Książka

Magia kina kontra prawdziwe miasta. Gdzie kamera kłamie najbardziej?
12 cichych gestów życzliwości w pracy, które na zawsze odmieniły czyjąś karierę
„Dandadan”: Poznaj moich kosmitów
Gabinet: Estella Vicario, Mila Papadakis
Trudna rozmowa, którą każdy powinien odbyć z dzieckiem. "Nie chciałam, aby koledzy zrobili to za mnie"
Najmocniejsze nowości Netfliksa na weekend. Kultowe kino i opowieść o oszuście
Ruskij Mir – Marcin Wolski rozmawia z Michałem Gołkowskim
"Ale jak żyję, nie spotkałem tak utalentowanego młodego człowieka" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
"To pewnie jakiś nowy sąsiad, którego nie znam" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
10 cytatów z „Zimy Muminków”, które otulą cię w długie, mroźne wieczory. Rozgrzewają serce i przypominają nam, po co jest zima
Ares Games – War of the Ring: The Card Game – Hope and Despair
Trudny QUIZ o "Kochaj albo rzuć". Kargul z Pawlakiem za ocean pojechali
Mniej obcy – nowa polska produkcja od Netflixa
Mediateka zaprasza na pierwszy w tym roku kiermasz książek
Przyjechałam w odwiedziny, tęskniłam za tobą, ale własne dzieci wydają się obcymi – smutna opowieść polskiej matki o dorosłych dzieciach, które nie mają już czasu dla rodziców
"Nie klikajcie w linki, nie szperajcie po forach. To, co zobaczycie, nie jest dla każdych oczu" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Książka Ebook "Obce Gniazda. Ocalony" Maria Tuszyńska - recenzja
Ronaldo Luís Nazário de Lima kontra Fabio Capello w Realu Madryt
PRL w kryminale: Giń, przeklęty krzyżaku!
Opowieść o naszych praprzodkach
J.R.R. Tolkien, Christopher Tolkien – Zdrada Isengardu
Zimowe opowieści w wersji audio. Nasze polecenia na mroźne wieczory
Nie potrafiłam pokochać – Dziewczyny, przyznajcie się, która z was to Lila? – zagadnęła nas z uśmiechem młoda kobieta. – Ja jestem Lila. O co chodzi? – zapytałam zaskoczona. – Masz tu list, Lila. Od Władka – nieznajoma wyciągnęła z kieszeni fartucha zmięty kopertę i podała mi ją. – Od Władka? A gdzie on jest? – zdziwiłam się. – Przenieśli go do internatu dla dorosłych. Czekał na ciebie, Lila, jak na zbawienie. Wyglądał cię co dzień. Ten list dał mi do sprawdzenia, żebym poprawiła błędy – nie chciał się przed tobą skompromitować. Muszę iść, zaraz obiad. Pracuję tu jako wychowawczyni – spojrzała na mnie z żalem i po chwili zniknęła. …Pewnego letniego dnia, mając szesnaście lat, wraz z przyjaciółką przypadkowo znalazłyśmy się na terenie nieznanej placówki. Wakacje w pełni, a my żądne przygód. Usiadłyśmy na wygodnej ławce, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Nie zauważyłyśmy, jak podeszło do nas dwóch chłopaków. – Cześć, dziewczyny! Nudzicie się? Poznamy się? – jeden z nich podał mi rękę – Władek. Odpowiadam: – Lila. A to moja przyjaciółka – Święta. A cichy kolega jak ma na imię? – Leon – odezwał się drugi chłopak. Chłopcy wydali nam się trochę niemodni i zbyt poważni. Władek zauważył surowo: – Dziewczyny, dlaczego nosicie takie krótkie spódnice? A Święta ma bardzo odważny dekolt. – No proszę was, chłopaki, nie przyglądajcie się tam, gdzie nie trzeba! – zaśmiewałyśmy się z Świetą. – Trudno się nie przyglądać, jesteśmy facetami. Może jeszcze palicie? – dopytywał Władek. – Jasne, palimy. Ale tylko z ciekawości, żartujemy – odpieramy. Dopiero wtedy zauważyłyśmy, iż coś jest z ich nogami nie tak. Władek ledwie chodził, Leon wyraźnie kulał. – Leczcie się tutaj? – zapytałam. – Tak. Miałem wypadek na motorze, Leon źle wskoczył do wody ze skały – wyrecytował Władek. – Niedługo idziemy do domu. Wierzyłyśmy w ich opowieść, zupełnie nieświadome, iż to dzieci z niepełnosprawnością, od lat mieszkający w internacie. My byłyśmy dla nich powiewem wolności. Każdy z nich miał swoją wymyśloną historię o wypadku, upadku czy bójce… Władek i Leon okazali się ciekawymi, oczytanymi i mądrymi chłopakami. Zaczęłyśmy z Świętą odwiedzać ich co tydzień – z jednej strony było nam ich żal, z drugiej wiedziałyśmy, iż wiele można się od nich nauczyć. Nasze krótkie spotkania weszły nam w nawyk. Władek zaczął przynosić mi kwiatki z klombu, Leon – origami dla Świętej. Potem siadaliśmy razem na ławce, Władek obok mnie, Leon skupiał się na Świętej, która przy nim bardzo się rumieniła, choć wyraźnie lubiła jego towarzystwo. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Czułe, ciepłe lato minęło błyskawicznie. Nadeszła deszczowa jesień, skończyły się wakacje, przed nami ostatnia klasa. Zapomniałyśmy z Świętą o Władku i Leonie. …Egzaminy, ostatni dzwonek, bal maturalny. Początek lata, sezon nadziei. Z Świętą znów przyszłyśmy na teren internatu, by odwiedzić dawnych znajomych. Usiedliśmy na tej samej ławce, czekając na spotkanie – Władek z kwiatami, Leon z origami. Niestety, na próżno czekałyśmy dwie godziny. Aż nagle z budynku wyszła dziewczyna i podała mi list od Władka. Otworzyłam kopertę: „Ukochana Lilo! Jesteś moim pachnącym kwiatem! Gwiazdą, której nie sięgnę. Chyba nie zrozumiałaś, iż zakochałem się w tobie od pierwszego spotkania. Wasze wizyty były dla mnie oddechem, życiem. Pół roku wypatruję cię w oknie. Zapomniałaś o mnie. Szkoda. Idziemy różnymi drogami. Dziękuję ci za to, iż odkryłem prawdziwą miłość. Pamiętam twój aksamitny głos, uśmiech, delikatne dłonie. Źle mi bez ciebie, Lilo! Chciałbym cię zobaczyć choć raz jeszcze! Chcę zaczerpnąć oddechu, a nie mogę… Leon i ja skończyliśmy po osiemnaście lat. Na wiosnę przenoszą nas do innego internatu. Pewnie już się nie spotkamy. Dusza mi się rozpada… Może wyleczę się z tej miłości. Żegnaj, moja najdroższa!” Podpis – „Zawsze twój Władek”. W kopercie był też zasuszony kwiatek. Ogarnął mnie ogromny wstyd. Serce ścisnęło się na myśl, iż niczego już nie zmienię. Przypomniało mi się – „Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy”. Nie spodziewałam się, jak wielkie emocje targały Władkiem. Ale nie potrafiłam odwzajemnić jego uczuć. Nie czułam do niego nic szczególnego. Życzliwość, ciekawość, lekki flirt – na tym się kończyło. Nie zdawałam sobie sprawy, iż ten drobny flirt rozbudzi w Władku płomień miłości. …Minęło od tamtej pory wiele lat. List od Władka zżółkł, kwiatek rozsypał się w proch. Ale pamiętam nasze niewinne spotkania, beztroskie rozmowy, śmiech przy żartach Władka. … Ta historia ma dalszy ciąg. Święta naprawdę przejęła się losem Leona, porzuconego przez rodziców z powodu „inności”. Po ukończeniu pedagogiki pracuje w internacie dla dzieci niepełnosprawnych. Leon jest jej mężem, mają dwóch dorosłych synów. Władek, z opowieści Leona, całe życie spędził samotnie. Gdy miał około czterdziestki, matka pojawiła się w internacie, ujrzała skrzywdzonego syna, rozpłakała się, przypomniała o miłości i zabrała Władka do rodzinnej wsi. Potem ślad po nim zaginął…
Pierwszy zwiastun „Masters of The Universe”
MCK Tychy szuka pomysłów na nowe projekty artystyczne. Startuje XII edycja TBK
Finał bitwy o Grenlandię. „To było miażdżące zwycięstwo obu stron”
Prof. Joanna Jurewicz: Teraz pocieszam się, iż to jest autyzm
Komediowo-kryminalny weekend w Netfliksie
EBooki Amazon Kindle są teraz (częściowo) wolne od DRM
Nowa biblioteka w Ursusie – przestrzeń dla wszystkich miłośnika książek!
Wróg jest miłością - wystawa Huberta Czerepoka (Galeria Miejska Arsenał, ul. Stary Rynek 6)
16 momentów, w których empatia zmieniła czyjś dzień
Każdy nosi w sobie dżumę
Zrastam się
Pierwsza miłość – nie da się o niej zapomnieć: Opowieść o spotkaniu po latach w polskim miasteczku, o sentymentalnej podróży, odnalezieniu uzdrowicielki i powrocie do korzeni
Polska ziemia obiecana
Mąż wydawał nasze pieniądze na swoją byłą — postawiłam mu ultimatum Od początku wiedziałam o jego byłej żonie. Nigdy nie ukrywał, iż był żonaty, iż ma córkę i płaci alimenty. choćby uważałam to za słuszne – wydawało mi się to szlachetne. Szanuję odpowiedzialność. Ale z czasem zaczęłam dostrzegać coś znacznie gorszego: to, co uważałam za odpowiedzialność, było bolesnym poczuciem winy. Chronicznym, wyniszczającym, natrętnym. Winą, która wisiała nad nim jak niewidzialna chmura… i którą ktoś bardzo sprytnie wykorzystywał. Alimenty wpływały regularnie, sumy były uczciwe. Ale poza nimi był cały wielki świat „dodatkowych wydatków”. Nowy laptop do szkoły, bo stary za wolny, a wszystkie dzieci w klasie mają lepsze – mój mąż wzdychał… i kupował. Obóz językowy – bez niego córka miałaby zaległości wobec rówieśników. Zgadzał się, choć koszt był równy naszej całej wakacyjnej wycieczce. Prezenty na Boże Narodzenie, urodziny, Dzień Kobiet, „tak po prostu” – wszystko musiało być najlepsze, najdroższe, najnowsze. Bo „tata musi być dobry”. Była żona doskonale umiała do niego przemawiać – dzwoniła ze swoim smutnym tonem: „Ona się rozpłacze… rozumiesz? Sama nie dam rady.” I on rozumiał. Tak mocno, iż przestawał widzieć rzeczywistość wokół siebie. Tę, w której żył ze mną. W której mieliśmy wspólne plany, marzenia i przyszłość. Ale pieniądze na naszą przyszłość wyciekały, kropla po kropli, w imię przeszłości, która nie chciała odejść. Próbowałam rozmawiać: – Nie sądzisz, iż to już przesada? Ona ma wszystko. My drugi miesiąc nie możemy kupić pralki. Obudź się… A on patrzył z poczuciem winy: – To dziecko… nie mogę odmawiać. Powiedzieli mi, iż to trudny wiek. Muszę ją wspierać. – A moja samoocena? Nasze życie? – pytałam już ostrzej. Patrzył na mnie zdezorientowany. – Ty co… zazdrościsz? Dziecku? To nie była zazdrość. To była sprawiedliwość. Żyliśmy jak w trybie awaryjnym – ciągle finansowaliśmy czyjeś „pilne potrzeby”, które nigdy się nie kończyły. Nasza pralka była na wykończeniu. Buczała, skakała, zatrzymywała się w połowie cyklu. Marzyłam o normalnej, cichej pralce. Odkładałam na nią z pensji, znalazłam model na promocji. Dzień zakupu był wyznaczony. Już widziałam siebie puszczającą pranie bez obaw, iż znowu się zepsuje. Rano tego dnia mąż był dziwnie milczący. Szukał czegoś po mieszkaniu. Gdy już miałam wychodzić, powiedział: – Wziąłem pieniądze… na pralkę. Aż lodowato poczułam palce. – Wziąłeś? Gdzie je wziąłeś? – Dla mojej córki. Pilnie… leczenie zęba. Była żona zadzwoniła w nocy, panika… powiedziała, iż dziecko umiera z bólu, trzeba od razu prywatnego stomatologa, a tam drogo… Nie mogłem odmówić… Oparłam się o framugę. – I… wyleczyli ją? – Tak, tak! – ożywił się, jakby najgorsze już minęło. – Wszystko w porządku. Powiedzieli, iż poszło świetnie. Patrzyłam na niego przez chwilę… i powiedziałam cicho: – Zadzwoń do niej teraz. – Co? Po co? – Zadzwoń. Zapytaj, jak dziecko… i który ząb ją bolał. Zmarszczył się, ale wybrał numer. Rozmowa była krótka. I patrząc, jak słucha, widziałam, jak jego twarz przechodzi od pewności do zakłopotania. Skończył. – Wszystko okej. Ból minął. – Który ząb? – powtórzyłam. – To nie jest ważne… – KTÓRY ZĄB? – mój głos zabrzmiał szorstko, obco. Westchnął. – Powiedzieli… iż to nie ból. To było zaplanowane. Wybielanie. Od tego wieku można. A dziecko czekało rok… W tym momencie usiadłam w kuchni. Pieniądze na nasz normalny dom… poszły na wybielanie zębów, bo ktoś tak sobie wymyślił. I najgorsze? On choćby się nie zastanowił. Nie sprawdził. Po prostu wziął i dał. Bo poczucie winy to najgorszy doradca… i świetne narzędzie do szantażu. Potem w domu zapadła lodowata cisza. Prawie nie rozmawiałam z nim. On próbował „naprawiać” wszystko drobnymi gestami, ale to było jak przyklejanie wielkiej rany plastrami. Już rozumiałam – nie walczę z jego byłą żoną. Walczę z duchem, którego nosi w sobie. Duchem rozbitego małżeństwa. Niespokojnym poczuciem, iż „nie dał wystarczająco”, iż „trzeba się zrehabilitować”. A ten duch był głodny. Ciągle domagał się nowych ofiar – pieniędzy, czasu, nerwów, upokorzeń. Kulminacja przyszła na urodziny dziecka. Pokonałam w sobie napięcie i kupiłam piękną, dobrą, ale skromną książkę – tę, o której kiedyś dziecko wspomniało. A duże prezenty były od „mama i tata”: nowy telefon, taki jak mają tylko najbogatsze dzieci w klasie. Była żona ubrana jak z magazynu. Powitała gości jak gospodyni. Uśmiechała się uprzejmie… ale była ostra. Gdy przyszła pora na prezenty, dziecko wzięło moją książkę. Wtedy była powiedziała głośno, na całą salę, z uśmiechem: – Widzisz, kochanie… ten, kto cię naprawdę kocha, daje ci to, o czym marzysz. – i wskazała na lśniący prezent. – A to… – i pogardliwie kiwnęła na książkę – to po prostu od „jakiejś cioci”. Tak… na odczepne. Wszystko zamarło. Wszystkie spojrzenia na mnie. Potem na mojego męża. A on… nie powiedział nic. Nie obronił mnie. Nie poprawił jej. Nie zrobił nic. Patrzył w podłogę. W talerz. Gdzieś w siebie. Zamknięty, skulony, jakby chciał być niewidzialny. Jego milczenie było głośniejsze niż policzek. Było zgodą. Wytrzymałam imprezę kamienną twarzą. Uśmiechałam się, kiwałam… ale wewnątrz już się skończyło. Nie „koniec”. Nie „kryzys”. Koniec. Po powrocie nie zrobiłam sceny. Sceny są dobre dla ludzi, którzy jeszcze walczą. Poszłam do sypialni, zdjęłam stary zakurzony kuferek z szafy – ten, z którym kiedyś mój mąż do mnie przyszedł. I zaczęłam pakować jego rzeczy. Powoli. Metodycznie. Bez drżenia. Koszule. Spodnie. Skarpetki. Wszystko poukładane. Usłyszał hałas, wszedł, a gdy zobaczył walizkę… zastygł. – Co robisz? – Pomagam ci spakować się – powiedziałam spokojnie. – Co? Dokąd? O co chodzi? Przez dzisiaj? Ona zawsze taka była… – To nie przez nią – przerwałam. – Przez ciebie. Włożyłam ostatnią rzecz. – Ty żyjesz przeszłością. Każda twoja złotówka, każda myśl, każde milczenie – tam. Ja żyję tu i teraz. W teraźniejszości, w której nie ma pieniędzy na pralkę, bo poszły na wybielanie zębów z czyjejś fanaberii. W teraźniejszości, w której publicznie mnie poniżają, a mój mąż patrzy w podłogę. Zapięłam walizkę. Podniosłam ją. Spojrzałam mu w oczy. – Idź. Idź do niej. Pomagaj we wszystkim. Z zębami, z lekcjami, z wiecznymi dramatami i manipulacjami. Odkupuj winę, skoro już ją nosisz. Ale rób to tam, nie tutaj. Zwolnij to miejsce. – Jakie miejsce? – Miejsce męża w moim życiu. Jest zajęte. Zajęte przez ducha innej kobiety. I mam dość dzielenia z nim łóżka, pieniędzy i przyszłości. Wzięłam walizkę, zaniosłam pod drzwi i zostawiłam tam. On ją wziął… i wyszedł. Nie spojrzałam na drzwi. Po raz pierwszy od dawna poczułam, iż oddech należy do mnie. Że dom jest mój. Że dusza nareszcie ma miejsce dla siebie. Po dwóch miesiącach nasze małżeństwo zostało oficjalnie zakończone.
Zanim Zdecydowałem się na Ślub: Opowieść o Archipie, zapracowanym polskim naukowcu, jego młodej sprzątaczce Zosi i rodzinnej katastrofie w mazowieckiej wsi
Historycy książki: XVI-wieczny Facebook był z atramentu i papieru, hejt był na marginesach
Krzysztof Cugowski szczerze o relacji z wnukami. "Nie jestem książkowym dziadkiem"
Ryszard Grundman : Smugi na niebie
Ruszył nabór do Konkursu im. Anny Świrszczyńskiej
Nie krzem i nie perowskit. Oto nowy pretendent do rewolucjonizowania paneli słonecznych
Na dobre i na złe – Opowieść o Antoninie, która zbyt wcześnie została wdową, utraciła pracę w wiejskiej szkole, samotnie prowadziła małe gospodarstwo, sprzedawała mleko i twaróg w sąsiedniej wsi, aż pewnego dnia obok niej zamieszkał tajemniczy biznesmen z bratem. Nowi sąsiedzi, trudne relacje, nieoczekiwane uczucia i rozczarowania, wybory między pozornym dobrobytem a własnym szczęściem — historia kobiecej siły, samotności, miłości, zdrady i powrotu do tego, co naprawdę ważne na polskiej wsi.
Anna Kędziora | GABINET
Maszyna myśląca. Nieprawdopodobna historia firmy Nvidia
Zwykła książka czy audiobook – co jest lepsze dla mózgu? Ekspertka nie ma wątpliwości
Czy drogi jest czas, czy tylko czasomierz?
Do Amazon Luna (kiedyś Prime Gaming) zmierzają dwie kolejne darmowe gry! Fani strategii i ciekawych opowieści będą zachwyceni
Tajemnicza postać w białej sukni budziła lęk. Mówiono, iż nawiedza nocą zamek