Natalia wracała ze sklepu, dźwigając ciężkie siatki. Gdy już była kilka kroków od domu, jej wzrok przykuł samochód stojący obok furtki. Kto to może być, przecież nikogo się nie spodziewam pomyślała zaskoczona. Podeszła bliżej i zobaczyła na podwórku młodego mężczyznę. Przyjechał! zawołała Natalia i rzuciła się synowi na szyję, żeby go uściskać. Mamo, poczekaj chwilkę. Muszę ci coś powiedzieć odsunął ją ostrożnie syn, Wojtek. Co się stało? w głosie Natalii pojawił się niepokój. Lepiej usiądź powiedział cicho Wojtek. Natalia opadła na ławkę, gotowa na najgorsze.
Natalia Wiktoriańska mieszkała samotnie w urokliwej podkrakowskiej wsi. Męża pochowała dwa lata wcześniej, a jedyny syn, Wojciech, po ukończeniu służby wojskowej i zaczęciu studiów w Krakowie już do niej nie wrócił. Pracował jako inżynier w fabryce, na początku wynajmował kawalerkę, a kiedy wszystko w jego życiu zaczęło się układać, szczegółami z matką się nie dzielił.
Do rodzinnego domu przyjeżdżał rzadko, aż nie dorobił się auta. Ostatnimi czasy wpadał częściej, czasem bez zapowiedzi, przywoził jedzenie, ubrania. Matka odmawiała, ale i tak zostawiał. Niedawno przywiózł jej wełnianą chustę, manualnie robioną.
O swoim życiu jednak nie opowiadał. Tylko mówił: Wszystko dobrze, nie martw się, mamo. To była cała jego odpowiedź. Jednak zawsze znajdą się dobre dusze, które opowiedzą więcej. Jej sąsiadka, młoda Weronika, pojechała do Krakowa.
Zabiegana matka powierzyła jej paczkę dla syna konfitury domowe, marynowane grzybki. Miała telefon do Wojtka, więc Weronika zadzwoniła i spotkała się z nim.
Oj pani Natalio, przyjechał samochodem z jakąś panną. Wszystko zabrał. Kazał pozdrowić, mówił, iż przyjedzie.
A co to za panna? zdziwiła się Natalia.
A skąd ja mam wiedzieć! Z auta choćby nosa nie wysunęła. Wydaje mi się tylko, iż starsza od niego jak Boga kocham! Może o pięć lat, dość korpulentna, umalowana.
Natalia zamyśliła się. Syn nigdy nie dzielił się z nią swoim życiem uczuciowym. Może warto przy najbliższej okazji podpytać i długo czekać nie musiała.
Wracała właśnie ze sklepu, gdy na podwórzu ujrzała syna z jakimś chłopcem. Samochód stał przy płocie.
Przyjechałeś! przyspieszyła kroku, żeby objąć synka, ale Wojtek nieco się odsunął i powiedział:
Cześć, mamo. Poznaj to Jurek. Teraz traktuję go jak syna.
No to proszę do środka, nie stójmy na podwórzu.
Szybko nakryła do stołu na szczęście ziemniaki jeszcze były ciepłe w garnku. Do tego kapusta kiszona, ogórki, mięso gotowane kruche i soczyste.
Jurek markotnie siedział przy stole, dłubał widelcem w talerzu, na nikogo nie patrząc. Zjedli, wypili herbatę, a potem chłopiec wyszedł na dwór niech rozejrzy się po okolicy, a oni zostali sami.
Mamo, muszę ci coś wyjaśnić zaczął Wojtek. W zeszłym roku się ożeniłem. adekwatnie, z Olgą po prostu się pobraliśmy. To jej syn. Nie mówiłem ci wcześniej nie bierz tego do siebie. Olga nie chce poznać się z teściową.
A dlaczego? Uważam się za złą osobę? Przecież chyba nie robię złego wrażenia, chociaż może dla niej wieś nie w smak
Nie o to chodzi. W jej pierwszym małżeństwie teściowa była bardzo okrutna, awantury dochodziły do szczytu. Olga przez to rozstała się z mężem. On zmarł rok później, za nim teściowa. Zostało jej mieszkanie z synem i auto. Gdy się poznaliśmy, zaprosiła mnie do siebie, potem się pobraliśmy. O dawnej teściowej nie chce rozmawiać.
A chłopca czemu mi przywiozłeś? zdziwiła się matka.
Wakacje są, a Olga jest w ciąży w sierpniu rodzi. Ciężko jej samej z Jurkiem, trzeba mieć na niego oko, ja całymi dniami w pracy. Może będziesz mogła go popilnować do jesieni, potem go zabiorę?
Oczywiście, iż się nim zaopiekuję. Ale czy on sam zechce zostać z babcią?
Nie ma tu wyboru. Matka powiedziała, iż ma słuchać.
Natalia zdziwiła się surowości tych słów, ale nie komentowała. Olgi nie znała, jak może oceniać? Ośmioletni chłopiec nie zrobi szkody w domu. A już niedługo prawdziwa wnuczka lub wnuk się urodzi jaka radość!
Następnego ranka Wojtek wyjechał, a Jurek siedział nadąsany, zapatrzony w okno.
No cóż, czas zacząć nasze wspólne życie. Mów mi babciu Natalia. Do której klasy teraz idziesz? zagadnęła.
Do drugiej burknął choćby się nie odwracając.
To chodź pokażę ci kury i ogródek. Truskawki już prawie dojrzałe, niedługo będziesz zbierał owoce; ta odmiana wcześnie owocuje.
Nigdzie z tobą nie pójdę.
A to dlaczego? Krzywdy ci nie zrobię, Atos też nie jeżeli się boisz psa.
Mama mówiła, iż jesteś zła. I długo tu nie będę. A Atosa się nie boję.
No proszę, a mama skąd wie, iż jestem zła, skoro się choćby ze mną nie znacie? Siedź więc, jeżeli wolisz. Ja idę do roboty, wnuczku.
Natalia wyszła i westchnęła z żalu nad chłopcem. Widocznie Olgę mocno skrzywdziła poprzednia teściowa, skoro choćby syna przeciwko niej nastawiła. Jednak dobrocią i serdecznością można skruszyć każdy mur.
Zabrała się za ogródek i swoje proste gospodarstwo. Dużego majątku nie miała, parę kur, dwie kaczki, mleko, ser i śmietanę kupowała u sąsiadki, matki Weroniki, za złotówki. Będąc dobrosąsiędzka, czasem jajka czy owoce z ogródka oddała w prezencie. Tak żyła.
Minął tydzień. Jurek coraz częściej wychodził na podwórko raz pogłaskał Atosa, raz skubnął truskawkę z grządki. Nie przymuszała go do pomocy, choć nie protestował, gdy poprosiła. Pewnego dnia, wybierając się do sklepu, zaprosiła Jurka zgodził się i tyle mówił w drodze powrotnej, iż nie mógł się zamknąć.
Od tej pory zupełnie się odmienił. Pomagał w domu, podlewał grządki, sam karmił Atosa, zaprzyjaźnił się z chłopcami z sąsiedztwa. Wieczorami nie można go było z domu zagonić.
Rozweselił się i zaczął czytać zażyłą książkę o Robinsonie Crusoe ta sama, stara, co stała u Wojtka całe dzieciństwo. Chłopak czytał ją z zapałem, opowiadał babci, razem się śmiali z Piętaszka. Natalia dziergała na drutach i wspominała wesołe dzieciństwo swojego syna.
W sierpniu przyjechał Wojtek. Był szczęśliwy i informował z radością: urodziła im się z Olgą córeczka Julia. Następnego dnia miał zabrać je do domu, a teraz przyjechał odwiedzić syna i przekazać nowinę o wnuczce.
Tato, z babcią Natalką jest super! Podoba mi się tutaj! Mogę zostać dłużej? A Julcię zobaczę, jak pójdę do szkoły.
I tak został do września. Natalia oddała synowi prezenty dla wnuczki: zrobiła maleńkie skarpetki, czapeczkę i lekką puszystą kołderkę; dla synowej rękawiczki. Wojtek podziękował, ucałował matkę i ścisnął syna jak prawdziwego mężczyznę.
Pod koniec sierpnia Jurek biegał po ulicy z kolegami, grając w piłkę, gdy zobaczyli nadjeżdżający samochód. Chłopcy się rozstąpili, patrząc z ciekawością. Samochód zatrzymał się przy domu Natalii. Wysiadła z niego krągła kobieta z dzieckiem na rękach, potem Wojtek. Przejął cenny pakunek od żony, a Jurek rzucił się z całych sił w jej stronę.
Mama przyjechała! krzyknął i przewrócił się o kamień.
Nie zapłakał jednak. Podobnie jak uczyli koledzy, zerwał liść babki i przyłożył do kolana. Olga pocałowała syna i razem z rodziną weszła do domu.
A czemu Jurek biega po ulicy bez opieki? spytała zamiast się przywitać.
Witaj, córko powiedziała Natalia ciepło. Zobacz, chłopcy biegają tu całe lato, grają w piłkę, jak to na wsi. Jurek jest mi wielką pomocą, czy w domu, czy w ogrodzie. Cóż mu szkodzi się pobawić?
Natalia podeszła do wnuczki, która cichutko spała. Była śliczna jak aniołek i babci pociekły po policzkach łzy wzruszenia.
Poczęstowała gości gorącym barszczem ze śmietaną i świeżym chlebem, wypytywała co i jak.
Przyjechaliśmy po Jurka oświadczyła Olga stanowczo. Niedługo szkoła. Pewnie już się nacieszył wakacjami, a i wam już pewnie wystarczy kłopotów.
Chłopiec zerwał się z miejsca i wykrzyknął:
Nie chcę do miasta! Chcę zostać z babcią Natalką! Okłamałaś mnie, mamo, iż ona zła. Ona jest dobra!
Twarz Olgi poczerwieniała ze wstydu i obrazy.
Nie wolno tak mówić do mamy, Jurku! Przeproś i idź się przejść, ale z podwórka nie wychodź łagodnie powiedziała Natalia.
Chłopiec spuścił głowę i powiedział: Już nie będę. Po czym wyszedł.
Nie martw się o niego, Olgo powiedziała Natalia. Bardzo dobry chłopak, świetnie go wychowałaś. Dzięki, iż go przywiozłaś, synu. Chociaż na wakacje niech przyjeżdża, bardzo mi się spodobał.
W tym momencie mała Julia zapłakała i Olga od razu do niej podbiegła. Dwa dni rodzina spędziła u Natalii. Syn poprawił kilka rzeczy w domu, Olga nie odstępowała córki, a teściowa gotowała i dogadzała rodzinie. Jurek był we wszystkim pomocnikiem: to ojcu podał narzędzia, to babci przyniósł wody, to siostrzyczkę zabawił bez przerwy opowiadał, jak dobrze mu się tu mieszkało.
Przyszła pora na wyjazd. Wojtek pożegnał się z matką, przytulił Jurka i Julię i wyszli na podwórko. Olga podeszła do Natalii, objęła ją i powiedziała:
Dziękuję, mamo. Swojej już nie pamiętam, a nie myślałam nawet, iż teściowe mogą być takie jak pani. Proszę mi wybaczyć. I Wojtka kocham bardzo. Wspaniałego syna pani wychowała.
Teraz już jest twój, córko. A mnie tak wielka radość, iż cię poznałam. Przywoźcie Jurka, pokochałam go jak własnego wnuka.
I tak się rozstali. Wszystko w rodzinie poukładało się dobrze. Na zimę zabrali mamę do siebie, by pomogła przy dzieciach i gospodarstwie. A teściowa z synową żyły ze sobą jak najlepsze przyjaciółki na euforia Wojtkowi i rezolutnemu Jurkowi.












