Książka

Serial „Niebo” – zakończenie, które uderza. Dlaczego finał „Roku w piekle” boli bardziej niż się spodziewasz
Znalazłem powód, by się oświadczyć. Opowieść o Marinie, Polince, sąsiedzie Anatolu, kundelku Barbosiu, kotce Murni i prawdziwym szczęściu w polskiej kamienicy
Pasztety PODLASKI
Odebrała mi ojca – Poruszająca opowieść o przeprowadzce Oksany do własnego mieszkania, rodzinnych tajemnicach i sąsiedzkiej zazdrości, która zmienia spokojne życie w nowym bloku w prawdziwe wyzwanie.
Znalazłem kolejną perełkę w PS Plus Extra. 4 godziny świetnej opowieści
Iwan i Maria – Wiejska opowieść o marzeniach, wyborach i prawdziwej miłości: Iwan nigdy nie chciał opuszczać swojego rodzinnego podlaskiego gospodarstwa, marzył o własnej fermie i życiu u boku pięknej Marii. Ona pragnęła szybkiego sukcesu i wygód wielkiego miasta. Sielski świat Iwana staje pod znakiem zapytania, gdy w ich życie wkracza bogaty przyjezdny – syn wpływowego urzędnika z Warszawy. Rozpoczyna się emocjonująca gra uczuć, ambicji i pragnień, która wystawi ich wszystkich na wielką próbę: czy spełnienie marzeń zawsze oznacza szczęście, a piękna wiejska dziewczyna odnajdzie miłość i dom tam, gdzie najmniej się tego spodziewa?
Dziewczyna opiekowała się starszą sąsiadką, wszyscy myśleli, iż chodzi jej o spadek, ale prawda okazała się zupełnie inna
„Moon: Panda i ja” - idealny film dla całej rodziny. Przygoda, przyjaźń i wyprawa, która zmienia wszystko!
O czymś, czego nie da się zmierzyć
Wilnoteka otwiera drzwi do literackiego raju na Targówku!
Pokój Rocco
3 najlepsze seriale kryminalne na podstawie książek. Wciągnęły mnie bez reszty
POLSKI ŚWIAT CYRKU W LATACH 90-TYCH
Wyjątkowa publikacja w zbiorach muzeum
Instruktor Top Gun: sytuacja w każdej chwili mogła przybrać dramatyczny obrót [FRAGMENT KSIĄŻKI]
„Wiózł mnie na wózku po korytarzach szpitala wojewódzkiego.”
Quiz: "Akademia Pana Kleksa" to świetna lektura! Ile z niej pamiętasz?
Wyjść za kalekę. Opowieść o miłości, samotności i szukaniu szczęścia w Polsce Dziękuję za wsparcie, lajki, zainteresowanie oraz komentarze do moich opowieści, subskrypcję i OGROMNE podziękowania za wszelkie donacje — od siebie oraz moich pięciu kotów. Będę wdzięczna za udostępnianie moich opowieści w mediach społecznościowych — to bardzo miłe dla autora!
Bochnia. Ruszyła 44. edycja Czwartkowych Spotkań Muzealnych – ZDJĘCIA
Jak ujarzmić męża – opowieść o Natalii, kotce Mani, psie Szustrze i pięciu nowych siłach w życiu po chorobie, czyli jak kobieta na emeryturze zaczęła walczyć o siebie i swoje marzenia dzięki wsparciu lekarzy, doświadczeniu szpitalnemu i odwadze, by zmienić codzienność – wzruszająca historia o miłości, wzajemnym szacunku i sile, którą można w sobie odnaleźć choćby po latach małżeństwa.
Błyskawiczny rozwój wyspy 12.02-14.04.2026 Warszawa
The Division: Definitive Edition już niemal pewne. Wyciekła data premiery
Eugeniusz Dębski „Yeates 11. AI-pokalipsa” – fragment
Nabór do Funduszu Księgarskiego Krakowa Miasta Literatury UNESCO
W piątek w Łodzi odbędzie się maraton czytania Muminków
KULT MĘCZEŃSTWA czyli rzecz o irańskiej tożsamości
Kim są bohaterowie KLANGORU 2? (wideo)
Czy mężczyźni mogą się zmienić? [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Świat Dysku: kolejne reedycje w najbliższych tygodniach
Krzysztof Koziołek „Algorytm”
Elita i motłoch, czyli po co nam kultura
Ronaldo Luís Nazário de Lima w Corinthians. "Fenômeno wrócił"
Źle się dzieje w "Żonie dla Polaka"? Za kulisami jest nerwowo
Formuła 1: Miliony na torze, zyski po latach – jak działa wielki biznes wyścigów
Książka "Czernie" Artur Pomierny - recenzja
Piękna, wciąż trzydziestoletnia
Ukazał się album „In lumine lunae”
Światełka, które zgasły
Tom Rob Smith – Dzieci lodu
"Niebo. Rok w piekle": dlaczego młodzi ludzie trafiają do sekt i co mogą zrobić rodzice?
Leonid uparcie nie wierzył, iż Irka to jego córka. Wera, żona, pracowała w sklepie – plotkowano, iż często zamykała się z obcymi mężczyznami w magazynie. Dlatego mąż nie dowierzał, iż filigranowa Irka jest jego dzieckiem i jej nie polubił. Tylko dziadek pomagał wnuczce i zostawił jej w spadku dom. Irkę kochał tylko dziadek W dzieciństwie Irka często chorowała – była drobną, maleńką dziewczynką. „Ani w mojej, ani w Twojej rodzinie takich drobinek nie było”, powtarzał Leonid. „A to dziecko – od ziemi ledwie co.” Z czasem niechęć ojca do córki udzieliła się też matce. Prawdziwą miłość dawała Irce tylko jedna osoba – dziadek Mateusz, którego dom stał na skraju wsi, tuż pod lasem. Mateusz całe życie był leśniczym. choćby na emeryturze codziennie odwiedzał las – zbierał jagody, lecznicze zioła, zimą dokarmiał zwierzęta. Uważano go za trochę dziwnego, a choćby bali się go. Mówiono, iż kiedy coś powie – to się sprawdza. Mimo tego przychodzono do niego po lecznicze napary i herbatki. Żonę Mateusz stracił dawno – pociechą były las i wnuczka. Gdy dziewczynka poszła do szkoły, mieszkała częściej u dziadka niż w domu. Mateusz uczył ją rozpoznawać zioła i korzenie. Nauka szła Irce łatwo. Gdy pytano ją, kim chce być – odpowiadała: „Będę leczyć ludzi”. Matka jednak tłumaczyła, iż na naukę córki nie ma pieniędzy. Dziadek pocieszał, iż nie jest biedakiem – jeżeli trzeba, choćby krowę sprzeda, by pomóc. Zostawił wnuczce dom i przepowiedział szczęśliwy los Córka Wera rzadko zaglądała do ojca – tym razem jednak zjawiła się nieoczekiwanie na progu jego domu. Przyszła prosić o pieniądze – jej syn przegrał pieniądze w karty w mieście, został pobity i kazano mu znaleźć pieniądze. „Kiedy cię przypiliło, to przyszłaś na mój próg?”, powiedział surowo dziadek Mateusz. „Latami mnie nie odwiedzałaś!” Odmówił pomocy: „Nie zamierzam spłacać długów Andrzeja. Muszę zająć się edukacją wnuczki.” Wera była wściekła. „Nie chcę was widzieć, nie mam już ani ojca, ani córki!”, krzyknęła i wybiegła z domu. Gdy Irka dostała się do medycznego liceum, matka i ojciec nie dali jej ani grosza. Tylko Mateusz jej pomagał, a także stypendium – bo Irka świetnie się uczyła. Przed końcem nauki Mateusz zachorował. Przeczuwając, iż nadchodzi jego koniec, powiedział wnuczce, iż zapisał jej w testamencie dom. Polecił Irce szukać pracy w mieście, ale zawsze pamiętać o domu. Dom trwa, dopóki w nim czuć ludzkiego ducha. Zimą trzeba palić w piecu. „Nie bój się nocować sama. Tu odnajdziesz szczęście”, przepowiedział Mateusz. Chyba wiedział coś więcej. Spełniła się przepowiednia dziadka Mateusz odszedł jesienią. Irka pracowała jako pielęgniarka w szpitalu powiatowym. Na weekendy jeździła do dziadkowego domu – rozpalała piec w zimne dni. Dziadek zostawił jej tyle drewna, iż wystarczyło na długo. Pogoda nie zapowiadała się dobrze, ale Irka miała dwa wolne dni i nie chciała siedzieć w mieszkaniu, wynajmowanym u starszych kuzynów koleżanki z liceum. Wieczorem dotarła na wieś – nocą rozpętała się zamieć śnieżna. Rano wiatr trochę ucichł, ale śnieg dalej padał: droga była zasypana. Stukot do drzwi zaniepokoił Irkę – na progu stał nieznajomy, młody mężczyzna. „Dzień dobry. Muszę odkopać auto – utknęło przed waszym domem. Macie łopatę?” zapytał. „Stoi przy ganku, proszę brać. Może panu pomóc?”, odpowiedziała Irka, ale przybysz spojrzał ironicznie na filigranową dziewczynę: „Jeszcze tego by brakowało, żeby śnieg połknął i panią!” Mężczyzna sprawnie machał łopatą i uruchomił samochód. Jednak po chwili znów utknął w śniegu. Znowu chwycił łopatę. Irka zaprosiła go do środka na herbatę – śnieżyca niedługo się skończy, a droga zostanie odśnieżona, bo to nie odludzie – sporo samochodów tu jeździ. Nieznajomy, po krótkim namyśle, ruszył za Irką do środka. „Nie boisz się mieszkać sama pod lasem?” zagadnął dziewczynę. Odpowiedziała, iż tylko na weekendy tu przyjeżdża, pracuje w mieście i martwi się, jak wróci, gdyby autobus nie przyjechał. Nieznajomy – przedstawił się jako Staś – zaoferował pomoc, sam też musi jechać do powiatowego miasta, gdzie mieszka. Irka się zgodziła. Wracając po pracy, Irka szła pieszo i niespodziewanie spotkała Stasia. „Twój ziołowy napar chyba ma jakąś magię,” zażartował. „Bardzo chciałem cię znów zobaczyć. Może jeszcze raz napijemy się razem herbaty?” Irka odmówiła wesela – Staś nalegał, potem odpuścił. Była za to prawdziwa miłość. Irka przekonała się, iż nie tylko w książkach piszą, iż mężczyźni noszą żony na rękach. Gdy urodził się ich pierworodny, personel szpitala dziwił się, jak ta drobna kobieta wydała na świat takiego zdrowego chłopaka! Gdy pytano o imię, Irka odpowiadała: „Będzie Mateusz – na cześć naprawdę wspaniałego człowieka”.
Najohydniejszy pisarz na świecie. Umierał przekonany, iż jego rękopisy zniszczono
Odejdź i nie wracaj — wzruszająca opowieść o młodym Michale i jego wiernej suczce Bercie, których rozdzieliła domowa tragedia. Mały chłopiec w desperacji wyprowadza ukochanego psa za furtkę, by ocalić go przed agresją ojca-alkoholika. Przez lata Bertha tuła się po polskich wsiach, poznając zarówno ludzką podłość, jak i odrobinę czułości. Po siedmiu długich latach los ponownie splata ich ścieżki na starym cmentarzu pod Krakowem, gdzie odnajdują się na przekór wszystkim przeciwnościom, by razem z nową rodziną zacząć szczęśliwe życie. To historia o miłości, zdradzie, przebaczeniu i niezłomnej psiej wierze, osadzona w realiach polskiej wsi.
– Oszukałaś mnie! – grzmiał Michał, stojąc pośrodku salonu, czerwony ze złości. – W jakim sensie oszukałam? – Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż nie możesz mieć dzieci, a mimo to za mnie wyszłaś! – Będziesz najpiękniejszą panną młodą – mama poprawiła welon, a Antonina uśmiechnęła się do swojego odbicia. Biała suknia, koronkowe rękawy, Michał w eleganckim garniturze. Wszystko miało być dokładnie tak, jak marzyła od piętnastego roku życia: wielka miłość, ślub, dzieci. Dużo dzieci. Michał chciał syna, ona córkę – więc umówili się na troje, aby nikt nie był pokrzywdzony. – Za rok już będę niańczyć wnuki – powtarzała mama, ocierając łzy. Antonina wierzyła w każde słowo. Pierwsze miesiące małżeństwa minęły w szczęśliwej mgle. Michał wracał z pracy, ona witała go kolacją, zasypiali przytuleni, a każdego ranka ze ściśniętym sercem sprawdzała kalendarz. Opóźnienie? Nie, tylko się wydawało. Kolejny miesiąc. I następny. I znów nic. Do zimy Michał przestał pytać „no i co?” z nadzieją w głosie. Teraz już tylko milczał, kiedy Antonina wychodziła z łazienki. – Może pojedziemy do lekarza? – zaproponowała w lutym, gdy minął już prawie rok. – Najwyższy czas – mruknął Michał, nie odrywając wzroku od telefonu. Klinika pachniała chlorem i beznadzieją. Antonina siedziała w kolejce wśród kobiet o przygaszonych oczach, przekładała magazyn o szczęśliwym macierzyństwie i myślała, iż to jakaś pomyłka. U niej przecież wszystko dobrze. Po prostu nie miała jeszcze szczęścia. Badania. USG. Znów badania. Nazwy zabiegów zlewały się w jeden niekończący się potok zimnych leżanek i obojętnych spojrzeń pielęgniarek. – Szanse na naturalne poczęcie – około pięciu procent – oznajmiła lekarka, patrząc w kartę. Antonina kiwała głową, notowała coś w zeszycie, zadawała pytania. A w środku wszystko zamarzło. Leczenie zaczęło się w marcu. Razem z nim przyszły zmiany. – Znowu płaczesz? – Michał stał w drzwiach sypialni, a w jego głosie było więcej złości niż współczucia. – To hormony. – Trzeci miesiąc? Może przestań już udawać? Mam dość! Antonina chciała wytłumaczyć, iż tak wygląda terapia, iż trzeba czasu, iż lekarze obiecali wynik za pół roku – rok. Ale Michał już wyszedł, trzaskając drzwiami. Pierwsze in vitro wyznaczono na jesień. Przez dwa tygodnie Antonina prawie nie wstawała z łóżka w obawie, żeby nie spłoszyć cudu. – Negatywny wynik – oznajmiła oschle pielęgniarka przez telefon. Antonina osunęła się na podłogę w przedpokoju i siedziała tam do wieczora, aż wrócił Michał. – Ile już na to wydaliśmy? – zapytał zamiast „jak się czujesz?”. – Nie liczyłam. – Ja liczyłem. Prawie sto tysięcy. I co z tego? Nie odpowiedziała. Nie było odpowiedzi… Druga próba. Michał teraz wracał po północy, czuć było od niego obce perfumy, ale Antonina nie pytała. Wiedziała, iż nie chce znać prawdy. Znów negatywny wynik. – Może już dość? – Michał siedział naprzeciw niej w kuchni, kręcąc pusty kubek. – Ile można? – Lekarze mówią, iż trzecie podejście często bywa udane. – Lekarze mówią to, za co im płacą! Trzecia próba minęła prawie samotnie. Michał „zostawał dłużej w pracy” każdego wieczoru. Przyjaciółki przestały dzwonić – były zmęczone pocieszaniem. Mama płakała do słuchawki i lamentowała, iż taka młoda, taka ładna, dlaczego właśnie ona. Kiedy pielęgniarka po raz trzeci powiedziała „niestety”, Antonina choćby nie płakała. Łzy skończyły się gdzieś między drugą turą leczenia a kolejną kłótnią o pieniądze. – Oszukałaś mnie! Michał stał na środku salonu, czerwony z wściekłości. – W jakim sensie oszukałam? – Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż jesteś bezpłodna, a i tak za mnie wyszłaś! – Nie wiedziałam! Diagnozę postawili rok po ślubie, byłeś ze mną u lekarza… – Nie kłam! – ruszył w jej stronę, a Antonina cofnęła się instynktownie. – Wszystko zaplanowałaś! Znalazłaś frajera, który się z tobą ożeni, a potem – niespodzianka! Dzieci nie będzie! – Michał, proszę… – Dość! – chwycił wazon ze stołu i rzucił nim o ścianę. – Należy mi się normalna rodzina! Z dziećmi! A nie to wszystko! Wskazał ją, jakby była czymś obrzydliwym, pomyłką natury. Kłótnie stały się codziennością. Michał wracał zły, milczał cały wieczór, potem wybuchał z byle powodu: pilot nie na miejscu, zupa za słona, oddychasz za głośno. – Rozwiedziemy się – oznajmił pewnego ranka. – Co? Nie! Michał, możemy adoptować dziecko, czytałam… – Nie chcę cudzych dzieci! Chcę własne! I żonę, która mi je urodzi! – Daj mi jeszcze jedną szansę! Proszę! Ja cię kocham. – A ja już ciebie nie! Powiedział to spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. Zabolało bardziej niż wszystkie wcześniejsze krzyki razem wzięte. – Pakuję się – rzucił w piątek wieczorem. Antonina siedziała na kanapie owinięta kocem i patrzyła, jak wrzuca koszule do walizki. Ale w milczeniu nie potrafił się spakować. – Odchodzę, bo jesteś pustakiem. Michał naciskał na najczulszy punkt. – Znajdę sobie normalną kobietę. Antonina milczała… Drzwi się zamknęły. Mieszkanie ogarnęła cisza. I dopiero wtedy Antonina zapłakała – pierwszy raz od miesięcy naprawdę, zawyła do utraty tchu. Pierwsze tygodnie po rozwodzie zlały się w jedną szarą plamę. Antonina wstawała, piła herbatę, kładła się. Czasem zapominała zjeść. Czasem zapominała, który jest dzień. Przychodziły przyjaciółki, przynosiły jedzenie, sprzątały mieszkanie, próbowały rozmawiać – kiwała głową, zgadzała się na wszystko, a potem znowu owijała się w koc i gapiła w sufit. Ale czas mijał. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Aż pewnego ranka Antonina obudziła się z myślą: dość. Wstała, wzięła prysznic, wyrzuciła wszystkie leki z lodówki i zapisała się na siłownię. W pracy poprosiła o nowy projekt – trudny, na trzy miesiące, wymagający pełnego zaangażowania. W weekendy zaczęła jeździć na wycieczki, potem – na krótkie wypady. Warszawa, Kraków, Gdańsk. Życie nie stanęło w miejscu. Dawida poznała w księgarni – oboje sięgnęli po ostatni egzemplarz nowej powieści Remigiusza Mroza. – Proszę, pani pierwsza – uśmiechnął się, cofając się krok. – A może ustąpię panu, jeżeli zaprosi mnie pan potem na kawę? – wypaliła Antonina, sama zaskoczona swoim śmiałym pytaniem. Roześmiał się, a ten śmiech ogrzał ją gdzieś głęboko. Przy kawie opowiedział o Zosi – siedmioletniej córce, którą sam wychowuje od pięciu lat, po śmierci żony. O tym, jak ciężko było pierwsze miesiące, jak Zosia budziła się w nocy i wołała mamę, jak uczył się zaplatać warkocze z YouTube’a. – Jesteś świetnym tatą – powiedziała Antonina. – Staram się. Nie chciała go oszukiwać. Na trzecim spotkaniu, gdy zrozumieli, iż to coś poważniejszego, iż Dawid to nie przypadkowa znajomość, powiedziała mu wszystko. – Nie mogę mieć dzieci. Oficjalna diagnoza, trzy nieudane in vitro, mąż odszedł. jeżeli to dla ciebie ważne – lepiej wiedzieć od razu. Dawid długo milczał. – Mam Zosię – powiedział w końcu. – Potrzebuję ciebie, choćby jeżeli nie będziemy mieć wspólnych dzieci. – Ale… – Dasz radę – przerwał jej z tajemniczym uśmiechem. – W jakim sensie? – Być matką. Dasz radę, jeżeli tylko będziesz chciała. Mojej mamie też postawili podobną diagnozę. A jednak jestem – siedzę tu przed tobą. Cuda się zdarzają. Zosia zaakceptowała ją zaskakująco szybko. Na pierwszym spotkaniu patrzyła spode łba, odpowiadała półsłówkami, ale kiedy Antonina spytała o jej ulubioną książkę, Zosia ożywiła się i przez pół godziny opowiadała o Harrym Potterze. Przy drugim spotkaniu sama chwyciła ją za rękę. Przy trzecim – poprosiła, żeby zaplotła jej warkocze „takie jak Elsa”. – Polubiła cię – stwierdził Dawid. – Jeszcze nigdy nikogo tak gwałtownie nie zaakceptowała. Dwa lata minęły niepostrzeżenie. Antonina przeprowadziła się do Dawida, nauczyła się smażyć naleśniki w soboty, znała już wszystkie odcinki „Psiego Patrolu” na pamięć i znowu potrafiła kochać – prawdziwie, bez lęku i podejrzliwości. W sylwestrową noc, kiedy zegar wybił północ, Antonina wypowiedziała życzenie. Szeptem: „Chcę dziecko”. Od razu się przestraszyła – po co rozdrapywać stare rany? – ale życzenie poleciało już gdzieś w kosmos. Po miesiącu pojawiło się opóźnienie. – Niemożliwe – myślała Antonina, patrząc na dwie kreski. – Wadliwy test. Drugi test. Dwie kreski. Trzeci! Czwarty! Piąty! – Dawidzie – wyszła z łazienki na miękkich nogach. – Ja… chyba… nie wiem, jak to możliwe… On zrozumiał, zanim Antonina dokończyła. Wziął ją na ręce, zakręcił nią po pokoju, całował w czoło, nos, usta. – Wiedziałem! Mówiłem ci – dasz radę! Lekarze w klinice patrzyli na nią jak na zagadkę. Wyciągali stare karty, czytali jeszcze raz wyniki, zlecili nowe badania. – To niemożliwe – kręcił głową lekarz. – Przy twojej diagnozie… Dwudziestoletnia praktyka i pierwszy taki przypadek. – Ale jestem w ciąży? – W ciąży. Ósmy tydzień! Wszystkie parametry prawidłowe. Antonina roześmiała się. Cztery miesiące później w supermarkecie wpadła przypadkiem na znajomego Michała. – Słyszałaś o Michale? – spytał, zerkając na jej zaokrąglony brzuch. – Trzeci raz się żenił. I dalej nic. Z żadną się nie udało. – Nie udało się? – No tak. Dzieci. Ani z drugą żoną, ani z trzecią. Lekarze mówią – to on ma problemy. Widzisz? A wszystko zrzucał na ciebie. Antonina nie wiedziała, co powiedzieć. W środku nic nie drgnęło – ani satysfakcja, ani żal. Po prostu pustka w miejscu, gdzie kiedyś było uczucie… …Syn przyszedł na świat w sierpniu, w słoneczny poranek. Zosia siedziała z Dawidem na korytarzu i martwiła się najbardziej. – Mogę go potrzymać? – zapytała, zaglądając do sali. – Ostrożnie – Antonina podała jej maleńką paczuszkę. – Podtrzymuj główkę. Zosia patrzyła na młodszego brata szeroko otwartymi oczami, potem spojrzała na Antoninę. – Mamo, a on zawsze będzie taki czerwony? Mamo… Antonina się popłakała, Dawid objął je obie, Zosia zdziwiona spoglądała to na rodziców, to na braciszka, nie rozumiejąc, czemu wszyscy płaczą. A Antonina zrozumiała jedno: czasami wystarczy mieć przy sobie odpowiednią osobę, by uwierzyć w niemożliwe… A Wy, co myślicie o tej historii? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach i wesprzyjcie autorkę łapką w górę!
Pomocy
Ursula doigrała się w "Akacjowej 38". Widzowie w szoku
Ferie z książką
Gry paragrafowe. Jak stać się głównym bohaterem książki?
PRL w kryminale: Czyja to inspiracja?
Wnuczka Isaaca Singera w Warszawie: Plany na upamiętnienie wielkiego pisarza