Książka

Na skraju tego lata Pracując w miejskiej bibliotece, Dana uważała swoje życie za nudne – czytelników zaglądało coraz mniej, bo wszyscy siedzieli w internecie. Czas spędzała głównie na przekładaniu książek i wycieraniu z nich kurzu. Jedyne, co sobie ceniła, to to, iż przeczytała niezliczoną ilość powieści: romantycznych, filozoficznych… A tu nagle, mając trzydzieści lat, uświadomiła sobie, iż cała ta romantyka w jej życiu choćby się nie wydarzyła. Wiek już poważny, czas pomyśleć o rodzinie, uroda nierzucająca się w oczy, praca kiepsko płatna – ale zmieniać jej nie zamierzała, było jej tak wygodnie. Do biblioteki przychodzili głównie studenci, czasem jeszcze licealiści albo emeryci. Ostatnio odbył się wojewódzki konkurs bibliotekarzy ­– ku własnemu zdziwieniu Dana zdobyła główną nagrodę: sfinansowany, dwutygodniowy pobyt nad Bałtykiem. – Ale super! Na moją pensję choćby nie pojechałabym nad jezioro, a tu proszę, szczęście samo wpadło w ręce! – ucieszyła się, dzwoniąc do mamy i przyjaciółki. Lato chyliło się ku końcowi. Siedząc trzeciego dnia pobytu samotnie na pustej plaży, Dana zamyśliła się i rozmarzyła, podczas gdy większość wypoczywających siedziała w pobliskich smażalniach – Bałtyk tego dnia był niespokojny. Nagle zobaczyła, jak z pomostu fala zmyła do wody jakiegoś chłopaka. Nie zastanawiając się ani chwili, popędziła z pomocą – dobrze, iż było płytko, bo świetną pływaczką nigdy nie była, ale od dziecka dobrze trzymała się na wodzie. Z trudem przyholowała chłopaka do brzegu, po pas w wodzie, w przemoczonym letnim ubraniu patrząc na niego zdumiona – był wyrośniętym, ale jednak nastolatkiem, może czternaście lat, kilka młodszy od niej, a choćby trochę wyższy. – Co ty wyprawiasz, tak się kąpać przy takiej pogodzie? – spytała z troską. Chłopak wymamrotał podziękowanie i poszedł na lekko drżących nogach. Dana wzruszyła ramionami. Następnego ranka uśmiechnęła się do słońca za oknem – pogoda była boska, morze spokojne. Po śniadaniu poszła na plażę, potem na spacer do parku, zajrzała do strzelnicy. Zawsze dobrze sobie radziła ze strzelaniem, choć pierwszy strzał był niecelny – za to drugi… prosto w dziesiątkę. – Widzisz, synuś, tak to się robi! – usłyszała za plecami męski głos. Odwróciła się i zobaczyła wczorajszego chłopaka z tatą – sympatycznym, wysokim mężczyzną. Ten, przedstawiając się jako Antoni, z uśmiechem zaprosił ją na partię; potem cała trójka spędziła popołudnie – na lodach, na diabelskim młynie, na wesołej rozmowie. Okazało się, iż ojciec i syn… mieszkają w tym samym mieście, co ona. – Świat jest jednak mały! – śmiał się Antoni. Każdy następny dzień wydawał się coraz bardziej bajkowy – codzienne spotkania na plaży, wieczorne rozmowy, wspólne zwiedzanie. Dana coraz bardziej zaprzyjaźniała się z chłopakiem, który któregoś dnia zwierzył się jej z rodzinnych kłopotów i rozstania rodziców. Kiedy urlop dobiegał końca, Dana żegnała się z Antonim i jego synem na brzegu letniego Bałtyku. Antoni obiecał odebrać ją na lotnisku po powrocie do domu. Dana nie planowała nowych życiowych rewolucji, tylko rozpromieniona, znowu z nadzieją, czytała czułe sms-y od Antoniego. niedługo potem Dana przeprowadziła się do mieszkania Anatka i jego syna w Gdańsku – jak się okazało, najbardziej szczęśliwy był… sam chłopak: z radości, iż jego tata i on wreszcie mają prawdziwą rodzinę.
Opór i siostrzeństwo 19.02-10.05.2026 Szczecin
Ciągle wypominałam mężowi, iż mieszka w moim mieszkaniu – w końcu spakował się i wyjechał w jeden weekend
Daj mi tylko powód – Opowieść o Anastazji, która niemal odeszła od męża, zanim oboje odnaleźli siebie na nowo w codziennych małych gestach, miłości do córki i polskiej rodzinnej rzeczywistości
Krajobrazy wschodniej Europy do 15.02.2026 open call
3 najlepsze seriale kostiumowe na Netflixie. Wcale nie będzie tu "Bridgertonów"
Serce rodzica. Opowieść. Dziękuję za wsparcie, za lajki, zaangażowanie i komentarze pod opowieściami, za subskrypcje i OGROMNE podziękowania za wszystkie donacje ode mnie oraz moich pięciu kotów. Będzie mi miło, jeżeli udostępnicie w swoich mediach społecznościowych te opowieści, które się wam spodobały – to dla autora również wiele znaczy! – Dlaczego jesteś taka ponura od rana? Ani się nie uśmiechniesz, chodź, zjemy śniadanie. Mąż wszedł do kuchni przeciągając się sennie – wreszcie wolny dzień. Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a żona nalewała herbatę. Rzuciła mu na talerz większość jajecznicy i dołożyła kromkę chleba. – Jedz, na widelcu! – Nie rozumiem, zrobiłem coś nie tak, Natalio? – łagodnie spytał Arkadiusz. – Zrobiliśmy, to my razem zrobiliśmy – źle wychowaliśmy dzieci – usiadła obok niego Natalia, bez apetytu zaczęła jeść śniadanie. – Córka i syn już dorośli, nam przez lata wszystkiego brakowało, kiedy ich wychowywaliśmy, takie były czasy. Ich wspieraliśmy, a kto nas wesprze, choćby dobrym słowem? Ciągle mają problemy – albo im nudno, albo im brakuje pieniędzy. I u Sławki, i u Dominika wieczne narzekanie. – Skąd to wzięłaś? Arkadiusz kończył jajecznicę i z przyjemnością smarował świeży chleb masłem, a na wierzch nakładał dżem. – Tobie dobrze, bo oni do mnie wszystko wypisują, do matki. Dominik wczoraj z rodziną chciał iść na kręgle, pieniędzy przed wypłatą chciał pożyczyć, zezłościłam się i nie dałam. Obraził się. A Sławka przedtem dzwoniła, z karierą wokalną jej nie idzie, więc humor ma okropny. To już przesada… Lubi śpiewać – niech śpiewa dla siebie, ale pracować też trzeba! Chce na śpiewaniu zarabiać, a nie wychodzi jej to. Nie każdemu to pisane – czas zrozumieć i iść do zwykłej pracy! A kiedyś z Dominikiem się przyjaźnili, a teraz prawie nie rozmawiają! Natalia odsunęła chłodną już jajecznicę i zaczęła pić herbatę. – Nie martw się tak, wszystko się ułoży, sami byliśmy kiedyś młodzi, pamiętasz – próbował uspokoić żonę Arkadiusz, ale ona tylko bardziej się zdenerwowała. – Co też ty mówisz, Arek, to ty sobie przypomnij. Żyliśmy według możliwości, wszystkim się cieszyliśmy! Gdy Dominik się urodził, euforia była. Wózek, łóżeczko, ubranka – wszystko od rodziny i przyjaciół po dzieciakach. Używane, ale jak nowe – dzieci gwałtownie rosną. I byliśmy szczęśliwi! Jak kupiliśmy kiedyś malucha, dumni byliśmy, garaż pod blokiem, czuliśmy się bogaci! A dla naszych dzieci, jeżeli nie byli za granicą – to znaczy, iż życie nieudane. Skąd to? Przecież nie tak ich wychowywaliśmy! – Czasy się zmieniły, Natalio, pokus więcej, oni młodzi… Spokojnie, w końcu zrozumieją. – Oby nie było za późno. Wszystko przez to gonienie za luksusem może stracą, a życie ucieka, Arek… Patrzę w lustro – to naprawdę ja? Już babcia. I ty już dziadek… Rozmowę przerwał telefon, dzwonił Dominik. – No właśnie, znowu coś – Natalia odebrała, jej oczy zrobiły się wielkie i zerwała się gwałtownie. – Arkadiusz, ubieraj się, Dominik w szpitalu, sąsiad zadzwonił z sali. – Co się stało? – Arkadiusz również zerwał się i zaczął w pośpiechu się ubierać. – Nie do końca zrozumiałam, ręka… coś ciął szlifierką, tarcza się rozsypała i rozcięło. Podobno ratują mu dłoń, oby się udało, żeby tylko wszystko się skończyło dobrze, co za nieszczęście! Ruszajmy! Rzucili się do wyjścia – jeszcze nie starzy, ale i już nie najmłodsi rodzice, z niepokojem w oczach. Wybiegli z domu, zapominając o wszystkim, pędem do szpitala do syna… W drodze zadzwoniła Sławka – Mamo, zajdę do was na obiad, dobrze? – Przyjdź, córeczko, chyba wtedy już wrócimy – zawołała zdyszana Natalia, nie czekając na odpowiedź, pobiegła za Arkiem na przystanek. W szpitalu od razu ich uspokoili: dłoń udało się uratować, ale do syna na razie nie wpuszczają. – Nigdzie nie pójdę, będę czekać tutaj – usiadła Natalia w hallu, Arkadiusz koło niej. Nagle wbiegła do szpitala Sławka i rzuciła się rodzicom na szyję. – Mamo, co wy tacy zmartwieni? Wszystko dobrze, Dominik wczoraj został na dodatkowym zleceniu, naprawiał komuś auto. Coś nie mogło zejść, podobno śruby ciął i go pocięło. Oprzytomniał, wszystko zszyli, palce się ruszają. Mamo, wyglądacie na przerażonych – ale naprawdę już jest dobrze! – Skąd wiesz? – zdołała tylko wydusić Natalia. – Z Dominikiem zawsze się kontaktujemy i z jego żoną Leną też. Wspieramy się, o co chodzi? – Myśleliśmy, iż ze sobą nie rozmawiacie – wtrącił się Arkadiusz. – Tata, wy jesteście tacy silni, tacy niezłomni, wszystko potraficie pokonać, więc nie chcemy dokładać wam zmartwień – uśmiechnęła się Sławka – i w ogóle, wyglądacie młodo, dlatego się nie wtrącamy, żebyście mieli czas dla siebie. – Ja już myślałam, iż w ogóle się nami nie interesujecie – zmieszała się Natalia. – No co ty, mamo, wasze pokolenie to jakaś stal! Próbujemy was dogonić, choć nie zawsze wychodzi – pap, ale się bardzo staramy! Rodzice się uśmiechnęli, już z mniejszym niepokojem patrząc na dzieci. – Mamo, tato, chciałam wam powiedzieć – mam już pracę. A na śpiewanie dostaję coraz częściej zaproszenia, w przedszkolu byłam, wczoraj w domu seniora, tak bili mi brawo! Jedna starsza pani się popłakała, bo jej córka znana piosenkarka, ale wciąż w trasie i oddała matkę do domu opieki, to okropne! Nagle Sławka objęła mocno rodziców. – A my z bratem bardzo was kochamy, nie miejcie wątpliwości… Wtedy pozwolono im na chwilę wejść do syna. Natalia prawie się popłakała, ale Dominik powiedział spokojnie: – Mamo, już wszystko dobrze, nie martwcie się. Tato, sam opowiadałeś jak w naszym garażu kiedyś osy gniazdo sobie znalazły i cię tak pożądliły, iż trafiłeś do szpitala, o mało nie umarłeś – czasem tak bywa. Jak wyjdę – musicie przyjść do nas na Sylwestra, bo ciągle zabiegani, rzadko się widujemy, dobrze? Sławka chce wam przedstawić swojego chłopaka, jeszcze nie zdążyła wam powiedzieć. Do domu Natalia i Arkadiusz wracali pieszo, postanowili się przejść. Nie starzy, ale i już nie najmłodsi rodzice Ach to rodzicielskie serce – zawsze boli o dzieci. Ciągle się wydaje, iż inni mają normalne dzieci, a swoje chce się mieć najlepsze, żeby żyli lepiej, słuchali rodziców. A one – mają swoją drogę, jakąkolwiek by nie była… A dzieci nasze są dobre, bo są nasze…
Zum 80. Geburtstag: Julian Barnes verabschiedet sich von seinen Lesern
Siedem zegarów Agathy Christie (2026) – recenzja serialu [Netflix]. Prosta historia o morderstwie
Na wakacjach z bezczelną rodziną: Jak w końcu postawić sprawę jasno i powiedzieć dość wykorzystywaniu – Opowieść o dwóch tygodniach w polskim pensjonacie z roszczeniową ciotką i jej rozkapryszonym synem oraz o odwadze, by zawalczyć o własną godność i ustawić rodzinne granice
Był najbogatszym człowiekiem w historii świata. Tacy jak Musk i Gates mogą mu zazdrościć
28 lat później. Część 2: Świątynia kości - recenzja filmu
Teściowa na moim jubileuszu wręczyła mi książkę kucharską z wymownym podtekstem – ale oddałam jej ten prezent
Donald Trump: szansa czy zagrożenie dla współczesnej demokracji?
Wygraj podwójne wejściówki na warszawskie seanse filmu „Dwaj prokuratorzy”
Książka Ebook "Obce Gniazda. Porzucony" Maria Tuszyńska - recenzja
Z życia wzięte. "Potrzebuję męża z pieniędzmi, nie z dyplomem": Chcę mieć od życia wszystko
William Hope Hodgson „Kraina Nocy” – Biblia końca świata i ściemnianie
„Językowe figle-migle” dla najmłodszych. Promocja książki Sary Więcek – ZDJĘCIA
Polska ma nowego milionera. Gigantyczna wygrana w Lotto, wiemy, gdzie padła "szóstka"
Ferie pełne przygód w mokotowskiej bibliotece!
Jacy tak naprawdę byli Aztekowie? "Nie rozpoznaliby siebie w nakręconych przez nas filmach"
Adaptacja światowego bestsellera powraca. Efekty przygotowała ekipa od "Stranger Things"
Karnawał w Wenecji w bibliotece w Przasnyszu. Spotkanie z Jarosławem Filipkiem
Rodzina obraziła się, bo nie zgodziłam się przenocować ich w swoim nowym mieszkaniu – czyli jak odmowa zamiany własnego azylu w rodzinny hostel wywołała burzę: Opowieść Natalii o stawianiu granic, toksycznych krewnych i sile słowa „nie” w sercu polskiej rodziny
Kim jest Sebastian Keller? Oto człowiek, który opowiedział prawdziwą historię sekty „Niebo”
Gwiazdy w dubbingu filmu animowanego „Delfinek i ja 2”. Zobaczcie kulisy
"Wygodnickie egoistki? Wcale nie". Dlaczego Polki nie chcą mieć dzieci?
Kathleen V. Hurley & Theodore E. Dobson : Enneagram w działaniu
Ostatni rozdział sagi
Moon Knight, Batman, Kajko i Kokosz, Deadpool i więcej. Poznajcie nowości komiksowe
Ursus zyskał nową bibliotekę: Innowacje i atrakcje na otwarciu!
Ten świetny dokument od Netlfixa powróci na dniach! Drugi sezon ma ogromny potencjał!
Będzie nowa "Dziewczyna z tatuażem". Zamówiono serial
Przyzwyczajenie do rozpaczy
U progu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece, Dana uważała swoje życie za nudne – odwiedzających coraz mniej, wszyscy siedzą w internecie. Przekładała książki na półkach, ścierała z nich kurz i czytała niezliczone ilości romansów, filozoficznych czy przygodowych powieści. Po trzydziestce nagle dotarło do niej, iż ta cała romantyka z książek jakoś ją ominęła. Wiek już odpowiedni na założenie rodziny, uroda przeciętna, zarobki – skromne, ale pracy nigdy nie chciała zmieniać. Bibliotekę odwiedzali głównie studenci, czasem uczniowie, najczęściej jednak emeryci. Ostatnio niespodziewanie wygrała główną nagrodę w konkursie bibliotekarskim w województwie – opłacony dwutygodniowy urlop nad Bałtykiem. „Ale szczęście! Pojadę na pewno!” – ucieszyła się Dana w rozmowie z przyjaciółką i mamą. Na swoje zarobki kilka mogłaby pozwolić, a tu los podarował jej taki wyjazd. Lato dobiegało końca. Dana spacerowała samotnie pustą plażą w Ustce; większość wczasowiczów siedziała w knajpkach, bo dziś morze było wyjątkowo niespokojne. Trzeci dzień nad morzem, zapragnęła właśnie w samotności przemyśleć i pomarzyć o czymś miłym. Nagle zobaczyła, jak z pomostu fala zmyła do wody młodego chłopaka. Nie zastanawiając się, rzuciła się na pomoc – na szczęście fala porwała go niedaleko od brzegu, a Dana choć pływaczką wybitną nie była, od dziecka dobrze trzymała się na wodzie. Fale pomagały dociągnąć chłopca na brzeg, czasem odciągały z powrotem, w końcu się udało. W mokrej zwiewnej sukience spojrzała na uratowanego i aż się zdziwiła. „On ledwie czternastoletni, tylko wyrośnięty, choćby wyższy ode mnie!” – pomyślała. „Co ty wyprawiasz, kąpać się w taką pogodę?” – zapytała chłopaka. Ten tylko podziękował i lekko się chwiejąc oddalił. Dana wzruszyła ramionami i patrzyła za nim. Następnego ranka, budząc się w pensjonacie, uśmiechnęła się – słońce świeciło, morze połyskiwało spokojną, błękitną powierzchnią, jakby przepraszało za wczorajsze fale. Po śniadaniu Dana poszła na plażę, potem wybrała się na spacer, weszła do parku rozrywki – do strzelnicy. Kiedyś w liceum i na studiach dobrze strzelała; pierwszy strzał chybiony, drugi celny. „O, synku, patrz jak pięknie pani trafia!” – usłyszała za sobą męski głos. Odwróciła się i aż oniemiała – obok stał chłopak z wczoraj. Mężczyzna, wysoki, sympatyczny, przedstawił się jako Antoni – ojciec chłopca, Janka, i zaproponował, by pokazała im jak się strzela, bo ani Janek, ani on „nie mają wprawy”. Po strzelnicy poszli na lody, przejechali się na diabelskim młynie. Dana myślała, iż zaraz dołączy do nich matka chłopca, ale nic takiego się nie stało. Antoni był świetnym rozmówcą i z każdą chwilą coraz bardziej jej się podobał. Okazało się, iż oni także mieszkają w Warszawie! Zaśmiali się razem: „No popatrz, w Warszawie się nie da spotkać, a tu, nad Bałtykiem, proszę bardzo!” Od tamtej pory codziennie spędzali czas razem – zwiedzali okolicę, spotykali się na plaży, rozmawiali do późna. Dana chciała szczerze pogadać z Jankiem; wydawało jej się, iż chłopak czymś się martwi. W końcu, gdy ojciec przeziębił się i został w pensjonacie, chłopak poprosił ją, by się nim zaopiekowała i przyznał się do tego, jak naprawdę trafił do wody. Opowiedział też o rozpadzie rodziny i odejściu matki. Kiedy Antoni poczuł się lepiej, znowu wszyscy zaczęli razem spędzać czas. Niestety, zbliżał się koniec lata. Dana została nad morzem jeszcze dwa dni, Antoni z Jankiem wracali do Warszawy. Antoni obiecał odebrać ją z lotniska. Dana nie myślała o przyszłości, po prostu czytała urocze SMS-y od Antoniego, w których wyznawał, iż już tęskni i bardzo na nią czeka. Niedługo później Dana wprowadziła się do mieszkania Antoniego i Janka. Najbardziej szczęśliwy wydawał się Janek – cieszył się zarówno z nowej rodziny ojca, jak i ze swojej nowej przyjaciółki Dany.
Nowy komiks połączy Spider-Mana i Carnage'a! Czy Peter Parker zejdzie na złą drogę?
Dylan Thomas jako uczeń kopiował wiersze innych poetów i publikował pod własnym nazwiskiem
Nowe wieści o romantycznych losach znanej rodziny. To one będą bohaterkami kolejnej serii
Teściowa na moje 35. urodziny podarowała mi książkę kucharską z aluzją, a ja oddałam jej prezent – czyli jak raz na zawsze zakończyć wojnę o żołądek męża i odzyskać wolność – I ten sałatkę sama kroiłaś, czy znowu z tych plastikowych pudełek, którymi trujesz mojego syna? – skrzywiła się pani Grażyna, dźgając widelcem tartaletkę z serkiem i łososiem. Irena westchnęła głęboko, poprawiając plisę na eleganckiej sukience. To były jej trzydzieste piąte urodziny. Ten jeden dzień w roku, kiedy chciała czuć się jak królowa, przyjmować życzenia i po prostu cieszyć się życiem. Zamiast tego sterczała w swojej własnej salonie, serwując do stołu i mając wrażenie, iż znowu jest nastolatką nieprzygotowaną na lekcję. – Pani Grażyno, to jest dostawa z restauracji, gdzie szefem kuchni jest Włoch. Naprawdę świetne składniki, – odparła z wymuszonym uśmiechem Irena. – Wie pani, ja pracuję do osiemnastej, nie mam czasu stać całymi dniami przy garach, żeby wykarmić piętnaście osób. – No tak, praca, jasne, – teściowa zawiesiła spojrzenie na zdjęciu swojego syna na ścianie, jakby szukała w nim wsparcia. – Myśmy też kiedyś pracowali. I w biurze, i w polu, i dzieci wychowywali. Ale żeby chłop na święto gotowe z marketu jadł… To skandal, kochanieńka. Biedny Michał, zobaczcie tylko te cienie pod oczami. „Biedny Michał”, 38 lat, zdrowy jak byk i z rumieńcami na policzkach, właśnie wszedł do pokoju. – O, mamo, Irenka! Co za stół! Co za zapachy! Kochanie, to te roladki z bakłażana, które uwielbiam? Pani Grażyna spojrzała na syna ze zbolałą miną, ale nic nie powiedziała. Goście mieli zaraz przyjść, Irena poleciała do kuchni po ciepłe dania, czując, jak narasta w niej irytacja. To nie zaczęło się ani wczoraj, ani w zeszłym roku. Przez pięć lat małżeństwa teściowa prowadziła partyzancką wojnę o żołądek syna. W każde weekendy przynosiła słoiki z kotletami, galarety, szarlotki, komentując: „No, chociaż zjecie domowego”, „Irenka zabiegana, prawdziwa bizneswoman”. Irena nie protestowała. Zarządzała działem logistyki, zarabiała więcej od męża i zainwestowała w sprzątaczkę oraz regularną dostawę jedzenia – kupowała sobie za to czas, wolność. To był dla niej wybór, nie lenistwo. Ale w świecie Grażyny kobieta, która nie lepi pierogów, to kobieta wybrakowana. Zadzwonił domofon, w mieszkaniu rozległ się gwar. Przyszli znajomi, rodzina Ireny, koleżanki z pracy – składali życzenia, wręczali koperty i vouchery do spa. Atmosfera się rozluźniła, a Irena choćby zaczęła się cieszyć. Teściowa fukała w kącie, ale życie toczyło się dalej. Wreszcie przy deserze, pani Grażyna, dotąd siedząca z miną męczennicy, wstała, stuknęła widelcem w kieliszek i przemówiła wyniosłym tonem. – Kochani, ja też chcę coś powiedzieć solenizantce. 35 lat – poważny wiek. Kobieta powinna już mieć mądrość, cierpliwość i umiejętność dbania o dom. Sięgnęła po prezent – opasłą księgę w błyszczącym papierze i teatralnie wręczyła ją Irenie. – Pieniądze to tylko papier, uroda przemija; a umiejętność prowadzenia domu i troska o męża to podstawa szczęśliwej rodziny. Długo się zastanawiałam, co ci, Irenko, podarować. Doszłam do wniosku, iż najbardziej brakuje ci… wiedzy. Dlatego daję ci to, co najcenniejsze: wiedzę i doświadczenie! Wszyscy zamilkli. Michał kaszlnął niepewnie. Irena rozwinęła papier. „Wielka encyklopedia kuchni polskiej i domowego ogniska” – ciężki, oprawny tom, na okładce uśmiechnięta pani w fartuszku. – To nie zwykła książka – oznajmiła teściowa przesłodzonym tonem. – Popracowałam nad nią – znajdziesz tam zakładki i moje osobiste notatki. Co Michaś lubi, jak ugotować buraczkowy barszcz, jak krochmalić koszule, by mąż wyglądał jak dyrektor, nie łachmaniarz. Ucz się, Irenko. Nigdy nie jest za późno, by być dobrą żoną. Goście po raz pierwszy szczerze się roześmiali. Mama Ireny już chciała coś odpowiedzieć, ale córka ją powstrzymała pod stołem. Prezent odłożyła na bok. Ale godność już była zdeptana. Reszta wieczoru upłynęła jak we mgle. Książka była nie prezentem, ale publicznym policzkiem w błyszczącej oprawie. Następnego dnia Irena wzięła książkę do ręki. Michał podszedł cicho. – Nie obrażaj się na mamę, ona taka stara szkoła… Przesadziła, ale chciała dobrze… Irena otworzyła książkę. Wszędzie zakreślone uwagi: „Mięso tylko świeżo mielone, sklepowe dla leniwych!”, „Prawdziwa gospodyni nie ma kurzu pod łóżkiem, u was już można sadzić kartofle”, „Spodnie powinny mieć kant, a nie wyglądać jak szmata!”. Każda strona – wyrzut. Irena podjęła decyzję. Sobota, tradycyjny obiad u teściowej. Tym razem Irena pierwsza się zbiera. – Masz jakiś plan? – Michał był wyraźnie spięty. – Spokojnie, kochanie. To już koniec wojny. Przy stole Irena jest serdeczna, chwali ciasta i barszcz. A po obiedzie sięga do torby po encyklopedię. – Pani Grażyno – mówi cicho, zdecydowanie – Przeczytałam wszystko. Doszłam do wniosku, iż to nie ja powinnam być właścicielką tego arcydzieła. Ta książka opisuje panią – perfekcyjną panią domu, której cała euforia to praca w kuchni. Ja taka nie jestem. Za mój godzinowy zarobek kupię tygodniowy zapas jedzenia. jeżeli mam codziennie lepić pierogi, tracę czas, który możemy poświęcić na podróże i rozmowy. To dla nas nielogiczne. Sama pani pisała – najlepsza jest zgodność z powołaniem. Moje powołanie jest inne. Kładzie książkę na stole. Obok – koperta. – Oddaję pani ten skarb. I… mam dla pani prezent ode mnie. Kurs tańca i dziesięć masaży. Czas przypomnieć sobie, iż jest pani kobietą, a nie tylko gospodynią. Zapada cisza. – Taniec? W moim wieku? – Fantastyczny na zdrowie! W grupie są panie w pani wieku. Może tam znajdzie pani własną pasję, nie tylko szukanie kurzu u synowej. Dziękują za obiad i wychodzą. *** Tydzień później Michał odbiera telefon od mamy. – Nie będzie obiadu? Bo ma próbę przed występem tanecznym! Partner – emerytowany wojskowy! „Możecie zamówić sobie pizzę”. Irena uśmiecha się do Michała. – No to zamawiamy największy zestaw sushi! Bo prawdziwe szczęście w domu nie zależy od ilości pierogów, a od szacunku i wolności – i tego nie znajdziecie w żadnej encyklopedii. Czy wy też zdarzyło się Wam dostać prezent „z aluzją”? Jak reagowaliście?
PRL w kryminale: Adieu, SB!
BEZDOMNY: Opowieść o Walce o Przetrwanie w Sercu Warszawy
Napisał ponad 150 książek. Graham Masterton w sobotę na Zamku w Otmuchowie
„Wysokie i niskie tony”: Bracia z różnych światów
Gość „Plusa Minusa” poleca. Dr hab. Monika Błaszczak: Gęste sensy, bolesne tematy
"Zanim zdążyła krzyknąć, silna dłoń brutalnie zasłoniła jej usta" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Siedem zegarów Agathy Christie – recenzja miniserialu
Jak okiełznać męża – opowieść o Natalii, która po chorobie dzięki wsparciu kotów, psów i pięciu tajemniczym darczyńcom, odzyskuje siłę, by zawalczyć o siebie, swoje pasje i równowagę w małżeństwie z Alkiem.
Bon mot za bon motem. Jim Jarmusch zamienił się w poczciwego mędrca [RECENZJA]