Książka

14 historii, które pokazują, jak codzienna życzliwość buduje więzi w rodzinie patchworkowej
Pisarze zdradzili, czy używają AI w przełamaniu kryzysu twórczego. Większość z nich odpowiedziała „tak”, ale z innych powodów
Brooklyn Beckham chce wydać książkę. Zamierza ujawnić wszystkie sekrety rodziny
MISECZKI z ciasta francuskiego z nadzieniem twarogowym
IX Stalowe Granie
Marta Cienkowska nie zgadza się na radną KO jako dyrektorkę w Muzeum Literatury
Tajemniczy zgon w lesie - kto zabił?
5 lat temu zmarł Henryk Jerzy Chmielewski – Papcio Chmiel
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Tydzień zanim umrę – koreański bestseller o życiu, miłości i śmierci
Zimowe literackie odkrycia w Bibliotece Czwórka!
Pracownia literatury mówionej - warsztaty teatralne (Fyrtel Główna, ul. Główna 42, Poznań)
Zamek Czyta: Spotkanie autorskie z Joanną Ostrowską (CK Zamek, ul. Św. Marcin 80/82)
Ferie z nowościami książkowymi w Bibliotece Białołęka – odkryj wyjątkowe tytuły!
Sprzedany przyjaciel. Opowieść dziadka I on mnie zrozumiał! Nie było mi wesoło, zrozumiałem, iż to głupi pomysł. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, a potem pojął, iż naprawdę go sprzedałem. Czasy były… no cóż, każdy miał swoje. Jednemu all inclusive nie w smak, a innemu czarnego chleba z kiełbasą w zupełności wystarcza. Tak i my żyliśmy różnie, wszystko się zdarzało. Mały byłem wtedy. Wujek mój, wujek Jurek, brat mamy, sprezentował mi szczeniaka owczarka i byłem szczęśliwy. Szczeniak się do mnie przywiązał, rozumiał mnie bez słów, patrzył w oczy i czekał, czekał aż mu wydam komendę. – Leżeć – czekałem chwilę i mówiłem, a on kładł się, wiernie patrząc w oczy, gotów, wydawało się, oddać za mnie życie. – Waruj – komenderowałem, a szczeniak natychmiast podnosił się na grubych łapkach i zamierał, przełykając ślinkę. Czekał, czekał na nagrodę, na smaczny kąsek. A ja nie miałem go czym poczęstować. Sami wtedy głodowaliśmy. Takie były czasy. Wujek Jurek, co podarował mi szczeniaka, powiedział kiedyś: – Nie martw się, chłopaku, patrz, jaki on wierny i oddany. Sprzedaj go, a potem zawołaj, on i tak ucieknie do ciebie. Nikt nie zauważy. Będziesz miał pieniążki. Kupisz sobie i mamie coś do jedzenia i jemu. Posłuchaj wujka, dobrze mówię. Spodobał mi się ten pomysł. Nie pomyślałem wtedy, iż to nieładnie. Dorosły przecież doradził, to pewnie żart, a prezent kupię. Szepnąłem Wiernemu do ciepłego futrzastego ucha, iż go oddam, a potem zawołam – niech przyjdzie do mnie, ucieknie od obcych. I on mnie zrozumiał! Szczeknął, iż tak zrobi. Następnego dnia założyłem mu smycz i poszliśmy na stację. Tam wszyscy coś sprzedawali. I kwiaty, ogórki, i jabłka. Z pociągu wysypał się tłum, zaczęli kupować, targować się. Wysunąłem się do przodu, szczeniaka trzymałem bliżej. Ale nikt nie podchodził. Prawie wszyscy już przeszli, ale wtem pewien pan o surowym wyrazie twarzy podszedł i do mnie: – Chłopcze, na kogo czekasz? A może pieska chcesz sprzedać? Fajny szczeniak, biorę, niech ci będzie – i wsunął mi pieniądze w dłoń. Oddałem mu smycz, Wierny rozglądał się i radośnie kichnął. – No dawaj, Wierny, idź, przyjacielu, idź – szepnąłem mu – zawołam cię, idź. Poszedł z tym panem, a ja, chowając się, poszedłem za nim – zobaczyć, gdzie zawiódł mojego psa. Wieczorem przyniosłem do domu chleb, kiełbasę i cukierki. Mama surowo spytała: – Ukradłeś skądś, czy co? – Nie, mamo, pomogłem rzeczy zanieść na stacji, to dali. – No to dobrze, synku, idź spać, zmęczona jestem, zjedz i chodź spać. choćby nie zapytała o Wiernego, choćby jej nie zależało. Wujek Jurek przyszedł rano. Szykowałem się do szkoły, choć sercem chciałem biec do Wiernego, przywołać go. – No i co – zaśmiał się – sprzedałeś przyjaciela? I pogłaskał mnie po głowie. Wykręciłem się i nic nie odpowiedziałem. I tak całą noc nie spałem, chleba z kiełbasą nie tknąłem, przez gardło nie przeszło. Nie było wesoło, zrozumiałem, iż to durny pomysł. Nie na darmo mama nie lubiła wujka Jurka. – Głupi on, nie słuchaj go – mówiła mi. Złapałem tornister i wypadłem z domu. Dom był trzy przecznice dalej, przebiegłem na jednym wdechu. Wierny siedział za wysokim płotem, przywiązany grubym sznurem. Wołałem go, ale patrzył na mnie smutno, głowę miał na łapkach, machał ogonem, próbował szczekać, ale głos mu się łamał. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, a potem zrozumiał, iż naprawdę go sprzedałem. Wyszedł gospodarz i surowo skarcił Wiernego. Wierny podkulił ogon. Wtedy zrozumiałem, iż sprawa przegrana. Wieczorem na stacji nosiłem torby. Płacili mało, ale dorobiłem, ile trzeba. Bałem się, ale podszedłem pod furtkę i zapukałem. Znajomy pan otworzył: – O, chłopaku, czego tu szukasz? – Proszę pana, ja się rozmyśliłem. Tu… – i oddałem mu pieniądze za Wiernego. Popatrzył na mnie spode łba, bez słowa wziął kasę i odwiązał Wiernego: – No dobra, zabieraj go – tęskni za tobą, nic z niego nie będzie za stróża, ale patrz, może nie wybaczy ci tego. Wierny patrzył na mnie smutno. Zabawa stała się dla nas obojga próbą. Potem podszedł, polizał mnie po ręce i przytulił nosem do brzucha. Od tamtej pory minęło wiele lat, ale zrozumiałem, iż nigdy – choćby dla żartu – nie wolno sprzedawać przyjaciół. A mama wtedy się ucieszyła: – Wczoraj byłam zmęczona, a potem myślę, a gdzie nasz pies? Już się przyzwyczaiłam, nasz on, Wierny! A wujek Jurek rzadziej nas odwiedzał, jego żarty przestały nam się podobać.
Red, White & Royal Blue 2 z istotną aktualizacją. Znamy dwójkę nowych aktorów
Pamięć nie jest archiwum. Jest rozmową. Wydarzenia kulturalne w ramach projektu Pamięć | זכרון
Zawsze będę z Tobą, mamo. Prawdziwa opowieść, w którą aż trudno uwierzyć Babcia Wanda nie mogła się doczekać wieczoru. Jej sąsiadka Natalia, samotna kobieta przed pięćdziesiątką, opowiedziała jej coś tak niezwykłego, iż aż w głowie się nie mieściło. Na dowód zaprosiła Wandę do siebie, by pokazać jej coś osobiście. Tymczasem wszystko zaczęło się od zwyczajnej rozmowy w drodze do sklepu: “Kup coś, babciu Wandziu? Idę do osiedlowego, chcę upiec placek i jeszcze kilka drobiazgów.” – “Zawsze widziałam w Tobie dobrą i troskliwą kobietę, Natalia. Pamiętam Cię jeszcze jako dziewczynkę. Szkoda, iż życie się nie ułożyło, wciąż sama… A jednak nie narzekasz i nie użalasz się nad sobą jak niektórzy…” Tak zaczyna się niezwykła historia – historia miłości, cierpienia i niesamowitej więzi między matką i córką, która przetrwała choćby śmierć. Gdy Natalia po latach żałoby, samotności i tęsknoty odkrywa, iż jej ukochana córeczka Marianna przychodzi do niej nocą z innego świata, wszystko się zmienia. Przyjdźcie i posłuchajcie tej poruszającej opowieści, w której świat realny splata się z tym, co niewidzialne, a siła matczynej miłości pokonuje wszelkie granice.
„NATO może przestać istnieć w kilka dni. Wykorzystajcie istniejące dokumenty!” - prof. Sarah Paine
Mowa ciała Donalda Trumpa wszystko zdradziła. "Unikał tego, co było z przodu"
PRL: dobrodziejstwo czy przekleństwo?
Sprzedany przyjaciel. Opowieść dziadka I zrozumiał mnie! Nie było wesoło, zrozumiałem, iż to głupi pomysł. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, a potem pojął, iż go sprzedałem. Czasy, wiadomo, dla wszystkich inne. Dla jednych wakacje all inclusive to nie szczyt marzeń, a inni byliby szczęśliwi mając do syta czarnego chleba z kiełbasą. Różnie więc u nas bywało, bywały wzloty i upadki. Mały wtedy byłem. Mój wujek podarował mi szczeniaka owczarka i byłem przeszczęśliwy. Szczeniak przywiązał się do mnie, rozumiał mnie bez słów, patrzył w oczy i czekał, czekał na moją komendę. — Leżeć — mówiłem po chwili, a on leżał, wiernie wpatrzony w oczy, gotów chyba dać się za mnie pokroić. — Waruj! — komenderowałem, a szczeniak wstawał na grube łapy i zamierał, przełykając ślinę. Czekał, czekał na nagrodę, na smaczny kąsek. A ja nie miałem czym go poczęstować — sami wtedy głodowaliśmy. Takie to były czasy. Mój wujek, wujek Mirek, brat mamy, ten co mi dał szczeniaka, powiedział mi raz: — Ej, nie martw się, chłopak, patrz jaki on wierny, oddany! Sprzedaj go, a potem zawołaj, ucieknie do ciebie. Nikt nie zobaczy. A pieniążki będą — kupisz coś i sobie, i mamie, i choćby jemu. Słuchaj wujka, wiem, co mówię. Spodobał mi się ten pomysł. Nie pomyślałem wtedy, iż to nie w porządku. Dorosły przecież podpowiedział, niby żart, a ja kupię smakołyki. Wyszeptałem Wiernemu do ciepłego kudłatego ucha, iż oddam go, a potem zawołam i żeby uciekał do mnie od obcych. I zrozumiał mnie! Szczeknął, iż tak zrobi. Następnego dnia założyłem mu smycz i poszedłem z nim na dworzec. Tam wszyscy coś sprzedawali — kwiaty, ogórki, jabłka. Wysiedli ludzie z pociągu, zaczęli kupować, targować się. Wysunąłem się trochę do przodu z psem przy nodze, ale nikt nie podchodził. W końcu większość już przeszła, kiedy podszedł do mnie facet o surowej twarzy: — Chłopaku, co tu robisz, na kogo czekasz? Albo może pieska sprzedajesz? No, mocny szczeniak, biorę, daję ci pieniądze. Przekazałem mu smycz, Wierny rozejrzał się i kichał wesoło. — No idź, Wierny, idź, przyjacielu, idź — wyszeptałem — zawołam cię potem, uciekaj wtedy! I poszedł z tym facetem, a ja ukryty, patrzyłem dokąd prowadzi mojego psa. Wieczorem przyniosłem do domu chleb, kiełbasę i cukierki. Mama zapytała surowo: — Ukradłeś komuś czy co? — Nie, mamo, rzeczy ludziom poniosłem na dworcu, dali mi za to. — No to dobrze, synku, chodź jeść i spać, zmęczona jestem. Nie spytała choćby o Wiernego, zresztą mało ją to obchodziło. Wujek Mirek przyszedł rano. Szykowałem się do szkoły, choć chciałem lecieć prosto po Wiernego. — I co? — zaśmiał się — sprzedałeś przyjaciela? I poklepał mnie po głowie. Odsunąłem się i nie odpowiedziałem. I tak nie spałem w nocy, choćby chleba z kiełbasą nie ruszyłem. Nie było wesoło, zrozumiałem, iż to głupia sprawa. Nie dziwię się, iż mama nie lubiła wujka Mirka. — Głupi on, nie słuchaj go — mawiała. Chwyciłem tornister i wybiegłem z domu. Do tamtego domu były trzy ulice, przebyłem je na jednym wdechu. Wierny siedział za wysokim płotem, uwiązany grubą liną. Wołałem go, ale patrzył na mnie smutno, głowę kładł na łapkach, merdał ogonem, próbował szczekać, ale głosu mu brakło. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, ale pojął, iż go sprzedałem. Wtedy na podwórko wyszedł właściciel i syknął na Wiernego. Ten podkulił ogon i wiedziałem, iż sprawa przegrana. Wieczorem znów dźwigałem na dworcu rzeczy ludzi i zarobiłem wymaganą kwotę. Bałem się, ale zapukałem do furtki znanego już mężczyzny. — A chłopaku, czego tu znowu? — zapytał. — Proszę pana, ja się rozmyśliłem, tu są pieniądze, które mi pan dał za Wiernego. Mężczyzna spojrzał na mnie z ukosa, odebrał pieniądze i odwiązał psa: — Bierz, chłopaku. On tęskni, nie będzie z niego stróża, ale uważaj, może ci nie wybaczyć. Wierny patrzył na mnie ponuro. Zabawa zamieniła się dla nas w ciężką próbę. Potem podszedł, polizał mnie po ręce i nosem trącił po brzuchu. Minęło od tego czasu wiele lat, ale zrozumiałem, iż przyjaciół nigdy, choćby dla żartu, się nie sprzedaje. A mama wtedy się ucieszyła: — Wczoraj, zmęczona byłam, ale potem myślę, gdzie mój pies? Już się do niego przyzwyczaiłam, nasz on jest, Wierny! A wujek Mirek rzadko już nas odwiedzał, jego żarty nam się nie podobały.
Katarzyna Grochola została babcią w wieku 43 lat. Jaką babcią jest pisarka?
Wielka nowość od Spotify. Papierowe książki przemówią
Syn nie chce zabrać mamy do siebie, bo w jego domu jest tylko jedna pani domu – i to jestem ja! Opowieść o rodzinnych napięciach, trosce o teściową Barbarę i oczekiwaniach bliskich – czy syn naprawdę powinien zamieszkać z matką?
„Lubiewo” dotarło do Wrocławia. W sobotę premiera scenicznej adaptacji powieści Michała Witkowskiego
Tom poetycki „Kobziarz” Tarasa Szewczenki na Wolnych Lekturach
"Sprawa siostry Richarda już od dawna budziła jej niepokój" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Nie odchodź, mamo. Polska opowieść rodzinna pełna mądrości, tęsknoty i miłości matki, która uczy się patrzeć sercem na wybory córki i zięcia
Jak czytanie zmienia mózg? 5 naukowych powodów, żeby sięgnąć po książkę
Po jakie książki najchętniej sięgaliśmy w 2025 roku?
Kostię nawiedzają duchy. Pojawiają się po odtworzeniu ich ulubionej potrawy [FRAGMENT KSIĄŻKI]
„Jakby patrzeć na książkę w twardej oprawie.” Gracze są zgodni czemu fizyczne wydania gier były tak świetne
Kolory zła: Czerń - zdjęcia z filmu. To kontynuacja hitu Netflixa!
Będzie specjalny film "TO". Stephen King go pobłogosławił
Przyjechałam z tęsknoty, by odwiedzić córkę, ale moje własne dzieci są dla mnie jak obcy – opowieść polskiej matki o dorosłych dzieciach i samotności
Sprzedany przyjaciel. Opowieść dziadka I on mnie zrozumiał! Wcale nie było mi wesoło, pojąłem, iż to był głupi pomysł. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, a potem zrozumiał, iż naprawdę go sprzedałem. Czasy zawsze bywają różne – komuś choćby all inclusive nie wystarczy, a dla kogoś innego wystarczy kawałek czarnego chleba z kiełbasą. I myśmy różnie żyli, bywało rozmaicie. Byłem wtedy mały. Wujek mój, wujek Mirek, brat mamy, podarował mi szczeniaka owczarka i wtedy byłem najszczęśliwszy na świecie. Psiak przywiązał się do mnie, rozumiał mnie bez słów, patrzył w oczy i czekał, aż dam mu sygnał. – Leżeć, – mówiłem, przeciągając, a on kładł się, wiernie patrzył w oczy, gotów chyba umrzeć za mnie. – Waruj, – komenderowałem, a psiak natychmiast podnosił swoje grube łapy i zastygał, przełykając ślinkę. Czekał, czekał na nagrodę, czekał na smakołyk. A ja nie miałem czym go poczęstować. Sami wtedy głodowaliśmy. Takie to były czasy. Wujek Mirek, co podarował mi szczeniaka, raz powiedział mi: – Nie martw się, chłopak, zobacz, jaki on wierny, oddany. Sprzedaj go, a potem go zawołaj, to i tak do ciebie wróci. Przecież nikt nie zobaczy. Będziesz miał pieniądze – kupisz sobie i jemu oraz mamie jakąś przekąskę. Posłuchaj wujka, dobrze radzę. Spodobał mi się ten pomysł. Wtedy nie pomyślałem, iż tak nie wolno. Dorosły przecież doradził, to chyba żart, przynajmniej coś kupię. Szepnąłem wiernemu psu do ciepłego, kudłatego ucha, iż go oddam, ale potem zawołam i żeby przyszedł do mnie, uciekł obcym. I on mnie zrozumiał! Szczeknął, iż tak zrobi. Następnego dnia założyłem mu smycz i zaprowadziłem na rynek pod domem kultury. Tam wszyscy coś sprzedawali: i kwiaty, i ogórki, i jabłka. Jak wysiadał tłum z autobusu, zaczęli kupować i się targować. Wysunąłem się trochę do przodu i przyciągnąłem psa. Ale nikt nie podchodził. Prawie już wszyscy przeszli, aż tu jakiś facet z poważną miną podszedł do mnie: – Ty, chłopak, na kogo czekasz, czy może psa sprzedajesz? Fajny szczeniak, biorę! – I wcisnął mi pieniądze do ręki. Oddałem mu smycz, Wierny zakręcił głową i wesoło kichnął. – No jazda, Wierny, idź, przyjacielu, idź – szepnąłem mu – zawołam cię, przyjdź do mnie! I poszedł z mężczyzną, a ja ukradkiem poszedłem zobaczyć, gdzie prowadzi mojego przyjaciela. Wieczorem przyniosłem do domu chleb, kiełbasę i trochę cukierków. Mama popatrzyła surowo: – Ukradłeś komuś, czy co? – Nie, mamo, rzeczy podniosłem na rynku, ktoś zapłacił. – No to brawo synku, jedz i idź spać, zmęczona jestem. choćby nie zapytała o Wiernego, nie była nim zainteresowana. Wujek Mirek przyszedł rano. Szykowałem się do szkoły, chociaż sam chciałem biec do Wiernego, zawołać go. – No i co – zaśmiał się – sprzedałeś przyjaciela? I potargał mnie po głowie. Wyrwałem się i nie odpowiedziałem. Całą noc i tak nie spałem, chleba z kiełbasą nie jadłem, nie przechodziło przez gardło. Wcale nie było mi wesoło, pojąłem, iż to był głupi pomysł. Nie na darmo mama nie lubiła wujka Mirka. – Głupi on, nie słuchaj go – powtarzała. Chwyciłem tornister i wybiegłem z domu. Do tamtego domu były trzy ulice, a ja przebiegłem je jednym tchem. Wierny siedział za wysokim płotem, przywiązany grubą liną. Wołałem go, ale tylko smutno patrzył, położył głowę na łapach, machał ogonem, próbował szczekać, ale głos się łamał. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, a potem zrozumiał, iż naprawdę go sprzedałem. Wyszedł na podwórze właściciel i ostrzegawczo cmoknął na Wiernego. Ten podwinął ogon i wiedziałem, iż sprawa przegrana. Wieczorem nosiłem rzeczy na rynku, płacili niewiele, ale zarobiłem tyle, ile potrzeba. Bałem się, ale poszedłem pod furtkę i zapukałem. Znajomy facet otworzył: – A ty, chłopak, po co tu przyszedłeś? – Panie, ja przemyślałem, proszę, tu są pieniądze, co pan mi dał za Wiernego. – Facet zmrużył oczy, bez słowa wziął pieniądze i odwiązał psa: – Słuchaj chłopak, zabieraj go, tęskni za tobą, ze stróża z niego nic nie będzie, ale uważaj, może ci tego nie wybaczyć. Wierny patrzył na mnie ponuro. Gra zamieniła się dla nas w poważną próbę. W końcu podszedł, polizał mnie po ręce i trącił nosem po brzuchu. Od tej pory minęło wiele lat, ale zrozumiałem: nigdy, choćby dla żartu, nie sprzedaje się przyjaciół. Mama w końcu się ucieszyła: – Wczoraj byłam zmęczona, a potem myślę: a gdzie ten nasz pies? Przyzwyczaiłam się do niego, nasz jest, Wierny! A wujek Mirek odwiedzał nas coraz rzadziej – jego żarty nie były nam już do śmiechu.
Lola. Wewnętrzny świat.
Garść statystyk i wykresów z nowych użytkowników wykopu za lata 2009-2026
Od Starej do Nowej Częstochowy – przewodnik po dawnych i współczesnych ulicach miasta
"Niedzica to węgierski zamek". Ekspert o "Wielkich Węgrzech"
Autoterapia jako pierwszy krok do zmiany!
Huryska - recenzja książki
Brygady Duchów: nadchodzi kontynuacja serii SF Johna Scalziego
Jak świat stworzył Zachód. Cztery tysiące lat historii - recenzja książki
Kociołek i spółka trafią na planszę. Seria Marcina Mortki z adaptacją
(Nie)zapomniana bydgoska legenda bohaterką książki. Odbędzie się spotkanie autorskie
Nie ta córka - recenzja książki
Połączyło ich marzenie o ucieczce: premiera powieści Stalowe skrzydła
Książka Ebook "Cienie" Anna Bińkowska - recenzja