Kryzysy i rozstania

«Milczysz, więc też szykujesz się do rozwodu?»: Jak jeden akt darowizny omal nie zniszczył małżeństwa
Wystąpienie Dody w Sejmie ze skandalem w tle. Nieprawdopodobne, co uchwyciły kamery
Milczysz, więc też szykujesz grunt pod rozwód”: jak jeden akt darowizny niemal zniszczył małżeństwo
Nie ma z kim choćby porozmawiać. Opowiadanie – Mamo, co Ty opowiadasz? Jak to nie masz z kim pogadać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie – westchnęła zmęczona córka. – Nie, Sylwuniu, nie o to chodzi – zasmuciła się pani Nina, – po prostu nie mam już przyjaciół ani znajomych w swoim wieku. Z mojego pokolenia. – Mamo, nie przesadzaj. Przecież masz swoją szkolną przyjaciółkę Irkę. I ogólnie jesteś bardzo nowoczesna, młodziej wyglądasz niż wszystkie moje koleżanki! No mamusiu, czemu tak mówisz? – zdenerwowała się córka. – Przecież wiesz, iż Irka ma astmę, ciężko jej rozmawiać przez telefon, od razu kaszle. A mieszka na drugim końcu Warszawy. Wiecie, kiedyś przyjaźniłyśmy się we trójkę, pamiętasz? Ale Marysi już dawno nie ma. Wczoraj przyszła do mnie pani Teresa z sąsiedztwa. Zaproponowałam herbatę, przyniosła świeżo pieczone drożdżówki dla swoich wnuków, opowiadała o dzieciach, wnukach… Ale ona jest młodsza ode mnie o piętnaście lat, inne czasy, inne wspomnienia z dzieciństwa, szkoły. A ja tak bardzo chciałabym porozmawiać z kimś z mojego pokolenia – Nina wszystko to mówiła do córki, wiedząc, iż Sylwia jej nie zrozumie. pozostało młoda. Jej czas dopiero się zaczyna, jest tuż za oknem, nie da się tęsknić za wspomnieniami. Sylwia jest dobra, troskliwa, to nie o nią chodzi. – Mamo, na wtorek mam bilety na wieczór piosenki poetyckiej, sama chciałaś pójść, pamiętasz? I koniec narzekania, włóż swoją bordową sukienkę, wyglądasz w niej cudnie! – No dobrze, Sylwuś, wszystko dobrze, nie wiem co mnie naszło, dobranoc, zadzwonimy jutro. Połóż się spać wcześniej, bo się nie wysypiasz – zmieniła temat Nina. – Tak mamo, pa, dobranoc – i Sylwia rozłączyła się. Pani Nina patrzyła w okno na migoczące wieczorne światła… Matura, też wiosna. Tyle planów. To przecież było tak niedawno. Irka podkochiwała się w Jarku Malinowskim z klasy. A Jarek… on lubił ją, Ninę. Dzwonił do niej na stacjonarny, zapraszał na spacer. Ale ona traktowała go tylko jak kolegę, nie chciała go oszukiwać. Potem Jarek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w starym bloku Irki. I miał wtedy… taki numer telefonu… Nina wykręciła zapamiętany przez lata numer. Sygnał rozległ się dopiero po chwili, po czym ktoś podniósł słuchawkę. Słychać było jakieś szmery, aż w końcu cichy męski głos powiedział: – Słucham, kto mówi? Może za późno? Po co ja do niego dzwonię? Może Jarek już mnie nie pamięta, a może to w ogóle nie on? – Dobry wieczór – odpowiedziała zachrypnięta z emocji Nina. Znów jakieś szumy w słuchawce, aż w końcu padło zdumione: – Nina? Naprawdę Ty? Wiedziałem, iż zawsze poznam Twój głos. Jak mnie odnalazłaś? Przecież ja tu przypadkiem… – Jarek, poznałeś mnie! – popłynęła fala wspomnień. Już od dawna nikt nie mówił do niej po imieniu, zawsze „mama”, „babcia”, „pani Nino”. No, może tylko Irka. A takie zwyczajne „Nino” – brzmiało cudownie, wiosennie, jakby nie minęły te wszystkie lata. – Nina, jak się masz? Tak się cieszę, iż Cię słyszę – na te słowa bardzo czekała, bała się, iż jej nie pozna, albo wyda się jej telefon dziwny. – A pamiętasz maturę? Jak razem z Wackiem was z Irką pływaliśmy łódką? Otarł sobie ręce wiosłami, pamiętasz? Potem na bulwarze jedliśmy lody, grała muzyka… – Jarek mówił cicho, sennie. – Pewnie, iż pamiętam – Nina roześmiała się szczęśliwie – a jak z całą klasą nocowaliśmy w lesie? Żarcia nie mogliśmy otworzyć, a byliśmy potwornie głodni! – No właśnie – powtórzył jej śmiech Jarek – a Wacek w końcu otworzył konserwy, potem śpiewaliśmy przy ognisku… pamiętasz? Przez Ciebie zacząłem się uczyć gry na gitarze. – Nauczyłeś się? – głos Niny aż brzmiał młodo od tych wspomnień. Jarek jakby ożywił ich wspólne młode lata, wspominając coraz to nowe szczegóły. – A jak Ty teraz? – spytał Jarek i od razu dodał: – Zresztą po głosie słychać, iż jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki, co? I dalej piszesz wiersze? Pamiętam! „Rozpłynąć się w nocy i obudzić się rano!” Jak zawsze pełna życia! Z Tobą dusza się grzeje! Dobrze Twoim bliskim – taka mama i babcia to skarb. – Oj, Jarek, przesadzasz! Moje lata już minęły… Przerwał jej: – Przestań, bije od Ciebie tyle energii, aż mi się słuchawka rozgrzała! Żartuję. Nie wierzę, iż straciłaś euforia życia – to do Ciebie niepodobne. Twoje lata się nie skończyły. Świat wciąż czeka na Ciebie, Nino! Słońce świeci dla Ciebie. I chmurki po niebie mkną dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie! – No Ty zawsze romantyk, Jarek… a Ty sam, co u Ciebie? Cały czas mówię tylko o sobie…. – ale w słuchawce nagle zaświstało i połączenie się urwało. Nina posiedziała jeszcze chwilę z telefonem w ręku, może oddzwonić, ale już późno, głupio. Następnym razem. Jak dobrze się z Jarkiem rozmawiało, ileż wspomnień… Gwałtowny dzwonek przerwał jej myśli. Wnuczka. – Tak, Dasiu, cześć, nie śpię. Co mama powiedziała? Nie, mam świetny nastrój. Idziemy z mamą na koncert. Wpadniesz jutro? Super, czekam, pa. Nina poszła spać w doskonałym nastroju. Tyle planów w głowie! Zasypiając układała kolejne wersy wierszy… Rano postanowiła odwiedzić Irkę. Kilka przystanków tramwajem — przecież jeszcze nie jest starą ramotą. Irka ucieszyła się: – No, wreszcie! Mówiłaś, iż przyjdziesz. O, kupiłaś tort brzoskwiniowy? Mój ulubiony! No gadaj, co u Ciebie? – Irka się zakaszlała i przyłożyła rękę do piersi, ale zaraz machnęła dłonią. – Spoko, nowy inhalator, jest lepiej. Chodź na herbatę. Ninka, coś Ty taka odmłodzona? Wykrztuś się, o co chodzi? – Sama nie wiem, piąta młodość, wyobraź sobie – zaczęła kroić tort Nina – wczoraj przez przypadek zadzwoniłam do Jarka Malinowskiego. No wiesz, Twoja miłość z maturalnej? Zaczął tak wspominać… już o wielu rzeczach zapomniałam! Ty czemu milczysz, Irka, coś nie tak? Irka siedziała blada i patrzyła na przyjaciółkę. Aż wyszeptała: – Ninka, nie wiedziałaś, iż Jarka już od roku nie ma? I choćby nie mieszkał już tam, wyprowadził się dawno temu… – Niemożliwe! To z kim rozmawiałam? Przecież wspominał nasze młode lata! Miałam podły humor, a po rozmowie poczułam, iż życie trwa… Że jeszcze mam siłę i radość… Jak to możliwe? – Nina nie wierzyła. – Słyszałam jego głos, mówił: „Słońce świeci dla Ciebie. I chmurki po niebie mkną dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!” Irka pokręciła głową, wątpiąc w opowieść przyjaciółki. W końcu jednak powiedziała: – Nina, nie wiem jak to się stało, ale to chyba naprawdę był on. To jego słowa, taki był. Myślę, iż chciał Cię wesprzeć… stamtąd. I chyba mu się to udało. Dawno nie widziałam Cię takiej radosnej. Kiedyś ktoś pozbiera Twoje roztrzaskane serce na kawałki. I wtedy zrozumiesz, że… jesteś po prostu szczęśliwa.
Wściekła Doda przerwała milczenie po scenach w Sejmie. Oto, co wyznała
Z życia wzięte. "Mój były mąż wrócił po siedmiu latach od rozwodu, a potem znów wybrał młodą kochankę": Tym razem odpowiedzieli mu nasi synowie
Syria: rząd ogłasza czterodniowe zawieszenie broni z Kurdami
Pomściłem za mamę
„Nie chcę innej synowej, a ty rób, co chcesz!” – usłyszał Marek od mamy, gdy ogłosił, iż zamierza poślubić ukochaną z liceum, Magdę. Matka wolała Amandę z sąsiedztwa z zamożnej rodziny, groziła choćby klątwą, jeżeli wybierze miłość zamiast kariery. Marek wybrał posłuszeństwo — ożenił się bez miłości, tracąc szansę na szczęście u boku Magdy, której życie zakończyło się tragicznie. Po rozwodzie z Amandą zamieszkał samotnie w rodzinnym mieszkaniu, rozpamiętując zdjęcie Magdy i nie mogąc wybaczyć matce decyzji, która zniszczyła jego przyszłość.
Brooklyn Beckham wyznał, iż matka ukradła mu pierwszy taniec z żoną. "Czułem się upokorzony"
Prawomocny wyrok w sprawie alimentów Marcinkiewicza. Były premier zabrał głos
Naiwna Ania – przez 15 lat znosiła zdrady męża, który pierwszy raz zdradził ją już drugiego dnia po ślubie z kelnerką. Wszyscy wokół mówili, iż jest głupia, a pod jej nosem mąż jawnie spotykał się z kochankami. Ania pracowała jako księgowa w fabryce zabawek za grosze, a dzieci – Alicja (14 lat) i Sergiusz (7 lat) – żyły w biedzie, mimo iż ojciec dobrze zarabiał. Kiedy w dziesiąte urodziny syna mąż ogłosił, iż się wyprowadza do nowej miłości, Ania spokojnie się zgodziła. Następnego dnia były mąż wrócił z kochanką, ale nie mógł wejść do mieszkania – okazało się, iż został wypisany z meldunku dwa lata wcześniej, a jej nowy partner mieszka tam na legalu. Ania, oszczędzając przez lata, sprzedała mieszkanie dzięki pełnomocnictwu, które on sam podpisał. Dzieci były z innego ojca, a ona sama odeszła, zostawiając go z niczym. Morał: Strzeżcie się zdradzanych kobiet – potrafią się odegrać.
Jak moja teściowa straciła dach nad głową, bo nie chciałam finansować rodziny szwagra ani wynajmować im mieszkania – historia o tym, jak kupiłam zrujnowane trzypokojowe mieszkanie, zamieszkałam tam z mężem i dziećmi, aż pewnego dnia teściowa pojawiła się z walizkami, poprosiła o schronienie, a potem zaczęły się konflikty: szwagier zajął jej kawalerkę, a ona została z nami, ale ostatecznie musiałam postawić sprawę na ostrzu noża i zażądać, by się wyprowadziła
„Nie chcę innej synowej! Albo Amanda z sąsiedztwa, albo żadnej – zdecyduj, co dla ciebie ważniejsze: kariera czy miłość?” – matka Marka stawia ultimatum, rozdzielając syna z licealną miłością Magdą i zmuszając go do ożenku z córką zamożnych sąsiadów, co prowadzi do tragedii i złamanego życia.
Wychowała mnie babcia i jestem jej wdzięczny, ale jej “miłość” miała swoją cenę – o tym, jak polska rodzina, trudne wybory i babcine testamenty wpłynęły na moje dorosłe życie
– To co, on teraz z nami będzie mieszkał? – zapytał mąż żonę, patrząc na ich syna…
Działka kością niezgody – córka odebrała swoje — Ksyśka, no zrozum, sytuacja jest beznadziejna — westchnął ciężko Walenty Borowski, przecierając czoło. — Marina już dwa miesiące męczy mnie o to samo. Na Cyprze wypatrzyła jakąś super szkołę dla Denisa. No, dla naszego syna. Tłumaczy, iż trzeba chłopakowi dać szansę, angielski podciągnąć. Ale skąd wziąć na to kasę? Dobrze wiesz, iż teraz nie mam przychodów. Ksysha powoli uniosła wzrok na ojca. — I uznałeś, iż sprzedaż działki to najlepsze wyjście? — zapytała cicho. — A co innego? — ojciec ożywił się, pochylił do przodu. — Działka stoi pusta. Marina choćby tam nie jeździ, mówi, iż komary, nuda… Ona choćby nie wie, iż według papierów działka już dawno nie jest moja. Myśli, iż wystawimy ją na sprzedaż i odetchniemy. Ksyśka, jesteś rozsądna dziewczyna. Słuchaj: sprzedasz ją teraz oficjalnie. Zabierzesz swoje pieniądze, które mi dziesięć lat temu dałaś — co do grosza! A całą resztę, która przez te lata urosła według rynku, oddasz mi. Po rodzinie. Dla ciebie strata żadna, prawda? Odzyskasz swoje, a ojcu pomożesz. Ojciec wparował bez zapowiedzi. Za ostatnie lata rozmawiali rzadko — on już dawno miał drugą rodzinę, własne sprawy, w których starsza córka nie odgrywała szczególnej roli. Ksyśka podejrzewała po co przyszedł. Myślała, iż znowu będzie o pieniądze, ale… Oferta ojca wydała się co najmniej dziwna. — Tato, przypomnijmy sobie co było dziesięć lat temu — odparła. — Przyszedłeś wtedy do mnie po pieniądze na operację i rehabilitację. Pamiętasz? Walenty Borowski się skrzywił. — Po co wracać do starych tematów? Udało się wyzdrowieć, chwała Bogu. — Starych? — Ksyśka parsknęła, kręcąc głową. — To były oszczędności, które zbierałam latami na wkład własny do mieszkania. Pracowałam na dwa etaty, zero wakacji, na wszystkim oszczędzałam. I wtedy pojawiasz się ty. Bez pracy, bez oszczędności, za to z drugą żoną i Denisem. Wziąłeś ode mnie wszystkie pieniądze! — Byłem zdesperowany, Ksyśka! Co miałem zrobić? Położyć się pod płotem i umrzeć? — Zaproponowałam ci wtedy pomoc, ale powiedziałam szczerze — bałam się zostać bez grosza i bez dachu nad głową jeżeli cię zabraknie. Masz przecież prawną żonę, Marinę. Gdyby coś się stało, nie wpuściłaby mnie na próg tej działki. Tydzień negocjowaliśmy, pamiętasz? Nie chciałeś podpisywać żadnego kwitu, miałeś pretensje. „Jak możesz nie ufać własnemu ojcu?” A ja chciałam mieć po prostu jakąś gwarancję. — No i masz te swoje gwarancje! — przerwał jej Walenty Borowski. — Podpisaliśmy umowę, działka formalnie stała się twoja. Sprzedałem ci ją wtedy za bezcen, dokładnie za to, co poszło na leczenie. Ale umawialiśmy się: ja korzystam z niej, a jak się odkuję, odkupuję z powrotem. — Minęło dziesięć lat — ucięła Ksyśka. — Dziesięć, tato. Przez ten czas ani razu nie wspomniałeś o odkupieniu? Oddałeś mi choć grosz? Nie. Co roku spędzałeś tam lato, sadziłeś swoje pomidory, paliłeś moim drewnem. Podatki — płaciłam ja. Remont dachu trzy lata temu — też ja. Mieszkałeś tam po królewsku, a ja spłacałam kredyt hipoteczny. Walenty Borowski wyciągnął chusteczkę i otarł pot z czoła. — No wiesz, nie pracowałem wtedy, Ksyśka… Po chemii długo dochodziłem do siebie, a potem wiek, nigdzie nie chcieli zatrudnić. Marina też… wrażliwa kobieta, praca ją męczy. Żyjemy z jej sprzedaży w internecie, ledwo nam starcza. — Wrażliwa? — Ksyśka zaczęła chodzić po kuchni. — A ja to kamienna? Mogłam zasuwać na dwa etaty i jeszcze płacić za twój „sanatorium” na działce? A teraz Marina chce sprzedać mój dom, żeby jej synuś mógł się stroić na Cyprze? Mój dom, tato! Mój! — Formalnie — tak, twój. Ale przecież to było tymczasowe. Jestem twoim ojcem. Dałem ci życie! Chyba nie będziesz się kłócić o jakieś metry, kiedy brat potrzebuje wsparcia? — Brat? — Ksyśka stanęła, rozbawiona. — Widzieliśmy się z nim dwa razy w życiu. choćby na urodziny nie zadzwonił. A Marina… raz zapytała, jak sobie radzę? Kto przez te lata ciągnął te opłaty i kredyt? Ona wciąż myśli, iż jesteś właścicielem fabryk i ziem, tylko chwilowo masz zły okres. Oszukiwałeś ją przez dziesięć lat! Walenty odwrócił wzrok. — Chciałem dobrze… Po co miałem ją martwić. Jest nerwowa, zaczęłaby marudzić, gdybym przeniósł majątek na ciebie. — „Na boku” — powiadasz? — Nie czepiaj się słów, Ksycha! — ojciec podniósł głos. — To proste: działka jest dziś pięć razy więcej warta niż wtedy. Rynek poszedł w górę. Odzyskaj swoje trzy miliony, które dałaś mi na leczenie. To uczciwe, prawda? A pozostałe siedem milionów — moje. Muszę zadbać o Denisa, zrobić Marinie zęby, kupić nowę auto, stara się rozlatuje. Tobie te siedem milionów różnicy życia nie zmieni, masz mieszkanie w Warszawie, żyjesz wygodnie. Pomóż rodzinie! Ksyśka patrzyła na niego i ledwo poznawała. Gdzie jest ten człowiek, który kiedyś czytał jej bajki? — Nie — rzuciła chłodno. — Co „nie”? — on zastygł z otwartymi ustami. — Nie sprzedam działki. I na pewno nie oddam ci żadnych „nadwyżek”. Działka należy do mnie prawnie i uczciwie. Mieszkałeś tam dziesięć lat za darmo, wróciłeś do zdrowia, korzystałeś z uroków. Uznałam to za alimenty. Ale na tym koniec. — Serio? — twarz Walentego zaczęła nabiegać rumieńcem. — Chcesz ojcu ostatnie odebrać? Bez mojego trudu tej działki by nie było! Przecież to jeszcze dziadek budował! — Właśnie, dziadek. I przewróciłby się w grobie, gdyby się dowiedział, iż chcesz rozprzedać rodzinne gniazdo, żeby opłacić wątpliwy kurs cypryjski dla chłopaka, który ma dziewiętnaście lat i nic nie zrobił. — Ksyśka, opamiętaj się! — krzyknął ojciec wstając. — Jesteś coś winna! Wychowałem cię! Odmówisz, to wszystkim powiem, jaka jesteś chytra. Wszystko wyłożę Marinie, a ona tu przyjdzie i będzie awantura! Idziemy do sądu! Unieważnimy umowę! Wykorzystałaś chorobę ojca i wyłudziłaś nieruchomość! Ksyśka gorzko parsknęła. — Spróbuj, tato. Mam wszystkie faktury i przelewy na twoje nazwisko, z kliniki. I akt notarialny, spisany gdy byłeś już w remisji. Marina się zdziwi, iż sprzedałeś działkę jeszcze zanim Denis poszedł do szkoły. Mówiłeś jej, iż to twoje dziedzictwo, prawda? — Ksenia… — głos ojca złagodniał. — Córciu, proszę… Marina ma teraz ciężki okres… jeżeli dowie się prawdy — wyrzuci mnie. Jest młodsza ode mnie o piętnaście lat; ze mną jest dla stabilizacji. Bez działki, bez pieniędzy — już nie będę jej potrzebny. Chcesz, żebym na stare lata spał na dworcu? — Może trzeba było o tym myśleć wcześniej? — Ksyśka ledwo powstrzymywała złość. — Przez dziesięć lat nie pracowałeś, pozwoliłeś Marinie zadłużać się, obiecywałeś jej złote góry na mój koszt? — Nie pomożesz? — wyprostował się. — Własna córka… na własnej głowie… — Idź do domu, tato. Powiedz Marinie prawdę. To jedyny sposób, żeby zachować resztkę godności. — Udław się tą działką! — wypluł, mijając ją. — Dla mnie już nie istniejesz. Zapomnij, iż masz ojca! Wyszedł, a Ksyśka uśmiechnęła się krzywo: jakby kiedykolwiek go miała. Ojciec zostawił ją, gdy miała siedem lat. *** Telefon zadzwonił w sobotę rano. Numer nieznany. — Halo? — Ksenia? — Ksyśka od razu poznała macochę. — Co sobie wyobrażasz, dziewucho? Myślisz, iż nie wiemy, jak oszukałaś Walentego? Wszystko mi opowiedział! Podsunęłaś mu papier do podpisu, gdy był po narkozie! — Dzień dobry, Marino — odparła spokojnie Ksenia. — jeżeli chcesz rozmawiać, to proszę bez wrzasków. — Dzień dobry? Już mamy gotowy pozew! Prawnik mówi, iż taka umowa padnie na pierwszym posiedzeniu. Wzbogaciłaś się na chorobie ojca, przejęłaś rodzinny majątek za bezcen. Zrujnujemy cię! — Marino, proszę słuchać uważnie. Wiem, co Walenty panu opowiedział. Ale mam wszystko udokumentowane — pieniądze poszły na jego leczenie. Mam też wszystkie SMSy przez dziesięć lat, gdzie dziękuje mi, iż utrzymuję działkę i pozwalam mieszkać. Czarno na białym: „Dziękuję, córko, iż nie zostawiłaś, iż działka jest w dobrych rękach”. Jak myślisz, co powie sąd? Po drugiej stronie zaległa cisza. — Jesteś… — wysyczała. — Mało ci własnego mieszkania? Musisz jeszcze bratu odebrać? Denis musi się uczyć! — Denis niech idzie do pracy — przerwała Ksyśka. — Tak jak ja w jego wieku. A pani, Marino, czas poznać prawdę. Miały być „akcje”, pamiętasz? Tak ci mówił? — Jakie akcje? — głos drgnął. — Takie, których nigdy nie miał. Po prostu wydawał twoje „dywidendy” z moich przelewów, które wysyłałam mu z dobrej woli na leczenie. Sprawdź mu przelewy, jeżeli nie wierzysz. Mąż cię okłamywał! Udawał przed tobą, a kase dostawał ode mnie! Wchodziłam w długi, ratując ojcu życie… Do niedawna sama nie wiedziałam jak naprawdę było. Marina rzuciła słuchawką. Wieczorem przyszedł SMS od ojca. Trzy słowa: „Wszystko zepsułaś”. *** Nie odpisała. Po kilku dniach dowiedziała się od sąsiadów z działki, iż Marina urządziła wielką awanturę. Okrzyczała męża i wyrzucała mu rzeczy przez okno domku letniskowego — aż musiała przyjechać policja. Okazało się, iż Marina, pewna szybkiej sprzedaży działki, już zdążyła wziąć gigantyczny kredyt na „start” dla syna. Walenty musiał się wyprowadzić. Marina złożyła pozew rozwodowy, gdy poznała skalę jego kłamstw. Syn Denis, przyzwyczajony do wygód, też nie wczuł się w sytuację ojca i gwałtownie przeniósł się do dziewczyny, oznajmiając, iż „dziadek sam jest sobie winny”. Gdzie jest teraz ojciec, Ksyśka nie wie. I nie zamierza się dowiadywać.
7 błędów przy wyborze adwokata w Częstochowie (i jak ich uniknąć)
Te miasta w Polsce toną w rozwodach. "Tak" bardzo gwałtownie traci ważność
Gospodarz jechał konno ze swoją narzeczoną… i zamarł na widok byłej żony w zaawansowanej ciąży, gdy niosła drewno…
Jak moja teściowa straciła dach nad głową, bo nie zamierzałam opłacać mieszkania dla szwagra i jego rodziny – historia o tym, jak trzypokojowe mieszkanie w Warszawie zamieniło się w rodzinny galimatias
Moja babcia mnie wychowała – jestem jej wdzięczny, ale jej troska miała swoją cenę: historia o rodzinie, trudnych wyborach i miłości silniejszej niż wszystko
Walizki nie rozpakowuj – dziś się wyprowadzasz! Noworoczne przebieranki, zdrada przy świątecznym stole i rozstanie z commanderką Irką, czyli jak Lewek zamiast być Zajączkiem został Dziadkiem Mrozem, a żona wylądowała z łysym „zającem” w Tczewie…
Sonia Bohosiewicz spędza ferie z byłym mężem. "Rozwód to nie koniec rodziny"
«Milczysz, więc też szykujesz grunt pod rozwód»: jak jeden darowizniony dom omal nie zniszczył rodziny
Czy związek z rozwodnikiem jest grzechem? Oto co na ten temat mówią poszczególne religie
Nie wiedział, iż ma córkę. Teraz nie może jej widywać
Adam Stachowiak żył w białym małżeństwie. Teraz się rozwodzi!
No i ty naprawdę jesteś beznadziejna!
Wychowała mnie moja babcia – jestem jej wdzięczny, choć jej miłość nie była bezinteresowna. Dlaczego wolałem wybrać prawdziwe uczucie zamiast obiecanego mieszkania w spadku? Moja historia o wyborach, rodzinie i polskiej codzienności
Narożny ujawnił szokujące kulisy byłego małżeństwa. "Zostałem zdradzony"
Przyjęłam przyjaciółkę po jej rozwodzie i z czasem uświadomiłam sobie, iż powoli staję się służącą we własnym domu.
Brooklyn Beckham przerwał milczenie. Wyjawia prawdę o relacji z rodzicami
Syn Beckhamów już nie milczy. Świat Victorii i Davida drży w posadach
«Milczysz, więc też szykowasz grunt pod rozwód»: jak jedna darowizna o mało nie zniszczyła małżeństwa
Po rozwodzie moi rodzice wyrzucili mnie z domu – historia córki, która po latach odnalazła rodzinne szczęście w małym polskim miasteczku
NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA
Co zamiast NATO? Już teraz tworzy się nowy sojusz
Maciej Pela przerywa milczenie. Fani nie mogą w to uwierzyć
Aleksander Baron pokazał nagranie z synem. Mama Kubickiej zareagowała
Internet już wybrał mu żonę. Barron Trump stawia jednak na prywatny związek "z dala od mediów"
Po rozwodzie rodziców wyrzucili mnie z domu – mama spakowała mi rzeczy, tata nie przyjął pod swój dach, a ja musiałam zacząć życie od nowa w obcym mieście. Po latach wróciłam, by zmierzyć się z przeszłością i odkryć, iż rodzice znów są razem i czekają na wnuka.
Rozwód zablokowany przez "neosędziego". Żurek: Kryzys wchodzi w najwrażliwsze obszary
Ralph Fiennes zdradził żonę i kochankę. "Był kłamcą"
Niechciane dziecko – Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? – Starszy lekarz z zawodowym uśmiechem spojrzał na swoją młodą pacjentkę. – Jeszcze nie wybraliśmy imienia – wtrąciła się Natalia, siedząca na krześle obok łóżka. – To ważna decyzja, Daria musi porządnie się zastanowić. – Wcale nie chcę jej nazywać – ku zaskoczeniu wszystkich odezwała się sama młoda mama. – W ogóle nie zamierzam jej zabierać do domu. Złożę zrzeczenie. – Co ty opowiadasz?! – Kobieta zerwała się na równe nogi, rzucając córce groźne spojrzenie i zwracając się do lekarza: – Ona nie wie, co mówi. Oczywiście, iż zabierzemy małą. – Wrócę później, odpoczywajcie – lekarz najwyraźniej nie miał ochoty uczestniczyć w rodzinnej awanturze. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, matka zwróciła się do dziewczyny z wyrzutem: – Jak śmiesz coś takiego mówić? Co ludzie o nas pomyślą? Już i tak musiałyśmy się przenieść do tego miasta, żeby wszystko wyszło po cichu. To dziecko musi zostać w naszej rodzinie. – A czyja to wina? – Daria wpatrzyła się w kobietę. – Gdybyś mnie wtedy posłuchała, nic by się nie stało. Spokojnie skończyłabym szkołę, poszłabym na studia. o ile tak bardzo zależy ci na tym dziecku, to sama je sobie weź. Dziewczyna odwróciła się do ściany, jasno dając do zrozumienia, iż rozmowa jest skończona. Natalia jeszcze przez chwilę próbowała przemówić jej do rozsądku, ale wtedy weszła pielęgniarka i poprosiła ją o opuszczenie sali. Pacjentka potrzebuje spokoju. Daria została sama. Cicho łkała w poduszkę, błagając wszystkich świętych, aby to się już skończyło. Nieśmiały stukot do drzwi zmusił ją do otarcia łez. Wzięła głęboki oddech i powiedziała: – Proszę wejść. Oczekiwała kogoś z personelu, albo w najgorszym razie ojca. Ale kobieta, która weszła do sali, była jej zupełnie nieznana. – Mogę jakoś pomóc? – nikt nie wiedział, jak ciężko było jej utrzymać maskę obojętności. – Usłyszałam przez przypadek… Lekarze rozmawiali przy mojej sali – kobieta krępowała się zadać pytanie wprost. – Tak, chcę oddać dziecko. To właśnie pani interesuje? – Widziałam, jak twoja mama… – To nie jest moja mama! – przerwała jej Daria gwałtownie. – To tylko macocha, która się za dużo wyobraża. A prawdziwa mama pracuje za granicą. – Przepraszam, nie chciałam cię urazić – kobieta była wyraźnie zmieszana. – Sama wychowałam się w domu dziecka i bardzo się boję o twoją córkę. Ona nie jest niczemu winna… – Podobno takie maluchy gwałtownie adoptują – wzruszyła ramionami Daria. – choćby nie mogę zmusić się, by wziąć ją na ręce, a co dopiero mówić o czymś więcej. Gdyby Natalia się wtedy nie wtrąciła, nie byłoby mnie tutaj. – Ale jesteś już dorosła, możesz decydować. Masz więcej niż piętnaście lat, prawda? – Ale to taki wstyd! – powiedziała z kpiną Daria, naśladując macochę. – Jak my ludziom w oczy spojrzymy! – Nie rozumiem… – Opowiem pani – uśmiechnęła się gorzko dziewczyna. – Może wtedy przestanie pani mnie oceniać. ************************************************** Ostatni rok w liceum był dla Darii wyjątkowo trudny. Najpierw Pawła – ukochanego chłopaka – zabrali do wojska, a niedługo potem do klasy dołączył nowy uczeń. Warszawski bananowy chłopak, przysłany tu przez ojca za karę. Zaczął nachalnie podrywać wszystkie dziewczyny, nie zależało mu na uczuciach, tylko na kolejnych zdobyczach. Tak zresztą popsuł opinię ojcu. Makar obdarowywał dziewczyny drogimi prezentami, zabierał do klubów i restauracji. Jedna po drugiej ulegały, każda miała nadzieję zostać narzeczoną “księcia”. Najodporniejsza okazała się właśnie Daria. Kochała Pawła i nie chciała nikogo innego. Wydawało się, iż w końcu Makar dał sobie spokój i skupił się na innych. Tak jej się przynajmniej wydawało. Ale się myliła! W grudniu jedna z koleżanek Darii urządzała urodziny. Przyszła cała klasa, pojawił się też Makar, choć nie dla solenizantki. W środku imprezy Daria odebrała telefon; wyszła na korytarz porozmawiać, a gdy wróciła, Makar siedział obok jej miejsca. Najpierw nie zwróciła na to uwagi, ale potem źle się poczuła… Rano Daria z trudem otworzyła oczy. Makar leżał obok, uśmiechając się zadowolony. – A mówiłaś, iż nie chcesz – odezwał się z bezczelnością. – To w ramach rekompensaty. Szczerze mówiąc, choćby się zdziwiłem. Twój Paweł to niezły frajer. Dotarcie do domu wymagało od niej ogromnego wysiłku; była słaba, kręciło jej się w głowie, przechodnie patrzyli na nią z obrzydzeniem. choćby nie wyjęła kluczy, po prostu zadzwoniła domofonem. Była pewna, iż macocha jest w domu. – Gdzie się włóczyłaś?! – wściekła się Natalia, widząc ją. – Nie wróciłaś na noc, nie odbierałaś telefonu. Wyglądasz gorzej niż źle! Gdyby ojciec cię taką zobaczył… – Zadzwoń po lekarza i policję – przerwała jej Daria. – Chcę złożyć zawiadomienie. Niech go zamkną. Natalia zesztywniała. Połączyła fakty. – Kto? – Makar, kto inny – wycedziła Daria. – Nikt inny nie miałby tyle tupetu. Dzwoń, albo sama zadzwonię. – Zaczekaj – zamyśliła się Natalia, jak zawsze chcąc coś ugrać. – I tak go wybronią. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci za ciszę. – Oszalałaś?! – Daria nie wierzyła własnym uszom. – Jaka cisza? Pójdę sama na policję! – Nigdzie nie pójdziesz! – macocha chwyciła ją za rękę i zaciągnęła do pokoju. Daria nie miała siły stawiać oporu. – Jeszcze zrobisz z siebie winną, cała okolica będzie wytykać cię palcami. Ja się tym zajmę! Daria nie miała telefonu, zgubiła go po drodze albo zostawiła u przyjaciółki. Nie mogła wyjść – macocha zamknęła drzwi. Kręciło jej się w głowie, łóżko ciągnęło do snu… Po kilku dniach Daria pojechała do babci, sto kilometrów od rodzinnej miejscowości. Nie chciała jej martwić, więc udawała, iż wszystko jest w porządku. Po miesiącu Daria dowiedziała się o skutkach tej nocy. Będzie miała dziecko. Natalia była zachwycona. To dziecko zapewni im dostatnie życie! Dziadek zasponsoruje ich hojnie, znów tuszując wybryki syna. Ważne, by nikt się nie dowiedział, przynajmniej do piątego miesiąca ciąży. Nikt nie pytał Darii, czego ona chce. Kiedy tylko powiedziała, iż nie chce tego dziecka, Natalia wywołała awanturę i zaczęła pilnować Darii na każdym kroku. Dziadek nie był zadowolony, ale dał pieniądze i obiecał dalej płacić wysokie alimenty. ************************************************ – Teraz pani rozumie, prawda? Przez to dziecko przeżyłam piekło. Paweł odszedł, nie uwierzył mi. Przyjaciółki się odwróciły, musiałyśmy się wyprowadzić. choćby matury nie zdałam! – Przepraszam. Oceniłam cię, nie znając prawdy – kobiecie zrobiło się przykro. – Ale mała wciąż jest bez winy. – Daria, musimy poważnie porozmawiać! – do sali weszła Natalia, ciągnąc za sobą męża. – Proszę opuścić salę, to sprawa rodzinna! Kobieta rzuciła współczujące spojrzenie dziewczynie i wyszła, zamykając za sobą drzwi. – Nie zniszczysz mojego planu! jeżeli zostawisz dziecko w szpitalu, masz zakaz powrotu do domu! Gdzie pójdziesz? Babcia nie żyje, jej mieszkanie dostał twój wujek. Jak zamierzasz żyć, żebrać na ulicy? – Nie, ona pojedzie ze mną – do sali weszła elegancka kobieta. Oczy Darii zakwitły radością. – Mamo! Przyjechałaś! – Oczywiście. Nie zostawiłabym cię w potrzebie – Albina przytuliła córkę. – Gdybyś mi wcześniej powiedziała, już dawno zabrałabym cię do siebie. Myślałam, iż tu będzie ci łatwiej skończyć szkołę. – Myślałam, iż nie jestem ci potrzebna – zaszlochała Daria. Mimo wszystkiego wciąż była tylko dzieckiem. – Ktoś twierdził, iż nie chcesz ze mną rozmawiać. Prezenty wracały nierozpakowane, nie dało się do ciebie dodzwonić. Myślałam, iż nie możesz mi wybaczyć. Ale to już nieważne – powiedziała pogodnie kobieta, wycierając Darii łzy. – Wyjedziemy stąd i wszystko zapomnisz… ******************************************************** Daria wyjechała. Dziecko zabrała Natalia, marząc o dostatnim życiu. Jednak wpływowy dziadek gwałtownie przyjechał i zabrał wnuczkę do siebie, zmuszając Makara do uznania ojcostwa, choć ten się wzbraniał. Daria wreszcie jest szczęśliwa. Jest przy niej ukochana osoba, która nigdy jej nie zawiedzie…
Cztery lata temu rozstała się z ojcem swojego dziecka. "Jestem samotną osobą"
Nie mam już z kim porozmawiać. Opowiadanie – Mamo, co ty mówisz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie – zapytała z troską córka. – Nie o to mi chodzi, Świateczko – westchnęła smutno pani Nina Antonina – po prostu nie zostało mi już żadnych przyjaciół, nikogo z mojego pokolenia. Z tamtych czasów. – Mamo, nie opowiadaj głupstw! Przecież masz Irinę ze szkoły. A w ogóle to jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz dużo młodziej niż na swój wiek. No mamo, co się z tobą dzieje? – zmartwiła się córka. – Sama wiesz, iż Irina ma astmę, ledwo mówi przez telefon, bo zaczyna kaszleć. Poza tym mieszka daleko, aż na drugim końcu miasta. Przyjaźniłyśmy się we trzy, już ci opowiadałam. Ale Marinki już dawno nie ma. Wczoraj zajrzała do mnie pani Tania z sąsiedniego mieszkania. Zaproponowałam jej herbatę, to dobra kobieta, często wpada z wizytą. Przyniosła świeże drożdżówki, upiekła dla swoich. Opowiadała o dzieciach, o wnukach – też już jest babcią, choć młodsza ode mnie przynajmniej z piętnaście lat. Ale ona zupełnie inaczej wspomina dzieciństwo, szkołę. A ja bym tak chciała porozmawiać z kimś w moim wieku, z równolatkami… – Nina Antonina mówiła to córce, choć wiedziała, iż ona jej nie zrozumie. Jeszcze młoda, jej czas jeszcze nie minął, toczy się za oknem. Jeszcze nie tęskni się tak bardzo do wspomnień. Świetna z niej dziewczyna, troskliwa, to nie jej wina. – Mamo, mam na wtorek bilety na wieczór z piosenką literacką. Chciałaś iść, pamiętasz? I dość tego chandrowania, załóż swoją bordową sukienkę – w niej wyglądasz przepięknie! – Dobrze, Świateczko, wszystko w porządku, sama nie wiem, co mnie naszło. Dobranoc, zadzwonimy jutro. Połóż się wcześniej, bo jesteś notorycznie niewyspana – Nina Antonina zmieniła temat. – Tak, mamo, dobranoc – odparła córka, rozłączając się. Nina Antonina patrzyła w ciszy przez okno na rozświetlone miasto… Liceum, też wiosna. Tyle planów… Jakby to było zupełnie niedawno. Jej przyjaciółka Irina podkochiwała się w Sławku Malinowskim z ich klasy. Sławkowi podobała się ona, Nina. Dzwonił do niej późnym wieczorem na domowy telefon, zapraszał na spacer. Ale Nina traktowała go tylko jak przyjaciela, nie chciała go zwodzić. Potem Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał kiedyś w starym domu Iriny. A telefon miał wtedy… stacjonarny. Numer… Nina Antonina wykręciła z pamięci ten numer. Długo nie było sygnału. W końcu ktoś odebrał. Najpierw jakieś szumy, potem usłyszała cichy męski głos: – Halo, słucham? Może już za późno? Po co dzwonię? Może Sławek mnie już nie pamięta, albo to choćby nie on! – Dobry wieczór – głos Niny Antoniny drżał z emocji. Znów szelesty w słuchawce i nagle zdumione: – Nina? Czy to naprawdę ty? No pewnie, iż ty. Tego głosu bym nigdy nie zapomniał. Jak mnie namierzyłaś? adekwatnie jestem tu przypadkiem… – Sławku, to ty? – na Ninę Antoninę spłynęła fala radosnych wspomnień. Nikt już jej nie nazywał „Nina”, tylko „mamo”, „babciu” albo „pani Antonina”. No, może jeszcze Irina. A zwykłe „Nina” brzmiało cudownie, wiosennie, jakby tych wszystkich lat nie było. – Nina, jak się masz? Jak się cieszę, iż cię słyszę – te słowa sprawiły jej wielką radość. Bała się, iż jej nie pozna albo będzie nie w porę. – A pamiętasz maturalną klasę? Jak my ze Staszkiem was z Irką woziłyśmy łódką? Od wioseł miał pęcherze, a potem po kryjomu obwiązywał dłonie. A potem lody na bulwarze, muzyka… – Pewnie, iż pamiętam – Nina roześmiała się szczęśliwie – a jak poszliśmy z klasą do lasu pod namiot i nie umieliśmy otworzyć konserw, a tak chciało się jeść? – No jasne – włączył się w śmiech Sławek – a Staszek je otworzył, potem były piosenki przy ognisku z gitarą, pamiętasz? Przysięgam, wtedy postanowiłem nauczyć się grać na gitarze! – I jak, nauczyłeś się? – głos Niny wyraźnie brzmiał młodością, zalała ją fala wspomnień. Sławek wywoływał z zakamarków ich przeszłości coraz to nowe detale… – A co u ciebie? – zapytał Sławek i sam odpowiedział: – Zresztą po głosie słychać, iż jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? Ciągle piszesz wiersze? Pamiętam, pamiętam! „Zniknąć w nocy i powstać o świcie!” – życiodajne! Zawsze byłaś jak słońce! Przy tobie dusza się ogrzewa, nie idzie zmarznąć. Twoi bliscy mają szczęście – taka mama, taka babcia to prawdziwy skarb! – Daj spokój, Sławek, przesadzasz… Mój czas już minął, ja… Przerwał jej: – Przestań, od ciebie bije taka energia, iż aż słuchawka gorąca! Nie wierzę, iż straciłaś smak życia, to do ciebie niepodobne. Twój czas jeszcze nie minął. Słońce dalej świeci dla ciebie… I wiatr pędzi chmurki po niebie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie! – Sławek, ty zawsze byłeś romantykiem, a ty co u siebie? Tylko o sobie opowiadam… – w tym momencie coś zaszumiało, stuknęło i połączenie się urwało. Nina Antonina chwilę posiedziała z telefonem w ręce. Chciała oddzwonić, ale stwierdziła, iż jednak już nie wypada, za późno. Może innym razem. Jak dobrze się rozmawiało, ile wspomnień wróciło… Nagle zadzwonił telefon. Wnuczka. – Tak, Dasiu, nie śpię jeszcze. Co mama powiedziała? Nie, świetny nastrój. Idziemy z mamą na koncert, wpadniesz jutro? Super, czekam, pa! W cudownym nastroju Nina Antonina położyła się spać. Tyle nowych planów rodziło się w jej głowie! Zasypiając, układała w myślach kolejne wersy do świeżych wierszy… Rano Nina Antonina postanowiła odwiedzić Irinę. To tylko kilka przystanków tramwajem, w końcu jeszcze nie jest taka stara. Irina ucieszyła się bardzo. – No w końcu, ile można czekać. O, kupiłaś abrykotynę? Moją ulubioną! No, opowiadaj – zakaszlała i chwyciła się za pierś – spokojnie, nowy inhalator, już lepiej. Idziemy na herbatę. Ninka, jakoś odmłodniałaś. Wyznać, o co chodzi? – Chyba piąta młodość – roześmiała się Nina – wyobraź sobie, wczoraj przez przypadek zadzwoniłam do Sławka Malinowskiego. No pamiętasz, twoja miłość z matury? Tyle wspomnień mi odświeżył, aż nie mogłam się opanować. Dlaczego milczysz, Irenko – znów atak? Irina pobladła, przez moment milczała. Potem szepnęła cicho: – Nino, a ty nie wiesz, iż Sławka już od roku nie ma? I mieszkał już w innej dzielnicy, dawno wyprowadził się z tamtej kamienicy. – Jak to? Jak to możliwe? Z kim ja w takim razie rozmawiałam? Przecież tyle szczegółów z młodości pamiętał… Przed rozmową miałam taki kiepski nastrój, a po niej zrozumiałam, iż życie ciągle trwa, iż mam jeszcze siłę i smak do życia… Jak to możliwe? – Nina nie mogła uwierzyć. – Przecież to był jego głos, słyszałam go. Tak pięknie powiedział: „Słońce świeci dla ciebie. I wiatr pędzi chmurki dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie!” Irina pokręciła głową, jakby do końca nie wierzyła przyjaciółce. Nagle dodała: – Nino, nie wiem, jak to możliwe, ale chyba naprawdę był to on. Jego słowa, jego styl. Sławek cię kochał. Myślę, iż bardzo chciał dodać ci otuchy… stamtąd. I wygląda na to, iż mu się udało. Dawno nie widziałam cię tak uśmiechniętej i pełnej życia. Kiedyś ktoś pozbiera twoje poranione serce do kupy. I przypomnisz sobie wreszcie, iż po prostu… jesteś szczęśliwa.
Czy przyszły zięć powinien inwestować w mieszkanie podarowane córce na ślub, jeżeli nie jest jego właścicielem? Remont, podział majątku i rodzinne konflikty przed ślubem – dylematy polskiej rodziny
Zemsta obrażonej kobiety
Synowie Katarzyny Stoparczyk przerwali milczenie. Ujawnili, jaka była naprawdę