Książka

Lasy dzikiej Tasmanii
"A pamiętacie, jak w podstawówce zniknęła połowa klasy?" Przypominają to współczesne groby
Jeszcze jeden wspólny rok – wzruszająca opowieść o Arkadiuszu i Natalii, ich walce z chorobą, pamięcią i samotnością, wsparciu życzliwych sąsiadów oraz przyjaźni dawnego ucznia, która pozwala im przetrwać trudne chwile i pełni nadziei powitać Nowy Rok razem
Jego kocham, ale siebie choćby nie lubię. "Taka relacja przypomina jazdę na rollercoasterze"
PRL w kryminale: Potomek junkrów pruskich
Publicysta zbiera na wydanie książki o USA. "Wspierali mnie głównie znajomi"
– Okłamałaś mnie! – wykrzyczał Piotr, stojąc pośrodku salonu, czerwony ze złości. – W jakim sensie okłamałam? – Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż nie możesz mieć dzieci, a i tak za mnie wyszłaś! – Będziesz najpiękniejszą panną młodą – mama poprawiła welon, a Antonina uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Biała suknia, koronki na rękawach, Piotr w eleganckim garniturze. Wszystko tak, jak marzyła od piętnastego roku życia: wielka miłość, ślub, dzieci. Wiele dzieci. Piotr chciał syna, ona córkę, więc ustalili kompromis – trójkę, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony. – Za rok to już będę niańczyć wnuki – powtarzała mama przez łzy. Antonina wierzyła w każde słowo. Pierwsze miesiące małżeństwa upłynęły w szczęśliwej mgle. Piotr wracał z pracy, ona witała go kolacją, zasypiali przytuleni, a każdego ranka Antonina sprawdzała kalendarz z nadzieją. Opóźnienie? Nie, znów nic. Jeszcze jeden miesiąc. Jeszcze. I jeszcze. Zimą Piotr przestał pytać z nadzieją w głosie „i co?”. Teraz tylko patrzył, gdy Antonina wychodziła z łazienki. – Może powinniśmy pójść do lekarza? – zaproponowała w lutym, niemal po roku. – Już dawno trzeba było – odburknął Piotr, nie odrywając oczu od telefonu. Klinika pachniała wybielaczem i beznadzieją. Antonina siedziała w kolejce z kobietami o zgaszonych oczach, przeglądała kolorowy magazyn o szczęśliwym macierzyństwie. Myślała, iż to na pewno pomyłka. Przecież z nią wszystko w porządku. Po prostu się nie udało – na razie. Badania. USG. Kolejne analizy. Nazwy zabiegów zlewały się w jeden bezkresny strumień chłodnych kozetek i obojętnych twarzy pielęgniarek. – Szanse na naturalne poczęcie to około pięciu procent – powiedziała lekarz, patrząc w kartę. Antonina kiwała głową, robiła notatki i zadawała pytania. Ale w środku wszystko zamarzło. Leczenie zaczęło się w marcu. Razem z nim przyszły zmiany. – Znowu płaczesz? – Piotr stał w drzwiach sypialni, w jego głosie było więcej irytacji niż współczucia. – To hormony. – Trzeci miesiąc? Może wystarczy już udawania? Mam dość! Antonina chciała wytłumaczyć, iż terapia tak właśnie działa, trzeba czasu, lekarze obiecywali efekt dopiero za pół roku, może rok. Ale Piotr już wyszedł, trzaskając drzwiami. Pierwsza próba in vitro została wyznaczona na jesień. Dwa tygodnie Antonina niemal nie wstawała z łóżka, bojąc się wystraszyć cud. – Negatywny wynik – powiedziała lakonicznie pielęgniarka przez telefon. Antonina osunęła się na podłogę i siedziała tak do wieczora, aż wrócił Piotr. – Ile już na to wydaliśmy? – zapytał zamiast „jak się czujesz?”. – Nie liczyłam. – A ja tak. Prawie milion. I co z tego? Nie odpowiedziała. Bo nie było odpowiedzi… Druga próba. Piotr wracał po północy, pachniało od niego obcymi perfumami, ale Antonina nie pytała. Już nie chciała wiedzieć. Znowu nieudana. – Może już dość? – Piotr kręcił w dłoniach pusty kubek przy stole. – Ile można? – Lekarze mówią, iż trzecia próba często się udaje. – Lekarze mówią to, za co im płacą! Trzecią próbę przeszła niemal samotnie. Piotr „zostawał po godzinach” każdego wieczoru. Koleżanki przestały dzwonić – były zmęczone pocieszaniem. Mama płakała w słuchawce i lamentowała, iż taka młoda, ładna – dlaczego ją to spotkało. Gdy pielęgniarka po raz trzeci powiedziała: „niestety”, Antonina już nie płakała. Łzy skończyły się gdzieś między drugim cyklem leczenia a kolejną awanturą o pieniądze. – Okłamałaś mnie! Piotr stał pośrodku salonu, czerwony ze wściekłości. – Co masz na myśli? – Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż jesteś bezpłodna, a i tak za mnie wyszłaś! – Nie wiedziałam! Diagnozę usłyszeliśmy rok po ślubie, sam byłeś u lekarza… – Nie kłam! – ruszył na nią, Antonina odruchowo się cofnęła. – Specjalnie to zaplanowałaś! Znalazłaś frajera, który się z tobą ożeni, a potem – niespodzianka! Dzieci nie będzie! – Piotrusiu, proszę… – Dosyć! – Chwycił wazon ze stołu i rzucił w ścianę. – Zasługuję na normalną rodzinę! Z dziećmi! A nie to wszystko! Wskazał ją palcem, jakby była czymś obrzydliwym, błędem natury. Awantury stały się codziennością. Piotr wracał rozzłoszczony, milczał wieczorami, potem wybuchał z byle powodu: pilot leżał nie tu, przesolona zupa, za głośno oddychasz. – Rozwiedziemy się – oznajmił pewnego ranka. – Co? Nie! Piotrze, możemy przecież adoptować dziecko, czytałam… – Nie chcę cudzego dziecka! Chcę swoje! I żonę, która je urodzi! – Daj mi jeszcze jedną szansę! Proszę. Kocham cię. – A ja już nie. Powiedział to spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. I to bolało bardziej niż wszystkie wcześniejsze wrzaski razem. – Pakuję się – oznajmił w piątek wieczorem. Antonina siedziała na kanapie, owinięta kocem, patrzyła jak wrzuca koszule do walizki. Ale nie potrafił pakować się w milczeniu. – Odchodzę, bo jesteś „pustakiem”. Do końca wbijał jej nóż w serce. – Znajdę sobie normalną kobietę. Antonina milczała… Drzwi się zamknęły. W mieszkaniu zapadła cisza. Dopiero wtedy zapłakała – pierwszy raz od miesięcy, naprawdę, wyła do ochrypnięcia. Pierwsze tygodnie po rozwodzie zlały się w jedną szarą plamę. Wstawała, piła herbatę, kładła się. Czasem nie jadła, czasem nie pamiętała, jaki to dzień. Przychodziły przyjaciółki, przynosiły jedzenie, sprzątały mieszkanie, próbowały rozmawiać – zgadzała się ze wszystkim, a potem znów zawinięta w koc, gapiła się w sufit. Ale czas mijał. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Pewnego ranka Antonina obudziła się z myślą: dość. Wstała, wzięła prysznic, wyrzuciła wszystkie leki z lodówki, zapisała się na siłownię. W pracy poprosiła o nowy projekt – wymagający, na trzy miesiące. W weekendy zaczęła jeździć na wycieczki: Kraków, Toruń, Bieszczady. Życie się nie skończyło. Dawida poznała w księgarni, oboje sięgnęli po ostatni egzemplarz nowej książki Remigiusza Mroza. – Proszę, pani pierwsza – uśmiechnął się, ustępując. – A jeżeli oddam panu, zaprosi mnie pan na kawę? – wypaliła zaskoczona sama sobą. On się zaśmiał – zrobiło jej się wtedy ciepło przy sercu. Przy kawie opowiadał o Zosi – siedmioletniej córce, którą samotnie wychowywał od pięciu lat, odkąd zabrakło jej mamy. O tym, jak ciężko było przez pierwsze miesiące, jak Zosia wołała mamę po nocach, o lekcjach zaplatania warkoczy z YouTube. – Jesteś świetnym tatą – powiedziała Antonina. – Staram się. Nie chciała go okłamywać. Na trzeciej randce, gdy zrozumieli, iż to coś poważnego – nie tylko przelotna znajomość – powiedziała wszystko. – Nie mogę mieć dzieci. Oficjalna diagnoza, trzy nieudane in vitro, mąż odszedł. o ile to dla ciebie ważne, lepiej wiedzieć teraz. Dawid długo milczał. – Mam Zosię – powiedział w końcu. – Potrzebuję ciebie, choćby jeżeli nie będziemy mieć wspólnych dzieci. – Ale… – Dasz radę – przerwał jej niespodziewanie. – Co masz na myśli? – Być mamą. Dasz radę, jeżeli tylko będziesz chciała. Mojej mamie też stawiano taką diagnozę. I co? Siedzę tu przed tobą. Czasem zdarzają się cuda. Zosia zaakceptowała ją zaskakująco szybko. Na pierwszym spotkaniu patrzyła spode łba, odpowiadała zdawkowo, ale gdy Antonina zapytała o ulubioną książkę, rozgadała się o „Harrym Potterze”. Na drugim spotkaniu sama wzięła ją za rękę. Na trzecim poprosiła o zaplecenie „takich warkoczy jak Elsa”. – Podobasz jej się – stwierdził Dawid. – Jeszcze nikogo tak gwałtownie nie polubiła. Dwa lata minęły nie wiadomo kiedy. Antonina wprowadziła się do Dawida, nauczyła się smażyć naleśniki w soboty, znała każdą serię „Psi Patrol” na pamięć i znów odnalazła w sobie siłę, by kochać – prawdziwie, bez lęku i podejrzliwości. W sylwestrową noc, gdy zegar wybił północ, w myślach wypowiedziała życzenie. Usta same wyszeptały: „Chcę dziecka”. Natychmiast się wystraszyła – po co rozdrapywać stare rany? – ale życzenie już poleciało w kosmos. Po miesiącu pojawiło się opóźnienie. – Niemożliwe – szepnęła patrząc na dwie kreski. – To wadliwy test. Drugi test. Znów dwie kreski. Trzeci! Czwarty! Piąty! – Dawidzie, – wyszła z łazienki na miękkich nogach – Ja… chyba… nie wiem jak to możliwe… On zrozumiał szybciej niż ona zdążyła dokończyć. Uniósł ją w ramionach, wirował po pokoju, całując w czoło, w nos, w usta. – Wiedziałem! – powtarzał. – Mówiłem ci – dasz radę! Lekarze w klinice patrzyli na nią jak na zjawisko. Wyciągali stare karty, powtarzali badania, robili nowe. – To niemożliwe – kręcił głową lekarz. – Z pani diagnozą… W dwadzieścia lat praktyki nie widziałam takiego przypadku. – Ale jestem w ciąży? – W ciąży. Ósmy tydzień. Wszystko w normie. Antonina się roześmiała. Cztery miesiące później przypadkiem spotkała kolegę Piotra w sklepie. – Słyszałaś o Piotrze? – zapytał, spoglądając na jej zaokrąglony brzuch. – Trzeci raz się ożenił. I wciąż nic. Z żadną nie wychodzi. – Nie wychodzi? – No tak. Dzieci. Ani z drugą żoną, ani z trzecią. Lekarze mówią, iż to u niego jest problem. Wyobrażasz sobie? A wszystko zwalał na ciebie. Antonina nie wiedziała, co powiedzieć. W środku nie poczuła nic – ani satysfakcji, ani żalu. Po prostu pustka tam, gdzie kiedyś było uczucie… …Synek urodził się w sierpniu, w słoneczny poranek. Zosia siedziała z Dawidem na korytarzu i martwiła się najbardziej. – Mogę potrzymać go na rękach? – spytała, zerkając do sali. – Ostrożnie – przekazała jej Antonina maleńki pakunek. – Podtrzymuj główkę. Zosia patrzyła na braciszka okrągłymi oczami, potem spojrzała na Antoninę. – Mamo, a on zawsze będzie taki czerwony? Mamo… Antonina się rozpłakała, Dawid przytulił oboje, a Zosia zdezorientowana przenosiła wzrok z rodziców na braciszka, nie wiedząc, czemu wszyscy płaczą. Antonina zrozumiała wtedy coś ważnego. Czasem wystarczy, iż obok pojawi się adekwatna osoba, żeby uwierzyć w niemożliwe… A Wy? Co o tym sądzicie? Zostawcie swoje opinie w komentarzach i wesprzyjcie autora polubieniem!
Syn powrócił. Trylogia remake'ów God of War przypomni nam, jak rozpoczęła się historia Kratosa
Oryginalna trylogia "God of War" otrzyma remake. Sony udostępniło teaser
Kryminał na żywo: Spotkanie z Ewą Przydrygą w Twojej bibliotece!
"Off Campus" od Amazona dostaje wczesne odnowienie na 2. sezon
W wieku 62 lat poznałam mężczyznę i byliśmy szczęśliwi, dopóki nie usłyszałam jego rozmowy z siostrą – Nie sądziłam, iż jeszcze się zakocham, aż pewnej czerwcowej nocy dowiedziałam się o rodzinnej tajemnicy, która mogła wszystko zmienić
– Okłamałaś mnie! – wrzasnął Michał, stojąc pośrodku salonu czerwony ze złości. – O co ci chodzi? – Ty wiedziałaś! Wiedziałaś, iż nie możesz mieć dzieci, a mimo to wyszłaś za mnie! – Będziesz najpiękniejszą panną młodą – mama poprawiła welon, a Antonina uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Biała suknia, koronkowe rękawy, Michał w eleganckim garniturze. Wszystko dokładnie tak, jak marzyła od piętnastego roku życia: wielka miłość, ślub, dzieci. Dużo dzieci. Michał chciał syna, ona córkę, więc umówili się na trójkę, żeby nikogo nie skrzywdzić. – Za rok będę już niańczyć wnuka! – powtarzała mama, ocierając łzy. Antonina wierzyła w każde słowo. Pierwsze miesiące małżeństwa minęły w szczęśliwej mgle. Michał wracał z pracy, ona witała go kolacją, zasypiali przytuleni, a każdego ranka z bijącym sercem sprawdzała kalendarz. Spóźnienie? Nie, przewidzenie. Jeszcze miesiąc, jeszcze… Zimą Michał przestał pytać z nadzieją: „i co?”. Teraz milczał, kiedy Antonina wychodziła z łazienki. – Może pojedziemy do lekarza? – zaproponowała w lutym, prawie rok po ślubie. – Już dawno powinniśmy – odburknął Michał bez odrywania wzroku od telefonu. Klinika pachniała chlorem i beznadzieją. Antonina siedziała w kolejce wśród kobiet o zgaszonych oczach, przeglądała magazyn o szczęśliwym macierzyństwie i myślała, iż to pomyłka. Z nią wszystko dobrze. Po prostu jeszcze nie miała szczęścia. Badania. USG. Znów badania. Nazwy zabiegów zlewały się w jedną niekończącą się listę na zimnych kozetkach i przy obojętnych twarzach pielęgniarek. – Szanse na naturalne poczęcie – około pięciu procent – oznajmiła lekarka, zaglądając do karty. Antonina kiwała głową, notowała w zeszycie, zadawała pytania. W środku wszystko w niej zamarło. Kurację zaczęła w marcu. A z nią przyszły zmiany. – Znowu płaczesz? – Michał stał w progu sypialni, w jego głosie było więcej irytacji niż współczucia. – To przez hormony. – Trzeci miesiąc? Może wystarczy tej ściemy? Mam dość! Antonina próbowała tłumaczyć, iż tak działa terapia, iż potrzeba czasu, iż lekarze obiecali efekt za pół roku, rok. Ale Michał już wyszedł, trzaskając drzwiami. Pierwsze in vitro zaplanowano na jesień. Dwa tygodnie Antonina prawie nie wstawała z łóżka, bojąc się spłoszyć cud. – Negatywny – pielęgniarka powiedziała sucho przez telefon. Antonina opadła na korytarzu na podłogę i przesiedziała tak do wieczora, aż Michał wrócił. – Ile już na to wszystko wydaliśmy? – zapytał, zamiast „jak się czujesz?”. – Nie liczyłam. – A ja liczyłem. Prawie sto tysięcy. I co z tego? Nie odpowiedziała. Odpowiedzi nie było… Druga próba. Michał teraz zjawiał się w domu po północy, pachniał obcymi perfumami, ale Antonina nie pytała. Już nie chciała nic wiedzieć. Znów wynik negatywny. – Może już wystarczy? – Michał siedział naprzeciw niej w kuchni, kręcąc pusty kubek. – Ile można? – Lekarze mówią, iż trzecia próba często się udaje. – Lekarze mówią to, za co im płacą! Trzecią próbę przeszła prawie sama. Michał „zostawał dłużej w pracy” każdego wieczoru. Przyjaciółki przestały dzwonić – były zmęczone pocieszaniem. Mama płakała do słuchawki i jęczała, iż taka młoda i ładna, a jej przytrafia się takie nieszczęście. Kiedy pielęgniarka po trzecim razie powiedziała „niestety”, Antonina nie zapłakała. Łzy skończyły się między drugą kuracją a kolejną awanturą o pieniądze. – Okłamałaś mnie! Michał stał pośrodku salonu, czerwony ze złości. – W jakim sensie okłamałam? – Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż jesteś bezpłodna, a jednak za mnie wyszłaś! – Nie wiedziałam! Diagnozę postawili dopiero rok po ślubie, sam byłeś u lekarza… – Nie kłam! – ruszył w jej stronę, a Antonina automatycznie się cofnęła. – Specjalnie to wszystko zaplanowałaś! Znalazłaś frajera, żeby się z tobą ożenił, a potem – niespodzianka! Dzieci nie będzie! – Michał, proszę… – Dosyć! – chwycił wazon i rzucił nim o ścianę. – Zasługuję na normalną rodzinę! Z dziećmi! A nie na to! Wskazał na nią, jakby była czymś obrzydliwym, błędem natury. Awantury stały się codziennością. Michał wracał wściekły, milczał wieczorami, a potem wybuchał o byle co: pilot nie na miejscu, przesolona zupa, zbyt głośno oddychasz. – Rozwiedziemy się – oznajmił pewnego ranka. – Co? Nie! Michał, możemy adoptować dziecko, czytałam… – Nie chcę cudzego dziecka! Chcę swoje! I żonę, która mi je urodzi! – Daj mi jeszcze jedną szansę! Kocham cię. – A ja ciebie już nie! Powiedział to spokojnie, patrząc Antoninie prosto w oczy. To bolało bardziej niż wszystkie wcześniejsze krzyki razem wzięte. – Pakuję się – oznajmił w piątek wieczorem. Antonina siedziała na kanapie, otulona kocem, patrzyła, jak wrzuca koszule do walizki. Ale w ciszy nie potrafił się pakować. – Odchodzę, bo jesteś pustakiem. Michał przez cały czas dociskał bolące miejsce. – Znajdę sobie normalną kobietę. Antonina milczała… Drzwi się zamknęły. Mieszkanie pogrążyło się w ciszy. I dopiero wtedy się rozpłakała – pierwszy raz od wielu miesięcy, prawdziwie, aż ochrypła. Pierwsze tygodnie po rozwodzie zlały się w szarą plamę. Antonina wstawała, piła herbatę, kładła się. Czasem zapominała zjeść. Czasem zapominała, jaki jest dzień tygodnia. Przyjaciółki przychodziły, przynosiły jedzenie, sprzątały mieszkanie, próbowały rozmawiać – kiwnęła głową, na wszystko się godziła, po czym znów owijała się kocem i patrzyła w sufit. Ale czas płynął. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Pewnego poranka Antonina obudziła się z myślą: dość. Wstała, wzięła prysznic, wyrzuciła wszystkie leki z lodówki i zapisała się na siłownię. W pracy poprosiła o nowy projekt – trudny, na trzy miesiące, wymagający pełnego zaangażowania. W weekendy zaczęła jeździć na wycieczki, potem – na krótkie podróże. Kraków, Gdańsk, Białowieża. Życie toczyło się dalej. Dymitra spotkała w księgarni – oboje sięgnęli po ostatni egzemplarz nowości Remigiusza Mroza. – Proszę, pani pierwsza – uśmiechnął się, ustępując. – A jeżeli ustąpię panu, a pan zaprosi mnie na kawę? – wypaliła Antonina sama się dziwiąc. Zaśmiał się, a jego śmiech ogrzał ją od środka. Przy kawie opowiedział o Zosi – siedmioletniej córce, którą samotnie wychowuje od pięciu lat, od śmierci żony. O tym, jak ciężkie były pierwsze miesiące, jak Zosia nie spała nocami i wzywała mamę, jak uczył się zaplatać warkocze z YouTube’a. – Jesteś świetnym ojcem – powiedziała Antonina. – Staram się. Nie chciała go okłamywać. Na trzecim spotkaniu, gdy zrozumieli, iż to coś poważniejszego, wyznała całą prawdę. – Nie mogę mieć dzieci. Oficjalna diagnoza, trzy nieudane in vitro, mąż odszedł. jeżeli to dla Ciebie ważne – lepiej, żebyś wiedział teraz. Dymitr długo milczał. – Mam Zosię – w końcu powiedział. – Potrzebuję Ciebie. jeżeli nie będziemy mieli wspólnych dzieci, nic się nie stanie. – Ale… – Dasz radę – przerwał. – W jakim sensie? – Być mamą. Dasz radę, jeżeli będziesz chciała. Mojej mamie też postawili podobną diagnozę. A jednak, jestem tutaj. Cuda się zdarzają. Zosia zaakceptowała ją zaskakująco łatwo. Na pierwszym spotkaniu była poważna, odpowiadała półsłówkami, ale kiedy Antonina zapytała o ulubioną książkę, nagle się ożywiła i przez pół godziny opowiadała o Harrym Potterze. Na drugim spotkaniu sama złapała ją za rękę. Na trzecim poprosiła: „Zrobisz mi takie warkocze jak Elsa?”. – Bardzo jej się podobasz – skonstatował Dymitr. – Jeszcze nigdy nikogo tak gwałtownie nie zaakceptowała. Dwa lata minęły niepostrzeżenie. Antonina przeprowadziła się do Dymitra, nauczyła się piec naleśniki w soboty, znała na pamięć wszystkie odcinki „Psiego Patrolu”, a jej serce znów odnalazło siłę, by kochać naprawdę – bez strachu i bez oczekiwania ciosu. W sylwestrową noc, gdy zegar wybijał północ, Antonina wypowiedziała życzenie. Usta same wyszeptały: „Chcę dziecka”. Przestraszyła się własnych słów – po co rozdrapywać dawne rany? – ale życzenie już poleciało gdzieś w górę, do gwiazd. Po miesiącu miała spóźnienie. – To niemożliwe – myślała patrząc na dwie kreski. – Zepsuty test. Drugi test. Dwie kreski. Trzeci! Czwarty! Piąty! – Dymitrze… ja chyba… nie wiem jak to możliwe… Zrozumiał zanim dokończyła zdanie. Porwał ją na ręce i wirował po pokoju, całując raz w czubek głowy, raz w nos, raz w usta. – Wiedziałem! – powtarzał. – Mówiłem Ci, iż dasz radę! Lekarze w klinice patrzyli na nią jak na cud. Wyciągnęli stare historie choroby, jeszcze raz przeczytali wyniki, zlecili nowe badania. – To niemożliwe – kręcił głową ordynator. – Z taką diagnozą… W dwadzieścia lat praktyki nie widziałem czegoś podobnego. – Ale jestem w ciąży? – W ciąży. Ósmy tydzień! Wszystko w normie. Antonina się zaśmiała. Cztery miesiące później przypadkowo spotkała kolegę Michała w supermarkecie. – Słyszałaś o Michale? – zapytał patrząc na jej zaokrąglony brzuch. – Trzeci raz żonaty. I nic. Z żadną mu nie wychodzi. – Nie wychodzi? – Z dziećmi. Ani z drugą, ani z trzecią. Lekarze mówią, iż problem leży po jego stronie. Wyobrażasz sobie? A wszystko zwalał na ciebie… Antonina nie wiedziała, co powiedzieć. W środku nie poczuła nic – ani satysfakcji, ani żalu. Po prostu pustka w miejscu, gdzie kiedyś było uczucie… …Syn urodził się w sierpniu, podczas słonecznego poranka. Zosia siedziała z Dymitrem na korytarzu i denerwowała się najbardziej ze wszystkich. – Mogę go potrzymać? – spytała zaglądając do sali. – Ostrożnie – Antonina podała jej maleńki pakunek. – Trzymaj za główkę. Zosia patrzyła na młodszego brata wielkimi oczami, potem spojrzała na Antoninę. – Mamo, a on zawsze będzie taki czerwony? Mam… Antonina rozpłakała się, Dymitr objął je obie, a Zosia z niedowierzaniem patrzyła raz na rodziców, raz na brata, nie rozumiejąc, czemu wszyscy płaczą. A Antonina zrozumiała jedną istotną rzecz. Czasem potrzebny jest po prostu adekwatny człowiek obok, by uwierzyć w niemożliwe… A wy co o tym myślicie? Podzielcie się opinią w komentarzach, wesprzyjcie autora polubieniem!
Najpiękniejsze romanse książkowe ostatnich lat. Chyba nigdy się po nich nie pozbieram
100 mln widzów. Ta trylogia bije rekordy na całym świecie
Bestsellerowa seria „Off-Campus” na Prime Video. Jest data premiery 1. sezonu
Fenomen elementarza Mariana Falskiego
Jego dziadek kupił majątek, a on zagrał w ponad 100 filmach
Wyszłam za mąż w wieku 50 lat, myślałam, iż znalazłam szczęście, ale nie miałam pojęcia, co mnie czeka… Czy da się zbudować szczęśliwe małżeństwo po pięćdziesiątce? Moja późna miłość, rozczarowania i rodzinne niespodzianki z Markiem – literatem z Krakowa
Konferencja o rabacji galicyjskiej w 180. rocznicę wydarzeń
Najlepsze dokumenty sportowe na Netflixie. Te historie wciągają bardziej niż igrzyska olimpijskie
"Obowiązkowy seans". Świat odkrywa mroczną tajemnicę w serialu Netfliksa
"Obowiązkowy seans". Świat odkrywa mroczną tajemnicę w polskim serialu
Gisele Pelicot odwiedzi męża w więzieniu. Chce spojrzeć mu w oczy i zadać jedno pytanie
FAWORKI na Tłusty Czwartek
Fani "Stranger Things" będą zachwyceni. Nowa animacja może okazać się hitem
Recenzja: CaDA Lotus Exige Cup 430 C61511W (3730 elementów)
Zaginiony sezon "Stranger Things"? Twórca spin-offu zapowiada nostalgiczny powrót do Hawkins
Mąż odurzał ją i "oddawał" innym mężczyznom. Do sprzedaży trafi jej książka
Pechowy Redditor ma Clair Obscur: Expedition 33 został przejęty z wyjątkowo komicznego powodu
„Drzewa” - opowieść o przemocy, pamięci i nierozliczonej przeszłości Ameryki
Złoto za dzieło sztuki i przeciąganie liny. Oto najdziwniejsze dyscypliny olimpijskie w historii
Bardzo idealna mamusia
Mija 30 lat od śmierci Roberta Shawa
Zabijanie
Co o sztucznej inteligencji myśli Andrzej Sapkowski?
Plastusio – 90 lat kreatywności i rodzinnej zabawy w Bibliotece Zielonej!
Nowa biblioteka w Targówku: Książki, kultura i komfort 24/7!
Literacka Oaza w Targówku: Nowa Wypożyczalnia Książek Otwarto!
Rodzinny konkurs z okazji 90. urodzin Plastusia w Bibliotece Zielonej
Europa-Chronist Cees Nooteboom stirbt - sechs Jahrzehnte prägte er die Literatur
Zjawiskowa podróż poza granice wyobraźni - oto zwiastun "Drzewa magii"
"Literatura światowa" w "The Floor". Uczestnicy rozpoznali tytuły tych słynnych powieści?
Brygady duchów - recenzja książki
Targi Książki po raz pierwszy w Gdyni! Znamy nazwiska autorów, którzy spotkają się z czytelnikami
Kino Helios Nowy Sącz. Walentynki w kinie i mocne premiery
Podróż po wodach do 3.04.2026 Legnica
Dla kogo jest miasto? Spotkanie z Magdaleną Milert
Ciemność nad miastem – recenzja książki. Hopper i Nowy Jork
ORBITA LITERACKA POWRACA! 17 lutego / spotkanie #1 ‒ wydarzenie dla wszystkich miłośników_czek czytania oraz wspólnych spotkań przy kawie i muzyce