Książka

15 historii o tym, iż dobroć to nie słabość. Ona pomaga nam przetrwać
Światowy bestseller niedługo na Netfliksie. Skandynawski kryminał zachwyci muzyką
"Zamieszkanie". Grzegorz Piątek: Na wyobraźnię działają katastrofy
Miłość, dramy, dorastanie - zobacz zwiastun "Piep*zyć Mickiewicza 3"
Inteligentna peleryna niewidka z Korei. Nowy materiał ukrywa fale elektromagnetyczne
16 opowieści, w których dobroć ociepliła bezduszny świat
— Wynocha stąd! Mówię ci – idź! Po co tu się szwendasz?! — Krystyna Matwiejewna z hukiem postawiła na stole pod rozłożystą jabłonią wielki półmisek z gorącymi pierogami i odepchnęła sąsiadującego chłopaka. — No, zmykaj! Kiedy twoja matka wreszcie się tobą zajmie?! Leniuch! Chudy jak szczapa Szymek, którego nikt nie wołał po imieniu, bo wszyscy przyzwyczaili się do jego przezwiska Konik, rzucił smutne spojrzenie na surową sąsiadkę i powlókł się na swój ganek. Ogromny dom podzielony na kilka mieszkań był zamieszkały tylko częściowo. Na dobrą sprawę, mieszkały tu dwie i pół rodziny: Pokotylowie, Słomkowie i Karpińscy — Kasia z Szymkiem. Ci ostatni stanowili właśnie tę „połówkę”, na którą specjalnie nie zwracano uwagi, woleli ją ignorować, póki nie zachodziła jakaś nagła potrzeba. Kasia nie była istotną osobą, więc nikt nie tracił na nią czasu. Poza synem, Katarzyna nie miała nikogo. Ani męża, ani rodziców. Radziła sobie sama, jak umiała. Patrzono na nią krzywo, ale specjalnie jej nie zaczepiano, co najwyżej czasem poganiano Szymka, nazywanego nie inaczej jak Konik — przez jego chude, długie ręce i nogi oraz wielką głowę, która dziwnie trzymała się na cienkiej szyjce. Konik był niepozorny, lękliwy, ale bardzo dobry. Nie umiał przejść obojętnie obok płaczącego dziecka, od razu je pocieszał, za co często obrywał od wymagających matek, które nie chciały, by ten „Strach” przebywał w pobliżu ich pociech. Kim jest ten Strach, Szymek nie wiedział do czasu, aż mama podarowała mu książkę o dziewczynce Dorocie. Wtedy zrozumiał, czemu go tak nazywają. Ale nie obrażał się. Szymek stwierdził, iż wszyscy tak mówiący czytali tę książkę, a więc wiedzą, iż Strach był mądry i dobry, wszystkim pomagał, a potem został choćby królem pięknego miasta. Kasia, gdy podzielił się z nią tymi wnioskami, nie wyprowadzała go z błędu — uznała, iż lepiej, jeżeli dziecko myśli o ludziach lepiej, niż są w rzeczywistości. Bo w świecie i tak jest dużo zła, a jej syn jeszcze go posmakuje całymi łyżkami. Niech przynajmniej dzieciństwo będzie szczęśliwe… Syna Kasia kochała nad życie. Wybaczyła ojcu Szymka nieudolność i zdradę, wzięła swój los na ręce już w szpitalu i zbeształa położną, gdy mówiła coś o tym, iż chłopiec urodził się „nie taki”. — Dajcie spokój! Mój syn jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie! — Kto tu się spiera?! Mądrym to on tylko nie będzie… — To się jeszcze okaże! — Kasia głaskała synka i płakała. Pierwsze dwa lata nie odstępowała Szymka od lekarzy i w końcu osiągnęła to, by zajęto się nim na poważnie. Targała go do miasta, trzęsąc się w starym autobusie i mocno przytulając szczelnie opatulonego synka. Współczujących spojrzeń nie zauważała, a gdy ktoś starał się ją pocieszyć lub dawał rady, zamieniała się w prawdziwą wilczycę: — Swoje do domu dziecka oddaj! Nie?! To ja twoich rad nie potrzebuję! Sama wiem, co robić! Do dwóch lat Szymek wyrównał poziom, przybrał na wadze i nie różnił się prawie niczym od innych dzieci. Ale piękny nie był. Duża, spłaszczona głowa, cienkie rączki i nogi i ta chudość, z którą Kasia walczyła wszystkimi sposobami, jakie były w jej zasięgu. Oszczędzając na sobie, synowi oddawała wszystko, co najlepsze — odbiło się to na jej zdrowiu. Mimo wyglądu, lekarze już prawie przestali się nim interesować, tylko kiwali z uznaniem głowami, patrząc, jak delikatna, jak leśna elfka, Kasia tuli swojego Konika. — Takich matek to ze świecą szukać! Miało być kalectwo, a teraz? Popatrzcie — bohater! Mądraliński, po prostu! — Tak! Taki właśnie jest mój chłopiec! — My tu raczej o tobie mówimy, Kasiu! Ty to jesteś prawdziwa dzielna! Kasia wzruszała ramionami, nie rozumiejąc, za co ją chwalą. Czy matka nie powinna kochać swojego syna i się nim opiekować? Co tu za zasługa?! Tak właśnie powinno być! Gdy przyszła kolej Szymkowi iść do pierwszej klasy, już czytał, pisał i liczył, tylko trochę się jąkał. To czasem niweczyło jego talenty. — Szymek, wystarczy. Dziękuję! – przerywała mu nauczycielka, oddając prawo czytania komuś z klasy. Później żaliła się w pokoju nauczycielskim, iż chłopak jest dobry, ale słuchać nie da rady. Na szczęście Szymka, była w szkole dwa lata, wyszła za mąż i poszła na urlop, a klasę oddano innej nauczycielce. Pani Maria była wiekowa, ale nie straciła hartu, dzieci kochała jak dawniej. gwałtownie pojęła, z kim ma do czynienia, pogadała z Kasią i skierowała ją do dobrego logopedy, a Konika prosiła, by oddawał zadania pisemnie. — Tak ładnie piszesz! Lubię to czytać! Szymek rozkwitał od tej pochwały, a Maria czytała na głos jego odpowiedzi przed klasą, podkreślając, jaki jest zdolny. Kasia ze wzruszenia płakała, nie mogąc się nachwalić, ale pani Maria natychmiast ucinała jej próby odwdzięczenia się: — Oszalałaś? To moja praca! A chłopak jest świetny! Zobaczysz — poradzi sobie! Szymek do szkoły biegał podskakując, co bardzo bawiło sąsiadów. — O, nasz Konik podskakuje! To znak, iż i my musimy się zbierać! Ależ natura pokarała to dziecko! I po co ona go utrzymała przy życiu? O tym, co myślą o niej i jej synu sąsiedzi, Kasia wiedziała. Ale kłócić się nie lubiła, uznając, iż jeżeli Bóg nie dał komuś serca i duszy, to i tak nie zrobisz z niego człowieka. Nie warto marnować czasu. Lepiej zrobić coś dobrego — posprzątać dom, posadzić kolejną różę przy ganku. Podwórko z kwietnikami pod każdym oknem i własnym sadem z tyłu nikt nie próbował grodzić — każdy miał „swój” kącik przy schodkach do swojego mieszkania. Kącik Kasi był najpiękniejszy. Kwitły tu róże i lilak, a schodki Kasia wyłożyła kawałkami płytek, wyżebranych od kierownika domu kultury, gdzie był remont. Kupa tłuczonej glazury połyskiwała w słońcu jak skarby dalekiego świata. — Oddajcie mi to! – wdarła się do gabinetu dyrektora. — Co chcesz? — Płytki! Oddajcie mi te płytki! Dyrektor się śmiał, ale pozwolił. Kasia znalazła taczki u sąsiadów i do wieczora wybierała z kupy najładniejsze kawałki. Potem dumna przeszła przez całą wieś, pchając taczkę, w której siedział dumny Konik. — Po co jej te śmieci? – dziwiły się sąsiadki. Ale kilka tygodni później zaniemówiły z wrażenia, widząc, co Kasia zrobiła z tych niepotrzebnych nikomu odpadków… Nigdy nie była w muzeach, nie widziała greckich fresków czy bizantyjskich katedr. Ale instynktownie wyczuła, co zrobić z tym, co trafiło jej w ręce. Próg wysadzany płytkami stał się dziełem sztuki, na które chodzili patrzeć wszyscy we wsi. — No popatrz! Po prostu majstersztyk… Kasia nie przejmowała się opiniami. Najważniejsze były słowa syna: — Mamo, jak tu pięknie… Szymek siedział na schodku, przesuwał palcem po wzorze i był szczęśliwy. A Kasia znowu płakała, bo jej syn był szczęśliwy… A powodów do euforii nie miał zbyt wiele. Pochwała w szkole lub pieszczota i smakołyki od mamy – to były wszystkie przyjemności. Przyjaciół Konik prawie nie miał; nie nadążał za chłopakami, wolał czytać niż grać w piłkę. Dziewczynki go unikały, a zwłaszcza sąsiadka Krystyna, mająca trzy wnuczki — pięć, siedem i dwanaście lat. — choćby nie podchodź do nich! – groziła Konikowi pięścią. – To nie dla ciebie dziewczyny! Co myślała w swojej trwałej sąsiadka, nikt nie wiedział. Kasia kazała Szymkowi trzymać się z daleka od Krystyny i jej wnuczek. — Po co ją denerwować? Jeszcze się rozchoruje… Szymek zgodził się i nie podchodził na krok, choćby gdy Krystyna szykowała się do święta. — O, grzechy moje! – mówiła Krystyna, przykrywając półmisek wyszywanym ręcznikiem. – Jeszcze pomyślą, iż jestem skąpa! Zaczekaj! Wyjęła kilka pierogów i dogoniła chłopca. — Masz! Żebym cię tylko nie widziała na podwórku! Mamy święto! Siedź cicho, aż mama wróci z pracy! Rozumiesz? Szymek kiwnął głową, podziękował za pierogi, ale Krystyna już o nim zapomniała. Zaraz miały zjechać się dzieci, przywozić wnuki i cała rodzina. Zbliżał się czas imprezy, a ona jeszcze nie była gotowa. Urodziny najmłodszej i najulubieńszej wnuczki, Świetusi, Krystyna chciała wyprawić z rozmachem. Słabowity, wielkogłowy Szymek-Konik wcale jej nie był potrzebny! Po co dzieci straszyć, jeszcze nie będą spać! Krystyna wzdychała, przypominając, jak odradzała sąsiadce rodzenie go. — Po co ci, Kaśka, dziecko?! Nie dasz mu przyszłości… Zmiecie go los! Zginie pod płotem jak nic! — Widziałaś mnie kiedyś z wódką w ręce? – Kasia nie dawała się. — To nic nie znaczy! Z takich nędzarzy jak ty tylko jedna droga! Tobie rodzice nie dali nic, a dziecku też nic nie dasz! Nie nauczona jesteś być matką! Po co męczy twoje dziecko? Pozbądź się go, póki możesz! — Jeszcze czego?! Nie wstyd ci? Sama masz dzieci! — Ja swoje sama wychowałam. A ty mu nic nie dasz! Pomyśl sama! Kasia przestała wtedy z Krystyną rozmawiać. Chodziła z dumą, niosąc swój wielki, jakby niezdarny, brzuch i nie zwracając uwagi na sąsiadkę. — Po co się na mnie złościsz, głupia? Ja dobrze ci życzę! – kiwała głową Krystyna. — Twoje dobro śmierdzi! Mam mdłości! – odburkiwała Kasia, głaszcząc brzuch i uspokajając nieznajomego jeszcze Konika. – Nie bój się, malutki! Nikt cię nie skrzywdzi! Co naprawdę się działo przez siedem lat życia Szymka, mamie nigdy nie mówił. Oszczędzał ją… Gdy mocno go zraniono — płakał cicho w kącie, ale milczał. Wiedział, iż mama przeżyje to sto razy mocniej. Smutek spływał z niego jak woda z kaczki, nie pozostawiając goryczy ani złości. Czyste dziecięce łzy zmywały wszystko i po chwili nie pamiętał już, kto go czym uraził, tylko żałował dziwnych dorosłych, co nie rozumieli prostego. Bez urazy i złości żyje się o wiele lżej… Krystyny Matwiejewny Szymek już się nie bał, ale nie lubił jej. Za każdym razem, gdy groziła mu i mówiła coś przykrego, Szymek uciekał, żeby nie widzieć jej złych oczu i nie słyszeć ostrych jak brzytwa słów, jakie mu rzucała. Gdyby Krystyna spytała, co on o niej myśli, mocno by się zdziwiła. Szymek jej żałował. Szczerze, tak jak tylko on potrafił. Było mu żal tej kobiety, co marnuje swoje chwilki na złość. Czas Szymek cenił ponad wszystko. Już dawno zrozumiał, iż nic nie jest cenniejsze. Wszystko można naprawić czy odzyskać — ale nie czas. — Tik-tak! – mówi zegar. I koniec… Nie ma tej chwilki. Łap — nie złapiesz! Przeszła… Nie kupisz jej za żadne pieniądze, nie wymienisz na najpiękniejszy papierek od cukierka. Dorośli tego nie rozumieli… Wdrapawszy się na parapet w swoim pokoju, Szymek jadł pieroga i patrzył, jak wnuczki Krystyny i inne dzieci ganiają na łące za domem żeby uczcić urodziny Świetusi. Solenizantka wirowała jak motylek w różowej sukience. Szymek patrzał jak zaczarowany, wyobrażając ją sobie jako księżniczkę czy wróżkę z bajki. Dorośli świętowali przy dużym stole na ganku Krystyny, dzieci grały w piłkę na łące przy starym studni. Szymek, gdy dzieciaki zaczęły wrzeszczeć, domyślił się, gdzie pobiegły i pognał do sypialni matki. Z jej okna była widoczna cała łąka i długo patrzył na bawiące się dzieci, klaszcząc i ciesząc się ich radością, aż się zaczęło ściemniać. Ktoś wyszedł do rodziców, ktoś zaczął nową grę. Tylko dziewczynka w różowej sukience kręciła się przy starej studni, zwracając uwagę Konika. O niebezpieczeństwie przy studni Szymek wiedział – mama często go ostrzegała. — Tam zrąb całkiem zgniły. Nikt nie używa studni, ale woda tam jest. Wpadniesz — i przepadłeś! choćby nie krzykniesz… Nie podchodź tam, synku! — Nie będę! Kiedy Świetusia ześlizgnęła się i zniknęła z pola widzenia, Szymek przegapił – zapatrzył się na chłopaków gromadzących się w kółku. Powędrowali dalej, a Szymek szukał różowej plamki i nagle zamarł. Świetusi na łące już nie było… Szymek wybiegł na ganek, wystarczyła mu jedna sekunda, by zrozumieć — też nie ma jej przy stole… Czemu nie pomyślał, iż trzeba wołać dorosłych, Szymek sam nie wiedział. Sturlał się z ganku i pobiegł na tyły domu, nie słysząc choćby zagniewanego wrzasku Krystyny: — Komu mówiłam, żeby siedzieć w domu?! Dzieci nie zauważyły choćby jej zniknięcia, jak i tego, iż Szymek podbiegł do studni i dostrzegł daleko w dole coś jasnego, zawołał: — Przyciśnij się do ściany! Bał się jej zranić, więc położył się na brzegu, zawisł nogami w dół i przeczołgawszy się po zgniłych deskach, zanurkował w ciemność. Do studni wskoczył, wiedząc, iż liczy się każda minuta. Świetusia nie umiała pływać — doskonale o tym wiedział, bo nie raz widział, jak babcia próbowała ją nauczyć na miejscowej plaży. Świetusia nie nauczyła się pływać, a Szymka się bała, za sprawą babci. Ale gdy łapczywie łapała powietrze, wczepiła się w Konika z całych sił. — Już, nie bój się, jestem z tobą! — objął ją za szyję, jak uczyła mama. – Trzymaj się! A ja będę krzyczał! Poślizgnięte dłonie ześlizgiwały się z oslizgłych desek, Świetusia ciągnęła w dół, ale Szymek nabrał powietrza i krzyknął najgłośniej, jak tylko mógł: — Ratunku! Nie wiedział, iż dzieciaki z łąki zaraz uciekły, gdy tylko wpadł do wody. Nie wiedział, czy starczy mu sił, zanim dotrą dorośli. Nie wiedział, czy ktoś go usłyszy… Wiedział jedno — mała dziewczynka w różowej sukience musi żyć! W końcu na świecie piękna, tak jak chwil, jest niewiele. Wołanie nie od razu dotarło do uszu dorosłych. Krystyna, wyciągając wielki półmisek z pieczoną gęsią, szukała wnuczki, by się pochwalić i zamarła: — Gdzie Świetusia?! Goście nie od razu pojęli, czego chce wściekła gospodyni, która rzuciła gęś na stół i zakrzyknęła tak przerażająco, iż zaniepokoiła całą okolicę. A Konik, słabnąc, zawołał jeszcze raz, to słowo, które dorośli zawsze chcą usłyszeć: — Mamo… A Kasia, śpiesząc z pracy, nagle przyspieszyła kroku, zapominając choćby o chlebie i wpada na podwórko właśnie wtedy, gdy Krystyna osuwała się na jej schodkach. Nim zrozumiała, co się dzieje, Kasia pobiegła za dom, tam gdzie zwykle bywał Konik, i usłyszała głos syna. — Jestem tu, synku! Nie musiała się domyślać, skąd dochodzi głos. Starej studni bała się od dawna, prosiła nieraz, by ją zasypać, ale nikt nie słuchał… Nie było czasu w myślenie. Kasia pobiegła, chwyciła suszącą się sznurką i krzyknęła: — Za mną! Trzymajcie mnie! Jeden z zięciów Krystyny miał jeszcze trzeźwy umysł. W chwilę obwiązał drobną Kasię liną: — Jedź! Ja trzymam! Świetusię Kasia wyłowiła od razu. Dziewczynka wpiła się jej w szyję. Kasia ze strachu prawie zemdlała. Szymka w ciemności długo nie mogła odnaleźć… Wtedy zaczęła się modlić jak kiedyś w szpitalu: — Boże! Nie zabieraj! Tracąc dech, szukała w zimnej wodzie. Wydawało się, iż sekundy uderzają ją strachem, a ona nie może się zatrzymać. — Proszę… Coś chude i śliskie mignęło w jej dłoni. Kasia wyciągnęła syna z mroku, bojąc się myśleć, czy żyje. Wrzasnęła ile sił: — Ciągnijcie mnie! Już podnosząc się nad wodą, usłyszała słabe, zachrypnięte: — Mamo… Do wsi Szymek wrócił po dwóch tygodniach w szpitalu jako bohater. Świetusię wypisano wcześniej, nałykała się wody, wystraszyła, ale poza kilkoma zadrapaniami i porwaną sukienką, wyszła bez większego szwanku. Szymek miał gorzej — złamane nadgarstek, długo nie mógł oddychać, ale mama była przy nim, a strach o Świetusię, która go odwiedzała z rodzicami, minął. Cieszył się, iż niedługo wróci do domu, do swoich książek i kota. — Kochany chłopaku! Boże! Gdyby nie ty… – płakała Krystyna, obejmując opalonego Szymka. – Dam ci wszystko, czego tylko zapragniesz! — Ale po co? – Szymek wzruszył chudym ramieniem. – Zrobiłem tylko, co trzeba. Czy nie jestem chłopakiem? Krystyna nie znalazła odpowiedzi i tylko ściskała chłopca. Jeszcze nie wiedziała, iż ten chudy, niezgrabny chłopak, którego wciąż będą nazywać Konikiem, za kilka lat przeprowadzi przez ostrzał opancerzony transporter pełen rannych, a potem, nieważne komu, ulży w bólu tym, którzy będą wołać „mamo”… Zapytany, czemu to robi, skoro ludzie byli dla niego tacy okrutni, Konik odpowie krótko: — Jestem lekarzem. Tak należy. Trzeba żyć. Tak trzeba! Matczyna miłość nie zna granic — historia Kasi, Szymka Konika i dzielnego serca Czy wierzysz, iż dobroć kruszy lody i zmienia świat na lepsze? Kiedy w twoim życiu okazało się, iż prawdziwe bogactwo to dobroć, a nie wygląd?
JAKIE KSIĄŻKI POLECA JAKUB ŻULCZYK?
Jak okiełznać męża – opowieść o Natalii, pięciu nowych siłach życia po chorobie i zmianach w codzienności polskiej emerytki, jej miłości do rodziny, zwierzaków i muzyki, oraz o odkrywaniu siebie na nowo dzięki wsparciu lekarzy, męża Aleksego i nieoczekiwanej sile, która pozwala zawalczyć o własne szczęście
Niepotrzebna. Opowieść.
Ma 81 lat i pomogła wnukowi w walce z rakiem. Dzięki grze... w Minecraft
Sceny do tego serialu Netflixa kręcono w Polsce. Premiera już za miesiąc
Remigiusz Mróz nagle przekazał wieści. To już pewne!
Cała chata pełna nieproszonych gości, albo jak życie pod jednym dachem z trzydziestoma kuzynami, którzy mieli „tylko chwilowo się zatrzymać” – opowieść o rodzinnej gościnności po polsku
W Krakowie rusza Scena Tańca
Widzowie zachwyceni nową kreacją Anny Dymnej. Wielki powrót do telewizji
Toksyczny brat – jakie ma cechy i jaki jest na niego sposób?
Mądra Żona: Opowieść o Siłę i Mądrości Kobiety
17 wzruszających historii, które świadczą o przewadze dobra nad złem
Sky zamawia serialowy reboot "Dziewczyny z tatuażem"
Gdy rozum widzi przeszkody, serce znajduje mosty [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Marne szanse… SPRAWDZAM!
Ronaldo Luís Nazário de Lima w São Cristóvão. To tu narodził się Fenômeno
Ciasteczka francuskie z pestkami dyni i sezamem
Siła oczywistości
Stephen Curry zdał test z przywództwa w serii przeciwko Sacramento Kings [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Inna przyroda. Rio Grando do Sul
"M jak miłość": W końcu pozna prawdę o żonie. To koniec?
Szok w świecie literatury. Autor lektur oskarżony, w tle wykorzystywanie dzieci
10 lat temu zmarł Alan Rickman
Historia pieniądza to historia ludzkości. Książka Davida McWilliamsa
Czytanie zmienia życie! Zyskuje na nim nasz mózg
Poruszająca scena na ulicy Akacjowej. Casilda reaguje
Disney ujawnia nową Roszpunkę. Kim jest Teagan Croft, gwiazda aktorskiej wersji „Zaplątanych”?
Potężna luka w Whatsapp. Powstała „książka telefoniczna” z danymi wszystkich użytkowników
Klasyka kina radzieckiego: Maigret w poszukiwaniu kary dla zbrodni
QUIZ z wiedzy ogólnej. Dwa ostatnie pytania mogą mocno zaskoczyć
QUIZ z wiedzy ogólnej. Na dwa ostatnie pytania kilka osób zna odpowiedź
Spektakl - Czarna owca, biały kruk (Teatr Animacji, ul. Św. Marcin 80/82 (budynek CK Zamek), Poznań)
Co dalej z Attack on Titan i kolejnymi dziełami Hajime Isayamy? Fatalne wieści dla fanów mangi i anime
Roksana Samagalska Smaki Szczęścia - recenzja / Czy to była książka dla mnie? – osobista opinia
ALICJA JONASZ • O smerdyńskim skarbie
Autor bestsellerów dla młodzieży Craig Silvey oskarżony o rozpowszechnianie materiałów przedstawiających wykorzystywanie dzieci
Cykl: Welesówna # 1: Welesówna
Czy istnieje jeszcze dłuższa wersja Władcy Pierścieni? Peter Jackson w końcu jasno odpowiada
Wstrząsająca rekonstrukcja prawdziwego śledztwa. Tą zbrodnią żyła Polska [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Ludomir Benedyktowicz. Artysta niezłomny | Wykład
Biblioteka Szamoty w Ursusie: Nowa era czytelnictwa i kultury!
Ursus zyskuje nową bibliotekę: centrum kultury i społeczności!
HERBATA Zielnik DOZ