Książka

RECENZJA: O-Otello
Fatalne zauroczenia. "Wichrowe wzgórza" na ekranach. "Całe to show pachnie ściemą"
"Scarpetta" | Plakat i zwiastun serialu opartego na bestsellerowych powieściach Patricii Cornwell
28 lat później w HBO Max. Do serwisu trafiła cała postapokaliptyczna trylogia!
God of War oficjalnie powraca! Grecka trylogia otrzyma pełnoprawne remake’i
Artbook z Clair Obscur: Expedition 33 uznany za "starożytny artefakt". Został on skonfiskowany
Aż 7 wygranych Oscarów. Klasyk światowego kina za chwilę na VOD
NIE UDAŁO SIĘ POKOCHAĆ – Dziewczyny, która z was to Lila? – kobieta spojrzała na nas z uśmiechem i przymrużonymi oczami. – Ja jestem Lila. Dlaczego pytasz? – odpowiedziałam zdziwiona. – Mam dla ciebie list, Lila. Od Wojtka – nieznajoma wyjęła z kieszeni fartucha pogniecioną kopertę i wręczyła ją mnie. – Od Wojtka? A gdzie on? – zapytałam zaskoczona. – Przenieśli go do internatu dla dorosłych. Czekał na ciebie, Lila, jak na zbawienie. Wypatrywał cię codziennie. To ten list, poprosił mnie, żebym sprawdziła błędy. Nie chciał się przed tobą wygłupić. Muszę już iść, zaraz obiad. Pracuję tu jako wychowawczyni – dziewczyna spojrzała na mnie z wyrzutem, westchnęła i zniknęła za drzwiami. …Kiedyś, ja i Asia, podczas letnich wakacji, czasem włóczyłyśmy się po okolicy i przypadkiem trafiłyśmy na teren nieznanego ośrodka. Miałyśmy po szesnaście lat, cieszyłyśmy się wolnością i szukałyśmy przygód. Usiadłyśmy na wygodnej ławce, plotkowałyśmy, śmiałyśmy się – wtedy podeszło do nas dwóch chłopców. – Cześć, dziewczyny! Nudzicie się? Poznamy się? – jeden z nich podał mi rękę – Wojtek. Odpowiedziałam: – Lila. A to moja przyjaciółka Asia. A twój cichy kolega jak się nazywa? – Leon – powiedział cicho drugi chłopak. Od razu wydało nam się, iż są trochę niemodni, zbyt poważni. Wojtek poprawił okulary i powiedział surowo: – Dziewczyny, czemu nosicie takie krótkie spódniczki? Asia ma dość śmiały dekolt. – Chłopaki, nie zaglądajcie gdzie nie wolno. Jeszcze wam się oczy „rozejdą” – śmiałyśmy się z Asią. – Trudno nie zaglądać, jesteśmy facetami. Może jeszcze palicie papierosy? – dopytywał Wojtek. – Jasne, ale tylko od święta – żartowałyśmy. Dopiero wtedy zauważyłyśmy, iż coś było nie tak z nogami chłopaków. Wojtek ledwo chodził, Leon mocno kuleł. – Leczycie się tutaj? – zapytałam. – Tak. Miałem wypadek na motorze. Leon źle wskoczył do wody ze skały – odpowiedział Wojtek wyrecytowaną formułką. – Niedługo wychodzimy. Uwierzyłyśmy w ich „legendę”. Nie wiedziałyśmy, iż Wojtek i Leon są niepełnosprawni od dzieciństwa i będą mieszkać w internacie bardzo długo. Stałyśmy się dla nich namiastką wolności. Zamieszkiwali, uczyli się w zamkniętym internacie. Każdy z takich chłopaków miał gotową historię o nieszczęśliwym wypadku… Wojtek i Leon okazali się inteligentni, zaskakująco mądrzy. Z Asią zaczęłyśmy odwiedzać ich co tydzień. Po pierwsze – współczułyśmy im, po drugie – można się było od nich wiele nauczyć. Nasze krótkie spotkania stały się rutyną. Wojtek dawał mi kwiaty zerwane z rabaty, Leon przynosił Asi własnoręcznie zrobione origami. Potem siadałyśmy w czwórkę: Wojtek obok mnie, Leon odwracał się i patrzył tylko na Asię. Moja przyjaciółka rumieniła się, ale widać było, iż podoba jej się towarzystwo nieśmiałego Leona. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Minęło ciepłe, beztroskie lato. Przyszła deszczowa jesień, skończyły się wakacje. Przed nami była matura – zapomniałyśmy o Wojtku i Leonie. …Minęły egzaminy, studniówka, bal maturalny, kolejne lato. Znów pojawiłyśmy się w internacie. Chciałyśmy odwiedzić chłopaków. Usadłyśmy na starej ławce, czekałyśmy dwie godziny – bez rezultatu. Nagle z budynku wybiegła dziewczyna, wręczyła mi list od Wojtka. Otworzyłam: „Kochana Lilo! Jesteś moim pachnącym kwiatem! Gwiazda niedostępna! Chyba nie zrozumiałaś, iż zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Nasze spotkania były dla mnie wszystkim. Od pół roku czekam na ciebie przy oknie – zapomniałaś o mnie. Szkoda! Nasze drogi się rozeszły. Dziękuję ci, iż nauczyłem się co to prawdziwa miłość. Pamiętam twój miękki głos, urzekający uśmiech, delikatną dłoń. Źle mi bez ciebie, Lilka… Choćby zobaczyć cię choć raz! Chcę odetchnąć, ale nie mam czym… Wiosną skończyliśmy z Leonem po osiemnaście lat. Przenoszą nas do innego internatu. Pewnie już się nie zobaczymy. Moje serce w kawałkach! Mam nadzieję, iż kiedyś wyzdrowieję z uczucia do ciebie. Żegnaj, najdroższa!” Podpis – „na zawsze twój Wojtek”. W kopercie leżał zasuszony kwiat. Ogromny wstyd i żal ścisnęły mi serce. Po głowie krążyło: „jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy”. Nie wiedziałam, ile uczuć było w Wojtku. Ale nie mogłabym pokochać go prawdziwie – nie czułam do niego żadnego głębokiego uczucia. Była tylko sympatia, ciekawość wobec wspaniałego rozmówcy – nic więcej. Może trochę kokietowałam, drażniłam go, „dokładałam do ognia”, nie zdając sobie sprawy, iż dla Wojtka to był pożar serca. …Minęło wiele lat. List od Wojtka pożółkł, kwiat obrócił się w pył. Ale pamiętam nasze niewinne spotkania, lekkomyślne rozmowy, śmiech z jego żartów. …Ta historia ma dalszy ciąg. Asia pokochała trudny los Leona – rodzice go porzucili przez „inność”. Po pedagogice pracuje w internacie dla niepełnosprawnych dzieci. Leon – ukochany mąż Asi. Mają dwóch dorosłych synów. Wojtek, z opowieści Leona, spędził życie w samotności. Gdy skończył czterdzieści lat, jego matka przyjechała do internatu, zobaczyła zrujnowanego syna, zapłakała, znów pokochała. Zabrała Wojtka do rodzinnej wsi. Dalej ślad się urywa…
Poznasz lektury szkolne po cytacie? Tylko prymus ma szansę na 12 punktów
Zmarł Krzysztof Kochański
Przyjaciel Malraux, czyli wielki mitotwórca
„Wichrowe Wzgórza” moja opinia o filmie
Lata zbierania materiałów
To nie są tylko historie z książek. Likantropia i inne tajemnicze choroby
Jan Englert i Daniel Olbrychski w miłosnym trójkącie. Męski "Żar", który złamał niejedno istnienie
Jacob Elordi nie powinien zagrać Heathcliffa? Kontrowersja z castingiem do Wichrowych Wzgórz
Książkowa niespodzianka: odkryj nowe horyzonty literackie!
Zaskocz się książką i odkryj euforia czytania!
Gra Olgi Tokarczuk "za 17 mln zł" pod ostrzałem PiS. Chyba się trochę zagalopowali
Nie potrafiłam pokochać – Wyznania nastoletniej Lilii. List od Wojtka, spotkanie w polskim internacie, kwitnąca letnia przyjaźń i trudny wybór serca. Pamiętnik prawdziwego życia, miłości, rozstań i nadziei, które przyniosły losy Wolontariuszki, jej przyjaciela Leona oraz uwielbianego Wojtka.
Czy powstaną Wichrowe Wzgórza 2? Reżyserka o niezaadaptowanej części książki
Bogdan Dmowski: Na Walentynki najlepsza jest Poezja!
Czy Spartakus: Dom Ashura dostanie 2. sezon? Twórca opowiada o swoich planach
Przyszedł na swoje siedemdziesiąte urodziny, wychowując troje dzieci. Samotny. Żona zmarła trzydzieści lat temu, a on…
Zakamarki biblioteczne / branimir
Kingdom Come 1 i Diablo II z dużymi aktualizacjami
"W tej historii jest wiele luk, które pozostają niejasne"
CIASTECZKA od CLARITE
Remigiusz Mróz przekazał radosną nowinę. „Szczęśliwa liczba”
Mój mąż utrzymywał swoją byłą żonę z naszych pieniędzy – postawiłam mu ultimatum Od początku wiedziałam o jego byłej. Nigdy nie ukrywał, iż był żonaty, iż ma córkę i iż płaci alimenty – wydawało mi się to uczciwe i szlachetne. Szanując go za tę odpowiedzialność, z czasem odkryłam straszniejszą prawdę: to, co uważałam za obowiązek, było w rzeczywistości jego bolesnym poczuciem winy, z którym nie potrafił sobie poradzić… Alimenty płacił sumiennie, ale oprócz nich pojawił się cały świat „dodatkowych wydatków”. Nowy laptop do szkoły, obóz językowy kosztujący tyle co nasz rodzinny urlop, najdroższe prezenty, bo „tata powinien być dobry”. Była żona dokładnie wiedziała, jak z nim rozmawiać – telefonowała dramatycznym tonem: „Ona się rozczaruje… Ja sama sobie nie poradzę”. On rozumiał – tak bardzo, iż nie widział już naszego wspólnego życia, naszych planów i przyszłości. Pieniądze na nasze marzenia wyciekały powoli na rzecz przeszłości, która nie chciała odejść. Rozmawiałam z nim: „Nie uważasz, iż przesadzasz? Ona ma wszystko, a my od dwóch miesięcy nie możemy kupić nowej pralki…”. On patrzył z wyrzutami: „To dziecko… trudno odmówić. Trzeba wspierać”. „A moje poczucie własnej wartości? Nasze życie?” – pytałam coraz ostrzej, ale odpowiadał tylko: „Zazdrościsz… dziecku?”. To nie była zazdrość. To była sprawiedliwość. Żyliśmy jak na polu minowym – wieczne finansowanie cudzych „pilnych potrzeb”, które nigdy się nie kończyły. Pralka umierała, a ja już odłożyłam pieniądze na nową. W dzień zakupu mąż zniknął, a gdy spytałam, gdzie są pieniądze, powiedział: „Wziąłem je na leczenie zębów córki – była w bólu, trzeba było prywatnie, kosztowało fortunę”. Gdy zmusiłam go, by zadzwonił do byłej żony i dopytał, okazało się, iż nie było bólu. To było wybielanie zębów. Pieniądze na nasz normalny dom poszły na czyjąś fanaberię – bo poczucie winy jest fatalnym doradcą, ale świetnym narzędziem szantażu. Po tym w domu zapanowała lodowata cisza. Wciął się lęk i poczucie, iż zmagam się nie z byłą żoną, ale z jego wewnętrznym „duchem minionej winy”, właśnie tym, który ciągle domaga się nowych ofiar – pieniędzy, czasu, nerwów, godności. Kulminacja nastąpiła na urodzinach córki. Kupiłam skromną, ale wartościową książkę, którą dziewczynka kiedyś wymarzyła. Główne prezenty były od „mamy i taty”: najnowszy telefon, jakimi chwalą się najbogatsze dzieci w klasie. Była żona, ubrana jak gwiazda z magazynu, kiedy dziewczynka dostała moją książkę, głośno powiedziała: „Patrz kochanie… kto naprawdę cię kocha, daje to, o czym marzysz” – wskazując na drogi prezent. „A ta książka to tylko od ‘cioci’. Tak… żeby było cokolwiek”. Cała sala zamarła. Wszyscy spojrzeli na mnie, potem na męża. A on… nic nie powiedział. Nie obronił. Nie poprawił. Milczenie przekroczyło każde poniżenie – to była zgoda. Wytrzymałam imprezę z kamienną twarzą, ale w środku to był koniec. Po powrocie do domu nie zrobiłam sceny. Zaczęłam pakować jego rzeczy do starej walizki – spokojnie, metodycznie. Zauważył, zamarł: „Co robisz?” „Pomagam ci się spakować” – odpowiedziałam. „Dokąd? Co za nonsens? Przez dzisiejszy dzień? Przecież ona zawsze taka jest…” „Nie przez nią” – przerwałam. – „Przez ciebie”. „Ty żyjesz w przeszłości. Każda myśl, każdy grosz, każde milczenie jest tam. A ja chcę być w teraźniejszości: tu nie ma pieniędzy na pralkę, bo wydałeś je na wybielanie zębów. Tu jestem publicznie poniżana, a mąż milczy.” Zapięłam walizkę, postawiłam przy drzwiach. „Idź do niej. Pomagaj jej z wszystkim. Z zębami, z lekcjami, z wiecznymi dramatami i manipulacjami. Odpokutuj winę – ale tam, nie tu. Zwolnij to miejsce.” „Jakie miejsce?” „Miejsce mężczyzny w moim życiu. Jest zajęte – przez ducha innej kobiety. Mam dość dzielenia z nim łóżka, pieniędzy, przyszłości.” Odstawiłam walizkę do drzwi. On wyszedł. Nie spojrzałam za nim. Po raz pierwszy od dawna poczułam, iż dom należy do mnie. Że mam swoje miejsce. Że mogę oddychać. Dwa miesiące później nasz związek został oficjalnie zakończony.
Miłość jako środek przeciwbólowy [fragment książki]
Co obejrzeć w walentynki 2026? Najlepsze filmy w kinie i na streamingu na romantyczny wieczór
„Pisma zebrane. Tom 1. Rousseau – Literatura – Platon”: Eros umarł
Wybitna polska naukowczyni może być szansą dla młodych kobiet i dziewczynek
„Miyazaki. Świat w animacji”: Smutek rzeczy
– Zabiorę twoją córeczkę do swojej klasy, jeżeli nie masz nic przeciwko – powiedziała nauczycielka, która podsłuchała rozmowę mojej mamy, dyrektora i jeszcze jednej nauczycielki.
Wichrowe Wzgórza – dlaczego wciąż wracamy do losów Heathcliffa i Katarzyny?
Za tę rolę pokochała ją cała Polska, a ona wybrała pracę na uniwersytecie
„STARY ŚWIAT ODSZEDŁ” czyli czeka nas świat oparty na sile
Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. „Wichrowe Wzgórza” to piękna wydmuszka
Cztery spektakle z Bożeną Dykiel. Te tytuły zobaczysz za darmo
Ratując "Wichrowe Wzgórza". Muzyka, która zawstydza ekran [RECENZJA]
Mój mąż utrzymywał swoją byłą żonę z naszych pieniędzy – i postawiłam mu ultimatum. Od początku wiedziałam o jego byłej. Nigdy tego nie ukrywał: był kiedyś żonaty, miał córkę, płacił alimenty. Wydawało mi się to w porządku – szlachetne. Podziwiałam go za odpowiedzialność. Ale z czasem odkryłam coś znacznie gorszego: to, co brałam za poczucie obowiązku, było tak naprawdę bolesnym poczuciem winy. Chronicznym, wyniszczającym, natrętnym. Winą, która wisiała nad nim niczym niewidzialna chmura… i którą ktoś bardzo skutecznie wykorzystywał. Alimenty szły regularnie, kwoty były przyzwoite. Ale poza nimi istniał świat „dodatkowych wydatków”. Trzeba było nowy laptop do szkoły, bo stary był za wolny, a koleżanki miały lepsze. Mąż wzdychał… i kupował. Obóz językowy, bez niego córka zostanie w tyle – mąż się zgadzał, choć koszt równy był naszym wakacjom. Prezenty na Boże Narodzenie, urodziny, Dzień Kobiet, „po prostu tak”… wszystko musiało być najdroższe, najładniejsze. Bo „tata musi być dobry”. Jego była żona doskonale wiedziała, jak do niego mówić. Dzwoniła z lekko żałosną intonacją: „Ona się zmartwi… rozumiesz? Sama nie dam rady.” I on rozumiał. Tak mocno, iż przestawał widzieć rzeczywistość wokół siebie. Rzeczywistość, w której żył ze mną. Mieliśmy plany, marzenia, wspólną przyszłość. Tylko iż pieniądze na naszą przyszłość wyciekały – kropla po kropli – na rzecz przeszłości, która nie chciała odejść. Próbowałam rozmawiać. – Nie uważasz, iż to już przesada? Ona ma wszystko, a my od dwóch miesięcy nie możemy kupić pralki. Obudź się… A on patrzył z poczuciem winy i mówił: – To dziecko… nie mogę jej odmówić. Powiedzieli, iż to trudny wiek. Muszę ją wspierać. – A moja samoocena? Nasze życie? – pytałam ostrzej. Patrzył zdezorientowany. – Co ty… zazdrosna jesteś? O dziecko? To nie była zazdrość. To była sprawiedliwość. Żyliśmy jak w stanie wyjątkowym – ciągle finansowaliśmy czyjeś „pilne potrzeby”, które nigdy się nie kończyły. Nasza pralka dogorywała. Buczała, podskakiwała, stawała w środku cyklu. Marzyłam o normalnej, cichej pralce. Odkładałam na nią z pensji, znalazłam dobrą promocję. Dzień zakupu był ustalony. Już widziałam siebie, jak puszczam pranie i nie boję się, iż znowu się zepsuje. Rano tego dnia mój mąż był dziwnie milczący. Chodził po mieszkaniu, jakby czegoś szukał. I gdy już sięgałam po torebkę, powiedział: – Wziąłem pieniądze… na pralkę. Zmroziło mnie. – Wziąłeś? Gdzie? – Na leczenie zębów córki. Była żona zadzwoniła, panika… powiedziała, iż dziecko cierpi, iż trzeba natychmiast do prywatnego dentysty, a tam drogo… Nie mogłem odmówić… Oparłam się o framugę. – I… wyleczyli ją? – Tak, tak! – ożywił się. – Wszystko w porządku. Powiedzieli, iż poszło świetnie. Patrzyłam na niego przez kilka sekund… i powiedziałam cicho: – Zadzwoń do niej teraz. – Co? Po co? – Zadzwoń. Zapytaj, jak dziecko… i który ząb bolał. Zmarszczył się, ale wybrał numer. Rozmawiał krótko. Widziałam, jak jego twarz się zmienia – od pewności do zakłopotania. Odłożył telefon. – No… wszystko dobrze. Ból minął. – Który ząb? – powtórzyłam. – Nieistotne… – KTÓRY ZĄB? – mój głos zabrzmiał obco, ostro. Westchnął. – Powiedzieli… iż nie chodziło o ból. To było zaplanowane. Wybielanie. W tym wieku już można. Dziecko czekało całą rok… Po prostu usiadłam na kuchennym krześle. Pieniądze na normalne życie… poszły na wybielanie zębów, bo ktoś wymyślił, iż tak trzeba. Najgorsze? On choćby się nie zastanowił. Nie sprawdził. Po prostu dał. Bo poczucie winy to fatalny doradca… ale świetne narzędzie do manipulacji. Potem w domu zapanowała lodowata cisza. Prawie nie rozmawiałam z nim. Próbował „przepraszać” drobnymi gestami, ale to jak naklejka na ogromną ranę. Wiedziałam już – nie walczę z jego byłą żoną. Walczę z jego własnym cieniem. Cieniem nieudanego małżeństwa. Niespokojnym uczuciem, iż „nie dał wystarczająco”. Że „musi zadośćuczynić”. I ten cień był głodny. Cały czas żądał nowych ofiar – pieniędzy, czasu, nerwów, upokorzenia. Kulminacja nastąpiła na urodzinach dziecka. Pokonałam własne napięcie i kupiłam ładną, dobrą, skromną książkę – tę, o której dziecko kiedyś wspominało. Duże prezenty były od „mamy i taty” – nowy telefon, taki, jaki mają tylko najbogatsze dzieci w klasie. Była żona ubrana jak z okładki magazynu. Przyjmowała gości jak dama. Uśmiechała się miło… ale była groźna. Gdy nadszedł czas prezentów, a dziecko wzięło moją książkę, powiedziała głośno, na cały pokój, z uśmiechem: – Widzisz, kochanie… kto cię naprawdę kocha, daje to, o czym marzysz. – i pokazała błyszczący prezent. – A to… – skinęła pogardliwie na książkę – to jest od „jakiejś cioci”. Tak… na odczepnego. Pokój zamarł. Wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Potem na mojego męża. I on… nic nie powiedział. Nie obronił mnie. Nie sprostował. Po prostu milczał. Patrzył w podłogę. W talerz. Gdzieś głęboko w siebie. Ściśnięty, zgarbiony, jakby chciał się rozpłynąć. Jego milczenie było głośniejsze niż policzek. Było zgodą. Wytrzymałam imprezę z kamienną twarzą. Uśmiechałam się, kiwałam… ale w środku już się wszystko skończyło. Nie kryzys. Nie koniec. Finał. Po powrocie nie zrobiłam awantury. Awantury są dla tych, co jeszcze walczą. Weszłam do sypialni, zdjęłam z szafy stary, zakurzony kufer – ten, z którym mąż kiedyś do mnie przyjechał. I zaczęłam pakować jego rzeczy. Powoli. Dokładnie. Bez drżenia rąk. Koszule. Spodnie. Skarpetki. Wszystko poukładane. Usłyszał hałas, wszedł i gdy zobaczył kufer… zamarł. – Co robisz? – Pomagam ci się spakować – powiedziałam spokojnie. – Co? Do czego? Co ty wyprawiasz? Przez dzisiaj? Ona zawsze taka była… – To nie przez nią – przerwałam mu. – Przez ciebie. Włożyłam ostatnią rzecz. – Ty żyjesz przeszłością. Każda twoja złotówka, każda myśl, każde milczenie – jest tam. A ja żyję tu i teraz. Tu, gdzie nie mamy pieniędzy na pralkę, bo poszły na wybielanie zębów przez czyjś kaprys. Tu, gdzie jestem publicznie poniżana, a mąż patrzy w podłogę. Zapięłam walizkę. Ustawiłam ją. Spojrzałam mu w oczy. – Idź. Idź do niej. Pomagaj jej we wszystkim. Z zębami, lekcjami, dramatami i manipulacją. Odkupuj swoją winę, skoro tak ją nosisz. Ale rób to tam, nie tu. Zwolnij miejsce. – Jakie miejsce? – Miejsce mężczyzny w moim życiu. Jest zajęte. Zajęte przez cień innej kobiety. I mam dość dzielić z nim łóżko, portfel i przyszłość. Wzięłam walizkę, odniosłam pod drzwi wejściowe i tam ją zostawiłam. Wziął ją… i odszedł. Nie spojrzałam na drzwi. Pierwszy raz od dawna poczułam, iż powietrze należy do mnie. Że dom jest mój. Że dusza wreszcie ma miejsce dla siebie. Po dwóch miesiącach nasze małżeństwo zostało oficjalnie zakończone.
Strażniczka posmaków – rozmowa z Darią Lavelle, autorką powieści „Posmak”
Delong Story, czyli rozgardiasz samodzielnych matek. Prawdziwe opowieści o trudnościach
Dlaczego Mekka nie była gotowa na Mahometa? [fragment książki]
Sony Pictures Animation uspokaja nastroje wokół "Spider-Verse"
QUIZ o miłości i nie tylko. Idealny na Walentynki
Powstaje remake greckiej trylogii God of War. T.C. Carson powraca do roli Kratosa!