bo wyrosłam w przekonaniu, iż rodzina ma swoje granice. Nie wierzyłam, iż w porządnej rodzinie coś takiego może się dziać… na oczach wszystkich. Teściowa zawsze jej broniła. Gdy ktoś powiedział coś złego – ona ją tłumaczyła. Gdy sąsiadka czegoś potrzebowała – teściowa była pierwsza do pomocy. A mój mąż… zawsze „na zawołanie”. Widziałam to. Ale powtarzałam sobie: „Nie będę myśleć źle, to bzdury”. Ale kilka miesięcy przed wybuchem wszystkiego zaczęłam czuć, iż coś jest nie tak. Mąż coraz częściej był nieobecny. Mówił, iż jest u rodziców, pomaga w czymś, ma pracę. Nigdy go nie sprawdzałam. Nie byłam kobietą, która kontroluje i śledzi. Ale teściowa zaczęła się dziwnie zachowywać. Chłodniej. Dystansowała się. Była mało uprzejma. Wtedy coś mnie tknęło – jakby czuła się winna. Dzień, w którym poznałam prawdę, zaskoczył mnie. Zadzwoniła ciotka mojego męża. Najpierw pytała, jak się mam, co u nas, jak praca. Potem cisza i pytanie: — przez cały czas mieszkacie razem? Powiedziałam, iż tak. Znów cisza. I wtedy: — A czy ty nic nie wiesz… o sąsiadce? Przeszedł mnie dreszcz. — Co pani ma na myśli? — spytałam. I wtedy usłyszałam całą prawdę: — Ona jest w ciąży. A ojcem jest twój mąż. To już była „rodzinna tajemnica”, nad którą wszyscy próbowali zapanować od miesięcy. Zakończyłam rozmowę, usiadłam na brzegu łóżka. Męża jeszcze nie było. Gdy przyszedł, czekałam na niego. Spytałam wprost: — Od kiedy jesteś z sąsiadką? Nie zaprzeczył. Tylko spuścił głowę. — To nie było planowane… — powiedział. — Od jak dawna? — spytałam. — Ponad rok. Poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Spytałam, kto o tym wie. I wtedy najgorsze: — Mama wie od miesięcy. To zdanie zabolało najbardziej. Następnego dnia poszłam do teściowej. Weszłam bez zapowiedzi. Nie obchodziło mnie, czy jej to pasuje. Spytałam wprost: — Dlaczego mi nie powiedziałaś? Spojrzała na mnie spokojnie. Bez łez. Bez cienia żalu. Jak ktoś, kto uważa, iż robił dobrze. I powiedziała: — Chciałam uniknąć skandalu. Myślałam, iż on sobie z tobą porozmawia. Nie wierzyłam. — Przemilczeć, iż twój syn zdradza mnie z sąsiadką, to według ciebie „ochrona”? — spytałam. — Nie chciałam rozbijać wam małżeństwa. I wtedy zrozumiałam coś strasznie prostego: Nigdy nie byłam chroniona. Byłam wygodna. Oszukało mnie całe to otoczenie. Później zaczęli „pomagać”. Wtrącać się. Tłumaczyć. Mówić, żebym nie była „radykalna”, „nie robiła burzy”. Jakby to była moja reakcja problemem. Podpisałam rozwód. Sąsiadka przeprowadziła się do swojej mamy na chwilę. Teściowa przestała się do mnie odzywać. A mój były mąż został ojcem z nią. Zostałam sama. Nie tylko bez męża. Zostałam bez rodziny, którą myślałam, iż mam. I to nie była tylko zdrada. To było zbiorowe zdradzenie. Rozwód. Podpisałam papiery, jak ktoś, kto nie ma już siły stać prosto. Nie tylko dlatego, iż mąż mnie zdradził. Bo zdradziła mnie cała jego rodzina. Sześć lat każdej niedzieli u nich. Gotowałam, pomagałam, śmiałam się, świętowałam. Myślałam, iż mnie kochają. A oni patrzyli mi w oczy… i wiedzieli. Wiedzieli. Milczeli. Kryli go. A mnie nigdy nie chronili. Teściowa nie zdradziła mnie w chwili, gdy się dowiedziała. Ona zdradzała mnie za każdym razem, gdy przytulała i mówiła „wszystko będzie dobrze”, gdy jej syn robił dziecko innej. I wtedy zrozumiałam coś, co boli bardziej niż zdrada: Zdradę partnera można przeżyć. Zdrada całego „rodzinnego stołu” zmienia człowieka na zawsze. ❓ Pytanie do Was: Jak Wy sądzicie: jeżeli rodzina partnera wie, iż jesteście okłamywani i zdradzani, ale milczy – to są wspólnikami, czy „nie ich sprawa”? Co byście zrobili na moim miejscu?
Moja matka jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mieszkania
Kochanie, mógłbyś mnie odebrać z pracy? – Zadzwoniła do męża, mając nadzieję uniknąć męczącej czterdziestominutowej podróży komunikacją miejską po ciężkim dniu.
Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa zachorował, a były mąż poprosił mnie o wsparcie finansowe. Odpowiedziałam mu: nie!
Niechciane dziecko – Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? – Starszy doktor z uprzejmym uśmiechem zwrócił się do swojej młodej pacjentki. – Imienia jeszcze nie wybraliśmy – wtrąciła się Natalia, siedząca na krześle obok łóżka. – To poważna decyzja, Daria musi się dobrze zastanowić. – Wcale nie chcę. – Ku zaskoczeniu wszystkich odezwała się sama młoda mama. – W ogóle nie zamierzam jej zabierać. Złożę zrzeczenie. – Co ty wygadujesz?! – Kobieta zerwała się nerwowo, posyłając dziewczynie gniewne spojrzenie, po czym zwróciła się do lekarza: – Ona nie wie, co mówi. Oczywiście, zabierzemy malutką do domu. – Wrócę później, proszę odpoczywać. – Lekarzowi wyraźnie nie było na rękę akurat teraz uczestniczyć w rodzinnych sporach. Gdy tylko drzwi za lekarzem się zamknęły, matka rzuciła się na dziewczynę z pretensjami. – Jak śmiesz wygadywać takie rzeczy? Co ludzie o nas pomyślą?! Przecież musiałyśmy się przeprowadzić do tego miasta, by wszystko odbyło się po cichu. To dziecko musi zostać w naszej rodzinie. – A czyja to wina? – Daria spojrzała kobiecie prosto w oczy. – Gdybyś mnie wtedy posłuchała, nic by się nie wydarzyło. Spokojnie bym skończyła szkołę i może gdzieś poszła na studia. jeżeli tak bardzo chcesz tego dziecka, to sama je sobie zabierz. Dziewczyna odwróciła się do ściany, jasno dając do zrozumienia, iż rozmowa zakończona. Natalia próbowała jeszcze kilka minut ją przekonać, ale gdy zajrzała pielęgniarka, poprosiła o spokój dla pacjentki. Daria została sama na sali. Cicho wtulała twarz w poduszkę, modląc się w duchu, by to wszystko jak najszybciej się skończyło. Niepewne pukanie do drzwi zmusiło ją do otarcia łez. Głęboko westchnęła i powiedziała: – Proszę wejść. Spodziewała się zobaczyć kogoś z personelu albo w najgorszym wypadku ojca. Jednak kobieta, która weszła, była jej zupełnie nieznana. – Czy mogę w czymś pomóc? – Kto by pomyślał, jak trudno jest zachować spokój! – Podsłyszałam przez przypadek… Lekarze rozmawiali obok mojej sali – zaczęła nieśmiało kobieta. – Tak, chcę oddać dziecko. To prawda. O to chodzi, tak? – Widziałam, jak twoja mama… – To nie mama! – ostro przerwała Daria, tracąc na chwilę spokój. – To tylko macocha, strasznie się wywyższa. A moja mama pracuje za granicą. – Wybacz, nie chciałam cię urazić – kobieta speszyła się. – Mam troje dzieci… i nie pojmuję twojej decyzji. Sama jako dziecko byłam w domu dziecka, dlatego tak boję się o twoją córeczkę. Przecież ona niczemu nie jest winna! – Takie małe dzieci gwałtownie znajdują dom, tak mi mówiono – wzruszyła ramionami Daria. – Ja nie mogę się przemóc, by choćby ją wziąć na ręce, nie mówiąc o czymś więcej. Gdyby Natalia się wtedy nie wtrącała, nie byłoby mnie tutaj. – Przecież jesteś dorosła, możesz decydować. Masz już więcej niż piętnaście lat, prawda? – Przecież to taki wstyd! – Daria powtórzyła kąśliwie słowa macochy. – Jak my się ludziom na oczy pokażemy?! – Nie rozumiem… – To pani opowiem – Daria uśmiechnęła się krzywo – może przestanie mnie pani oceniać. ********************************************* Ostatni rok w liceum był dla Darii wyjątkowo pechowy. Najpierw jej ukochany Paweł poszedł do wojska, a potem do klasy dołączył nowy. Typowy „warszawski bananowy chłopiec”, w ramach kary zesłany przez ojca na prowincję, zaczął podrywać wszystkie dziewczyny. Zależało mu nie na uczuciach, tylko na kolejnych podbojach. Tak właśnie zszargał opinię ojcu. Maciek rozdawał luksusowe prezenty, zabierał dziewczyny do klubów, restauracji. Jedna po drugiej ulegały, każda wierząc, iż zostanie wybranką „księcia”. Najbardziej opierała się właśnie Daria. Była zakochana w Pawle, nikogo innego nie chciała. W końcu wydawało się, iż Maćkowi się znudziła, przerzucił się na inne dziewczyny. Przynajmniej tak myślała. Ale jak bardzo się myliła! W grudniu jedna z jej przyjaciółek obchodziła urodziny. Była cała klasa, Maciek też przyszedł, ale nie zamierzał tylko gratulować solenizantce… W środku imprezy Daria odebrała telefon na korytarzu, a gdy wróciła, obok jej miejsca siedział Maciek. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, ale potem nagle poczuła się fatalnie… Rano z trudem otworzyła oczy. Obok niej leżał uśmiechnięty Maciek. – No widzisz, a tak się wzbraniałaś – powiedział, jakby nic się nie stało. – To w ramach rekompensaty. Szczerze mówiąc, zdziwiłaś mnie. Twój Pawka to frajer. Powrót do domu kosztował Darię wiele wysiłku. Chwiała się na nogach, kręciło jej się w głowie. Przechodnie patrzyli na nią z odrazą. Nie szukała choćby kluczy – po prostu zadzwoniła. Była pewna, iż macocha jest w domu. – Gdzie się włóczyłaś?! – zirytowała się Natalia, ledwo ją zobaczyła. – Nie wróciłaś na noc, telefonu nie odbierałaś. I jeszcze w jakim stanie wracasz! Gdyby ojciec cię taką zobaczył… – Wezwij lekarza i policję – przerwała jej Daria. – Chcę złożyć doniesienie. Niech go wsadzą. Natalia spoważniała. Skojarzyła wygląd dziewczyny i jej słowa i gwałtownie wyciągnęła wnioski. – Kto? – Maciek, kto inny… – Darii ciężko było w ogóle mówić. – Tylko on byłby taki bezczelny. Wzywaj, albo sama zadzwonię. – Poczekaj z tym. – Natalia zaczęła kalkulować. – I tak się wywinie. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci odszkodowanie. – Chyba zwariowałaś? – Daria nie wierzyła własnym uszom. – Jakie odszkodowanie? Idę na policję! – Nigdzie nie pójdziesz! – kobieta złapała ją za rękę i zaciągnęła do pokoju. Daria nie miała choćby siły się bronić. – I tak nikt ci nie uwierzy, cała miejscowość będzie cię wytykać palcami. Ja wszystkim się zajmę. Daria nie miała telefonu – zgubiła go po drodze albo została u koleżanki. Nie mogła też wyjść – macocha zamknęła drzwi na klucz. W głowie jej się kręciło, łóżko wydawało się wybawieniem… Po kilku dniach Daria pojechała do babci. Mieszkała sto kilometrów dalej i była już bardzo wiekowa. Daria nie chciała jej martwić, więc udawała, iż wszystko jest w porządku. Miesiąc później usłyszała straszną wiadomość. Tamta noc przyniosła konsekwencje – będzie miała dziecko. Natalia była w siódmym niebie – ten maluch zapewni im spokojne życie! Dziadek zapłaci sowicie, jeszcze raz ratując syna z kłopotów. Najważniejsze – do piątego miesiąca nikomu nie mówić. Nikt nie pytał, czego chce Daria. Gdy tylko powiedziała o chęci usunięcia ciąży, Natalia urządziła jej piekło i pilnowała ją dzień i noc. Przyszły dziadek nie był zachwycony, ale dał pieniądze. I obiecał płacić jeszcze długo. ********************************************************** – Teraz już pani rozumie? Przez to dziecko tyle przeszłam. Paweł mnie zostawił, nie uwierzył mi. Koleżanki się odwróciły, musiałam się przeprowadzić. choćby szkoły nie skończyłam! – Przepraszam, oceniłam cię, nie znając całej prawdy – kobieta była zakłopotana. – Ale malutka wciąż nie jest niczemu winna. – Dario, musimy poważnie porozmawiać! – do sali weszła Natalia, ciągnąc za sobą męża. – Obcych proszę wyjść, to sprawa rodzinna! Kobieta spojrzała współczująco na dziewczynę i wyszła, zamykając cicho drzwi. – Nie pozwolę ci zrujnować mojego idealnego planu. jeżeli zostawisz dziecko tutaj, do domu nie wracaj. I gdzie pójdziesz? Babcia nie żyje, jej mieszkanie przejął wujek. Zostaniesz na ulicy? – Nie, pojedzie ze mną – do sali weszła elegancka kobieta. Darii oczy zapłonęły radością. – Mamo! Przyjechałaś! – Oczywiście, iż przyjechałam. Nie mogłabym cię zostawić w biedzie. – Albina mocno przytuliła córkę. – Gdybyś tylko mi wcześniej powiedziała, dawno zabrałabym cię do siebie. Myślałam, iż tutaj łatwiej skończysz liceum. – Myślałam, iż mnie nie potrzebujesz – wyszeptała Daria. Wciąż przecież była tylko dzieckiem. – Ktoś mi wmawiał, iż nie chcesz się ze mną kontaktować. Prezenty wracały nierozpakowane, nie mogłam się dodzwonić. Uznałam, iż mi nie wybaczysz. Nic to – powiedziała pogodnie kobieta, ocierając łzy córki. – Wyjedziemy, zapomnisz o wszystkim… ************************************************************* Daria wyjechała. Dziecko zabrała Natalia, licząc na dostatnie życie. Jednak kiedy wpływowy dziadek się o tym dowiedział, przyjechał i zabrał malutką do siebie. Maciek w końcu uznał dziecko, choć bardzo się przed tym wzbraniał. Daria wreszcie jest szczęśliwa. Jest blisko najważniejszej osoby, która nigdy jej nie zawiedzie…
Rozwód w holenderskiej rodzinie królewskiej. Byli razem 25 lat, księżna straci tytuły
Piechowiak planowała ślub ze znanym aktorem. Oto co najmocniej ich połączyło
Mój mąż zostawił mnie dla innej, a kiedy miał wypadek, teściowa powiedziała, iż muszę go znowu przyjąć do rodziny.
Lekcja dla żony: Jak Anfisa, zamiast dbać o dom i syna, spędzała dni w internecie, aż mąż Eryk postanowił dać jej nauczkę i wystąpił o rozwód – czy dopiero groźba utraty rodziny sprawi, iż kobieta odnajdzie w sobie matkę i prawdziwą partnerkę?
Pozdrowienia od żony – Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? – zadzwoniła do męża Żenia, licząc, iż po ciężkim dniu nie będzie musiała tłuc się czterdzieści minut autobusem. – Jestem zajęty – odpowiedział krótko Artur. W tle wyraźnie było słychać telewizor, więc wszystko wskazywało na to, iż mężczyzna jest w domu. Żeni było przykro aż do łez. Małżeństwo wisiało na włosku, choć jeszcze pół roku temu Artur gotów był nosić ją na rękach. Co się zmieniło w tak krótkim czasie? Żenia nie wiedziała. Dbała o swoją sylwetkę, regularnie ćwiczyła na siłowni. Świetnie gotowała – w końcu pracowała w jednej z lepszych warszawskich restauracji. Nigdy nie prosiła o pieniądze, nie urządzała awantur, była gotowa spełnić każde życzenie męża… – gwałtownie mu się znudziłaś – kiwała głową mama, słuchając żalów córki. – Nie wolno wszystkim mężczyznom ulegać. – Po prostu go kocham – Żenia bezradnie się uśmiechała. – I on mnie też… ********************** – Jednak już go znudziłam – szeptała Żenia, przeglądając historię przeglądarki. Okazało się, iż Artur spędzał wolny czas na portalach randkowych, rozmawiając z kilkoma dziewczynami jednocześnie. – Dlaczego nie mógł po prostu porozmawiać? Zrozumiałabym i puściła wolno. Po co się męczyć, żyjąc z nielubianą kobietą i ją też męczyć swoim podejściem? Rozwód. No cóż, jest silna, da sobie radę. Ale tak łatwo mu nie odpuści. Mała zemsta mu się należy… Tego samego wieczoru Żenia założyła konto na tym samym portalu randkowym, co mąż. Znalazła go, napisała do niego, a zdjęcie pobrała z Internetu, lekko poprawiając Photoshopem — była pewna, iż Artur się złapie. I złapał. Zaczęli intensywnie pisać. W wiadomościach Artur przedstawiał się jako kawaler, gotowy na poważny związek i dzieci. Przechwalał swój cudowny charakter, co Żenię doprowadzało do łez ze śmiechu. Przecież ona najlepiej wiedziała, jak trudno do niego się dopasować. – Spotkajmy się – napisała Żenia i z niecierpliwością czekała na odpowiedź. – Jestem za! – odpisał po kilku sekundach. – Ale tymczasowo mieszka u mnie siostra, przygotowuje się do matury, więc spotkajmy się gdzieś na neutralnym gruncie, a potem pojedziemy do hotelu. – Naprawdę? – wymknęło się Żeni. – Czemu jesteś taki pewny, iż dziewczyna od razu zgodzi się na hotel? No cóż, mi to choćby na rękę. – Może lepiej u mnie? Mieszkam w domku pod Warszawą, sama, nikt nam nie będzie przeszkadzał – a w myślach zastanawiała się, czy się zgodzi. – Świetny pomysł! – Artur ewidentnie się ucieszył. Najwyraźniej dlatego, iż nie musiał wydawać pieniędzy na hotel. – Podaj adres i godzinę, przyjadę na skrzydłach miłości. – Ulica ****** 25, o 22. Pasuje? – Jasne! Czekaj na mnie. Koło dziewiątej Artur udawał, iż nagle musi jechać do pracy. Nie mógł znaleźć kluczyków od auta i niechętnie zapytał żonę, czy gdzieś nie widziała kompletu. – Leżały na szafce – Żenia spojrzała mężowi prosto w oczy, ściskając kluczyki w kieszeni. – Może kot zabrał? – Trudno, wezmę taksówkę. Nie czekaj na mnie, idź spać. Ale Żenia nie zamierzała spać. Po co? Zdążyła już spakować swoje rzeczy – na szczęście miała własne mieszkanie po babci. Jedyną rzeczą, jaką po sobie zostawiła, było podanie o rozwód, leżące na widoku. Artur wrócił dopiero rano, wściekły jak osa. Mało tego, iż w jedną stronę jechał ponad godzinę, to jeszcze „Anżeliki” ze zdjęcia tam nie było. Adres był prawdziwy, dom także. Tylko iż mieszkała tam kobieta trzy razy większa od niego, w prześwitującym szlafroku. Artur oddałby wszystkie pieniądze, żeby zapomnieć ten widok. Ledwo się od niej uwolnił! Musiał zamówić taksówkę, a czekania było co niemiara – zmarzł jak nigdy wcześniej. Kierowca na dodatek wywiózł go gdzieś na obrzeża… Generalnie, nocka była „przednia”. Wchodząc do mieszkania i widząc leżące na stole papiery rozwodowe, Artur pojął, kto za tą całą „zabawą” stał. Obok, na stole, szminką było napisane Ta słodka zemsta…
Nie zasłużyłaś – Poruszająca historia Ksenii, która po rozwodzie Andrzeja wierzyła, iż miłość to poświęcenie: jak przez lata utrzymywała partnera i jego syna, godząc się na upokorzenia w imię rodziny, aż w końcu zrozumiała, iż była tylko darmową służącą. O tym, dlaczego warto wybrać siebie i gdzie leży granica między oddaniem a samozatraceniem – opowieść o współczesnych realiach życia w Warszawie.
Nagle zerwała zaręczyny z ukochanym. Grażyna z "Sanatorium" ujawnia powód
Moja historia jest inna. Moja teściowa wiedziała, iż jej syn zdradza mnie z sąsiadką. I ukrywała to przede mną. O wszystkim dowiedziałam się, gdy sąsiadka zaszła w ciążę… i rodzina przestała ukrywać prawdę. Przez sześć lat byliśmy małżeństwem, gdy mój świat runął. Mieszkaliśmy razem, pracowaliśmy, nie mieliśmy dzieci. Nie byliśmy idealni, ale wierzyłam, iż tworzymy rodzinę. Niemal co niedzielę chodziliśmy do jego rodziców. Wspólny obiad, rozmowy, pomagałam w kuchni. Czułam się częścią tego domu. Nigdy bym nie pomyślała, iż przy tym samym stole siedzą ludzie, którzy patrzą mi w oczy… i ukrywają przede mną taką sprawę. Sąsiadka była stale wokół nich. Nie była tylko kobietą „z klatki”. Była blisko z nimi. Prawie jak krewna. Często wpadała — czasem bez zapowiedzi, czasem zostawała na obiad, czasem do późna. Nigdy nie miałam podejrzeń. Bo wychowałam się w przeświadczeniu, iż rodzina ma swoje granice. Nie wierzyłam, iż w zwykłym domu może dziać się coś takiego… na oczach wszystkich. Teściowa zawsze ją broniła. jeżeli ktoś coś powiedział — usprawiedliwiała ją. Gdy sąsiadka potrzebowała pomocy — teściowa była pierwsza. A mój mąż… zawsze był „do dyspozycji”. Widziałam to. Ale powtarzałam sobie: „Nie będę myśleć źle. To głupoty.” Kilka miesięcy przed wybuchem wszystkiego zaczęłam czuć, iż coś jest nie tak. Mąż coraz częściej był nieobecny. Twierdził, iż jest u rodziców, iż pomaga, iż ma pracę. Nie sprawdzałam go. Nigdy nie byłam kobietą, która śledzi czy szpieguje. Ale teściowa zaczęła dziwnie się zachowywać. Była chłodniejsza. Dalsza. Mniej uprzejma. I wtedy do mnie dotarło — zachowuje się, jakby miała poczucie winy. Dzień, w którym prawda wyszła na jaw, zaskoczył mnie. Zadzwoniła ciocia męża. Nie zaczęła od razu. Najpierw spytała jak się czuję, jak praca, jak z mężem. Potem zamilkła i powiedziała: — Muszę cię o coś zapytać… przez cały czas mieszkacie razem? Powiedziałam jej „tak”. Znowu cisza. I potem: — A czy nic nie wiesz… o sąsiadce? Poczułam dreszcz na ciele. — O czym pani mówi? — zapytałam. Wtedy powiedziała wprost: — Ona jest w ciąży. A ojcem jest twój mąż. Powiedziała, iż to już „głośna tajemnica” w rodzinie. Że od miesięcy próbują „opanować sytuację”. Ale nikt nie miał odwagi mi powiedzieć. Rozłączyłam się i usiadłam na krawędzi łóżka. Mąż jeszcze nie wrócił. Gdy wszedł, czekałam już na niego. Spytałam wprost: — Od kiedy jesteś z sąsiadką? Nie zaprzeczył. Tylko spuścił głowę. — Nie planowałem tego… — powiedział. — Jak długo? — spytałam. — Ponad rok. Czułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Spytałam, kto wie. I wtedy przyszło najgorsze: — Mama wie od miesięcy. To zabolało mnie bardziej niż cokolwiek. Następnego dnia poszłam do teściowej. Weszłam bez zapowiedzi. Nie obchodziło mnie, czy jej wygodnie. Spytałam wprost: — Dlaczego mi nie powiedziałaś? Spojrzała spokojnie. Bez łez. Bez drżenia. Jak ktoś, kto uznał, iż ma rację. I powiedziała: — Chciałam uniknąć skandalu. Myślałam, iż on rozwiąże to z tobą. Patrzyłam na nią i nie wierzyłam. — Ukrywanie, iż twój syn zdradza mnie z sąsiadką, to jest „chronienie mnie”? — spytałam. Odpowiedziała: — Nie chciałam niszczyć waszego małżeństwa. Wtedy zrozumiałam coś okropnego: Nigdy nie byłam chroniona. Byłam po prostu wygodna. Zdradzili mnie wszyscy. Rodzina zaczęła potem „pomagać”. Wtrącać się. Tłumaczyć mi. Mówili, bym nie była „radykalna”. Nie robiła awantur. Jakby problemem było to, iż reaguję. Podpisałam rozwód. Sąsiadka na jakiś czas wyjechała do swojej matki. Teściowa przestała ze mną rozmawiać. A mój były został ojcem z nią. Zostałam sama. Nie tylko bez męża. Ale i bez rodziny, którą myślałam iż mam. I najgorsze było to, iż to nie była tylko zdrada. To było zbiorowe zdradzenie. Rozwód. Podpisałam rozwód, jako ktoś, kto już nie potrafi stać prosto. Nie tylko dlatego, iż mąż mnie zdradził. Ale dlatego, iż zdradziła mnie cała jego rodzina. Przez sześć lat chodziłam w każdą niedzielę do nich. Gotowałam, pomagałam, śmiałam się z nimi, świętowałam. Myślałam, iż mnie kochają. A prawda jest taka, iż patrzyli mi w oczy… i wiedzieli. Wiedzieli już dawno. Milczeli. Kryli go. A mnie nigdy nie chronili. Teściowa nie zdradziła mnie dopiero gdy się dowiedziała. Ona zdradzała mnie za każdym razem, gdy mnie obejmowała i mówiła „wszystko będzie dobrze”, podczas gdy jej syn robił dziecko innej. I wtedy zrozumiałam coś, co boli bardziej niż zdrada: Można przetrwać zdradę partnera. Ale zdrada całego „rodzinnego stołu”… zmienia człowieka na zawsze. ❓ Pytanie do Was: A Wy jak sądzicie — jeżeli rodzina partnera wie, iż jesteście oszukiwani i zdradzani, ale milczy — są współwinni, czy „to nie ich sprawa”? Jak byście postąpili na moim miejscu?
O tym się nie dyskutuje – Nina będzie mieszkać z nami, o tym się choćby nie dyskutuje – powiedział Zbyszek, odkładając łyżkę. Do kolacji choćby nie tknął, widocznie szykował się do poważnej rozmowy. – Pokój jest, akurat skończyliśmy remont. Więc za dwa tygodnie córka się do nas przeprowadzi. – A nie zapomniałeś o czymś? – policzywszy w myślach do dziesięciu, zapytała Kasia. – Na przykład o tym, iż pokój przygotowaliśmy dla NASZEGO wspólnego dziecka? Albo, iż Nina ma matkę, z którą powinna mieszkać? – Pamiętam, iż rozważaliśmy dziecko – mruknął mężczyzna. Miał nadzieję, iż żona pokornie przyjmie tę decyzję i nie będzie dalszej rozmowy. – Ale trudno, można to odłożyć na kilka lat. Zresztą, musisz skończyć studia, nie czas na dzieci. A Nina nie chce rodzeństwa. A jeżeli chodzi o jej matkę… – Zbyszek uśmiechnął się krzywo – występuję o odebranie jej praw rodzicielskich. Dla małej jest niebezpiecznie przebywać z tą kobietą pod jednym dachem! – Dla małej? – Kasia uniosła zdziwione brwi. – Przecież ona ma dwanaście lat! Dzielna dziewczyna, swoją drogą. I co to za niebezpieczeństwo? Że nie pozwalają jej wychodzić po dziesiątej wieczorem? Albo iż musi odrabiać lekcje pod groźbą zabrania telefonu czy wyłączenia internetu? Twoja była to chyba święta, skoro jeszcze pasa nie użyła! – Nic nie wiesz – syknął Zbyszek. – Nina pokazywała mi siniaki, pokazała wiadomości z wyzwiskami i groźbami! Nie pozwolę zniszczyć jej życia! – A właśnie to robisz, ulegając jej manipulacjom. Kasia wstała od stołu, zostawiając niemal nienaruszoną zupę. Straciła apetyt, a widok niezadowolonego męża przyprawiał ją o ból głowy. Przecież mówili jej wszyscy – z pośpiechem przy zamążpójściu nie ma co. Najpierw trochę razem pomieszkać, sprawdzić, trzymać się z dala od urzędowych papierów… Ale ona oczywiście wiedziała lepiej! Chciała być pierwsza wśród koleżanek… Dlaczego znajomi byli przeciw szybkiemu ślubowi? Sprawa prosta – to drugi związek Zbyszka, jest od Kasi starszy o piętnaście lat i ma już całkiem dużą córkę, dla której jest oczkiem w głowie. Trzy powody niby banalne, ale razem… Prawie katastrofa. Pierwsze dwie powody były łatwe do zaakceptowania. Wręcz podobało się Kasi, iż mąż jest starszy i doświadczony. Wiedziała, iż rozwód był za zgodą obu stron i Ala nie miała do niego żalu. Ale trzecia kwestia… Nina. Okropnie rozpieszczona i niezdyscyplinowana dziewczynka, niemal zawsze wychowywana przez babcię, bo rodzice ciężko pracowali na jej przyszłość. Rozwód nie zrobił wielkiego wrażenia, wiedziała, iż tata jej nie zostawi, choćby gdy znowu się ożeni. Za to nowy mąż mamy… Tego przełknąć nie potrafiła. Najgorzej, iż ojczym naprawdę wziął się za jej wychowanie, a mama – która zmieniła pracę i częściej bywała w domu – poparła nowego męża. Godzina policyjna, lekcje, korepetycje, bo Nina miała zaległości… Wszystko to ją denerwowało, przyzwyczajona była do ogromu wolnego czasu przed telewizorem albo komputerem. Tak ją to irytowało, iż zaczęła wymyślać różne historie, by podnieść ciśnienie ojcu. Tak, Nina bardzo chciała mieszkać z tatą, bo wiedziała, iż z racji jego pracy większość dnia spędzi bez nadzoru. Kasię ignorowała, nie zamierzała słuchać macochy, która jest zaledwie dziewięć lat starsza. I dla „wolności” była gotowa na wiele. ********************** – Nina będzie dzisiaj. Przygotuj jej pokój i nie denerwuj jej, bo i tak ma już dość – Zbyszek postawił żonę przed faktem, dobierając krawat do nowego garnituru. – Gdybym wcześniej wiedział, iż Ala będzie się nad nią znęcać z powodu faceta… Ale co teraz? – Czyli nie zmieniłeś zdania? Naprawdę chcesz zabrać córkę do nas? – Kasia do końca liczyła, iż mu się nie uda. – I kto się nią zajmie? Ty wracasz najwcześniej o ósmej wieczorem. – Ty się zajmiesz – wzruszył ramionami. – Ma dwanaście lat, jest już samodzielna. – A ja mam za chwilę sesję, sam mówiłeś, żebym się na nauce skupiła – złośliwie się uśmiechnęła. – Niech Nina będzie cicho i nie przeszkadza. A myć naczynia i podłogi chyba umie, bo przez najbliższe dwa tygodnie to jej zaszczytny obowiązek. – Nie jest sprzątaczką… – Ja też nie – przerwała mu Kasia. – Ale skoro będzie z nami mieszkała, niech pomaga w domu. I lepiej ustal z nią zasady wspólnego życia. ************************ – Tato, i pozwolisz jej się nade mną znęcać? choćby z koleżankami nie mogę wyjść, a twoja małżonka zrzuciła na mnie wszystkie domowe obowiązki i zadowolona ogląda sobie telewizję. Kasia, przypadkiem podsłuchawszy rozmowę, krzywo się uśmiechnęła. Aż z ciekawości, co następne wymyśli! Zmusisz ją coś zrobić? Prędzej niebo się z ziemią zamieni! – Porozmawiam z Kasią, obiecuję. Ale ty też spróbuj się z nią dogadać. Wiem, iż ci ciężko, ale nie mogę cię pilnować cały czas. Znajdź wspólny język z Kasią, pokaż jej, iż jesteś dobrą dziewczynką. – Dobrze, spróbuję – wyjęczała Nina, wiedząc, iż na razie nic nie ugra. – A to prawda, iż kupiłeś jej samochód? – No tak, a co? – A tak sobie! A mi powiedziałeś, iż nie masz pieniędzy, żeby wysłać mnie na zagraniczne ferie! Tak marzyłam! – I tak sama nie pojedziesz, masz dwanaście lat, a ja pracuję. W lecie pojedziemy wszyscy razem. – Ale ja nie chcę z wami! W ogóle mnie nie kochasz, tak? – zaraz się rozpłakała. – Po co mnie zabrałeś od mamy? Twojej żonie tylko przeszkadzam, a ty ciągle jesteś zajęty… Dalej Kasia już nie słuchała. Wiedziała, iż tak czy siak Nina postawi na swoim. I to nie tylko w kwestii wyjazdu. Sprytna dziewczynka postanowiła pozbyć się konkurencji o „ojcowskie pieniądze”. I pewnie jej się uda. Kasia miała dość wyrzutów od męża i postanowiła – jeszcze jedna awantura i będzie rozwód. A na koniec trochę popsuje Ninie satysfakcję z wygranej, zapowiadając, iż choćby po rozwodzie Zbyszek będzie płacić – na alimenty. ********************** Tak, Kasia miała rację – wieczór rozpoczął się od serii pretensji. Wysłuchała wszystkiego i spokojnie oznajmiła: „Składam pozew o rozwód”. – Chcę żyć spokojnie, a nie wysłuchiwać obelg pod swoim adresem. I uprzedzałam, iż uleganie córce to zły pomysł – mówiąc to, zauważyła triumfujący uśmiech Niny i gwałtownie go zgasiła: – A ty za bardzo się nie ciesz, kto wie, jak twoje życie się ułoży. Mogę postawić twojemu tacie ultimatum – jeżeli będzie chciał widywać swoje dziecko – tu pogładziła się po brzuchu – będzie musiał odesłać ciebie z powrotem do mamy. Albo coś w tym stylu. Nina nie wiedziała, co powiedzieć, Zbyszek usiłował ogarnąć całą sytuację, a Kasia zabrała spakowaną walizkę i wyszła. Tak naprawdę nie była w ciąży, chciała tylko zszokować wredną dziewczynę. I dać nauczkę mężczyźnie, który nie ma pojęcia o wychowaniu dzieci…
Kochanie, mógłbyś po mnie podjechać z pracy? – Zadzwoniła do męża, licząc na ominięcie męczącej czterdziestominutowej podróży komunikacją publiczną po ciężkim dniu.
A co, jeżeli to nie jest moja córka? Muszę zrobić test DNA Michał z niepokojem obserwował, jak Ola, jego żona, tuli nowo narodzoną córeczkę, nie mogąc pozbyć się jednej dręczącej myśli. Naprawdę podejrzewał, iż dziewczynka nie jest jego dzieckiem. Rok temu Michał musiał wyjechać na miesięczną delegację. Kilka tygodni po jego powrocie żona oznajmiła radosną, jej zdaniem, nowinę – będą mieli dziecko. Początkowo Michał był szczęśliwy. Ale niedługo podczas rodzinnej wizyty siostra Oli opowiedziała, jak przeprowadziła test DNA na synu, by partner nie miał wątpliwości co do ojcostwa. – Ola, zróbmy też test DNA. Dla własnego spokoju. Reakcja żony była natychmiastowa: rozpętała się potężna awantura, podczas której poleciały przedmioty, aż sąsiedzi zaczęli dobijać się do drzwi. – Co w tym złego? – upierał się Michał, coraz bardziej przekonany, iż żona go zdradziła, skoro tyle emocji budzi niewinna prośba. – Chcę mieć pewność, nic więcej. – Jak mogłeś w ogóle na to wpaść? – krzyczała Ola, ciskając poduszki w męża. – Czy choć raz dałam ci powód? – Miesiąc mnie nie było, – prychnął Michał. – Skąd mam wiedzieć, co tu robiłaś? Zrobimy test, poznam wynik i do tematu nie wracam. Kiedy idziemy? Adres kliniki możemy wziąć od twojej siostry. – Może w następnym życiu, – wycedziła przez zęby Ola i wyszła do dziecięcego pokoju, trzaskając drzwiami. *************************************************** – Mamo, przecież nie żądam cudów. Czemu ona się tak unosi? – żalił się Michał swojej mamie. – Sumienie ją gryzie, synku – odpowiedziała pani Anna, nalewając synowi kawę. – Pewnie rzeczywiście to nie twoja córka i boi się, iż wyjdzie na jaw. Zresztą, kiedy byłeś w delegacji… coś się wydarzyło. – Co takiego? – natychmiast się ożywił Michał. – Nie wtrącam się w wasze sprawy, – odwróciła wzrok Anna. – Po prostu byłam u was, by pogadać o rocznicy ojca. Ola długo nie otwierała, choć wiedziałam, iż jest w domu. Gdy wpuściła mnie w końcu do środka, była mocno roztrzepana… I męskie buty stały w korytarzu. – Co powiedziała? – oburzył się Michał. – Że rury jej pękły, – przewróciła oczami Anna. – Mogła wymyślić coś lepszego. – Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? – Sama do mieszkania nie weszłam, więc dowodów nie mam, – zacisnęła usta Anna. – Nie chciałam burzyć wam związku. – Źle! – poderwał się Michał prawie przewracając kubek. – Bardzo źle! I co teraz? – Wymuś test. Albo zrób go sam. Masz prawo jako ojciec. ************************************************ – Możesz spać spokojnie, – rzucił Michał odkładając niepotrzebną już kopertę, którą przyniósł kurier. – Arina to moja córka. Tak jak obiecałem, więcej do tematu nie wracam. – Chyba do końca nie rozumiem – zirytowana Ola zerknęła podejrzliwie na otwartą kopertę. – Ty zrobiłeś ten cholerny test bez mojej zgody? – No tak, – odpowiedział Michał wzruszając ramionami. – Byłem z córką na spacerze, zajęło chwilkę. To przecież moje dziecko, więc po problemie. – Właśnie problem jest, – powiedziała cicho Ola. – I bardzo szkoda, iż tego nie rozumiesz. Następnego dnia Michał jak zwykle poszedł do pracy. Wieczorem czekała go niemiła niespodzianka. W mieszkaniu nie zastał nikogo, rzeczy żony i córki zniknęły. Na stoliku leżała tylko kartka: „Swoim brakiem zaufania zniszczyłeś wszystko, co między nami było. Nie chcę mieszkać z kimś, kto mnie zdradził. Składam pozew o rozwód. Nic od ciebie nie chcę – ani mieszkania, ani alimentów. Po prostu zniknij z naszego życia.” Michałem targała złość. Jak Ola mogła go zostawić! I jeszcze dziecko zabrać! Chwycił telefon i zaczął wydzwaniać do żony. Odebrał mężczyzna. Wysłuchał burzliwej tyrady i poprosił, żeby więcej nie dzwonił. – Wiedziałem, iż mnie zdradzała! – gotował się Michał. – Ledwo odeszła, już z innym facetem! Niech idzie! choćby na moment nie pomyślał, iż Ola mogła wyjechać do rodzinnego domu, a telefon odebrał jej brat, nie chcąc przeszkadzać siostrze, która dopiero zasnęła. Michał podjął decyzję. Rozwód przebiegł szybko, za obopólną zgodą. Mała Arina została z mamą i już nigdy więcej nie zobaczyła swojego biologicznego ojca…
Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa ciężko zachorował, a były poprosił mnie o wsparcie finansowe – stanowczo odmówiłam pomocy!
Czemu nie skorzystasz, skoro mieszkasz tuż obok?
„Nie w porządku, iż twoje dzieci mają mieszkania, a mój syn nie! Pomóżmy mu kupić mieszkanie na kredyt hipoteczny!” Ostatnio mój mąż Antoni stwierdził, iż moje dzieci mają mieszkania, a jego syn – z poprzedniego małżeństwa – nie, więc musimy zrobić coś, żeby i on miał gdzie mieszkać. Wyjaśnię, iż moje dzieci to także dzieci Antoniego, a jego syn jest wyłącznie z pierwszego związku. Dlaczego ja mam się martwić o mieszkanie dla jego syna? Oczywiście wiedziałam, iż Antoni był już żonaty i ma dziecko. Nie spieszyło mi się więc do ślubu z Antonim. Mieszkaliśmy razem trzy lata przed ślubem. Uważnie obserwowałam jego relacje z byłą żoną i synem. Rok po ślubie urodziłam pierwszego syna, a dwa lata później kolejnego. Jestem zadowolona z Antoniego jako męża i ojca – poświęca czas mi i dzieciom, dobrze zarabia. Oczywiście, czasem się kłócimy, ale to normalne w każdej rodzinie. Mieszkaliśmy w mieszkaniu, które odziedziczyłam po ojcu. Moja mama, po rozwodzie z nim, wyszła ponownie za mąż, ale nie miała więcej dzieci. Antoni i jego była żona zawsze mieszkali w wynajmowanym mieszkaniu i próbowali latami oszczędzać na kredyt hipoteczny – bez skutku. Po rozwodzie Antoni także wynajmował mieszkanie. Kiedy wzięliśmy ślub, Antoni zamieszkał u mnie. Nie rozmawialiśmy, kto jest właścicielem – żyliśmy razem, remontując, kupując meble. Półtora roku temu zmarły kolejno moje dwie babcie – po jednej i po drugiej stronie. Zostały mi dwa mieszkania, każde dostałam w spadku. Zdecydowałam, iż póki dzieci są małe, będę wynajmować mieszkania. Potem każde z dzieci dostanie po jednym. Aktualnie dochód z jednego przekazuję mamie na emeryturę, a z drugiego zostawiam sobie – przydają się dodatkowe pieniądze. Mój mąż do tej pory nie ingerował w sprawy mieszkań – wiedział, iż nie ma z nimi nic wspólnego. Od zawsze powtarzałam, iż każde z naszych dzieci dostanie po jednym mieszkaniu, gdy dorosną – Antoni to akceptował. Nagle Antoni oznajmił: – Mój syn zaraz kończy liceum, musi zacząć myśleć o przyszłości! Nie wiedziałam, do czego zmierza, więc słuchałam dalej. – Twoje dzieci mają mieszkania! Mój syn nie! Kupmy mieszkanie na kredyt hipoteczny dla mojego syna! – powiedział. Nie mogłam w to uwierzyć! Zapytałam: dlaczego nasze wspólne dzieci to nagle tylko moje? Antoni poprosił mnie, żebym nie czepiała się słówek. – Ale mój syn niczego nie odziedziczy. Chcę, by miał własny dom! – To bardzo dobrze, iż o niego dbasz! Ale przecież ma matkę i ojca, niech się tym zajmą. Czemu twoja była żona tego nie robi? Antoni tłumaczy, iż była żona zarabia niewiele, pomaga jej rodzina. Sam nie udźwignie kredytu, ale gdybym mu pomogła, dalibyśmy radę. Mieszkanie byłoby kupione na syna, a my – czyli ja – spłacalibyśmy kredyt. – Razem dobrze zarabiamy i mamy pieniądze z najmu! Damy radę! – przekonywał. Może byśmy dali, ale trzeba by zrezygnować z wakacji, nadmorskich wyjazdów, wszystkiego oszczędzać – po to, by Antoni mógł być dobrym tatą? Zrozumiałabym, gdyby Antoni zapewnił wszystkim dzieciom mieszkania z własnych środków. Ale to ja zapewniłam moim dzieciom mieszkania. Mój mąż nie miał z tym nic wspólnego. Dlaczego mam solidarnie spłacać kredyt hipoteczny na dziecko z jego poprzedniego małżeństwa? Powiedziałam jasno: jeżeli Antoni tak się o syna martwi, niech jego matka weźmie kredyt i niech spłacają raty z alimentów. – Ja w to nie wchodzę! Antoni wściekł się i od tygodnia się nie odzywa. Szkoda, iż mnie nie rozumie.
Rozpad „Pięknych i Młodych”. Dawid Narożny wydał oświadczenie
Był prowadzący "PnŚ" przerwał milczenie. Odsłonił kulisy swojego zwolnienia
Fani w napięciu: co dalej z Anią i Marcinem. Jest komunikat w sprawie ich związku
My się do was wprowadzamy! — Ola ma świetne mieszkanie w centrum. Świeżo po remoncie, gotowe do zamieszkania! — Dobre dla samotnej dziewczyny — Ryszard uśmiechnął się protekcjonalnie do Ingi, jak do dziecka. — A my planujemy dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci. Jeden po drugim. W centrum hałas, nie ma gdzie oddychać ani gdzie zaparkować. I tylko dwa pokoje. A u was aż trzy, cicho, przedszkole pod nosem. — Tu jest naprawdę super — potwierdził Sławek, przez cały czas nie rozumiejąc, do czego zmierza przyszły szwagier. — Dlatego tu zostaliśmy. — No właśnie! — Ryszard strzelił palcami. — Mówię Oli: po co się cisnąć, skoro rozwiązanie mamy pod ręką? We troje z córką ta powierzchnia jest dla was za duża. Jeden pokój to już magazyn. Nam będzie w sam raz. Inga próbowała wepchnąć odkurzacz piorący do ciasnej szafy na przedpokoju…
Nie tylko zbiórka pieniędzy. istotny apel Jerzego Owsiaka przed finałem WOŚP
Przyjęłam przyjaciółkę po jej rozwodzie, a z czasem uświadomiłam sobie, iż powoli zamieniam się w służącą we własnym domu.