Książka

Prawdziwy tata kontra nowy mąż: emocjonalna walka o miejsce w rodzinie, trudne rozmowy i bolesne wybory Maksima, który musi zdecydować, kto naprawdę jest ojcem – opowieść o rozbitej rodzinie, konflikcie lojalności i budowaniu prawdziwych więzi w polskich realiach
Bydgoski Konwent Multifandomowy – Bykon 2026
— Znowu się liże! Maks, zabierz go stąd! Nastka patrzyła z irytacją na Tadka, który zupełnie bez sensu podskakiwał jej pod nogami. Jak mogliśmy trafić na takiego gamonia? Tak długo zastanawialiśmy się, wybieraliśmy rasę, radziliśmy się behawiorystów, zdawaliśmy sobie sprawę, jaka to odpowiedzialność. W końcu zdecydowaliśmy się na owczarka niemieckiego — miało być jak szampon trzy w jednym: wierny przyjaciel, stróż i obrońca. A tu tego obrońcę samemu trzeba przed kotami ratować… — Przecież on jeszcze mały. Poczekaj, urośnie, zobaczysz. — Ta… Już nie mogę się doczekać, kiedy ten koń podrośnie. Widziałeś, ile on je? Jak my go wykarmimy? Przestań tupać, baranie, dziecko obudzisz! — burczała Nastka, zbierając buty, które Tadek porozrzucał. Mieszkali na Mickiewicza, na parterze wielkiej, starej kamienicy z oknami tuż przy asfaltowym chodniku. Miejsce super, gdyby nie jedno „ale”. Okna wychodziły na ślepy zaułek podwórka, gdzie wieczorami snuły się cienie, zbierali się faceci na piwku i niejeden raz wybuchały bójki. Przez cały dzień Nastka była sama w domu z nowo narodzoną Kasią. Maks od rana pracował w Muzeum Narodowym, a każdą wolną chwilę spędzał na targach staroci i wśród straganów z książkami. Oko historyka sztuki — oko sokoła, jak żartowała Nastka — potrafiło wyłowić z tłumu prawdziwe dzieła, rzadkie książki i cenne przedmioty. Maks był zapalonym kolekcjonerem. Pomału w domu zebrała się niezła kolekcja obrazów, a w kredensie z lat 60. pyszniły się talerze ćmielowskiej porcelany, figurki z epoki socrealizmu i srebrna galanteria jeszcze z czasów międzywojnia… Nastkę niepokoiło zostawanie samej z tymi skarbami i malutką córką, zwłaszcza, iż kradzieże nie były rzadkością. — Nastka, jak myślisz, kiedy lepiej iść z Tadkiem na spacer? Teraz czy po obiedzie? — Nie wiem. I w ogóle, to nie jest mój psiaszczy problem! Usłyszawszy magiczne słowo „spacer”, Tadek poleciał jak szalony do przedpokoju — aż mu łapy się rozjeżdżały na zakręcie — chwycił smycz i wrócił z powrotem, podskakując niemal do sufitu. No, koń, nie pies. Wszystkich kocha, ze wszystkimi się przytula, wszystkim przynosi piłeczkę – tylko niech ktoś odważy się przyjść do gości! Dusza na wierzchu, cały do rany przyłóż, ale przecież wzięliśmy go dla ochrony! A ten choćby za kotami nie goni, tylko z piłeczką do nich biegnie, jakby mu się chciało zagrać. To nic dziwnego, iż parę razy oberwał po nosie. Koty na naszym podwórku to prawdziwe twardzielki — to je by trzeba było zatrudnić do ochrony! Jutro znów cały dzień sama — mąż jedzie do Kazimierza nad Wisłą na Festiwal z okazji urodzin Malczewskiego, a co jej zostaje? Stróżowanie przy porcelanie i spacery z tym uszatym gamoniem? Takie zmartwienia tylko u baby… O świcie mąż wstał po cichu, żeby jej nie zbudzić. Co z tego? Nastka słyszała, jak gwizda czajnik w kuchni, jak zabrzęczała smycz, jak Maks szuszczał na Tadka, żeby nie skomlał i nie tupał. Przy tych uspokajających dźwiękach Nastka przysnęła, a kiedy obudziła ją córka, Maksa już nie było. Dzień zaczął się zwyczajnie. Spokojny, domowy dzień — czyż nie na tym polega szczęście? Koleżanki wzdychały: „O, Nastka, tak wcześnie za mąż, miotasz się między mężem a dzieckiem, całe dnie w kuchni, życie cię pochłonęło…” Ale czyż w codzienności nie kryje się urok? Nie układa się wszystko tak, jak sobie wymarzyła, bywa trudno przez brak miejsca i pieniędzy, a najbardziej przez tę jego kolekcjonerską pasję, która tyle już połknęła… Teraz jeszcze przywiózł uszatego przyjaciela, a opiekować się nim musi Nastka. Ale wiedziała jedno — kochanych trzeba kochać z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nikt nie obiecywał ideałów. Zrozumiawszy to, poczuła spokój i postanowiła cieszyć się tym, co ma, a nie zadręczać tym, czego nie ma. Siedziała w pokoju dziecięcym i karmiła córkę, która przysypiała przy piersi, i trzeba było czekać, aż znów się obudzi i zacznie ssać. Zadzwonił dzwonek do drzwi, ale Nastka nie otworzyła. Nikogo się nie spodziewała, a do niej bez zapowiedzi przez pół miasta nikt nie jedzie. Ukochane poranne chwile! W domu cisza, tykają stare zegary w przedpokoju, a za oknem słychać znajome od dzieciństwa miejskie odgłosy — stukot tramwajów, szum aut, szuranie miotły po chodniku, dziecięce głosy… A gdzie uszat? Coś go dawno nie widać, aż dziwnie. Oczywiście, Tadek wcale nie jest uszatym, uszy stoją jak należy, charakter taki tylko ma. Gamoń, ot co. Teraz musisz z nim żyć, karmić go, wyprowadzać, a pożytku zero. Lepiej by było, gdyby wzięli yorka. Zawiesiła wzrok na córce, która najedzona odpadła od piersi jak pijawka od ręki. Cudna im się dziewczynka trafiła! Moje złotko — szeptała Nastka, układając córkę. Rośnij nam! — Czego nam jeszcze trzeba? I wtedy z salonu dobiegł dziwny dźwięk. Coś jak trzask, coś jak pisk. Nastka nasłuchiwała. Trzask powtórzył się. Na palcach, bezgłośnie, zdjęła kapcie i zaczęła się skradać. Pierwsze, co ją zaniepokoiło — Tadkowy grzbiet. Jakby się chował za kotarą oddzielającą przedpokój od salonu. Przysiadł na czterech łapach w napiętej pozie i z wywalonym jęzorem wpatrywał się w głąb pokoju. Nastka poprowadziła wzrokiem w tę samą stronę i aż się zmroziła — w oknie, a adekwatnie w lufciku, tkwiła połowa chłopa. Typowa bandycka, wygolona łepetyna, ręce i barki już w pokoju, a mężczyzna, stękając i napinając się, usiłował przeciągnąć przez lufcik swoje chude, żylaste ciało. Nie dowierzała, iż to dzieje się naprawdę. To niemożliwe! Co robić? Krzyknąć? On już prawie w środku! Jeszcze chwila i… Wzdrygnęła się, słysząc wrzask. Cień przemknął do okna — dopiero po chwili zorientowała się, iż to Tadek. Wskoczył na parapet i chwycił złodzieja za kark! „Aaaa!” — zawył facet niskim, chrapliwym głosem, oczy wybałuszył, jakby miały mu wyskoczyć z orbit. Nastka wybiegła na klatkę, wezwała sąsiadów, reszta już nie była straszna. Przylecieli ludzie, wezwali policję. Każdy chciał pomóc, choć wystarczyła sama obecność. Co by zrobiła sama? Pokonując strach Nastka podeszła bliżej — żeby Tadek nie przegryzł mu gardła, tego by jeszcze brakowało! Ale Tadek, mądry psiur, złapał facet za kołnierz i trzymał mocno, ale ostrożnie, choćby kropelki krwi nie uronił! Dopiero gdy rabuś próbował się szarpać, Tadek ściskał mocniej. Złoczyńca nieruchomiał — no, kumam, szefie — więc Tadek od razu poluźniał uścisk. Skąd on to wszystko wiedział? Ten gamoń z piłką zachował się jak pies weteran. Usłyszał hałas, sprawdził sytuację bez szczekania! Potem zrobił zasadzkę, pozwolił włamać się do połowy — żeby dobrze utkwił i nie uciekł — potem zaatakował i trzymał prawidłowym, zawodowym chwytem — nie udusił, nie skrzywdził. Dobrze wiedział: naszym zadaniem jest zatrzymać, a resztę niech zrobi sprawiedliwość. Najstarsi policjanci nie pamiętali, żeby złodziej tak bardzo się cieszył z zatrzymania. Facet przeżył taki strach w psich zębach, iż cieszył się, kiedy przyjechała policja, a pies nie chciał się odpuścić! Tak się wczuł, tak był dumny ze swojej zdobyczy, iż musieli go długo przekonywać, aż przyjechał przewodnik z oddziału. Dał komendę — i Tadek puścił! Wypluł rabusia, usiadł przy oknie i z oddaniem patrzył na policjanta — rozkazuj, panie władzo, wykonam wszystko! Ledwo mu się nie zasalutował. — Macie szczęście, iż macie takiego psa — policjant pogłaskał Tadka po karku z szacunkiem. — Przydałby się u nas w dochodzeniówce… Maks wrócił późnym wieczorem. Ostrożnie otworzył drzwi i stanął zdumiony w progu. Zdziwił się nie bez powodu. Po pierwsze: Tadek leżał na kanapie, co było kategorycznie zabronione. Po drugie: rozciągnięty na cztery łapy w najwygodniejszej, prawie nieprzyzwoitej pozycji, a Nastka drapała go po brzuchu, głaskała i pieściła, tylko się z nim nie całowała, mówiąc cicho: „Moja radości, mój źrebaczku mały, rośnij zdrowo! Ku uciesze taty i mamy! I jak ja mogłam być dla ciebie taka niesprawiedliwa… Ty się nie obrażaj…” Tę historię opowiedział mi na jednym z Festiwali Malczewskiego sam uczestnik wydarzeń — historyk sztuki. Tadek opowiedziałby pewnie lepiej: jak tropił, jak załatwił, jak przekazywał policji… To było dawno, ale historia żyje w pamięci. Wciąż czuję, jak Tadek łapie mnie za serce łapą — domaga się, żeby spisać tę opowieść, więc dzielę się nią z wami…
„Doktor No” – szósta powieść Iana Fleminga o Jamesie Bondzie już w sprzedaży
Teresa Siudem: Obowiązkowa lektura dla wszystkich urzędnika
Przez lata byłam cichym cieniem między regałami wielkiej biblioteki miejskiej – nikt mnie nie dostrzegał, a tak właśnie miało być… czyżby? Jestem Aisha, miałam 32 lata, gdy zaczęłam sprzątać gmach biblioteki po nagłej śmierci męża, zostając sama z ośmioletnią córką Imani. Ból wciąż ściskał gardło, ale nie było czasu w łzy – musiałyśmy przetrwać, a rachunki nie płaciły się same. To jest moja mama. Dziesięcioletnia tajemnica, która zburzyła świat milionera… Jakub Kosiński miał wszystko: fortunę, prestiż i rezydencję marzeń wśród warszawskich wzgórz. Był założycielem jednej z najbardziej wpływowych firm technologicznych w Polsce, budując przez dwie dekady imperium, które uczyniło go nazwiskiem budzącym respekt. Jednak każdego wieczora, wracając do cichej willi, czuł, jak echo pustki zagłusza najpiękniejsze obrazy i najdroższe wina. Tę pustkę zostawiła żona Ewa, która zniknęła pół roku po ślubie bez śladu – bez listu, bez świadków. Została tylko sukienka na krześle i brakujący perłowy wisiorek. Policja rozważała porwanie lub zbrodnię, ale sprawa stanęła w miejscu i Jakub już nigdy nie założył obrączki. Codziennie rano jechał przez Stare Miasto do biura, mijając piekarnię, gdzie w witrynie wisiały zdjęcia ślubne par z okolicy. Jego i Ewy fotografia, zrobiona dziesięć lat temu przez siostrę piekarza, zwisała pod sufitem. Tego dnia, w deszczowy czwartek, los pchnął wszystko ku zmianie. Samochód zatrzymał się przed piekarnią, a Jakub, patrząc przez szybę, zobaczył: chłopca boso, przemokłego, z potarganymi włosami i za dużą koszulą, wpatrującego się w zdjęcie. Szepnął sprzedawcy: — To jest moja mama. Serce Jakuba ścisnęło się. Otworzył szybę i spojrzał uważnie – te same rysy policzków, spojrzenie, piwne oczy z zielonymi refleksami… jak u Ewy. — Hej, chłopcze! Co powiedziałeś? — zapytał. — To moja mama — powtórzył chłopiec, wskazując na fotografię. — Śpiewała mi do snu, ale pewnego dnia po prostu zniknęła. Nigdy nie wróciła. — Jak masz na imię? — zapytał Jakub, ignorując kierowcę i deszcz. — Mikołaj — odpowiedział drżącym głosem chłopak. — Gdzie mieszkasz? — Nigdzie. Czasem pod mostem, czasem przy torach. — Pamiętasz coś jeszcze o mamie? — Lubiła róże i miała naszyjnik z białym kamieniem. Jakiejś perły… Jakub poczuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg — Ewa zawsze nosiła ten wisiorek, jedyny w swoim rodzaju, po matce. — Czy znałeś swojego tatę? — Nie. Byliśmy sami, póki nie zniknęła. Piekarz potwierdził, iż chłopiec często zagląda i patrzy w milczeniu na zdjęcie. Jakub odwołał wszystkie spotkania, zabrał Mikołaja na śniadanie, słuchał w napięciu jego historii: stara maskotka imieniem Max, mieszkanie z zielonymi ścianami, kołysanki… Czekało już tylko na badanie DNA, choć Jakub sercem wiedział: Mikołaj to jego syn. Tylko gdzie przez te lata była Ewa? Co się z nią stało i dlaczego zniknęła z ich dzieckiem? Odpowiedzi kryła karteczka znaleziona w maskotce… Cdn. W następnym rozdziale: List znaleziony w kieszeni misia Maxa prowadzi do adresu w Tatrach… i do imienia, którego Jakub nigdy nie spodziewał się usłyszeć ponownie. — Naczelny bibliotekarz, pan Nowacki, miał srogą twarz i spokojny głos. Spojrzał na mnie z góry i oznajmił chłodno: — Może pani zacząć od jutra… byleby dziecko nie robiło hałasu i nie rzucało się w oczy. Nie miałam wyboru – zgodziłam się. W bibliotece znalazł się zapomniany kącik przy archiwach, z łóżkiem i spaloną żarówką – tam spałyśmy z Imani. Każdej nocy, kiedy Warszawa pogrążała się we śnie, ścierałam kurze z półek, polerowałam stoły, opróżniałam kosze pełne papierów i opakowań. Dla wszystkich byłam tylko „panią od sprzątania”. Ale Imani patrzyła inaczej – z dreszczem odkrywcy. Codziennie szeptała: — Mamo, ja kiedyś napiszę książki, które wszyscy będą czytać. Uczyłam ją czytać na starych, zniszczonych książkach z darmowych zbiorów. Siadała na podłodze i pochłaniała opowieści z odległych światów przy słabej żarówce. Gdy skończyła dwanaście lat, zdobyłam się na odwagę i poprosiłam pana Nowackiego o ogromną – jak dla mnie – przysługę: — Proszę, niech moja córka może korzystać z głównej czytelni. Kocha książki. Odrobię więcej godzin, choćby zapłacę z oszczędności. Odpowiedział śmiechem: — Główna czytelnia to miejsce dla gości, nie dla dzieci personelu. Zostało po staremu – Imani w milczeniu czytała w archiwach. Gdy miała szesnaście lat, pisała już do szuflady opowiadania, które zaczęły wygrywać lokalne konkursy. Traf chciał, iż uniwersytecki profesor dostrzegł jej talent. — Ta dziewczyna ma dar. Może być głosem wielu, powiedział i pomógł nam zdobyć stypendium – Imani dostała się na kurs literacki w Anglii. Kiedy przekazałam wieść panu Nowackiemu, widziałam, jak jego mina się zmienia. — Chwileczkę… ta dziewczyna z archiwum to twoja córka? — spytał. — Tak, ta sama, która dorastała, gdy ja czyściłam twoją bibliotekę. Imani wyjechała, a ja przez cały czas byłam niewidzialna – dopóki los nie dokonał zwrotu. Biblioteka popadła w tarapaty, miasto obcięło dotacje, czytelników nie przybywało, groziło zamknięcie. „Nikomu już nie zależy”, wzruszały ramionami władze. Wtem przyszedł list z Anglii: „Nazywam się dr Imani Nkosi, jestem autorką i naukowczynią. Chcę pomóc – znam tę bibliotekę bardzo dobrze.” Gdy weszła – wysoka, pewna siebie – nikt jej nie poznał. Stanęła przed panem Nowackim i powiedziała: — Kiedyś powiedział pan, iż główna sala nie jest dla dzieci personelu. Dziś przyszłość tej biblioteki leży w rękach jednej z nich. Bibliotekarz rozkleił się, łzy popłynęły mu po policzkach. — Przepraszam… nie wiedziałem. — Ja wiedziałam — szepnęła Imani łagodnie. — I wybaczam, bo moja mama nauczyła mnie, iż słowa mogą zmieniać świat, choćby gdy nikt ich nie słyszy. W kilka miesięcy Imani odmieniła bibliotekę: sprowadziła nowe książki, ruszyła warsztaty pisarskie, programy dla młodzieży, odmówiła wynagrodzenia. Zostawiła mi tylko liścik: „Ta biblioteka widziała we mnie cień. Teraz chodzę z podniesioną głową – nie z dumy, ale za wszystkie mamy, które sprzątają, by ich córki mogły napisać własną historię.” Dziś mam jasny dom z uroczą biblioteczką, zwiedziłam świat i zobaczyłam morze, poczułam wiatr w miejscach, które znałam tylko z książek córeczki. Teraz siedzę w odnowionej sali, patrzę, jak dzieci czytają przy świetle, które wymarzyła dla nich moja córka. Za każdym razem, gdy słyszę w radiu „dr Imani Nkosi” lub widzę jej nazwisko na okładce, uśmiecham się. Bo kiedyś byłam tylko kobietą od sprzątania. A dziś jestem matką tej, która przywróciła naszemu miastu historie.
Ostatnia szansa na spotkanie z Ewą Woydyłło i premierę jej nowej książki!
"Rywale" | Dramat, dowcip i pożądanie w 2. sezonie nagradzanego serialu Disney+
Netflix prezentuje swoją Lalkę. Może być tak samo dobra, jak ta kinowa
Madagaskar – ósmy kontynent relacja ze spotkania z Piotrem Kowalczykiem.
Opinia publiczna
Tajemnice natury
Netflix odkrywa karty. Zapowiedź polskiej megapremiery!
Posłuchaj i dołącz ... 9.02.26 - Antków dwóch .. / Dobromir
Pierwsza po Noblu powieść Jona Fossego. Przeczytaj przedpremierowo fragment książki „Vaim”
Romantyzm – powtórzenie wiadomości
Jak ptak na wabik: Dziewczyny, wychodźcie za mąż raz i na zawsze – do ostatniego tchu być z ukochanym, bez szukania ideału po świecie. Żonaty mężczyzna to tabu – nie dajcie się zwieść chwilowym fascynacjom, bo szczęście was ominie. Moi rodzice są razem pół wieku – ich miłość jest dla mnie wzorem. I choć przyszło mi samej zmierzyć się z losem, zdradą, samotnością i nową nadzieją, wiem jedno: trzeba odnaleźć swoją drugą połówkę i strzec jej jak największego skarbu. To opowieść o siostrze, rywalizacji o rodzicielską miłość, o moim ślubie z Egorem – wojskowym, o rodzinnych dramatach lat 90., o spotkaniu z lekarzem, który mógł stać się zakazanym uczuciem, o rozwodzie, narodzinach Tani i zabieganiu o szczęście u boku nowego mężczyzny – mojego Vaszy. Trzydzieści lat miłości, poświęcenia i walki o rodzinę, która stała się moją przystanią.
"Kto zabrał mój ser?" — książka, która zmienia myślenie o kryzysie i zmianie
Dlaczego "Imię róży" wciąż nas uwodzi
Zakazana miłość w świecie podziałów. Opowieść o nadziei i tragedii
Andrzej Sapkowski przyznał, co sądzi o AI. Padło niecodzienne porównanie
Kielecka produkcja w finale konkursu „Klasyka Żywa”
"Synu, gubernator za decydował o twoim uwolnieniu". Allen Iverson wyszedł z więzienia dzięki Douglasowi Wilderowi
"Bóg to konstrukt, śliczne dziewczyny są prawdziwe". Duchowy guru w aktach Epsteina
Książka Ebook "Tylko ona została" Riley Sager - recenzja
Rozpoczynamy sezon targowy. Pierwszy przystanek – Gdynia
Andrzej Sapkowski zdradził co sądzi o AI w literaturze. Twórca Wiedźmina zdecydowanie nie gryzł się w język
„Księga herbaty” na Wolnych Lekturach
[Recenzja] „Filmowy wehikuł czasu” Harry Harrison
Magnolie zakwitną nocą - recenzja książki
Zwiastun, który rozpalił internet. Fani już wiedzą, o kim będzie 5. sezon „Bridgertonów”
Muzeum Krakowa: Młodopolskie witraże — światło, symbol i inspiracja
Opowieści znad stawu cz. 3
Jest zwiastun "Lalki". Netflix poszedł na całość
LALKA – nowa zapowiedź serialu Netflixa
„Zapiski z Kociego Kraju” – satyra polityczna jako dystopia z elementami science-fiction
Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i Oddziałach 10–15.02.2026
Badacze przeanalizowali „Świat Dysku” Terry’ego Pratchetta. Książki wskazywały na pierwsze objawy choroby pisarza już na 10 lat przed diagnozą
Ulubieniec Hollywood powraca w nowej roli. Finałowy zwiastun robi wrażenie
Pamięć rzeczy. Sto lat – sto spojrzeń na kolekcję Muzeum Hutnictwa w Chorzowie
Znamy datę premiery dokumentu o Edycie Górniak. SkyShowtime podał szczegóły
Avengers: Doomsday to ostatni taniec starych X-Menów. Pomocnicy Dooma są z nim z wyboru
Strażnicy Galaktyki 3 to dzisiejszy Mega Hit. Tego filmu nie wolno przegapić
Grunwald oczami wrocławskich artystów. Premiera zina i dwugodzinna wystawa w niedostępnej na co dzień sali uniwersyteckiej
NVIDIA wnioskuje o oddalenie pozwu, ponieważ brak dowodów na trenowanie AI pirackimi książkami
Pedro Pascal zatańczył na scenie podczas występu Bad Bunny'ego. Zdjęcia mówią wszystko
Twórcy Clair Obscur: Expedition 33 docenieni. Otrzymali prestiżowe odznaczenie
Rodzinna żona – Sekret długiego małżeństwa, zgubione szczęście Asi, porcelanowe figurki i spóźnione przeprosiny brata: opowieść o miłości, cierpliwości i trudnych wyborach życiowych w polskiej rodzinie
Ołowiane dzieci, nieczyste sumienia. Serial Netfliksa o "doktórce od familoków" mógł być wybitny. Jest pewne "ale" [RECENZJA]
Być jak Bad Bunny. Spektaklu na Super Bowl nie da się zagłuszyć [OPINIA]