Kryzysy i rozstania

Tuż po weekendzie Kubicka ogłosiła istotną decyzję. To koniec
On jej nienawidził. Nienawidził całym sobą… Przeżyli razem 15 lat, codziennie rano widział ją obok siebie, ale dopiero w ostatnim roku jej drobne nawyki zaczęły go drażnić do granic. Najbardziej ten rytuał: przeciągając się w łóżku, wyciągała ręce i zaspanym głosem mówiła „Dzień dobry, słońce! Dziś będzie wspaniały dzień”. Jeszcze kiedyś wzdychał do jej urody i odważnej swobody, teraz ciało żony wywoływało w nim gniew. Pewnego dnia chciał choćby ją popchnąć, by przyspieszyła poranne zabiegi, ale powstrzymał się i tylko burknął: „Pośpiesz się, ile można!”. Ona żyła własnym rytmem, choć wiedziała o jego romansie z młodszą kobietą. Dawno pogodziła się z samotnością – towarzyszyła jej od dnia, kiedy dowiedziała się o chorobie. Stan zdrowia pogarszał się z każdym miesiącem, a ona podjęła decyzję: nikomu nie wyjawi prawdy. Codziennie szukała ukojenia w wiejskiej bibliotece, zgłębiając tytuły spod tabliczki „Tajemnice życia i śmierci”. On tymczasem gotów był już wszystko zakończyć – zdecydował się na rozwód. Wziął udział w spotkaniu w restauracji, gdzie pół roku temu obchodzili piętnastolecie małżeństwa. Tuż przed wyjazdem szukał dokumentów, przypadkowo odnalazł nieznaną teczkę. Tam – wyniki badań, wypisy, diagnoza: śmiertelna choroba, od pół roku. Zamroczyło go. W restauracji nie pojawił się. Ona czekała czterdzieści minut, zapłaciła rachunek i wyszła na spacer pod jesiennym słońcem. Tym razem pozwoliła sobie na żal i łzy – żal, iż jej czas się kończy, a najbliżsi nigdy nie poznają prawdziwego powodu jej cierpienia. On przeżywał szok – nagle zobaczył minione piętnaście lat ich wspólnej historii, zrozumiał, ile ją kochał. Stał się dla niej oparciem przez ostatnie dwa miesiące, nie odstępował na krok, był wdzięczny za każdy dzień. Gdyby ktoś mu wtedy powiedział, iż jeszcze do niedawna planował rozwód, nie uwierzyłby. Obserwował jej walkę, widział rozpaczliwe łzy. Umierała powoli i godnie. Umarła po dwóch miesiącach. Na pogrzebie nie krył łez. Pod jej poduszką znalazł w sylwestrową noc życzenie: „Być szczęśliwą z Nim do końca swoich dni”. On w tę samą noc napisał: „Odzyskać wolność”. Oboje dostali to, o czym – jak im się wydawało – marzyli…
Oddałem swoje nazwisko dzieciom mojej partnerki. Teraz muszę je utrzymywać, podczas gdy ona szczęśliwie mieszka z ich biologicznym ojcem. Historia o tym, jak z „fajnego gościa” stałem się oficjalnym bankomatem dla dwójki dzieci, które odzywają się tylko wtedy, gdy potrzebują pieniędzy na kino, a na święta mnie ignorują. Wszystko zaczęło się trzy lata temu, gdy poznałem Agnieszkę – niesamowitą kobietę, rozwódkę z dwójką dzieci (8 i 10 lat). Zakochałem się po uszy. Cały czas słyszałem: „Dzieci cię uwielbiają!” I wierzyłem w to, bo przecież zabierałem je do parku rozrywki każdą sobotę i niedzielę. Pewnego dnia, podczas rozmowy, Agnieszka mówi: – Tak mi smutno, iż dzieci nie mają nazwiska ojca. On nigdy ich oficjalnie nie uznał. A ja w moim największym życiowym momencie (tak, sarkazm) odpowiadam: – Mogę je adoptować. I tak traktuję je jak własne. Znacie ten moment w filmie, kiedy czas się zatrzymuje i głos za kadrem mówi: „Właśnie wtedy zrozumiałem, iż to się źle skończy”? U mnie nie było takiego głosu. A powinien być. Agnieszka w płaczu ze szczęścia, dzieci mnie przytulają – czułem się jak bohater. Głupi bohater, ale jednak. Przeszliśmy przez procedurę – notariusze, sąd, adwokaci. Dzieci stały się oficjalnie Kamilem i Pauliną Kowalskimi – z MOIM nazwiskiem. Byliśmy szczęśliwi. Zrobiliśmy choćby małą „rodzinną uroczystość” z tortem. Sześć miesięcy później. SZEŚĆ. Agnieszka mówi: – Musimy porozmawiać… Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale… Tomek wrócił. – Jaki Tomek? – pytam, choć już wiem. – Biologiczny ojciec dzieci. Zmienił się, wydoroślał. Chce odzyskać rodzinę. Zaniemówiłem. – I co zamierzasz? – Dam mu szansę. Ze względu na dzieci, rozumiesz? Oczywiście, iż rozumiałem. Tak wyraźnie, jakby ktoś wywiesił mi nad głową wielki neon: WYJDŹ. – Agnieszka, ja je ADOPTOWAŁEM. One są prawnie moimi dziećmi. – Tak, tak… to się kiedyś załatwi. Teraz najważniejsze jest, żeby dzieci miały ojca. „To się później załatwi.” Jakby chodziło o rachunek za prąd. Poszedłem do swojego adwokata. Facet prawie zakrztusił się kawą. – Pełna adopcja? – Tak. – To teraz ty jesteś ojcem. Z pełnymi obowiązkami – alimenty, szkoła, zdrowie. Wszystko. – Ale już nie jestem z matką… – To nie ma znaczenia. Tak działa prawo. Więc jestem – płacę alimenty Agnieszce, która mieszka sobie szczęśliwie z Tomkiem w MOIM mieszkaniu. Bo „dzieci potrzebują stabilizacji i nie mogą się przeprowadzać”. Moje mieszkanie. Opłacone przeze mnie. Ale to ja się wyprowadziłem, bo dzieciom byłoby „za trudno”. A Tomek, który przez lata choćby złotówki nie dał, teraz jest bohaterem rodzinnych spacerów po parku i meczów piłkarskich. A ja co miesiąc dostaję maila od prawnika: „Przelew alimentacyjny: XXX zł” Z jakimś smutnym emoji. Nie pomaga. W zeszłym miesiącu Kamil pisze: – Cześć, możesz przelać jeszcze trochę? Chcę nowe adidasy. – A Tomek nie może ci ich kupić? – Powiedział, iż ty jesteś moim prawnym tatą. On – tylko „z serca”. Tata z serca. Jak wygodnie. Ja jestem tata do spraw przelewów. Adopcji praktycznie nie da się odkręcić. Sąd uznałby mnie za potwora, który chce „zrzec się dzieci”. Znajomi się już nie litują. – Stary, w którym momencie pomyślałeś, iż to świetny pomysł? – Byłem zakochany. – Zakochanie nie musi wyłączać całkowicie mózgu… Prawda. Teraz gdy widzę faceta z dziećmi „po kimś”, mam ochotę krzyczeć: „NIE PODPISUJ! Bądź wujkiem, chłopakiem, kimkolwiek – ale NIE PODPISUJ!” Mama tylko powiedziała: „Miłość cię zrobiła głupim” i przytuliła tak mocno, iż bolało jeszcze bardziej. Wczoraj znowu: „Dodatkowe koszty: wyprawka szkolna – XXX zł” Dodatkowe. Jakby szkoła nie była co roku. A Agnieszka wrzuca na Facebooka fotki „szczęśliwej rodziny”. Dzieci – z MOIM nazwiskiem – obok faceta, który je wcześniej zostawił. A szczyt? Paulina (10 lat, tak, ma już Insta…) wpisała w bio: „Córka Agnieszki i Tomka ❤️” Moje imię? Nigdzie. Jestem cichym sponsorem ich życia. A więc jestem – sam, z 2 tysiącami mniej każdego miesiąca, z dwójką „dzieci”, które odzywają się tylko po kasę, i świadomością, iż zrobiłem największą głupotę życia z miłości. Jedyne pocieszenie – przy pytaniu, czy mam dzieci, mogę to opowiedzieć przy stole. Wszyscy się śmieją. Ja – płaczę już tylko w środku. A wy? Podpisaliście kiedyś coś „z miłości”, co tak drogo was kosztowało… czy tylko ja jestem takim geniuszem, który w pakiecie oddał nazwisko i konto?
Latami walczył o unieważnienie ślubu kościelnego. "Woziła się na moim nazwisku"
Sworowska rozstała się po 13 latach. Dziś mówi wprost o nowej miłości
Mój teść zaniemówił, gdy zobaczył, w jakich warunkach mieszkamy – oddał ostatnie oszczędności, by kupić wnuczce mieszkanie, gdy mój mąż wyrzucił mnie z domu
6 niepokojących sygnałów, które jednoznacznie wskazują, iż znajdujesz się w związku bez przyszłości
Jeśli mama nie zamieszka z nami, biorę rozwód!” I tak zrobiła…
Kubicka rozprawiła się z autorkami "porad", które dostaje. Nagle wypaliła o rozwodzie
Bogna Sworowska po rozstaniu z partnerem szuka nowej miłości: "Dynamicznie randkuję i bardzo mi się to podoba" (WIDEO)
Zerwałam kontakty z rodziną – i po raz pierwszy czuję, iż oddycham pełną piersią
Nast przerwała milczenie ws. Kaczorowskiej. "Ja ją niesamowicie podziwiam"
Moja mama zawsze stała po stronie mojego ojczyma. Pewnego dnia nie mogłem tego dłużej znieść i postanowiłem zakończyć ten koszmar.
Niebezpieczny incydent podczas finału WOŚP. Interweniowała policja
Syn nie przyjechał na moje 70. urodziny, tłumacząc się pracą. Wieczorem zobaczyłam w mediach społecznościowych, jak świętuje urodziny teściowej w restauracji
Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa ciężko zachorował, a były prosi mnie o wsparcie finansowe – odmówiłam stanowczo!
Była partnerka Brooklyna Beckhama przerwała milczenie. Powiedziała, kim naprawdę są Victoria i David
Matka mojego chłopaka upokorzyła mnie publicznie, nie wiedząc, iż jesteśmy w związku.
Oderwałam się od mojej rodziny – i po raz pierwszy w życiu czuję się naprawdę wolna
Była dziewczyna Brooklyna Beckhama ujawnia kulisy jego dzieciństwa. "Przez lata wiele się działo"
Jeśli mama nie będzie z nami mieszkać, biorę rozwód!” I tak zrobił…
Anita Sokołowska i Bartosz Frąckowiak rozstali się po cichu. Dawniej mieli wspólne konto na Instagramie
Mąż zostawił mnie dla innej 5 lat temu, a teraz prosi, żebym została matką dla jego syna. Moja odpowiedź go zszokowała
Jesteś starszym bratem, więc masz obowiązek pomóc młodszej siostrze – Masz dwa mieszkania w Warszawie, jedno powinieneś oddać Alinie!
Moi bliscy czekają, aż opuścimy ten świat. Myślą, iż przejmą moje mieszkanie, ale zawczasu się zabezpieczyłem.
Syn mojego byłego męża z nowego związku zachorował na raka, a były prosi mnie o pieniądze na leczenie – odmówiłam pomocy!
Durnowata? To tak o niej mówili… Anna przez piętnaście lat znosiła otwarte zdrady męża, z którym miała dwójkę dzieci: Alicję (14 lat) i Szymka (7 lat). Już podczas wesela zdradził ją z kelnerką, potem liczbę romansów trudno było zliczyć. Koleżanki próbowały otworzyć jej oczy, ale Anna tylko uśmiechała się i milczała. Pracowała w fabryce zabawek jako księgowa – niska pensja, dużo pracy, weekendy zarwane przez raporty. Mąż zarabiał dobrze, ale w domu wiecznie pustka w lodówce i tylko najszybsze dania na stole. Sąsiedzi dziwili się, gdy widzieli męża z kolejną nową kobietą. „Ale ta Anka głupia, po co ona to znosi?” – mówili. W dniu 10. urodzin Szymka mąż oznajmił, iż odchodzi, bo „się zakochał”. Anna spokojnie zgodziła się na rozwód, czym wprawiła męża w osłupienie. Następnego dnia wrócił do pustego mieszkania – klucz nie pasował, drzwi otworzył nieznajomy mężczyzna w szlafroku. Okazało się, iż Anna sprzedała mieszkanie dwa lata wcześniej, a on, nieświadomy niczego, dawno został wymeldowany. Próbował odszukać byłą żonę i dzieci – cóż, córka studiuje za granicą, syn w innej szkole, Anna nie pracuje już na fabryce. W sądzie dowiedział się, iż sam podpisał żonie pełnomocnictwo dwa lata wcześniej, gdy był oczarowany nową kochanką. Mało tego – otrzymał pozew o ustalenie ojcostwa, bo… oboje dzieci nie są jego. Anna, świadoma jego zdrad, od wesela krok po kroku prowadziła swoją zemstę – oszczędzała pieniądze, dzieci jadły u babci, a sama przygotowała DNA potwierdzające, iż dzieci ma z innym. Były mąż przegrał wszystko – i rodzinę, i mieszkanie, i kochankę. Strzeżcie się skrzywdzonych przez was kobiet – w gniewie potrafią dokonać rzeczy niezwykłych.
Moja matka jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mieszkania w Warszawie
Jak przetrwać rozstanie? 8 skutecznych sposobów na radzenie sobie z trudnym doświadczeniem
Nie zasłużyłaś na takie życie – Historia Ksenii, która przez trzy lata poświęcała wszystko dla Andrzeja i jego syna, wierząc, iż miłość wymaga ofiary, aż w końcu zrozumiała, iż prawdziwa miłość nie oznacza rezygnacji z siebie
Po prostu nie rozumiesz własnego szczęścia – czyli historia Kariny: Pol milionowy kredyt dla teściowej, małżeństwo kontrolowane przez mamę, ucieczka do wolności, nowa miłość z Andrzejem i powrót przeszłości pod polskim dachem
Jesteś starszym bratem, więc powinieneś zadbać o młodszą siostrę – masz dwa mieszkania, jedno koniecznie oddaj Alinie!
Nagle ogłosił, iż pokryje główne koszty wesela, przez co będę musiała sama sfinansować całą podróż.
Na Wigilii w domu syna spojrzał na mnie i powiedział: „W tym roku Święta są tylko dla najbliższej rodziny, będzie lepiej bez Ciebie”, a gdy jeszcze byłam w szoku, w momencie, gdy wszyscy wznosili kieliszki, nagle zadzwonił do mnie nieznany numer mówiąc,
Są razem od 50 lat. Mało kto wie, iż Jurek Owsiak zerwał kiedyś z żoną w liście
4 błędy, które popełniamy po rozstaniu – tęsknota i ból przyćmiewają racjonalne myślenie
Aga i Mateusz z "Rolnika" pokazali się razem. Od razu popłynęły gratulacje
Rozczulające nagranie Barona z synem. "Szczerość i prawda"
Tuż po rozwodzie nie mówiła wiele. Dopiero teraz wyjawiła, co jej pomogło
Michał Wiśniewski potwierdził kryzys w związku. Wymowne wpisy Poli Wiśniewskiej
Szejna przerwał milczenie ws. zegarka. Przedstawił nową wersję
Dominika Gawęda o rozwodzie z mężem. "Rozpoczęłam nowy etap"
Moja historia jest inna. Teściowa wiedziała, iż jej syn zdradza mnie z naszą sąsiadką. I ukrywała to przede mną. Cała prawda wyszła na jaw, gdy sąsiadka zaszła w ciążę… wtedy już nie dało się dłużej udawać w rodzinie, iż nic się nie dzieje. Byłam żoną przez sześć lat, gdy mój świat runął. Mieszkaliśmy razem, pracowaliśmy, nie mieliśmy jeszcze dzieci. Nie byliśmy idealni, ale wierzyłam, iż jesteśmy rodziną. Prawie każdą niedzielę spędzaliśmy u jego rodziców. Obiad, rozmowy, pomagałam w kuchni. Czułam się częścią tego domu. Nigdy bym się nie spodziewała, iż przy tym samym stole mogą siedzieć ludzie, patrzeć mi w oczy… i ukrywać taką prawdę. Sąsiadka była zawsze blisko z nimi. Nie była tylko „kobietą z klatki”. Była traktowana jak ktoś z rodziny. Często wpadała – czasem bez zapowiedzi, jadła z nami, zostawała długo. Nigdy nie podejrzewałam. Bo wyrosłam w przekonaniu, iż rodzina ma swoje granice. Nie wierzyłam, iż w porządnej rodzinie coś takiego może się dziać… na oczach wszystkich. Teściowa zawsze jej broniła. Gdy ktoś powiedział coś złego – ona ją tłumaczyła. Gdy sąsiadka czegoś potrzebowała – teściowa była pierwsza do pomocy. A mój mąż… zawsze „na zawołanie”. Widziałam to. Ale powtarzałam sobie: „Nie będę myśleć źle, to bzdury”. Ale kilka miesięcy przed wybuchem wszystkiego zaczęłam czuć, iż coś jest nie tak. Mąż coraz częściej był nieobecny. Mówił, iż jest u rodziców, pomaga w czymś, ma pracę. Nigdy go nie sprawdzałam. Nie byłam kobietą, która kontroluje i śledzi. Ale teściowa zaczęła się dziwnie zachowywać. Chłodniej. Dystansowała się. Była mało uprzejma. Wtedy coś mnie tknęło – jakby czuła się winna. Dzień, w którym poznałam prawdę, zaskoczył mnie. Zadzwoniła ciotka mojego męża. Najpierw pytała, jak się mam, co u nas, jak praca. Potem cisza i pytanie: — przez cały czas mieszkacie razem? Powiedziałam, iż tak. Znów cisza. I wtedy: — A czy ty nic nie wiesz… o sąsiadce? Przeszedł mnie dreszcz. — Co pani ma na myśli? — spytałam. I wtedy usłyszałam całą prawdę: — Ona jest w ciąży. A ojcem jest twój mąż. To już była „rodzinna tajemnica”, nad którą wszyscy próbowali zapanować od miesięcy. Zakończyłam rozmowę, usiadłam na brzegu łóżka. Męża jeszcze nie było. Gdy przyszedł, czekałam na niego. Spytałam wprost: — Od kiedy jesteś z sąsiadką? Nie zaprzeczył. Tylko spuścił głowę. — To nie było planowane… — powiedział. — Od jak dawna? — spytałam. — Ponad rok. Poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Spytałam, kto o tym wie. I wtedy najgorsze: — Mama wie od miesięcy. To zdanie zabolało najbardziej. Następnego dnia poszłam do teściowej. Weszłam bez zapowiedzi. Nie obchodziło mnie, czy jej to pasuje. Spytałam wprost: — Dlaczego mi nie powiedziałaś? Spojrzała na mnie spokojnie. Bez łez. Bez cienia żalu. Jak ktoś, kto uważa, iż robił dobrze. I powiedziała: — Chciałam uniknąć skandalu. Myślałam, iż on sobie z tobą porozmawia. Nie wierzyłam. — Przemilczeć, iż twój syn zdradza mnie z sąsiadką, to według ciebie „ochrona”? — spytałam. — Nie chciałam rozbijać wam małżeństwa. I wtedy zrozumiałam coś strasznie prostego: Nigdy nie byłam chroniona. Byłam wygodna. Oszukało mnie całe to otoczenie. Później zaczęli „pomagać”. Wtrącać się. Tłumaczyć. Mówić, żebym nie była „radykalna”, „nie robiła burzy”. Jakby to była moja reakcja problemem. Podpisałam rozwód. Sąsiadka przeprowadziła się do swojej mamy na chwilę. Teściowa przestała się do mnie odzywać. A mój były mąż został ojcem z nią. Zostałam sama. Nie tylko bez męża. Zostałam bez rodziny, którą myślałam, iż mam. I to nie była tylko zdrada. To było zbiorowe zdradzenie. Rozwód. Podpisałam papiery, jak ktoś, kto nie ma już siły stać prosto. Nie tylko dlatego, iż mąż mnie zdradził. Bo zdradziła mnie cała jego rodzina. Sześć lat każdej niedzieli u nich. Gotowałam, pomagałam, śmiałam się, świętowałam. Myślałam, iż mnie kochają. A oni patrzyli mi w oczy… i wiedzieli. Wiedzieli. Milczeli. Kryli go. A mnie nigdy nie chronili. Teściowa nie zdradziła mnie w chwili, gdy się dowiedziała. Ona zdradzała mnie za każdym razem, gdy przytulała i mówiła „wszystko będzie dobrze”, gdy jej syn robił dziecko innej. I wtedy zrozumiałam coś, co boli bardziej niż zdrada: Zdradę partnera można przeżyć. Zdrada całego „rodzinnego stołu” zmienia człowieka na zawsze. ❓ Pytanie do Was: Jak Wy sądzicie: jeżeli rodzina partnera wie, iż jesteście okłamywani i zdradzani, ale milczy – to są wspólnikami, czy „nie ich sprawa”? Co byście zrobili na moim miejscu?
Moja matka jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mieszkania
Kochanie, mógłbyś mnie odebrać z pracy? – Zadzwoniła do męża, mając nadzieję uniknąć męczącej czterdziestominutowej podróży komunikacją miejską po ciężkim dniu.
Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa zachorował, a były mąż poprosił mnie o wsparcie finansowe. Odpowiedziałam mu: nie!
Żona Filipa Gurłacza ujawniła prawdę. Chodzi o jego relację z Kaczorowską
Niechciane dziecko – Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? – Starszy doktor z uprzejmym uśmiechem zwrócił się do swojej młodej pacjentki. – Imienia jeszcze nie wybraliśmy – wtrąciła się Natalia, siedząca na krześle obok łóżka. – To poważna decyzja, Daria musi się dobrze zastanowić. – Wcale nie chcę. – Ku zaskoczeniu wszystkich odezwała się sama młoda mama. – W ogóle nie zamierzam jej zabierać. Złożę zrzeczenie. – Co ty wygadujesz?! – Kobieta zerwała się nerwowo, posyłając dziewczynie gniewne spojrzenie, po czym zwróciła się do lekarza: – Ona nie wie, co mówi. Oczywiście, zabierzemy malutką do domu. – Wrócę później, proszę odpoczywać. – Lekarzowi wyraźnie nie było na rękę akurat teraz uczestniczyć w rodzinnych sporach. Gdy tylko drzwi za lekarzem się zamknęły, matka rzuciła się na dziewczynę z pretensjami. – Jak śmiesz wygadywać takie rzeczy? Co ludzie o nas pomyślą?! Przecież musiałyśmy się przeprowadzić do tego miasta, by wszystko odbyło się po cichu. To dziecko musi zostać w naszej rodzinie. – A czyja to wina? – Daria spojrzała kobiecie prosto w oczy. – Gdybyś mnie wtedy posłuchała, nic by się nie wydarzyło. Spokojnie bym skończyła szkołę i może gdzieś poszła na studia. jeżeli tak bardzo chcesz tego dziecka, to sama je sobie zabierz. Dziewczyna odwróciła się do ściany, jasno dając do zrozumienia, iż rozmowa zakończona. Natalia próbowała jeszcze kilka minut ją przekonać, ale gdy zajrzała pielęgniarka, poprosiła o spokój dla pacjentki. Daria została sama na sali. Cicho wtulała twarz w poduszkę, modląc się w duchu, by to wszystko jak najszybciej się skończyło. Niepewne pukanie do drzwi zmusiło ją do otarcia łez. Głęboko westchnęła i powiedziała: – Proszę wejść. Spodziewała się zobaczyć kogoś z personelu albo w najgorszym wypadku ojca. Jednak kobieta, która weszła, była jej zupełnie nieznana. – Czy mogę w czymś pomóc? – Kto by pomyślał, jak trudno jest zachować spokój! – Podsłyszałam przez przypadek… Lekarze rozmawiali obok mojej sali – zaczęła nieśmiało kobieta. – Tak, chcę oddać dziecko. To prawda. O to chodzi, tak? – Widziałam, jak twoja mama… – To nie mama! – ostro przerwała Daria, tracąc na chwilę spokój. – To tylko macocha, strasznie się wywyższa. A moja mama pracuje za granicą. – Wybacz, nie chciałam cię urazić – kobieta speszyła się. – Mam troje dzieci… i nie pojmuję twojej decyzji. Sama jako dziecko byłam w domu dziecka, dlatego tak boję się o twoją córeczkę. Przecież ona niczemu nie jest winna! – Takie małe dzieci gwałtownie znajdują dom, tak mi mówiono – wzruszyła ramionami Daria. – Ja nie mogę się przemóc, by choćby ją wziąć na ręce, nie mówiąc o czymś więcej. Gdyby Natalia się wtedy nie wtrącała, nie byłoby mnie tutaj. – Przecież jesteś dorosła, możesz decydować. Masz już więcej niż piętnaście lat, prawda? – Przecież to taki wstyd! – Daria powtórzyła kąśliwie słowa macochy. – Jak my się ludziom na oczy pokażemy?! – Nie rozumiem… – To pani opowiem – Daria uśmiechnęła się krzywo – może przestanie mnie pani oceniać. ********************************************* Ostatni rok w liceum był dla Darii wyjątkowo pechowy. Najpierw jej ukochany Paweł poszedł do wojska, a potem do klasy dołączył nowy. Typowy „warszawski bananowy chłopiec”, w ramach kary zesłany przez ojca na prowincję, zaczął podrywać wszystkie dziewczyny. Zależało mu nie na uczuciach, tylko na kolejnych podbojach. Tak właśnie zszargał opinię ojcu. Maciek rozdawał luksusowe prezenty, zabierał dziewczyny do klubów, restauracji. Jedna po drugiej ulegały, każda wierząc, iż zostanie wybranką „księcia”. Najbardziej opierała się właśnie Daria. Była zakochana w Pawle, nikogo innego nie chciała. W końcu wydawało się, iż Maćkowi się znudziła, przerzucił się na inne dziewczyny. Przynajmniej tak myślała. Ale jak bardzo się myliła! W grudniu jedna z jej przyjaciółek obchodziła urodziny. Była cała klasa, Maciek też przyszedł, ale nie zamierzał tylko gratulować solenizantce… W środku imprezy Daria odebrała telefon na korytarzu, a gdy wróciła, obok jej miejsca siedział Maciek. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, ale potem nagle poczuła się fatalnie… Rano z trudem otworzyła oczy. Obok niej leżał uśmiechnięty Maciek. – No widzisz, a tak się wzbraniałaś – powiedział, jakby nic się nie stało. – To w ramach rekompensaty. Szczerze mówiąc, zdziwiłaś mnie. Twój Pawka to frajer. Powrót do domu kosztował Darię wiele wysiłku. Chwiała się na nogach, kręciło jej się w głowie. Przechodnie patrzyli na nią z odrazą. Nie szukała choćby kluczy – po prostu zadzwoniła. Była pewna, iż macocha jest w domu. – Gdzie się włóczyłaś?! – zirytowała się Natalia, ledwo ją zobaczyła. – Nie wróciłaś na noc, telefonu nie odbierałaś. I jeszcze w jakim stanie wracasz! Gdyby ojciec cię taką zobaczył… – Wezwij lekarza i policję – przerwała jej Daria. – Chcę złożyć doniesienie. Niech go wsadzą. Natalia spoważniała. Skojarzyła wygląd dziewczyny i jej słowa i gwałtownie wyciągnęła wnioski. – Kto? – Maciek, kto inny… – Darii ciężko było w ogóle mówić. – Tylko on byłby taki bezczelny. Wzywaj, albo sama zadzwonię. – Poczekaj z tym. – Natalia zaczęła kalkulować. – I tak się wywinie. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci odszkodowanie. – Chyba zwariowałaś? – Daria nie wierzyła własnym uszom. – Jakie odszkodowanie? Idę na policję! – Nigdzie nie pójdziesz! – kobieta złapała ją za rękę i zaciągnęła do pokoju. Daria nie miała choćby siły się bronić. – I tak nikt ci nie uwierzy, cała miejscowość będzie cię wytykać palcami. Ja wszystkim się zajmę. Daria nie miała telefonu – zgubiła go po drodze albo została u koleżanki. Nie mogła też wyjść – macocha zamknęła drzwi na klucz. W głowie jej się kręciło, łóżko wydawało się wybawieniem… Po kilku dniach Daria pojechała do babci. Mieszkała sto kilometrów dalej i była już bardzo wiekowa. Daria nie chciała jej martwić, więc udawała, iż wszystko jest w porządku. Miesiąc później usłyszała straszną wiadomość. Tamta noc przyniosła konsekwencje – będzie miała dziecko. Natalia była w siódmym niebie – ten maluch zapewni im spokojne życie! Dziadek zapłaci sowicie, jeszcze raz ratując syna z kłopotów. Najważniejsze – do piątego miesiąca nikomu nie mówić. Nikt nie pytał, czego chce Daria. Gdy tylko powiedziała o chęci usunięcia ciąży, Natalia urządziła jej piekło i pilnowała ją dzień i noc. Przyszły dziadek nie był zachwycony, ale dał pieniądze. I obiecał płacić jeszcze długo. ********************************************************** – Teraz już pani rozumie? Przez to dziecko tyle przeszłam. Paweł mnie zostawił, nie uwierzył mi. Koleżanki się odwróciły, musiałam się przeprowadzić. choćby szkoły nie skończyłam! – Przepraszam, oceniłam cię, nie znając całej prawdy – kobieta była zakłopotana. – Ale malutka wciąż nie jest niczemu winna. – Dario, musimy poważnie porozmawiać! – do sali weszła Natalia, ciągnąc za sobą męża. – Obcych proszę wyjść, to sprawa rodzinna! Kobieta spojrzała współczująco na dziewczynę i wyszła, zamykając cicho drzwi. – Nie pozwolę ci zrujnować mojego idealnego planu. jeżeli zostawisz dziecko tutaj, do domu nie wracaj. I gdzie pójdziesz? Babcia nie żyje, jej mieszkanie przejął wujek. Zostaniesz na ulicy? – Nie, pojedzie ze mną – do sali weszła elegancka kobieta. Darii oczy zapłonęły radością. – Mamo! Przyjechałaś! – Oczywiście, iż przyjechałam. Nie mogłabym cię zostawić w biedzie. – Albina mocno przytuliła córkę. – Gdybyś tylko mi wcześniej powiedziała, dawno zabrałabym cię do siebie. Myślałam, iż tutaj łatwiej skończysz liceum. – Myślałam, iż mnie nie potrzebujesz – wyszeptała Daria. Wciąż przecież była tylko dzieckiem. – Ktoś mi wmawiał, iż nie chcesz się ze mną kontaktować. Prezenty wracały nierozpakowane, nie mogłam się dodzwonić. Uznałam, iż mi nie wybaczysz. Nic to – powiedziała pogodnie kobieta, ocierając łzy córki. – Wyjedziemy, zapomnisz o wszystkim… ************************************************************* Daria wyjechała. Dziecko zabrała Natalia, licząc na dostatnie życie. Jednak kiedy wpływowy dziadek się o tym dowiedział, przyjechał i zabrał malutką do siebie. Maciek w końcu uznał dziecko, choć bardzo się przed tym wzbraniał. Daria wreszcie jest szczęśliwa. Jest blisko najważniejszej osoby, która nigdy jej nie zawiedzie…
Rozwód w holenderskiej rodzinie królewskiej. Byli razem 25 lat, księżna straci tytuły
Koniec złudzeń gwiazdy "Sanatorium miłości". Grażyna wyjawiła całą prawdę o zerwaniu