Książka

Krew, żelazo i przemoc
TOP 5 odkurzaczy pionowych, które usprawnią Twoje sprzątanie
Książki obyczajowe jako sposób na relaks i oderwanie się od codziennych spraw. Które tytuły wybrać?
Tobey Maguire znów w kostiumie? Sam Raimi nie zamyka drzwi do "Spider-Man 4"
Wnuczka. Historia Olinki, którą odrzuciła matka, a przygarnęła kochająca babcia Ninka – opowieść o sile rodziny, prawdziwej miłości i walce o własny dom w polskiej rzeczywistości
Złoty Głaz
Tolkien na nowo napisał część Hobbita. Autor naprawił dziurę fabularną z Władcy Pierścieni
Wydarzenia w Muzeum Częstochowskim w lutym 2026 roku
Mam 55 lat i wreszcie żyję dla siebie. Bez wyrzutów sumienia, bez lęku przed tym, iż będę „inna” lub nie przypodobam się komuś. W mojej przestrzeni panuje harmonia — spokojna, delikatna, niemal cicha. Nie ma tu obcych emocji, które kiedyś mnie wyczerpywały. Nikt nie narzuca mi, jak mam żyć, co nosić ani o czym marzyć. Znowu należy do siebie.
Opowieści z życia
Kochanka mojego męża Mila siedziała w samochodzie, spoglądając nerwowo na ekran nawigacji. Wszystko się zgadzało – przyjechała pod adekwatny adres. Pozostawało tylko zebrać się na odwagę i zrealizować swój plan. Wzięła głęboki oddech i z determinacją wysiadła zza kierownicy. Przeszła pięćdziesiąt metrów i stanęła przed wejściem do niewielkiej kawiarni. „Kawowy Raj” – głosił szyld. „No tak, jakie anielskie nazwy…” – przemknęło Mili przez głowę. Musiała tam wejść, choć w ostatniej chwili niemal zabrakło jej siły woli. Może po prostu machnąć ręką, wsiąść do auta i wyjechać jak najdalej stąd? Nie, po to tu przyjechała, by się nie cofnąć. Szarpnęła za klamkę i pchnęła drzwi. Zaraz miała zobaczyć JĄ – kochankę swojego męża i niszczycielkę rodzinnego szczęścia. Co adekwatnie o niej wiedziała? Prawie nic. Wiadomo było tylko, iż tę podstępną rozbijaczkę rodzin zwaną przez męża pieszczotliwie „Kociakiem” można spotkać w tej właśnie kawiarni, gdzie pracuje jako kelnerka. Miejsce przy stoliku obok okna – tam Mila czekała na przyjęcie zamówienia. Oto i ona! Mila rozpoznała tę dziewczynę od razu po zdjęciu, które widziała. Podchodziła właśnie do niej, a każda sekunda dłużyła się niczym wieczność. W głowie Mili kotłowały się myśli na całą powieść. – Dzień dobry! – uśmiechnęła się kelnerka, a Mila zerknęła na jej identyfikator. „Kasia”. No tak, oryginalności jakoś mężowi brakło, by nazywać Kasię „Kociakiem”. Tymczasem Kasia, nic nieświadoma zawieruchy myśli u klientki, kontynuowała: – Mogę przynieść menu? Jak będzie pani gotowa, proszę dać znać. Mila obdarzyła ją promiennym uśmiechem, podczas gdy spoglądała badawczo na rywalkę, niemal jak pod mikroskopem. Jak mogło się stać, iż patrzy właśnie w oczy kochance swojego męża? To długa historia – ale od początku. Już od dziesięciu lat Mila była szczęśliwą żoną Piotra. Przynajmniej tak jej się wydawało. Mają razem córkę, Ewę, ośmiolatkę. Piotr uwielbia Ewcię – swoją małą księżniczkę, którą nieustannie rozpieszcza. Kiedy Mila patrzyła z wyrzutem na kupno dwudziestej lalki, Piotr tylko wzruszał ramionami. Ewa także bardzo kocha tatę. Mila bywała choćby czasem zazdrosna, ale nie chowała urazy. Jako psycholożka wiedziała, jak fundamentalna jest ojcowska miłość dla dziewczynki. Mila zawsze starała się rozmawiać z mężem o problemach, dlatego praktycznie nie mieli poważnych kłótni. Ot, przeciętna polska rodzina – kredyt na mieszkanie, samochód, mały domek letniskowy pod Warszawą. Aż tu nagle: KOCHANKA! Mila dowiedziała się o niej przez przypadek. Kilka dni temu Piotr był pod prysznicem, gdy zadzwonił jego telefon. Krzyknął do niej: – To pewnie tata! Odbierz, ja nie mogę! Mila zwykle nie odbierała telefonów męża, ale skoro prosił… Już miała sięgnąć po jego telefona, gdy zauważyła, iż to nie teść. Dzwonił ktoś inny – „Kociak” – i było widać zdjęcie kontaktu. Kiedy Mila spojrzała, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Obca dziewczyna tuliła jej męża na fotografii. Zrobiło jej się dziwnie słabo. Odebrać czy nie? Zanim zdążyła podjąć decyzję, połączenie zostało przerwane. Chciała odłożyć pechowy telefon, ale wtedy przyszedł sms: „Piotrusiu, w przyszłym tygodniu pracuję na zmiany 2/2 od poniedziałku. Wpadnij do Kawowego Raju, pod koniec mojej zmiany, chcę poczęstować cię naszym firmowym cappuccino. Tęsknię, buziaki…”. Potem emotki. Mila odsunęła telefon męża, jakby parzył. Wszystko było jasne. Mąż ją zdradza. Ile to trwa? Co ich łączy? Czy to tylko romans czy coś poważnego? W każdym razie dla Mili to był potężny cios i szok. Musiała wszystko przemyśleć. Piotr wyszedł z łazienki, zapytał, czy rozmawiała z jego ojcem. Mila skłamała, iż nie zdążyła podejść i nie wiedziała, kto dzwonił. Pretekstem była migrena – wyszła niby do apteki, a tak naprawdę usiadła na ławce w osiedlowym parku i analizowała całe swoje dotychczasowe małżeństwo. Nie mogła zrozumieć, w którym momencie coś pękło. Ale była zbyt silna, by udawać, iż nic się nie dzieje, choć nie zamierzała też urządzać scen zazdrości. Przypomniała sobie o rocznicy ślubu – dziesiątej. Zaplanowali świętowanie z Ewą, a potem wizytę rodziców. Jak można się cieszyć, gdy wie się o zdradzie? Mila jednak nie chciała dramatycznych decyzji na gorąco. Wróciła do domu. Później przez kilka dni żyła jak w amoku. Bezsenność, brak apetytu. Udawała przed dzieckiem i mężem, iż to stres w pracy. W końcu postanowiła: musi zobaczyć rywalkę na własne oczy. Tak znalazła się dziś w „Kawowym Raju”. *** – Poproszę latte i jakiś deser – powiedziała do kelnerki. – Co pani poleca? – Mamy świetny miodownik – odpowiedziała Kasia. – To poproszę miodownik. Gdy „kochanica jej męża” podała zamówienie, Mila wcale nie miała apetytu. Kawę uznała za zwyczajną, deser też. Cel wizyty był jednak inny – pogadać. Miała nadzieję, iż będzie okazja. Po kilku minutach Kasia podeszła: – Widzę, iż nie skończyła pani deseru. Coś nie tak? Może przynieść coś innego? – Nie, nie chodzi o miodownik. Po prostu nie mam apetytu. Dużo myślę. – Przepraszam, nie będę przeszkadzać… – Proszę się nie tłumaczyć. Właśnie rozważam dwie opcje: zjeść deser do końca, czy raczej złożyć pozew rozwodowy. Co by pani wybrała? Kasia spojrzała zdezorientowana. Mila kontynuowała pytania i tematy schodziły na osobiste sprawy, aż w końcu uznała, iż nie tędy droga. Po chwili poprosiła o rachunek i zostawiła sowity napiwek. Po Mili nie zostało śladu. *** W kawiarni podjęła decyzję – dla dobra dziecka urządzi planowane wesele z okazji dziesięciolecia. Przecież Ewa cieszyła się ogromnie. Po uroczystości zamierzała spokojnie wszystko wyjaśnić z mężem. I nadeszła jubileuszowa kolacja. Mila, Piotr i Ewa – wspólne świętowanie. Dziesięć lat razem. Ostatnie minuty nim wniesiono tort. I wtedy… Mila nie mogła uwierzyć własnym oczom. To Kasia – „Kociak”, kochanka męża – wniosła tort do ich stolika. Piotr uśmiechnął się do niej ciepło: – Wszystkiego najlepszego, kochanie! Ten tort jest dla ciebie. Animator zabrał Ewę do zabawy, a Mila została sama z Piotrem i Kasią. – Rozumiem, iż już znasz Kasię – powiedział Piotr. Kasia skinęła nerwowo. – Naszej miłości nic nie jest straszne. Dziękuję, iż jesteś – dodał Piotr. – Co to wszystko znaczy? – w końcu zdołała zapytać Mila. – To był żart, rozumiesz? Głupi, nieśmieszny, przyznaję… Ale to tylko scenariusz! Wynająłem specjalną agencję, oni napisali fabułę o mojej „zdradzie”. Każdy przypadek jest inny, aktorzy zawsze świeży. Ty pokazałaś dojrzalszą reakcję niż wszystkie żony dotąd! – Piotr chciał ją objąć, ale cofnęła się. – Chcesz powiedzieć, iż nie masz kochanki? – Nie mam! – powiedział z westchnieniem ulgi Piotr. – A pani to aktorka? – Jeszcze się uczę, pracuję w kawiarni i dorabiam w agencji – przyznała Kasia. – Pani zachowała się niesamowicie. Przy innych bywał dramat: ciskały w głowę kawą, wyzywały, a pani tylko spokojna rozmowa i choćby napiwek. – Nie mam słów – Mila była wstrząśnięta. – Piotrek, ty naprawdę sądzisz, iż to śmieszne? Odpowiednie? Jak mogłeś zrobić mi coś takiego na naszą rocznicę?! Kasia chciała odejść, ale Mila zatrzymała ją ruchem ręki. Piotr po raz pierwszy widział żonę krzyczącą z wściekłości. – Czy ty rozumiesz, jak przeżyłam te dni? Jak mogłeś zafundować mi taki koszmar przed naszym jubileuszem?! – Wiesz, Mila… Ty zawsze taka poukładana, opanowana… Chciałem dodać nam trochę emocji, no wiem, głupio wyszło. Wybacz mi. Mila już nie potrafiła się powstrzymać. Kasia wycofała się, a Mila… podniosła tort i rozsmarowała go Piotrowi na twarzy. – Proszę bardzo, oto „nutka pikanterii”! – powiedziała słodkim tonem, po czym ruszyła do wyjścia. – Co ci odbiło, oszalałaś?! – krzyczał Piotr. – Nie, kochanie – Mila tonem dziecka zaświergotała – chciałam tylko odświeżyć nasz związek! Wyszła, po drodze zabrała Ewę i razem opuściły kawiarnię. Na dworze Mila głęboko wciągnęła czerwcowe powietrze… i wybuchnęła śmiechem. – Mamusiu, co cię tak rozbawiło? – Nic, kochanie… Przypomniał mi się pewien dowcip. – Opowiesz? – Jasne, ale najpierw musimy poważnie porozmawiać. Będziemy przez jakiś czas mieszkać osobno. – Na zawsze? – Nie wiem, zobaczymy. Idziesz ze mną? – Ewa skinęła głową. I tak szły razem pustą wieczorną ulicą. (tytuł: „Kochanka mojego męża”)
„Maszyna myśląca” – historia Nvidii i człowieka, który napędził rewolucję AI
Najlepsze książki 2026 roku
Marek Szarek: Bydgoszcz – historia z dziurami w kieszeniach
Co pozwoliło Epsteinowi działać tak długo? Nowe dokumenty ujawniają straszliwą prawdę
Na kresach tego lata Pracując w bibliotece miejskiej, Dana uważała swoje życie za zwyczajne i nudne. Mało kto dziś przychodzi po książki, wszyscy siedzą w internecie. Przekładała tomy na półkach, dziwiąc się czasem, iż przeczytała już prawie wszystko: romanse, filozofię… Aż w wieku trzydziestu lat nagle uświadomiła sobie, iż te wszystkie romantyczne historie jakoś ją ominęły. Wiek słuszny, czas myśleć o rodzinie, uroda – raczej nie rzucająca się w oczy, praca mało płatna. Mimo to choćby nie rozważała zmiany – wszystko jej odpowiadało. Do biblioteki zaglądali głównie studenci, czasem uczniowie wyższych klas, sporadycznie emeryci. Ostatnio odbył się wojewódzki konkurs zawodowy i ku własnemu zaskoczeniu Dana wygrała główną nagrodę – dwutygodniowy, opłacony wyjazd nad Bałtyk. – Super, pojadę na pewno! – z entuzjazmem ogłosiła przyjaciółce i mamie. – Przecież z mojej pensji na takie wakacje nie byłoby mnie stać! Lato dobiegało końca. Dana spacerowała brzegiem sopockiej plaży, ludzi było mało – większość schroniła się w kawiarniach, bo dziś Bałtyk falował wyjątkowo mocno. Był to jej trzeci dzień nad morzem. Miała ochotę pomyśleć, pomarzyć w samotności. Wtedy zobaczyła, jak fala strąciła z molo chłopaka wprost do wody. Nie zastanawiając się, pobiegła na ratunek. Choć nie była świetną pływaczką, od zawsze potrafiła utrzymać się na wodzie. Morze raz pomagało jej spychać chłopaka ku brzegowi, raz jednak odciągało znów w głąb. W desperacji Dana dociągnęła nastolatka niemal do płytkiej wody i stanęła na nogach. W przemoczonym, letnim sukience przyjrzała się uratowanemu. – Przecież to tylko dzieciak, pewnie z czternaście lat, może odrobinę więcej, za to wyższy ode mnie – pomyślała, pytając: – Czemu rzuciłeś się do wody przy takiej pogodzie? Chłopak podziękował krótko i oddalił się chwiejnym krokiem. Dana wzruszyła ramionami i popatrzyła za nim. Rano, kiedy wstała w hotelowym pokoju, pogoda była przepiękna, niebo czyste, morze uspokojone – jakby przepraszało za wczorajsze sztormy. Po leniwym śniadaniu poszła na plażę, potem wybrała się do parku, gdzie wstąpiła do strzelnicy. W szkole zawsze świetnie strzelała, ale pierwszy strzał poszedł w próżnię, drugi trafił w środek. – Synu, patrz jak to się robi! – usłyszała za sobą głos mężczyzny. Odwróciła się i z zaskoczeniem zobaczyła swojego „wczorajszego” nastolatka. Chłopak zamrugał ze wzruszenia i Dana od razu zrozumiała, iż ojciec nic nie wie o wczorajszym incydencie. Dana lekko się uśmiechnęła. – Może pokaże pani nam prawdziwy pokaz? – zaproponował wysoki, sympatyczny mężczyzna, przedstawiając się: Anton. – Żeńka zupełnie nie potrafi strzelać, a ja… Cóż, wstyd się przyznać, też nie. Po wystrzelaniu całej serii, poszli razem na spacer, potem lody, przejażdżka na Diabelskim Młynie. Dana czekała, aż dołączy mama chłopaka, ale nikt się nie zjawił – Anton i Żenia wyglądali na duet nierozłączny i pogodny, jakby nikogo więcej nie potrzebowali. Anton okazał się świetnym rozmówcą i z minuty na minutę coraz bardziej się Dany podobał. – Dana, jesteś tu długo na urlopie? – Pierwszy tydzień, jeszcze drugi w zapasie. – Skąd przyjechałaś, jeżeli można spytać? Okazało się, iż wszyscy troje mieszkają w tym samym mieście – Poznaniu. Roześmiali się razem z tej przypadkowej bliskości. Kolejne dni były cudowne: wspólne spotkania na plaży, rozmowy, wycieczki, spacery do późnego wieczora. Dana chciała porozmawiać z Żenią na osobności – miał w sobie jakąś stoicką powagę i coś go wyraźnie martwiło. Okazja nadarzyła się, gdy pewnego ranka na plażę przyszedł tylko on. – Tata zachorował, ma gorączkę – oznajmił ze zmieszaną miną. – Pozwolił, żebym przyszedł, jeżeli obiecałem, iż będę cię słuchać. Zadzwoniła do Antona, ten wyjaśnił sytuację i poprosił, by miała oko na syna. Żenia po wspólnej kąpieli rzucił nagle: – Wie pani, jest pani prawdziwą przyjaciółką. Dziękuję, iż nic nie powiedziała pani tacie o tej fali… Sam się pogubiłem, nie spodziewałem się, iż zniosą mnie wody. Po chwili milczenia Dana zapytała ostrożnie o mamę. Chłopiec chwilę się wahał, ale postanowił opowiedzieć. Okazało się, iż rodzice Żeni się rozeszli – mama zakochała się w koledze z pracy i pewnego dnia odeszła do innego. Anton wrócił do zdrowia i następne dni spędzili już we trójkę. Wspólne śniadania, spacery i rozmowy na długich wieczornych posiadówkach przeplatały się czułością, której Dana od dawna pragnęła. Trzy dni przed końcem urlopu Anton i Żenia wracali już do Poznania, Dana miała jeszcze dwa dni nad Bałtykiem. Lato się kończyło, a przyszłość nabierała sensu i koloru. Anton obiecał odebrać ją z lotniska, Żenia patrzył z dumą i radością, marząc by Dana została z nimi na zawsze. I już niedługo Dana przeprowadziła się do Antona i Żeni, ku wyraźnej uldze i szczęściu całej trójki. Na kresach tego lata… wszystko się dopiero zaczęło.
Najlepsze książki 2025 roku
Spaghetti z krewetkami i sosem serowym
Spośród morza książek kryminalnych wybraliśmy najlepsze. Co warto czytać w zimowe wieczory?
„Bezkonkurencyjny” — tak mówią o tym polskim miniserialu. Zdeklasował konkurencję
Wciągający kryminał, który obejrzysz jednym tchem. Nowe odcinki niedługo w streamingu
Historia dzielnej suczki Julii, która wytrwale czekała pod blokiem na powrót ukochanej rodziny z mieszkania nr 22 – poruszająca opowieść z lat 90. w małym polskim miasteczku, pełna wzruszeń, samotności, walki o zdrowie i siły prawdziwej przyjaźni między człowiekiem a wiernym psem
Rodzicielskie serce. Opowiadanie Dziękuję serdecznie za wsparcie, za polubienia, za wasze zaangażowanie i komentarze pod opowiadaniami, za obserwowanie i OGROMNE podziękowania ode mnie oraz moich pięciu kociaków za wszystkie donacje. jeżeli spodobało Ci się opowiadanie, udostępnij proszę w swoich mediach społecznościowych – autorowi to też sprawia radość!
„Pomoc domowa” zmierza na VOD. Jest data premiery
Mąż o 25-letniej żonie: w tej chwili waży 43 kilo i pół, na mnie pozostały tylko skóra i kości
Letnie zasady, czyli wakacyjne reguły u babci Nadziei na wsi: jak przetrwać lato z nastoletnimi wnukami, telefonami, domowymi obowiązkami i rodzinnymi kompromisami – opowieść o pokoleniowych starciach przy polskim stole, poranne wstawanie, wycieczki do miasta, kabaczki zamiast kompotu i domowe fotografie na końcu wakacji
Anna nigdy nie ufała swojemu mężowi
Człowiek z meblościanki 20.02-15.03.2026 Zielona Góra
"Ich matki, nasi ojcowie". Recenzja książki
Monolok – recenzja książki. Praska gawęda
Kamień Pamięci KŁ „Daniel”
Odejdź i nie wracaj — Usłysz mnie, proszę! – szeptał ze łzami w oczach Michał. – Odejdź i nigdy więcej tu nie wracaj! Nigdy. Drżącymi dłońmi chłopak odpiął ciężki metalowy łańcuch, potem poprowadził Bertę w stronę furtki, otworzył ją szeroko i próbował wypchnąć suczkę na drogę… Ona nie rozumiała, co się dzieje. Czy naprawdę ją wyrzucają? Ale dlaczego? Przecież nic złego nie zrobiła… — Odejdź, błagam cię — powtórzył Michał, przytulając psa. – Nie możesz tu zostać. Zaraz wróci on i… W tym samym momencie drzwi domu otworzyły się gwałtownie i na ganek wyszedł pijany Wacław z siekierą w ręku… ***** Gdyby ludzie chociaż przez chwile potrafili wyobrazić sobie, jak ciężko bywa psom, które nie ze swojej winy trafiają na ulicę, wielu na pewno inaczej by je postrzegało — przynajmniej z odrobiną współczucia, a nie pogardy, jak to często bywa. Ale skąd mają wiedzieć, przez jakie piekło przechodzą czworonożni przyjaciele człowieka, jeżeli psy nie są w stanie opowiedzieć swoich historii? Cały swój ból noszą w sobie… Ja jednak opowiem wam pewną opowieść. O miłości, zdradzie i wierności. A wszystko zaczęło się w małej polskiej wsi — od tego, iż Berta była niechciana praktycznie od urodzenia. Dlaczego jej pierwszy właściciel się jej pozbył? Tego już nikt się nie dowie. Może wystarczyło, iż po prostu się urodziła? Postanowił więc, iż zawiezie dwumiesięcznego szczeniaka pod najbliższą wieś i… zostawi go przy szosie. Tak po prostu — zostawił. I odjechał spokojnie do miasta, nie przejmując się losem psa na drodze, gdzie auta i tiry pędziły bez opamiętania. Ale tego dnia los Bertę ocalił. Na szczeniaka trafił właśnie Michał, który obchodził czternaste urodziny i na nowym rowerze postanowił odwiedzić okolice podwarszawskiej wsi. Mama — pani Antonina — krzyknęła jeszcze z progu: – Tylko pamiętaj, nie wyjeżdżaj poza wieś! Ale chłopiec nie posłuchał… Gdy dotarł niemal do trasy, zobaczył błąkającego się szczeniaka, rzucającego się niepewnie pod koła samochodów. — Mamo, tato, zobaczcie kogo znalazłem! – powiedział z uśmiechem Michał, wchodząc do domu. – Ktoś go zostawił przy drodze. Mogę go zatrzymać? Ojciec — pan Wacław — miał dziś dobry humor i sam zaproponował, by pies został: – Przyda się do pilnowania domu. Tylko niech Michał za niego odpowiada. Tak oto Berta znalazła dom. Michał był szczęśliwy, spędzał z nią każdą wolną chwilę, a rodzice cieszyli się szczęściem syna. Sielanka nie trwała jednak długo. Po pół roku Wacław stracił pracę i z dnia na dzień zmienił się nie do poznania — zaczął pić, awantury stały się codziennością, choćby ręce podnosił na żonę, a w końcu i na syna. Michał uciekał wtedy do Berty, która koiła jego łzy i lizała mokre policzki. Pewnego dnia Wacław na oczach syna sięgnął po siekierę… Michał wiedział, iż już nie zdoła obronić ani siebie, ani psa. Podjął więc najtrudniejszą decyzję: musiał ocalić Bertę, choćby kosztem własnego serca. Wypuścił ją na wolność, kazując odejść na zawsze. Berta nie rozumiała, za co ją spotkał taki los. Przez lata szukała Michała, błąkała się po wsiach, aż znalazła schronienie u dobrego, choć samotnego grabarza – pana Nikodema. U jego boku zaznała odrobiny spokoju, ale nigdy nie przestała tęsknić za swoim prawdziwym domem i chłopcem, który był jej całym światem… Mijały lata… W końcu los ponownie skrzyżował ich drogi – na starym wiejskim cmentarzu, wśród grobów i pierwszego śniegu. — Ja ci wybaczam, tato… I za siebie, i za mamę, i za Bertę – wyszeptał dorosły już Michał przy płycie grobu Wacława. Nie widział jednak, iż tuż za nim, drżąc z wzruszenia, stoi wierny pies, który całe życie czekał na ten dzień. Gdy się rozpoznali, rzucili się sobie w ramiona – Michał ukląkł, Berta zarzuciła łapy na jego ramiona i lizała po twarzy, a łzy szczęścia płynęły im obojgu. Spełniło się jej najskrytsze psie marzenie – znowu była u boku swojego ukochanego człowieka. Od tej pory byli nierozłączni. Michał – już z rodziną, żoną i dzieckiem – dał Bertcie nowy dom i nowe szczęśliwe życie. Pomimo bólu, którego doświadczyli, odnaleźli szczęście – i już nigdy nie musieli się rozstawać.
List do Boga
Mariusz Szczygieł trzeci raz studiuje ten sam kierunek. Wyjawił powód
Która literatura lekarstwem na zniewolenie - Beata Geppert - Konrad Szołajski
Kiedy premiera serialu "Harry Potter"? Ujawniono nowe szczegóły
Serial „Niebo” – zakończenie, które uderza. Dlaczego finał „Roku w piekle” boli bardziej niż się spodziewasz
Znalazłem powód, by się oświadczyć. Opowieść o Marinie, Polince, sąsiedzie Anatolu, kundelku Barbosiu, kotce Murni i prawdziwym szczęściu w polskiej kamienicy
„Mała Amelia” – Uświadom to sobie [RECENZJA]
Pasztety PODLASKI
Odebrała mi ojca – Poruszająca opowieść o przeprowadzce Oksany do własnego mieszkania, rodzinnych tajemnicach i sąsiedzkiej zazdrości, która zmienia spokojne życie w nowym bloku w prawdziwe wyzwanie.
Łapy precz od tych filmów! Nie chcemy żadnych remake’ów ani rebootów
Iwan i Maria – Wiejska opowieść o marzeniach, wyborach i prawdziwej miłości: Iwan nigdy nie chciał opuszczać swojego rodzinnego podlaskiego gospodarstwa, marzył o własnej fermie i życiu u boku pięknej Marii. Ona pragnęła szybkiego sukcesu i wygód wielkiego miasta. Sielski świat Iwana staje pod znakiem zapytania, gdy w ich życie wkracza bogaty przyjezdny – syn wpływowego urzędnika z Warszawy. Rozpoczyna się emocjonująca gra uczuć, ambicji i pragnień, która wystawi ich wszystkich na wielką próbę: czy spełnienie marzeń zawsze oznacza szczęście, a piękna wiejska dziewczyna odnajdzie miłość i dom tam, gdzie najmniej się tego spodziewa?
Dziewczyna opiekowała się starszą sąsiadką, wszyscy myśleli, iż chodzi jej o spadek, ale prawda okazała się zupełnie inna
„Moon: Panda i ja” - idealny film dla całej rodziny. Przygoda, przyjaźń i wyprawa, która zmienia wszystko!
O czymś, czego nie da się zmierzyć
Wilnoteka otwiera drzwi do literackiego raju na Targówku!
WILNOTEKA w Targówku: Nowa przestrzeń literacka już wkrótce!
Pokój Rocco