Książka

George R.R. Martin zdradził skąd w ogóle wziął się Rycerz siedmiu królestw. „Są historie, które piszą się same”
Spotkanie z Ewą Danowską w bocheńskiej Bibliotece – ZDJĘCIA
Książka Ebook "Wiatr od morza. Sztorm" Magdalena Witkiewicz - recenzja
Dzieci z klas znikały na miesiące. Tak obnażono "ołowianą" prawdę
Tańcząc w piekle. Historia baleriny z Auschwitz [FRAGMENT KSIĄŻKI]
„Co drewno ma do opowiedzenia” – wernisaż wystawy Tomasza Furgały
Amazon Prime Video z nową historią pełną akcji. Powraca doceniona produkcja
Mickiewicza wielkopolskie drogi
40 lat temu zmarł Frank Herbert
Echo w nocnej ciszy – opowieść Aleksandry, która w rehabilitacyjnym szpitalu pierwszy raz w życiu nie przygotowuje się do świąt, gdzie samotność w sylwestrową noc niespodziewanie prowadzi ją na spotkanie przyjaźni w śnieżnym warszawskim parku
Znalazłam miłość po sześćdziesiątce, ale moja córka nie może się z tym pogodzić!
Michał Jędryka: Ołowiowy pył spadał prosto z kominów. Przy nazwiskach dzieci pojawiały się krzyżyki [WYWIAD]
Nowe „Wichrowe Wzgórza” trafią do kin. Co warto wiedzieć o filmie, który już teraz budzi emocje?
Witamy w Funlandii – recenzja książki. W krainie mutantów i koszmarów
Miłość niejedno ma imię. Wystawa nie tylko dla zakochanych
Quiz dla prymusów. Pytamy o lektury szkolne z liceum. Pobij 9/12!
Piotr Adamczyk : Pożądanie mieszka w szafie
Nicole Krauss : Historia miłości
Diana Kirschner : Miłość w 90 dni – Jak znaleźć prawdziwe uczucie
Jerzy Nitka : Rozwiązania zadań ze zbioru Mendla Część 1
Stefan Sękowski : Elementarz chemii organicznej
Anna Bartosz : Literatura polska w pigułce
Anna Kietlińska : Literatura w pigułce
Mój dorosły syn zawsze trzymał mnie na dystans. Kiedy trafił do szpitala, odkryłam jego drugie życie – i ludzi, którzy znali go w zupełnie inny sposób niż ja…
Piotr Pieśniarczyk : Historia Polski w pigułce
Stefan Sękowski : Bazar chemiczny
Hanna Muszyńska-Hoffmannowa : Kochałam księcia Józefa
"Huk postawił na nogi całą dzielnicę". Bomba była nie do wykrycia [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Pink Troubadour – Pilgrims: Curious Adventures
Odtwórca roli Draco zdradza szczegóły serialu. Tego się nie spodziewaliśmy
Ustawa metropolitalna. Obietnice bez finału
– Okłamałaś mnie! – Krzyczał Kamil, stojąc pośrodku salonu czerwony ze złości. – W jakim sensie okłamałam? – Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż nie możesz mieć dzieci, a mimo to wyszłaś za mnie! – Będziesz najpiękniejszą panną młodą – mama poprawiła welon, a Antonina uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Biała suknia, koronki na rękawach, Kamil w eleganckim garniturze. Wszystko będzie dokładnie tak, jak marzyła od piętnastego roku życia: wielka miłość, ślub, dzieci. Dużo dzieci. Kamil chciał syna, ona córkę – umówili się na trójkę, żeby nikomu nie było przykro. – Za rok już będę niańczyć wnuki – powtarzała mama, ocierając łzy wzruszenia. Antonina wierzyła w każde słowo. Pierwsze miesiące małżeństwa upłynęły pod znakiem szczęśliwej codzienności. Kamil wracał z pracy, ona witała go kolacją, zasypiali przytuleni – a każdego ranka Antonina z bijącym sercem sprawdzała kalendarz. Spóźnienie? Nie, tylko się wydawało. Jeszcze jeden miesiąc. I kolejny. Do zimy Kamil przestał pytać z nadzieją „no i co?”. Teraz milczał, kiedy Antonina wychodziła z łazienki. – Może pójdziemy do lekarza? – zaproponowała w lutym, kiedy minął niemal rok. – Już dawno powinniśmy to zrobić – mruknął Kamil, nie odrywając wzroku od telefonu. Klinika pachniała chlorem i beznadzieją. Antonina siedziała w kolejce pośród takich samych kobiet ze zgaszonymi oczami, przewracała kolorowy magazyn o macierzyństwie i myślała, iż to jakaś pomyłka. U niej wszystko będzie dobrze. Po prostu jeszcze nie teraz. Badania. USG. Kolejne badania. Nazwy procedur zlewały się w jeden niekończący się strumień obcych miejsc i obojętnych twarzy pielęgniarek. – Szanse na naturalne poczęcie – około pięciu procent – powiedziała lekarka, patrząc w kartę. Antonina kiwała głową, notowała coś w zeszycie, zadawała pytania. Ale w środku została z lodowatą pustką. Leczenie zaczęło się w marcu. A razem z nim zmiany. – Znowu płaczesz? – Kamil stał w drzwiach sypialni; w jego głosie dominowało zniecierpliwienie zamiast współczucia. – To przez hormony. – Trzeci miesiąc? Może przestań się mazać? Mam już dość! Antonina chciała wytłumaczyć, jak wygląda terapia, iż trzeba czasu, iż lekarze obiecują efekt po pół roku do roku. Ale Kamil już wyszedł, trzaskając drzwiami. Pierwsze in vitro miała zaplanowane na jesień. Przez dwa tygodnie Antonina prawie nie wstawała z łóżka, bojąc się spłoszyć cud. – Negatywny wynik – usłyszała przez telefon od pielęgniarki. Opadła na podłogę w korytarzu i siedziała tam do wieczora, aż Kamil wrócił. – Ile już na to wszystko wydaliśmy? – spytał zamiast „jak się czujesz?”. – Nie liczyłam. – Ja liczyłem. Prawie sto tysięcy. I co dalej? Nie odpowiedziała. Nie było odpowiedzi… Druga próba. Kamil zaczął wracać po północy, pachniał obcymi perfumami, ale Antonina nie pytała. Nie chciała wiedzieć. Znowu negatyw. – Może już wystarczy? – Kamil siedział naprzeciw niej w kuchni, bawił się pustym kubkiem. – Ile można próbować? – Lekarze mówią, iż trzecia próba często się udaje. – Lekarze powiedzą wszystko, jeżeli im zapłacisz! Trzeci raz przeszła prawie samotnie. Kamil „zostawał w pracy” każdego wieczoru. Koleżanki przestały dzwonić – miały dość pocieszania. Mama płakała do słuchawki i załamywała ręce – taka młoda, taka ładna, za co ci to, córeczko… Kiedy pielęgniarka trzeci raz powiedziała „niestety”, Antonina już choćby nie płakała. Łzy skończyły się gdzieś między drugą kuracją a kolejną kłótnią o pieniądze. – Okłamałaś mnie! Kamil stał pośrodku salonu rozpalony gniewem. – W jakim sensie okłamałam? – Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż jesteś bezpłodna, i mimo to wzięłaś ze mną ślub! – Nie wiedziałam! Diagnoza była dopiero rok po ślubie, sam byłeś u lekarza, kiedy… – Nie kłam! – ruszył w jej stronę, a Antonina cofnęła się odruchowo. – Specjalnie tak wszystko ustawiłaś! Znalazłaś frajera do ślubu, a potem – niespodzianka! Dzieci nie będzie! – Kamil, proszę… – Dość! – chwycił wazon i rzucił nim o ścianę. – Zasługuję na prawdziwą rodzinę! Z dziećmi! A nie to wszystko! Wskazał ją palcem, jakby była czymś ohydnym, pomyłką losu. Awantury stały się codziennością. Kamil wracał zły, cały wieczór milczał, aby potem wybuchnąć z byle powodu: nie ten pilot, przesolona zupa, za głośno oddychasz. – Rozwodzimy się – oznajmił pewnego ranka. – Co? Nie! Kamil, możemy adoptować dziecko, czytałam… – Nie chcę cudzego! Chcę swoje! I żonę, która może je urodzić! – Daj mi jeszcze jedną szansę! Proszę. Kocham cię. – A ja już ciebie nie! Powiedział to spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. To bolało bardziej niż wszystkie poprzednie krzyki razem. – Pakuję się w piątek wieczorem. Antonina siedziała pod kocem, patrząc jak on wrzuca koszule do walizki. Ale nie umiał się pakować w ciszy. – Odchodzę, bo jesteś jałowa. Kamil nie przestawał wbijać szpil. – Znajdę sobie normalną kobietę. Antonina milczała… Drzwi się zamknęły. W mieszkaniu zapadła cisza. Dopiero wtedy naprawdę się rozpłakała – pierwszy raz od wielu miesięcy, wyła na głos, aż ochrypła. Pierwsze tygodnie po rozwodzie zlały się w szarą plamę. Antonina wstawała, piła herbatę, kładła się z powrotem. Czasem zapominała zjeść. Czasem zapominała, jaki jest dzień tygodnia. Przychodziły przyjaciółki, przynosiły jedzenie, sprzątały mieszkanie, próbowały rozmawiać – ona kiwała głową na wszystko, a potem znów wracała pod koc i patrzyła w sufit. Ale czas mijał. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. I pewnego ranka Antonina pomyślała: dość. Wstała, wzięła prysznic, wyrzuciła wszystkie leki z lodówki i zapisała się na siłownię. W pracy poprosiła o trudny projekt na trzy miesiące, wymagający pełnego zaangażowania. W weekendy zaczęła wyjeżdżać na wycieczki, potem na krótkie podróże – Kraków, Gdańsk, Zakopane. Życie nie stanęło w miejscu. Darka spotkała w księgarni – oboje sięgnęli po ostatni egzemplarz nowej książki Remigiusza Mroza. – Proszę, pani pierwsza – uśmiechnął się, ustępując. – A jeżeli oddam panu, a pan zaprosi mnie na kawę? – wypaliła Antonina, zdziwiona odwagą. Za kawą opowiedział o Zosi – siedmioletniej córce, którą samotnie wychowuje od pięciu lat, odkąd żona umarła. O tym, jak ciężko było na początku, jak Zosia budziła się w nocy i wołała mamę, jak uczył się zaplatać warkocze z YouTube’a. – Jesteś dobrym tatą – stwierdziła Antonina. – Staram się. Nie chciała kłamać. Na trzecim spotkaniu, już wiedząc, iż Darek to ktoś więcej, wyznała wszystko. – Nie mogę mieć dzieci. Oficjalna diagnoza, trzy nieudane in vitro, mąż odszedł. jeżeli to dla ciebie ważne – lepiej wiedzieć teraz. Darek milczał długo. – Mam Zosię – odezwał się w końcu. – Potrzebuję ciebie, choćby jeżeli nie będziemy mieć wspólnych dzieci. – Ale… – Dasz radę – przerwał. – Będziesz mamą. jeżeli zechcesz. Moja mama miała podobną diagnozę. I co? Siedzę przed tobą. Cuda się zdarzają. Zosia zaakceptowała ją zaskakująco szybko. Najpierw była poważna i odpowiadała krótko, ale gdy Antonina zapytała o ulubioną książkę – rozgadała się pół godziny o Harrym Potterze. Przy drugim spotkaniu sama chwyciła ją za rękę. Przy trzecim poprosiła: „Zapleciesz mi takie warkocze jak Elsa z Krainy Lodu?”. – Podobasz się jej – potwierdził Darek. – Jeszcze nikt jej tak nie zjednał. Dwa lata minęły niepostrzeżenie. Antonina przeprowadziła się do Darka, nauczyła piec naleśniki na sobotnie śniadania, znała na pamięć wszystkie odcinki „Psi Patrolu” i znalazła siłę, by pokochać znowu. Prawdziwie, bez strachu, bez nieufności. W sylwestrową noc, kiedy zegar wybił północ, Antonina pomyślała życzenie. Wyszeptała bezgłośnie: „Chcę dziecko”. Od razu się przestraszyła – po co rozdrapywać stare rany? – ale życzenie już poszło w świat. Po miesiącu była spóźniona. – To niemożliwe – powtarzała, wpatrując się w dwie kreski testu. – Pewnie wybrakowany. Drugi test. Dwie kreski. Trzeci! Czwarty! Piąty! – Darku – wyszła z łazienki na miękkich nogach. – Ja… chyba… nie mam pojęcia, jak to możliwe… On zrozumiał szybciej niż zdążyła dokończyć. Porwał ją w ramiona, wirował po pokoju, całował po czole, po nosie, po ustach. – Wiedziałem! Mówiłem, iż dasz radę! Lekarze patrzyli na nią jak na cud. Przeglądali stare wyniki, zlecili kolejne badania. – To niemożliwe! – kręcił głową lekarz. – Przy takim rozpoznaniu… Od dwudziestu lat nie widziałem czegoś podobnego. – Ale jestem w ciąży? – W ósmy tygodniu. Wszystkie wyniki prawidłowe. Antonina się roześmiała. Cztery miesiące później przypadkiem spotkała kolegę Kamila w supermarkecie. – Słyszałaś o Kamilu? – zapytał, patrząc zmieszany na jej już zaokrąglony brzuch. – Trzeci raz się ożenił. I nic. Z żadną mu się nie udało. – Nie udało się? – No tak, dzieci. Ani z drugą, ani z trzecią. Lekarze mówią, iż to u niego problem. Wyobrażasz sobie? A wszystko zwalał na ciebie. Antonina nie wiedziała, co powiedzieć. W środku nie drgnęło nic – ani satysfakcja, ani żal. Pustka w miejscu, gdzie kiedyś była miłość… …Syn urodził się w sierpniu, słonecznego poranka. Zosia siedziała z Darkiem na korytarzu, zniecierpliwiona jak nigdy. – Mogę go potrzymać? – zapytała, zaglądając do sali. – Ostrożnie – Antonina podała jej mały tobołek. – Podtrzymuj główkę. Zosia patrzyła na młodszego brata z szeroko otwartymi oczami, potem spojrzała na Antoninę. – Mamo, on zawsze będzie taki czerwony? Mam… Antonina rozpłakała się, Darek objął je obie, Zosia niepewnie zerkała to na rodziców, to na braciszka, nie rozumiejąc, dlaczego wszyscy płaczą. A Antonina zrozumiała jedną istotną rzecz. Czasem potrzeba tylko adekwatnej osoby obok, aby uwierzyć w niemożliwe… A Wy, co o tym sądzicie? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach i wesprzyjcie autora polubieniem!
SŁOWO OD HELI (CZYLI PRYMA SORT OPOWIEŚĆ)
Ciocia Rita – Opowieść o samotności, cynizmie i niespodziewanej przemianie w zwyczajnym blokowisku Warszawy: jak jedno spotkanie w windzie odmieniło na zawsze moje życie oraz losy chorej sąsiadki, jej dzieci i mnie samej
Wędzony Filet z kaczki Drosed
Film dokumentalny Edyta Górniak już 5 marca tylko w SkyShowtime!
Open Call – BookVision V – studencki konkurs sztuki książki
Tylko 10 dni zostało do premiery thrillera psychologicznego z Aną De Armas i Judem Law na Prime Video: oparta na fascynującej prawdziwej historii opowieść o przetrwaniu
"God of War": znamy odtwórcę roli Atreusa! Ma 10 lat i kilka hitów na koncie
Grand Prix Singapuru 2008, czyli afera "Crashgate". Wojna o władzę i wielkie pieniądze w Formule 1
"Chcę o tym zapomnieć, inaczej nie dam rady żyć". Ronaldo o mundialu 1998
Nie uwierzysz, jak zmieniła się Aneta z „Kanapowczyń”! 50 kg mniej i ciało, które zachwyca
Spotkanie z Martą Kisiel w Brzegu
Załatwiła dotację i zniknęła? Gra od Olgi Tokarczuk to nowa Izera
Załatwiła dotację i zniknęła? Gra od Olgi Tokarczuk to nowa Izera
Zwiastun tego serialu jest dziki i zaskakujący. Chcą nami wstrząsnąć?
Prawdziwy tata kontra nowy mąż: emocjonalna walka o miejsce w rodzinie, trudne rozmowy i bolesne wybory Maksima, który musi zdecydować, kto naprawdę jest ojcem – opowieść o rozbitej rodzinie, konflikcie lojalności i budowaniu prawdziwych więzi w polskich realiach
Natasha Lunn – Rozmowy o miłości
Bydgoski Konwent Multifandomowy – Bykon 2026
— Znowu się liże! Maks, zabierz go stąd! Nastka patrzyła z irytacją na Tadka, który zupełnie bez sensu podskakiwał jej pod nogami. Jak mogliśmy trafić na takiego gamonia? Tak długo zastanawialiśmy się, wybieraliśmy rasę, radziliśmy się behawiorystów, zdawaliśmy sobie sprawę, jaka to odpowiedzialność. W końcu zdecydowaliśmy się na owczarka niemieckiego — miało być jak szampon trzy w jednym: wierny przyjaciel, stróż i obrońca. A tu tego obrońcę samemu trzeba przed kotami ratować… — Przecież on jeszcze mały. Poczekaj, urośnie, zobaczysz. — Ta… Już nie mogę się doczekać, kiedy ten koń podrośnie. Widziałeś, ile on je? Jak my go wykarmimy? Przestań tupać, baranie, dziecko obudzisz! — burczała Nastka, zbierając buty, które Tadek porozrzucał. Mieszkali na Mickiewicza, na parterze wielkiej, starej kamienicy z oknami tuż przy asfaltowym chodniku. Miejsce super, gdyby nie jedno „ale”. Okna wychodziły na ślepy zaułek podwórka, gdzie wieczorami snuły się cienie, zbierali się faceci na piwku i niejeden raz wybuchały bójki. Przez cały dzień Nastka była sama w domu z nowo narodzoną Kasią. Maks od rana pracował w Muzeum Narodowym, a każdą wolną chwilę spędzał na targach staroci i wśród straganów z książkami. Oko historyka sztuki — oko sokoła, jak żartowała Nastka — potrafiło wyłowić z tłumu prawdziwe dzieła, rzadkie książki i cenne przedmioty. Maks był zapalonym kolekcjonerem. Pomału w domu zebrała się niezła kolekcja obrazów, a w kredensie z lat 60. pyszniły się talerze ćmielowskiej porcelany, figurki z epoki socrealizmu i srebrna galanteria jeszcze z czasów międzywojnia… Nastkę niepokoiło zostawanie samej z tymi skarbami i malutką córką, zwłaszcza, iż kradzieże nie były rzadkością. — Nastka, jak myślisz, kiedy lepiej iść z Tadkiem na spacer? Teraz czy po obiedzie? — Nie wiem. I w ogóle, to nie jest mój psiaszczy problem! Usłyszawszy magiczne słowo „spacer”, Tadek poleciał jak szalony do przedpokoju — aż mu łapy się rozjeżdżały na zakręcie — chwycił smycz i wrócił z powrotem, podskakując niemal do sufitu. No, koń, nie pies. Wszystkich kocha, ze wszystkimi się przytula, wszystkim przynosi piłeczkę – tylko niech ktoś odważy się przyjść do gości! Dusza na wierzchu, cały do rany przyłóż, ale przecież wzięliśmy go dla ochrony! A ten choćby za kotami nie goni, tylko z piłeczką do nich biegnie, jakby mu się chciało zagrać. To nic dziwnego, iż parę razy oberwał po nosie. Koty na naszym podwórku to prawdziwe twardzielki — to je by trzeba było zatrudnić do ochrony! Jutro znów cały dzień sama — mąż jedzie do Kazimierza nad Wisłą na Festiwal z okazji urodzin Malczewskiego, a co jej zostaje? Stróżowanie przy porcelanie i spacery z tym uszatym gamoniem? Takie zmartwienia tylko u baby… O świcie mąż wstał po cichu, żeby jej nie zbudzić. Co z tego? Nastka słyszała, jak gwizda czajnik w kuchni, jak zabrzęczała smycz, jak Maks szuszczał na Tadka, żeby nie skomlał i nie tupał. Przy tych uspokajających dźwiękach Nastka przysnęła, a kiedy obudziła ją córka, Maksa już nie było. Dzień zaczął się zwyczajnie. Spokojny, domowy dzień — czyż nie na tym polega szczęście? Koleżanki wzdychały: „O, Nastka, tak wcześnie za mąż, miotasz się między mężem a dzieckiem, całe dnie w kuchni, życie cię pochłonęło…” Ale czyż w codzienności nie kryje się urok? Nie układa się wszystko tak, jak sobie wymarzyła, bywa trudno przez brak miejsca i pieniędzy, a najbardziej przez tę jego kolekcjonerską pasję, która tyle już połknęła… Teraz jeszcze przywiózł uszatego przyjaciela, a opiekować się nim musi Nastka. Ale wiedziała jedno — kochanych trzeba kochać z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nikt nie obiecywał ideałów. Zrozumiawszy to, poczuła spokój i postanowiła cieszyć się tym, co ma, a nie zadręczać tym, czego nie ma. Siedziała w pokoju dziecięcym i karmiła córkę, która przysypiała przy piersi, i trzeba było czekać, aż znów się obudzi i zacznie ssać. Zadzwonił dzwonek do drzwi, ale Nastka nie otworzyła. Nikogo się nie spodziewała, a do niej bez zapowiedzi przez pół miasta nikt nie jedzie. Ukochane poranne chwile! W domu cisza, tykają stare zegary w przedpokoju, a za oknem słychać znajome od dzieciństwa miejskie odgłosy — stukot tramwajów, szum aut, szuranie miotły po chodniku, dziecięce głosy… A gdzie uszat? Coś go dawno nie widać, aż dziwnie. Oczywiście, Tadek wcale nie jest uszatym, uszy stoją jak należy, charakter taki tylko ma. Gamoń, ot co. Teraz musisz z nim żyć, karmić go, wyprowadzać, a pożytku zero. Lepiej by było, gdyby wzięli yorka. Zawiesiła wzrok na córce, która najedzona odpadła od piersi jak pijawka od ręki. Cudna im się dziewczynka trafiła! Moje złotko — szeptała Nastka, układając córkę. Rośnij nam! — Czego nam jeszcze trzeba? I wtedy z salonu dobiegł dziwny dźwięk. Coś jak trzask, coś jak pisk. Nastka nasłuchiwała. Trzask powtórzył się. Na palcach, bezgłośnie, zdjęła kapcie i zaczęła się skradać. Pierwsze, co ją zaniepokoiło — Tadkowy grzbiet. Jakby się chował za kotarą oddzielającą przedpokój od salonu. Przysiadł na czterech łapach w napiętej pozie i z wywalonym jęzorem wpatrywał się w głąb pokoju. Nastka poprowadziła wzrokiem w tę samą stronę i aż się zmroziła — w oknie, a adekwatnie w lufciku, tkwiła połowa chłopa. Typowa bandycka, wygolona łepetyna, ręce i barki już w pokoju, a mężczyzna, stękając i napinając się, usiłował przeciągnąć przez lufcik swoje chude, żylaste ciało. Nie dowierzała, iż to dzieje się naprawdę. To niemożliwe! Co robić? Krzyknąć? On już prawie w środku! Jeszcze chwila i… Wzdrygnęła się, słysząc wrzask. Cień przemknął do okna — dopiero po chwili zorientowała się, iż to Tadek. Wskoczył na parapet i chwycił złodzieja za kark! „Aaaa!” — zawył facet niskim, chrapliwym głosem, oczy wybałuszył, jakby miały mu wyskoczyć z orbit. Nastka wybiegła na klatkę, wezwała sąsiadów, reszta już nie była straszna. Przylecieli ludzie, wezwali policję. Każdy chciał pomóc, choć wystarczyła sama obecność. Co by zrobiła sama? Pokonując strach Nastka podeszła bliżej — żeby Tadek nie przegryzł mu gardła, tego by jeszcze brakowało! Ale Tadek, mądry psiur, złapał facet za kołnierz i trzymał mocno, ale ostrożnie, choćby kropelki krwi nie uronił! Dopiero gdy rabuś próbował się szarpać, Tadek ściskał mocniej. Złoczyńca nieruchomiał — no, kumam, szefie — więc Tadek od razu poluźniał uścisk. Skąd on to wszystko wiedział? Ten gamoń z piłką zachował się jak pies weteran. Usłyszał hałas, sprawdził sytuację bez szczekania! Potem zrobił zasadzkę, pozwolił włamać się do połowy — żeby dobrze utkwił i nie uciekł — potem zaatakował i trzymał prawidłowym, zawodowym chwytem — nie udusił, nie skrzywdził. Dobrze wiedział: naszym zadaniem jest zatrzymać, a resztę niech zrobi sprawiedliwość. Najstarsi policjanci nie pamiętali, żeby złodziej tak bardzo się cieszył z zatrzymania. Facet przeżył taki strach w psich zębach, iż cieszył się, kiedy przyjechała policja, a pies nie chciał się odpuścić! Tak się wczuł, tak był dumny ze swojej zdobyczy, iż musieli go długo przekonywać, aż przyjechał przewodnik z oddziału. Dał komendę — i Tadek puścił! Wypluł rabusia, usiadł przy oknie i z oddaniem patrzył na policjanta — rozkazuj, panie władzo, wykonam wszystko! Ledwo mu się nie zasalutował. — Macie szczęście, iż macie takiego psa — policjant pogłaskał Tadka po karku z szacunkiem. — Przydałby się u nas w dochodzeniówce… Maks wrócił późnym wieczorem. Ostrożnie otworzył drzwi i stanął zdumiony w progu. Zdziwił się nie bez powodu. Po pierwsze: Tadek leżał na kanapie, co było kategorycznie zabronione. Po drugie: rozciągnięty na cztery łapy w najwygodniejszej, prawie nieprzyzwoitej pozycji, a Nastka drapała go po brzuchu, głaskała i pieściła, tylko się z nim nie całowała, mówiąc cicho: „Moja radości, mój źrebaczku mały, rośnij zdrowo! Ku uciesze taty i mamy! I jak ja mogłam być dla ciebie taka niesprawiedliwa… Ty się nie obrażaj…” Tę historię opowiedział mi na jednym z Festiwali Malczewskiego sam uczestnik wydarzeń — historyk sztuki. Tadek opowiedziałby pewnie lepiej: jak tropił, jak załatwił, jak przekazywał policji… To było dawno, ale historia żyje w pamięci. Wciąż czuję, jak Tadek łapie mnie za serce łapą — domaga się, żeby spisać tę opowieść, więc dzielę się nią z wami…