Książka

Gdy sprawca chce być bardziej pamiętny niż ofiary. Recenzja książki “Żniwiarz Cienia” Katarzyny Bondy
Nieco trudny QUIZ z wiedzy ogólnej. Uważaj na dwa ostatnie pytania
Od kilku dni króluje w Polsce na Netflixie. "Naprawdę koszmarny"
Dopóki żyjesz, nigdy nie jest za późno. Opowieść o Annie i rodzinnych drugich szansach
Muzeum Literatury. Ministra kultury chce, żeby konflikt rozstrzygnął wojewoda
Teściowa na moje 35. urodziny podarowała mi kucharską księgę z aluzją – a ja oddałam jej prezent
Netflix nakręci serial "Noce i dnie". Adaptacja z lat 70. nie ma sobie równych
Motorola atakuje Galaxy Fold. Nowy duży składak robi wrażenie
Zawsze pomocne babcie – opowieść o Elenie i Katarzynie, które po latach poświęcenia rodzinie spotykają się w szpitalnej sali i odnajdują odwagę, by zawalczyć o własne życie
Ameryka jako imperium w oczach Nialla Fergusona
Quiz z lektur szkolnych. Czytałeś? Więc dopasuj postać do książki
Nie odchodź, mamo. Rodzinna opowieść o miłości, oczekiwaniach i trudnej drodze do porozumienia między teściową, córką i zięciem w polskiej rzeczywistości
Książka Ebook "Wojenne siostry" Anna Rybakiewicz - recenzja
Polska jako Startup. Trzy miesiące, które więcej wyjaśniają, niż obiecują
Nie była sama. Zwyczajna opowieść o zimowym poranku w polskim bloku, gdy kot Felek i pies Burek robią wszystko, by babcia Halinka nie czuła się samotna
Tak Kościół kryje księży. "Tu go złapali, więc wysłali na Karaiby". Nowe fakty
Quiz dla prymusów. Pytamy o lektury. Od 7. pytania zaczynają się schody!
5 książek, po które warto sięgnąć w mroźny zimowy wieczór
Ukryte mechanizmy polityki
Zawsze będę przy Tobie, mamo. Opowieść, w którą naprawdę można uwierzyć Babcia Wanda nie mogła się doczekać wieczora. Sąsiadka, pani Natalia – samotna kobieta przed pięćdziesiątką – opowiedziała jej coś takiego, iż głowa jej aż buzowała od domysłów. Na dowód zaprosiła Wandę do siebie na wieczór, twierdząc, iż pokaże jej coś niezwykłego. A wszystko zaczęło się od prostego pytania. Natalia rano szła do sklepu i postanowiła zajrzeć do babci Wandy: – Może coś kupić, babciu Wandziu? Idę do sklepu, chcę upiec ciasto, a jeszcze kilka drobiazgów dokupić. – Powiem ci, Natalko, zawsze myślałam, iż jesteś dobrą i troskliwą kobietą. Pamiętam cię jeszcze jako dziewczynkę. Szkoda, iż los tak cię doświadcza, iż wciąż jesteś sama. Ale widzę, iż nie narzekasz, nie smucisz się, a to ważne. – Babciu Wandziu, ja mam ukochanego, tylko jeszcze nie mogę z nim być. A czemu tak jest – zaraz ci opowiem. Nikomu się z tym nie zwierzałam, ale z tobą się podzielę. Mam jeszcze kilka rzeczy do wyjawienia. Bo wiem, iż jesteś dyskretna, a choćby jak coś powiesz dalej – i tak nikt nie uwierzy – zaśmiała się Natalia. – To co kupić? A potem przyjdę na herbatę i wszystko wyjaśnię, a może już nigdy nie będziesz mi współczuła. Babci Wandzie adekwatnie niczego nie potrzebowało się tym razem, ale poprosiła Natalię o chleb i trochę cukierków do herbaty. Ciekawość ją zżerała – co takiego ma jej do powiedzenia sąsiadka? Natalia przyniosła zakupy, Wanda zaparzyła aromatyczną herbatę i usiadła do słuchania. – Babciu Wandziu, pamiętasz, co się u mnie wydarzyło jakieś dwadzieścia lat temu? Byłam wtedy pod trzydziestkę, miałam narzeczonego, planowaliśmy ślub. Myślałam, iż choć serce nie szaleje z miłości, to porządny facet i najwyższy czas mieć rodzinę. Zamieszkał u mnie, zaszłam w ciążę. W ósmym miesiącu urodziłam córeczkę. Przeżyła dwa dni, potem odeszła. Chciałam się wtedy z rozpaczy rozpaść. Rozstałam się z mężem, nic nas nie łączyło. Minęły dwa miesiące. Powoli zaczynałam wracać do siebie, łzy wyschły. I wtedy… Natalia spojrzała wyczekująco na babcię Wandę: – Nie wiem, jak to dalej powiedzieć. W sypialni była przygotowana kołyska dla córeczki. Mówią, iż to zły omen wszystko wcześniej kupować. Ale ja w przesądy nie wierzyłam – kupiłam, pościeliłam, zabawki czekały. I pewnej nocy przebudzam się… słyszę dziecięcy płacz. Myślałam, iż to z nerwów. Ale znów – płacz. Podchodzę do kołyski, a tam… leży malutka dziewczynka! Wzięłam ją na ręce – prawie od szczęścia straciłam oddech. Spojrzała na mnie, zamknęła oczy… i zasnęła. I tak już zostało – każdej nocy córeczka ze mną. Kupiłam choćby mleko w proszku i butelkę. Ale prawie nie jadła. Płakała, brałam ją na ręce – uśmiechała się, zamykała oczka i spała. – Jak to możliwe? – babcia Wanda słuchała jak zahipnotyzowana. – Tak się zdarza? – Też myślałam, iż nie. – Natalia zaróżowiona mówiła dalej. – A potem? – dopytywała Wanda, podjadając cukierka i popijając herbatę. – Od tamtej pory tak już jest – Natalia szczęśliwie się uśmiechnęła. – Moja córeczka żyje w innym świecie, ma tam rodzinę, ale o mnie nie zapomina. Prawie co noc przychodzi chociaż na chwilę. I kiedyś powiedziała mi nawet: – Zawsze będę przy Tobie, mamo. Jesteśmy połączeni niewidzialną nicią, której nic nie zerwie! Czasem myślę, iż to może tylko sen. Ale ona choćby podarunki mi przynosi z tamtego świata. Choć tu gwałtownie znikają, jak wiosenny śnieg. – Naprawdę tak jest? – spytała cicho Wanda, popijając herbatę. – Właśnie chcę, żebyś przyszła do mnie i przekonała się sama, iż to, co widzę, jest naprawdę. Wieczorem przyszła Wanda do Natalii. Siedziały w półmroku i rozmawiały. W domu nikogo – tylko Natalia i Wanda. Już zaczynało się chcieć spać, gdy nagle pojawiła się mglista poświata. Powietrze zadrżało i w pokoju pojawiła się… śliczna dziewczyna: – Cześć, mamusiu! Miałam taki piękny dzień, chciałam się z Tobą podzielić! A to dla ciebie – położyła na stole kwiaty. – O, dzień dobry! – dziewczyna zauważyła babcię Wandę. – Zapomniałam, mama mówiła, iż chciała mnie pani zobaczyć. Jestem Marianna… Po chwili dziewczyna się pożegnała i rozwiała jak mgła. Wanda siedziała jak zamrożona, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Po dłuższej chwili przemówiła: – Niesłychane, Natalio, naprawdę to się dzieje. A twoja córka piękna, cała ty. Cieszę się twoim szczęściem, Natalio. Wcale nie masz gorzej niż inni – może i lepiej! choćby bym nie uwierzyła, gdybym sama nie zobaczyła. To wszystko takie dobre! Jestem ci wdzięczna. To jakbyś mi oczy otworzyła. Życie wszędzie trwa, już się śmierci nie boję. Szczęścia dużo, Natalio! Kwiaty na stole wciąż bledsze i bledsze – aż zniknęły zupełnie. A Natalia, odprowadzając sąsiadkę, uśmiechała się do własnych myśli. Jutro nowy, piękny dzień. Spotka się z Arkadiuszem, którego kocha. A on kocha ją – Natalia to czuje. Jak? Nie sposób tego opowiedzieć. I pewnego dnia na pewno ich sobie przedstawi. Najukochańszych i najbliższych ludzi – Mariannę i Arkadiusza. Zawsze będę przy Tobie, mamo. Opowieść, w którą naprawdę można uwierzyć
Idąc na "Dreams", zapomnijcie o słowie mezalians. Film już dzieli widzów
Remigiusz Mróz wystawia niecodzienną licytację na WOŚP 2026! Gratka dla fanów pisarza
Idąc na „Dreams”, zapomnijcie o słowie mezalians. Film już dzieli widzów
Najbliżsi na świecie – Opowieść o Annie Janownie, Pawle Iljuszu i ich wielkiej polskiej rodzinie: wnukach, domowych tradycjach, radościach, smutkach oraz sile rodzinnych więzi, które pomagają przetrwać choćby najtrudniejsze chwile
Oderberge Lebus –  obrazy – myśli – obiekty | Magdalena Hoffmann / Jens Lawrenz
Filmowa adaptacja jest hitem. Teraz Netflix zapowiada serial „Noce i dnie”!
Prośba wnuka. Opowieść – Babciu, mam do Ciebie prośbę. Bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo. Wnuk przyszedł do niej wieczorem. Widać było, iż jest zdenerwowany. zwykle wpadał do Liliany Wiktorii dwa razy w tygodniu. jeżeli trzeba – zrobi zakupy, wyrzuci śmieci. Kiedyś choćby naprawił jej kanapę, jeszcze posłuży. Zawsze taki spokojny, pewny siebie. A teraz cały w nerwach. Lilianna Wiktoria zawsze się obawiała – tyle różnych rzeczy dzieje się wokół! – Denis, mogę zapytać, na co potrzebujesz pieniędzy? I ile to jest „dużo”? – Lilianna Wiktoria poczuła wewnętrzne napięcie. Denis był jej najstarszym wnukiem. Dobry, porządny chłopak. Rok temu skończył liceum. Pracuje i uczy się zaocznie. Rodzice raczej nie narzekali, nie było z nim problemów. Ale po co mu dużo pieniędzy? – Na razie nie mogę powiedzieć, ale na pewno oddam, tyle iż nie od razu, tylko w ratach – Denis krępował się – ale oddam. – Wiesz, iż utrzymuję się z emerytury – Lilianna Wiktoria nie wiedziała, co zrobić – więc ile potrzebujesz? – Sto tysięcy. – Dlaczego nie poprosisz rodziców? – zapytała automatycznie, choć znała odpowiedź. Ojciec, jej zięć, zawsze był bardzo surowy i uważał, iż syn powinien sam rozwiązywać swoje problemy, jak na swój wiek przystało. Nie wtrącać się tam, gdzie nie trzeba. – Oni nie dadzą – Denis potwierdził jej myśli. A może wplątał się w coś złego? Może jak da mu te pieniądze, będzie jeszcze gorzej? Ale z drugiej strony – jeżeli mu nie da, może Denis będzie miał poważne kłopoty? Lilianna Wiktoria spojrzała pytająco na wnuka. – Babciu, nie martw się, nic złego – Denis zrozumiał jej spojrzenie po swojemu – na pewno oddam w trzy miesiące, obiecuję! Nie wierzysz mi? Chyba powinnam dać. choćby jak nie odda. Musi być choć jeden człowiek, który go wesprze. Nie może stracić wiary w ludzi. Mam te pieniądze na czarną godzinę. Może właśnie teraz nastała ta godzina. Denis przyszedł akurat do mnie. Na własny pogrzeb jeszcze za wcześnie myśleć. A w razie czego, pogrzebią. Trzeba myśleć o żywych! O żyjących. I ufać bliskim! Mówią, iż jak pożyczasz, to żegnaj się z tymi pieniędzmi. Młodzi teraz tacy zagadkowi. Nigdy nie wiesz, co im po głowie chodzi. Ale z drugiej strony – Denis nigdy mnie nie zawiódł! – Dobrze, dam Ci te pieniądze. Na trzy miesiące, jak prosisz. Ale może lepiej, żeby rodzice wiedzieli? – Babciu, wiesz, jak bardzo Cię kocham. Zawsze dotrzymuję słowa. Ale jeżeli nie możesz, spróbuję wziąć kredyt, przecież pracuję. Rano Lilianna Wiktoria poszła do banku, wypłaciła potrzebną sumę i przekazała wnukowi. Denis rozpromienił się, ucałował babcię i podziękował: – Dziękuję, babciu, jesteś najbliższą mi osobą. Oddam, obiecuję – i wybiegł. Lilianna Wiktoria wróciła do domu, zaparzyła sobie herbatę i zaczęła rozmyślać. Ileż to razy w jej życiu przychodziły chwile, gdy pilnie potrzebowała pieniędzy. I zawsze znalazł się ktoś, kto jej pomógł. Teraz czasy się zmieniły, każdy tylko o sobie. Och, trudne to czasy! Tydzień później Denis wpadł do niej w świetnym humorze: – Babciu, masz, to część pieniędzy, dostałem zaliczkę. Mogę jutro wpaść, ale nie sam? – Oczywiście – uśmiechnęła się Lilianna Wiktoria – upiekę twój ulubiony makowiec. I pomyślała, iż dobrze będzie, jeżeli przyjdzie. Może wszystko się wyjaśni. Chciała mieć pewność, iż u Denisa wszystko w porządku. Denis przyszedł wieczorem. Nie sam. Obok stała drobna dziewczyna: – Babciu, poznaj Liza, Liza, to moja ukochana babcia, Lilianna Wiktoria. Liza uśmiechnęła się serdecznie: – Dzień dobry, Lilianno Wiktorio, i ogromnie dziękuję! – Proszę, zapraszam, bardzo mi miło – Lilianna Wiktoria odetchnęła w duchu. Dziewczyna od razu przypadła jej do gustu. Wszyscy usiedli, by napić się herbaty z makowcem. – Babciu, nie mogłem Ci wcześniej powiedzieć. Liza bardzo się denerwowała, jej mama nagle poważnie zachorowała, a nie miał jej kto pomóc. Liza jest przesądna, zabroniła mi wyjawiać, na co pieniądze. Teraz wszystko w porządku, mamę zoperowali, prognozy dobre – Denis spojrzał czuło na Lizę – prawda? – i ujął ją za rękę. – Dziękuję, jest pani bardzo dobra, jestem ogromnie wdzięczna – Liza odwróciła się i otarła nos. – No już, Lisu, nie płacz, najgorsze za nami – Denis wstał od stołu – babciu, musimy iść, już późno. – Idźcie dzieci, dobranoc, niech wam się wiedzie! – Lilianna Wiktoria przeżegnała ich na drogę. Dojrzał wnuk. Porządny chłopak. Dobrze, iż mu zaufałam. Tu nie tylko pieniądze się liczą. Jesteśmy sobie dzięki temu bliżsi. Denis dwa miesiące później oddał całą sumę i opowiedział babci: – Wyobraź sobie, lekarz powiedział, iż zdążyli. Gdybyś wtedy nie pomogła, mogło się źle skończyć. Dziękuję, babciu. Wtedy nie wiedziałem, jak pomóc Lizie. Teraz wiem, iż w życiu zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże ci w trudnej chwili. Wiedz, zrobię dla Ciebie wszystko, jesteś najwspanialsza na świecie! Lilianna Wiktoria pogłaskała Denisa po głowie, jak za dawnych lat: – No dobrze, biegnij już. Wpadaj z Lizą, będę się cieszyć! – Na pewno wpadniemy – Denis uścisnął babcię. Lilianna Wiktoria zamknęła za nim drzwi i przypomniała sobie, jak jeszcze jej babcia powtarzała: „Swoim trzeba zawsze pomagać. Tak było w Polsce od zawsze. Kto każdemu okazuje serce, tego i bliscy nie zawiodą! O tym trzeba pamiętać.” Prośba wnuka. Opowieść o zaufaniu, trudnych decyzjach i sile rodzinnych więzi
Christophe Gibelin, Claire Wendling „Światła Amalou”
Nowa adaptacja kultowej powieści. Netflix zapowiada kolejną polską produkcję
„Lalka” to dopiero początek! Netflix zapowiada serialowe „Noce i dnie”!
Kolejna perełka polskiej literatury zmierza do Netfliksa. Będą nowe "Noce i dnie" – oto co wiemy
Będzie gra planszowa z Kociołkiem i bohaterami powieści Marcina Mortki!
Ronaldo o swoich problemach z wagą. Winna była choroba tarczycy [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Netflix przeniesie "Noce i dnie" na ekrany. Nowa adaptacja kultowej powieści już wkrótce
I Konkurs Poetycki „Między wersami”
12 opowieści, które przypominają, iż życzliwość zajmuje sekundy, a trwa na zawsze
Bezpłatne demo „Kingdom Loop”
Czy gorąca rywalizacja na lodzie powróci? Wszystko, co wiemy o drugim sezonie „Heated Rivalry”
Carska Rosja w cieniu tajemnicy
Na brzegu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece, Danuta uważała swoje życie za dość nudne – czytelnicy odwiedzali ją coraz rzadziej, bo Internet wyparł książki z codziennego obiegu. Przesuwała więc regularnie książki na półkach, wycierając z nich kurz. Jedyną zaletą tej pracy było to, iż przeczytała setki powieści: romantycznych, filozoficznych, sensacyjnych… I nagle, gdy skończyła trzydzieści lat, uświadomiła sobie, iż cała ta książkowa romantyka przeszła zupełnie obok niej. Wiek już poważny — dobrze byłoby założyć rodzinę, ale urody Danuta miała przeciętną, praca była nisko płatna i nigdy nie przyszło jej do głowy, by ją zmienić, bo wszystko w niej pasowało. Przyjeżdżali tylko studenci, czasem uczniowie i emeryci. Aż niedawno zdobyła główną nagrodę w wojewódzkim konkursie bibliotekarek – dwutygodniowy pobyt nad Bałtykiem, wszystko opłacone. – Super, na pewno pojadę – ucieszyła się i oznajmiła mamie oraz przyjaciółce – z mojej pensji trudno o taki urlop, a tu proszę, szczęście spadło z nieba. Lato dobiegało końca. Danuta spacerowała samotnie po pustej plaży w Sopocie, urlopowicze chowali się po kawiarniach, bo morze tego dnia wyjątkowo się burzył. Była tu dopiero trzeci dzień i postanowiła pomarzyć samotnie, idąc wzdłuż brzegu. Nagle zobaczyła, jak fala zmyła z mola nastolatka. Nie myśląc o niebezpieczeństwie, rzuciła się mu na ratunek — na szczęście od brzegu nie było daleko, a ona od dziecka dobrze trzymała się na wodzie. Fale raz przybliżały chłopaka do brzegu, raz odsuwały, ale Danucie udało się wyciągnąć go na płytką wodę, aż w końcu stanęli niemal po pas na dnie. Była zdyszana w mokrej, przylegającej sukience i z zaskoczeniem zauważyła, iż uratowany chłopak to tylko wyrośnięty czternastolatek, tylko trochę wyższy od niej. – Co ty, w taką pogodę do wody? – spytała, ale chłopak tylko podziękował cicho i odszedł. Następnego dnia pogoda była piękna — słońce, lekki wiatr, morze lazurowe, jakby usprawiedliwiało się za wczorajsze sztormy. Danuta opalała się na plaży, a po południu poszła do parku, gdzie stanęła w kolejce do strzelnicy. Kiedyś dobrze strzelała na obozach i studiach: pierwszy strzał chybiony, drugi — celny. – Synu, popatrz, tak trzeba celować! – usłyszała za plecami głos mężczyzny. Odwróciła się i zobaczyła wczorajszego chłopaka z ojcem. Ojciec, przystojny i sympatyczny Antonii, zaraz zaproponował, by pokazała im, jak strzelać. Po chwili już razem jedli lody na sopockim deptaku i jechali na diabelskim młynie. Danuta przez moment myślała, iż dołączą do nich żona Antoniego, ale najwyraźniej obaj zachowywali się beztrosko, jakby nikogo już nie oczekiwali. Okazało się, iż Antoni i syn również mieszkają w Warszawie – tak jak Danuta. – Nieprawdopodobne, w Warszawie się nie spotkaliśmy, a tutaj poznajemy się nad morzem! – Antonii roześmiał się radośnie. Chłopiec, którego wszyscy nazywali Jędrek, włączył się do rozmowy — wyglądało na to, iż rozumie, iż Danuta nie zamierza zdradzić ojcu jego wczorajszego wypadku. Pożegnali się wieczorem, a panowie odprowadzili Danutę pod hotel i umówili się na wspólne plażowanie następnego dnia. Danuta znów była pierwsza na plaży. Antoni i Jędrek spóźniali się prawie godzinę. – Przepraszamy, Danuśka, zwyczajnie zaspałem, budzik nie zadzwonił – Antonii uśmiechał się przepraszająco, rozkładając ręcznik obok niej. – Tato, idę popływać! – zawołał Jędrek, po czym pobiegł do wody. – Stój! Przecież nie umiesz pływać! – krzyknęła Danuta. – Jak to nie?! – zdziwił się ojciec. – Przecież jest świetnym pływakiem, startuje choćby w szkolnych zawodach. Danuta zamilkła, była przekonana, iż poprzednio chłopak się topił. Przez kolejne dni ich znajomość kwitła – razem chodzili na wycieczki, rozmawiali do późna, zwiedzali Trójmiasto. Danuta zapragnęła porozmawiać z Jędrkiem w cztery oczy – czuła, iż coś go dręczy. W końcu nadarzyła się okazja – pewnego ranka Jędrek przyszedł sam na plażę, tłumacząc, iż tata jest chory. – Proszę pani, tata ma gorączkę… a ja poprosiłem, żebym mógł iść na plażę, bo powiedziałem, iż pani się mną zajmie – przyznał nieśmiało. – Jasne, oczywiście, iż popilnuję – Danuta zadzwoniła do Antoniego, gdy tylko usłyszała tę nowinę. Wieczorem Jędrek szczerze wyznał jej, jak naprawdę wyglądała ich rodzinna sytuacja: tata często wyjeżdżał w delegacje, a mama coraz bardziej dystansowała się od rodziny, aż w końcu odeszła do innego mężczyzny. Jędrek został z ojcem i obaj nad morze przyjechali po raz pierwszy sami. Danuta i Jędrek odwiedzili Antoniego w hotelu, a już kolejnego dnia cała trójka znów była razem. Niestety, wypoczynek Antoniego i Jędrka dobiegał końca i musieli wyjechać, a Danuta zostawała jeszcze dwa dni nad morzem. Na brzegu tego lata żegnali się z obietnicą spotkania — Antoni miał odebrać Danutę z dworca w Warszawie, a Jędrek z uśmiechem machał jej na pożegnanie. Danuta nie planowała przyszłości, tylko z euforią czytała czułe wiadomości od Antoniego, który pisał, iż już tęskni i nie może się doczekać ich spotkania. niedługo Danuta zamieszkała z Antonim i Jędrkiem — a syn cieszył się teraz najbardziej: z ojca, z siebie i z nowej mamy Danuty.
Earth of Oryn
Najbliżsi na świecie – Opowieść o Annie i Pawle, ich trójce wspaniałych wnuków, rodzinnym wsparciu, wspólnych popołudniach przy herbacie i domowych wypiekach, matematycznych lekcjach z dziadkiem, szczęściu z bycia razem oraz o sile rodzinnych więzi, które przezwyciężają choćby najtrudniejsze chwile
Z książką w ręku
Cudowne lata?
Na progu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece, Danuta coraz częściej myślała, iż jej życie jest monotonne – czytelników jak na lekarstwo, wszyscy siedzą w internecie. Przekładała książki na półkach, przecierała kurz, a jedynym plusem tej pracy była możliwość przeczytania niezliczonych powieści: romantycznych, filozoficznych… I właśnie zbliżając się do trzydziestki, Danuta zobaczyła, iż to wszystko, o czym czytała, w jej życiu się nie zdarzyło. Wiek odpowiedni, czas założyć rodzinę, uroda zwyczajna, praca – przeciętnie płatna. Zmiana pracy nie przychodziła jej do głowy, wszystko było jej dobrze znane. Bibliotekę odwiedzali głównie studenci, czasem uczniowie i emeryci. Ostatnio wzięła udział w konkursie bibliotekarek z województwa i, nie oczekując tego po sobie, zdobyła główną nagrodę – opłacony dwutygodniowy pobyt nad polskim morzem. – Fantastycznie. Na moją pensję nigdzie bym nie pojechała, a tutaj szczęście przyszło samo! – cieszyła się Danuta, rozmawiając z przyjaciółką i mamą. Lato zbliżało się ku końcowi. Danuta spacerowała po pustej plaży w Kołobrzegu, większość turystów siedziała dziś w kawiarniach, bo morze było niespokojne. To był jej trzeci dzień nad Bałtykiem. Miała ochotę pobyć samotnie, pomyśleć i pomarzyć. Nagle zobaczyła, jak z molo fala zmyła do wody chłopaka. Nie zastanawiając się długo, rzuciła się na ratunek – do brzegu było blisko, a od dzieciństwa dobrze trzymała się na wodzie. Fale pomagały ściągnąć go do brzegu, ale za chwilę cofały. W końcu udało się. Danuta, w swojej pięknej, teraz mokrej sukience, spojrzała na chłopaka. – Przecież to nastolatek, czternaście lat, może trochę więcej, wysoki tylko na swój wiek – pomyślała i zapytała: – Co ci strzeliło do głowy kąpać się przy takiej pogodzie? Chłopak podziękował tylko i, lekko chwiejąc się, odszedł. Danuta wzruszyła ramionami, patrząc mu w ślad. Następnego dnia rano powitało ją pełne słońce i spokojniejsze morze. Po śniadaniu wyciągnęła się na słońcu, potem poszła zwiedzić park w kurorcie. Weszła do strzelnicy – w szkole i na studiach była świetna w strzelaniu. Pierwszy strzał – pudło, drugi – dziesiątka. – Patrz, synu, tak trzeba strzelać – usłyszała za sobą męski głos i zobaczyła wczorajszego chłopaka. W jego oczach przebiegł cień strachu – wiedział, kim jest Danuta, i ona od razu zgadła, iż ojciec nie ma pojęcia, co wczoraj mogło się stać. – Może pokaże pani nam mistrzowski pokaz? – zagadnął przystojny wysoki mężczyzna o przyjaznym spojrzeniu. – Żenia nie potrafi strzelać, ja też, wstyd się przyznać. Po strzelnicy poszli razem na spacer, potem na lody do kawiarni i na diabelski młyn. Danutę dziwiło, iż nie dołączy do nich mama chłopaka, ale nie odnosili się do tego jak do czekania na kogoś. Ojciec, pan Antoni, okazał się świetnym rozmówcą, znał się na wielu sprawach, coraz bardziej się Danucie podobał. – Dawno pani tutaj wypoczywa? – Dopiero pierwszy tydzień, jeszcze jeden w zapasie. – A skąd pani jest? jeżeli wolno zapytać? Okazało się, iż ojciec z synem mieszkają w tym samym mieście, co Danuta. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. – Cudownie, w naszym mieście nie mieliśmy szans się spotkać, a tu proszę – cieszył się Antoni, a Danucie coraz bardziej podobała się ich wspólna atmosfera. Żenia też włączył się do rozmowy, wiedział chyba, iż Danuta nie zamierza opowiadać tacie o wczorajszym wydarzeniu. Rozeszli się późno, Antoni z synem odprowadzili Danutę do hotelu i umówili się na następny dzień na plażę. Danuta była pierwsza na plaży, nowi znajomi spóźnili się prawie godzinę. – Dzień dobry! Przepraszamy, Danusiu – Antoni sypał przeprosinami. – Nie uwierzysz, zaspałem, nie nastawiłem budzika. – Tato, idę się kąpać – rzucił Żenia i pobiegł do wody. Danuta wykrzyknęła zaniepokojona: – Stój, przecież nie umiesz pływać! – Kto? – zdziwił się ojciec. – On pływa świetnie, na szkolnych zawodach medal zgarnął. Danuta zamilkła, przecież wtedy wydawało jej się, iż chłopak nie umie pływać… A może tylko jej się zdawało. Mieszkali w sąsiednich pensjonatach. Następne dni były bajkowe – spotykali się codziennie rano na plaży, rozstawali wieczorem, chodzili na wycieczki. Danuta chciała porozmawiać z Żenią w cztery oczy, bo była przekonana, iż coś go martwi. Wreszcie była okazja – któregoś dnia przyszedł sam. – Dzień dobry, tata się rozchorował, gorączka. Poprosiłem, żebym mógł pójść na plażę, powiedziałem, iż pani się mną zaopiekuje – uśmiechnął się Żenia. – Mam nadzieję, iż się pani nie gniewa, ale nie chciałem siedzieć w pokoju. – Podaj mi numer do taty, zadzwonię – podyktował. – Dzień dobry – odpowiedział Antoni przez telefon. – Chyba nie taki dobry, bo mnie dopadła gorączka. Proszę pilnować mojego chłopaka, obiecał, iż będzie słuchać we wszystkim. – Nie martw się i wracaj do zdrowia, poradzimy sobie, a Żenia to już prawie dorosły, zaradny chłopak. Odwiedzę was potem – obiecała Danuta. Po kąpieli Żenia położył się na leżaku obok niej i niespodziewanie powiedział: – Wie pani, pani to prawdziwa przyjaciółka. – Dlaczego tak myślisz? – Dzięki za to, iż nie powiedziała pani ojcu o tym, co się stało nad morzem. Rzeczywiście fala mnie zmiotła z molo i pogubiłem się trochę. – Nie ma sprawy – uśmiechnęła się Danuta, po chwili zamyślenia zapytała: – Żeniu, gdzie jest twoja mama? Dlaczego jesteście we dwójkę? Chłopak zawahał się, ale w końcu opowiedział szczerze. Antoni, ze względu na pracę, często wyjeżdżał w delegacje. Żenia zostawał z mamą – rodzinę uważał za zgodną. Ale to była tylko pozorna zgoda – winna była matka, Marina. Pewnego dnia Antoni powiedział żonie: – Wyjeżdżam na trzy tygodnie na kursy do Warszawy, po awansie będę zarabiał znacznie więcej… Żonie chyba ulżyło. Dwa dni później matka powiedziała: – Synu, dziś przyjdzie kolega z pracy, Artur, z córką Kirą. Musimy popracować nad projektami, a ty zajmij się Kirą, jest starsza od ciebie kilka lat. Kira była rezolutna i zaprosiła Żenię na spacer do parku. Mama dała mu tysiąc złotych. – Zabierz ją na lody, jako dżentelmen – zachęcała. To były najlepsze trzy tygodnie lata. Tuż przed powrotem ojca Kira powiedziała: – Dobrze, iż twój tata wraca, bo mam już dość tej szopki: zawarłam z nim pakt, iż będę cię zabierać z domu, gdy nasi rodzice… bawią się, a ja mam własne sprawy… – i zaśmiała się nieprzyjemnie. Żenja poczuł się dotknięty. Z czasem zauważył, iż matka coraz chłodniej odnosi się do ojca. Rodzina wisiała na włosku. Któregoś dnia wracając z treningu usłyszał kłótnię: – Tak, zdradzam cię. I co mi zrobisz? – Nic – odparł ojciec. – Złożę pozew o rozwód, syn zostaje ze mną, i tak ci nie zależy… – W porządku, będę miała nową rodzinę. Żenia zaszył się w pokoju. Matka oświadczyła: – Od dawna spotykam się z Arturem, jutro się wyprowadzam. W sobotę długo nie wychodził z łóżka – wiedział, iż matka się pakuje. Gdy w końcu wyszła z domu, Antoni próbował synowi coś tłumaczyć, ale chłopak powiedział tylko: – Tato, nie tłumacz, wiem wszystko, długo chciałem ci powiedzieć. Kochałem was oboje, ale wolę zostać z tobą. – Jesteś dorosły, synu – poklepał go po głowie. – A z mamą, jak będziesz miał ochotę, utrzymuj kontakt, ona tylko ode mnie odeszła. Żenja nie miał jednak ochoty widzieć matki. Po południu Danuta z Żenią poszli z owocami do Antoniego, który już czuł się lepiej i zapowiedział, iż jutro wróci na plażę. Za trzy dni Antoni i Żenia musieli wracać do domu, Danuta zostawała jeszcze na weekend. Lato się kończyło. Na progu tego lata żegnali się. Antoni przyrzekł odebrać Danutę z lotniska, Żenia szczerze się uśmiechał. Danuta nie snuła planów; po prostu błogo się uśmiechała, czytając czułe wiadomości od Antoniego, w których przyznawał, iż już tęskni i czeka. niedługo Danuta wprowadziła się do Antoniego i Żeni, a Żenia cieszył się najbardziej – za tatę, za siebie i za Danutę.
To jedno z najbardziej niepokojących miejsc w Beskidach. Skała Czarownic mrozi krew w żyłach
List nie dotarł – Opowieść o babci Nince, rodzinnych niedopowiedzeniach i liście do polskiego Świętego Mikołaja, który miał przynieść zgodę do mieszkania na warszawskim osiedlu
Monotonia krajobrazu
Angus Watson : Trylogia – Czas żelaza / Żelazna wojna/ Tron z żelaza