Książka

Co chce zrobić Manousos? Tajemnica z serialu „Pluribus”
Nieładne. Filip Springer o chaosie przestrzennym w Polsce
Ed Vulliamy o brutalnej rzeczywistości pogranicza Meksyku
Czarny łabędź — czyli jak przewidywać nieprzewidywalne
Zakończenie „Stranger Things”. Co się wydarzyło?
Kto zginął w ostatnim odcinku „Stranger Things”? Już wiadomo!
SAŁATKA WARZYWNA z JAJKIEM
Miłość bez granic – Opowieść o sercach w rozkwicie
Lifestylowy quiz o PRL. Ile pamiętasz, ile wiesz z opowieści? Sprawdź się
Hitowa seria książek fantasy w formie gry? realizowane są rozmowy
Co czytać w 2026 roku, żeby lepiej rozumieć świat, innych i siebie
Tropił twórcę bitcoina po całym świecie. Mówi o nietypowym ryzyku. "Pilnowałem się"
"Wrocław zmienia się cały czas, bo miasto żyje, dostosowuje się"
Ten pojedynek w "Akacjowej 38" zmieni losy bohaterów. Dramatyczny zwrot
Finał – ostatni odcinek „Stranger Things”
Sprzedany przyjaciel. Opowieść dziadka I on mnie zrozumiał! Nie było wesoło, zrozumiałem, iż to głupi pomysł. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, a potem pojął, iż naprawdę go sprzedałem. Czasy zawsze są inne dla wszystkich—dla jednego all inclusive nie jest wystarczająco hojny, inny marzy tylko o chlebie z czarną kiełbasą. My też żyliśmy różnie, bywało różnie. Mały byłem wtedy. Wujek, brat mamy, podarował mi szczeniaka owczarka i byłem szczęśliwy. Szczeniak przywiązał się do mnie, rozumiał półsłówka, patrzył w oczy i czekał, czekał na komendę. – Leżeć – mówiłem po chwili, a on kładł się wiernie, gotowy chyba umrzeć za mnie. – Służ! – wydawałem komendę, a szczeniak gwałtownie stawał na łapach, wstrzymywał oddech, ślinił się z oczekiwania na nagrodę. Nie miałem jednak czym go poczęstować. Sami wtedy głodowaliśmy. Takie były czasy. Wujek, wujek Sławek, brat mamy, który podarował mi szczeniaka, powiedział mi kiedyś: – Nie smuć się chłopaku, zobacz jaki on wierny! Sprzedaj go, a potem zawołaj i ucieknie do ciebie. Nikt nie zobaczy. A będziesz miał trochę grosza. Kupisz coś sobie, mamie i jemu. Słuchaj wujka, wiem co mówię. Spodobał mi się ten pomysł. Nie pomyślałem, iż to źle. W końcu dorosły poradził, tylko zabawa, a przynajmniej będzie za co kupić smakołyki. Szepnąłem Wiernemu do ciepłego futrzanego ucha, iż go oddam, ale zaraz zawołam, by przyszedł do mnie, uciekł obcym. I on mnie zrozumiał! Szczeknął, iż tak zrobi. Następnego dnia założyłem mu smycz i zaprowadziłem na targ niedaleko dworca. Tam wszyscy coś sprzedawali – kwiaty, ogórki, jabłka. Ludzie wysiadali z pociągów, kupowali, targowali się. Wyszedłem trochę do przodu, pociągnąłem psa. Nikt nie podchodził. Gdy prawie wszyscy już poszli, podszedł jakiś chłodny facet: – Ej, chłopaku, czekasz na kogoś czy chcesz sprzedać psa? Ładny szczeniak, biorę go! – Wsadził mi pieniądze w dłoń. Przekazałem mu smycz, Wierny zakręcił głową i wesoło kichnął. – No idź, Wierny, idź przyjacielu – szepnąłem – zaraz cię zawołam, uciekaj do mnie. Odchodzili, śledziłem z ukrycia dokąd poszli. Wieczorem przyniosłem do domu chleb, kiełbasę i cukierki. Mama spytała surowo: – Ukradłeś komuś? – Nie, mamo, znosiłem rzeczy na dworcu, dali mi za to. – Dobrze synku, idź spać, zmęczona jestem, zjedz i chodź spać. choćby nie zapytała o Wiernego, już jej pewnie choćby nie zależało. Rano wpadł wujek Sławek. Już zbierałem się do szkoły, ale chciałem lecieć po Wiernego, wołać go. – No co? – zaśmiał się – sprzedałeś przyjaciela? I poczochrał mnie po głowie. Wyrwałem się i nie odpowiedziałem. I tak nie spałem w nocy, a chleb z kiełbasą nie wchodził mi do gardła. Nie było wesoło, zrozumiałem, iż to głupi pomysł. Nie bez powodu mama nie lubiła wujka Sławka. – Głupi on, nie słuchaj go – mówiła. Złapałem tornister i wybiegłem z domu. Do tamtego domu trzy ulice trzeba było przebiec, biegłem jak szalony. Wierny siedział za wysokim płotem, przywiązany grubym sznurem. Wołałem go, ale patrzył smutno, głowę miał na łapkach, machał ogonem, próbował szczekać, ale nie miał już głosu. Sprzedałem go. Myślał, iż to zabawa, potem zrozumiał, iż go sprzedałem. Wyszedł właściciel i surowo sapnął na Wiernego. Podwinął ogon, wiedziałem, iż po nas. Wieczorem znowu nosiłem rzeczy na dworcu. Mało płacili, ale wyrobiłem potrzebną kwotę. Było strasznie, ale podszedłem do furtki i zapukałem. Ten sam facet otworzył: – O, widzę, wróciłeś dzieciaku? – Proszę pana, bo ja się rozmyśliłem, tu są pieniądze – oddałem dokładnie tyle, ile mi dał za psa. Popatrzył się na mnie, wziął pieniądze i odwiązał Wiernego: – Bierz go, tęskni za tobą, nie będzie z niego stróża. Ale zobacz, czy ci wybaczy. Wierny patrzył na mnie ponuro. Zabawa zamieniła się dla nas w lekcję na całe życie. Potem podszedł, polizał mnie po ręce i wtulił nos w mój brzuch. Od tego czasu minęły lata, ale już wiem, iż choćby żartem nie wolno sprzedawać przyjaciół. A mamka wtedy się ucieszyła: – Wczoraj byłam zmęczona, a potem myślę: a gdzie nasz pies? Przywykłam do niego. Jest nasz, Wierny! A wujek Sławek rzadko do nas przychodził, już nie śmieszyły nas jego żarty.
Przeczytaj to jeszcze raz: Powieść drogi jako szczepionka
Nie odchodź, mamo. Rodzinna opowieść z polskiego domu
Pokój Gabriela
Szczęśliwego Nowego Okrążenia Słońca!
Warszawa odzyskuje zaginione skarby żydowskiego dziedzictwa
Policja przywraca historyczne książki do warszawskich instytucji żydowskich
Bór stał wokół ogromny
Podsumowanie czytelnicze 2025
Najbliżsi na świecie – Opowieść o Annie i Pawle, ich wspólnym życiu, ukochanych wnukach Milości, Wowie i Swetce, domowych wypiekach, rodzinnym cieple oraz o tym, jak przez euforii i trudne chwile buduje się prawdziwą polską rodzinę
Nie spieszyli się z miłością, bo kochali już na zawsze
Michał Cholewa „Cień w eterze”
Pierożki z ciasta francuskiego z hummusem, mozarellą i sezamem
Kim jest twórca bitcoina? "Ten podstarzały nerd zrobił w konia wiele osób"
Take That – pierwsze spojrzenie na dokumentalny serial o zespole
17 opowieści potwierdzających, iż dobre uczynki zawsze popłacają
Zniknęły kilkadziesiąt lat temu, cenne wolumeny trafiły na internetową aukcję
Nie spieszili się z miłością, bo kochali od zawsze
"Nie wypiję za 2026 rok, ale nudno nie będzie"
Ludzie, którzy wiedzą - recenzja książki
Orlanda - recenzja książki
Nowy numer „Myśli Suwerennej” – Zapraszamy do lektury wydania „Ćwierćwiecze”
12 nostalgicznych historii o rodzeństwie, które przypominają, czym jest rodzina
Moje czytelnictwo IV kwartał 2025
Brzydkie Kaczątko: Opowieść o Odmienności i Pięknie w Polskim Stylu
CUKIERNIK Z TARGÓWKA
Odcienie nienawiści. Rasizm w literaturze.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!!! Tato!
Nie spieszyli się z miłością, bo zawsze ją mieli w sercu
Na brzegu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece w Gdańsku, Dana uznawała swoje życie za nudne, bo teraz mało kto zagląda między regały, prawie wszyscy są w internecie. Często przekładała książki, zdmuchując z nich kurz, a jedynym plusem tej pracy było to, iż przeczytała niewyobrażalną liczbę powieści – od romansów po filozofię. Miała już trzydzieści lat, a romantyzm, o którym czytała, jakby ją omijał. Wiek już odpowiedni, rodziny jeszcze nie założyła, uroda raczej przeciętna, praca – mało płatna. Jednak nigdy nie przyszło jej do głowy, by to wszystko zmieniać. Do biblioteki przychodzili głównie studenci, sporadycznie uczniowie i emeryci. Ostatnio ogłoszono wojewódzki konkurs dla bibliotekarek, w którym Dana niespodziewanie dla siebie zdobyła główną nagrodę – dwutygodniowy, w pełni opłacony pobyt nad Bałtykiem. – Super, na pewno pojadę! – powiedziała z euforią przyjaciółce i mamie – za swoją pensję daleko by nie wyjechała, a tu taka niespodzianka. Lato dobiegało końca. Dana spacerowała po pustej plaży w Sopocie; niemal wszyscy kuracjusze przesiadywali w kawiarniach, bo morze tego dnia było wyjątkowo wzburzone. Była tu dopiero trzeci dzień, zapragnęła w samotności pochodzić po piasku, pomyśleć, pomarzyć. Nagle zobaczyła, jak fala zmyła z mola młodego chłopaka. Bez zastanowienia ruszyła na ratunek – na szczęście daleko do brzegu nie było, umiała się trzymać na wodzie odkąd pamięta. Fale pomagały jej dociągnąć chłopaka do brzegu, czasem jednak ciągnęły ich z powrotem. W końcu Dana już stała po pas w wodzie, walcząc o równowagę – na szczęście się udało. Patrząc na uratowanego, zauważyła z zaskoczeniem, iż to nastolatek, może czternastoletni, choć większy od niej o głowę. – Co ci strzeliło do głowy, żeby przy takiej pogodzie się kąpać? – zapytała po polsku z gdańskim akcentem. Chłopak tylko podziękował i chwiejąc się poszedł, a Dana, wzruszywszy ramionami, patrzyła za nim. Następnego ranka, kiedy budziła się w pensjonacie, pogoda była piękna, morze lazurowe, uspokojone po wczorajszej burzy. Uśmiechnęła się – jakby samo morze przeprosiło za swoje nieprzewidywalne kaprysy. Po śniadaniu poszła na plażę, wygrzewała się na słońcu, potem zaczęła spacerować i zajrzała do nadmorskiego wesołego miasteczka. Zobaczyła strzelnicę – w szkole i na studiach świetnie strzelała, choć pierwszy strzał był niecelny, drugi idealny. – Zobacz synu, tak trzeba strzelać! – usłyszała znajomy głos za sobą. Odwróciła się – to był ten sam chłopak. W jego spojrzeniu pojawił się niepokój, rozpoznał ją. gwałtownie zorientowała się, iż ojciec nie wie o wczorajszym wypadku. Uśmiechnęła się lekko. – Może pokaże pani nam prawdziwy pokaz? – zaproponował wysoki, sympatyczny mężczyzna. – Żeniu ledwo trafia, a ja sam nie mam wprawy. Po strzelnicy poszli wspólnie na lody, przejechali się diabelskim młynem, a Dana pomyślała, iż zaraz dołączy do nich mama chłopca, jednak nic takiego się nie stało. Ojciec chłopaka, pan Antoni, okazał się interesującym rozmówcą, z każdą minutą podobał się jej coraz bardziej. Okazało się, iż mieszkają wraz z synem również w Gdańsku – nie mogli się nadziwić przypadkowi. Następne dni minęły bajkowo – wspólne poranki na plaży, wieczorne spacery, wycieczki po Kaszubach. Dana chciała porozmawiać z Żeniem na osobności, czuła, iż coś go gryzie. Okazja nadarzyła się, gdy pewnego dnia chłopak przyszedł sam na plażę – ojciec się rozchorował, miał gorączkę. Z czasem Żenia opowiedział Dany prawdę o swoim domu, o rozpadzie rodziny. Jego matka porzuciła ich dla innego mężczyzny, chciała stworzyć nową rodzinę, Żenia wybrał, by zostać z ojcem. Obiecała więc Dany, iż zaopiekuje się nim podczas wizyty nad morzem, a Antoni, w rozmowie telefonicznej, był jej wdzięczny. Po kilku dniach Antoni i Żenia musieli wracać do domu, Dana mogła zostać jeszcze dwa dni. Na brzegu tego lata żegnali się z nadzieją w sercach. Antoni przyrzekł odebrać ją z lotniska w Gdańsku, a Żenia uśmiechał się szeroko. Dana nie snuła dalekosiężnych planów, ale szczęśliwie czytała i przesyłała sobie serdeczne wiadomości od Antoniego, który niecierpliwie wyczekiwał jej powrotu. niedługo przeprowadziła się do ich mieszkania na Zaspie, a najbardziej zdawał się być z tego zadowolony sam Żenia – dla siebie, dla ojca i dla Dany.
Filmy na sylwestra 2025 – stylowe kino o emocjach, modzie i nowym początku
„Kin”: irlandzki serial kryminalny, który zachwyca. Gdzie online?
Czy Mike wie, iż Will go kocha? Kulisy sceny ze Stranger Things
Polski serial „Kruk” dostępny na Netflix!
Niespełniona obietnica