Kryzysy i rozstania

Pomściłem mamę – historia zemsty i sprawiedliwości
Rodzinna żona – Sekret długiego małżeństwa, porcelanowe figurki Asi, gorzko-słodkie losy Piotra i jego niespełniona tęsknota: historia wybaczenia, rozstań i pojednania, zakończona ostatnim listem zza oceanu
Mój brat zadzwonił do mnie wczoraj i poprosił, żebym przepisał na niego swoją część domu letniskowego. Jego argumentacja była taka, iż przez ostatnie trzy lata opiekował się naszym ojcem.
Dominika Gawęda otwarcie o rozstaniu z gwiazdorem zespołu Pectus. "Miało być jakoś inaczej"
Uwielbiana artystka rozwiodła się z mężem. Przez pół roku nikt nie wiedział o rozstaniu
Z życia wzięte. "Marzyliśmy o spokojnym urlopie, aż teściowa ogłosiła, iż jedzie z nami": Nie zgodzę się na to
Ukryta prawda: Jak kłamstwo rujnuje dzieciństwo, a miłość leczy
„Zamieńmy się mieszkaniami. Po co Ci trójpokojowe mieszkanie?” zapytał sąsiad.
Rozstałam się z mężem, a on teraz czuje się szczęśliwy. Udowadnia, iż to ja byłam tą, która ograniczała go i nie pozwalała prowadzić normalnego życia.
On nienawidził swojej żony. Nienawidził… Przeżyli razem 15 lat. Pełnych 15 lat codziennego, porannego widoku, a dopiero ostatni rok zaczął go dziko irytować jej zachowania. Zwłaszcza jedno: wyciągała ręce, jeszcze w łóżku mówiła: „Dzień dobry, słoneczko! Dziś będzie piękny dzień”. Niby zwykłe słowa, ale jej chude ramiona, zaspana twarz budziły w nim niechęć. Wstawała, szła do okna, przez chwilę patrzyła w dal. Potem zdejmowała koszulę nocną i szła do łazienki. Na początku małżeństwa był zachwycony jej ciałem, tą swobodą, prawie bezwstydem. I chociaż jej sylwetka wciąż była doskonała, sam widok jej nagości wywoływał w nim gniew. Raz nawet, chcąc przyspieszyć „poranne obudzenie”, miał ochotę ją popchnąć, ale zebrał całą siłę i powiedział tylko: – Pośpiesz się, mam już tego dość! Nie spieszyła się, bo wiedziała o jego romansie – znała tę dziewczynę, z którą mąż spotykał się od trzech lat. Ale czas zabliźnił rany dumy, zostawiając jedynie smutny cień niepotrzebności. Wybaczała mu agresję, obojętność, desperacką pogoń za młodością. Ale nie pozwalała przeszkadzać sobie w swoim spokojnym trybie życia, rozumiejąc wartość każdej minuty. Tak nauczyła się żyć, odkąd dowiedziała się o chorobie. Choroba zjadała ją miesiąc po miesiącu i niedługo miała zwyciężyć. Pierwszym odruchem było – powiedzieć wszystkim o chorobie! Podzielić ciężar prawdy, rozdać go rodzinie. Najcięższe dni przetrwała jednak w ciszy i zdecydowała milczeć o wszystkim. Każdy dzień przynosił jej mądrość człowieka, który potrafi kontemplować życie. Odnajdywała samotność w małej, wiejskiej bibliotece, do której szła półtorej godziny. Codziennie siadała w wąskim korytarzu między półkami podpisanymi przez starego bibliotekarza: „Tajemnice życia i śmierci”, i sięgała po książkę, w której – jak sądziła – znajdzie wszystkie odpowiedzi. On zaś przeszedł przez drzwi kochanki. Tutaj wszystko było jasne, ciepłe, bliskie sercu. Spotykali się od trzech lat, kochał ją szaloną, niemal toksyczną miłością. Był zazdrosny, poniżał się i ją, nie potrafił oddychać z dala od jej młodego ciała. Dziś postanowił się rozwieść. Po co męczyć wszystkich troje, skoro żony nie tylko nie kocha, ale wręcz nienawidzi. Tutaj, przy kochance, miał zacząć żyć na nowo – szczęśliwy. Próbował przypomnieć sobie dawną miłość do żony, ale nie potrafił. Wydawało mu się, iż denerwowała go od pierwszego dnia znajomości. Wyjął z portfela jej zdjęcie i na znak decyzji porwał je na drobne kawałki. Umówili się w restauracji. Tam, gdzie pół roku wcześniej świętowali piętnastolecie małżeństwa. Ona przyjechała pierwsza. On, przed spotkaniem, wrócił do domu i długo szukał w szafie dokumentów rozwodowych. W nerwowym pośpiechu przewracał zawartość szuflad. W jednej z nich znalazł ciemnoniebieską, zapieczętowaną teczkę, której wcześniej nie widział. Kucnął na podłodze i jednym ruchem zerwał taśmę. Oczekiwał wszystkiego – choćby kompromitujących zdjęć – ale znalazł wyniki badań, pieczątki i zaświadczenia ze szpitali. Wszystko na nazwisko żony. Domysł uderzył jak piorun. „Chora!” – zamarł i wszedł na komputerze w Google: wpisał diagnozę – i przeczytał przerażającą frazę: „od 6 do 18 miesięcy”. Spojrzał na daty: minęło już pół roku od badań. Co było dalej, nie pamiętał dokładnie. Po głowie kołatał się jeden tekst: „6 – 18 miesięcy”. Czekała na niego czterdzieści minut. Telefon milczał, zapłaciła rachunek i wyszła na ulicę. Był piękny jesienny dzień, słońce przyjemnie ogrzewało duszę. „Jakie to życie jest piękne, jak dobrze na ziemi, blisko słońca i lasu…”. Po raz pierwszy, odkąd znała prawdę o chorobie, poczuła żal do samej siebie. Wystarczyło jej sił, by skrywać straszną tajemnicę przed mężem, rodzicami, przyjaciółkami. Chciała oszczędzić im cierpienia, choćby za cenę własnego. Tak czy inaczej, z tej ziemi niedługo miało pozostać już tylko wspomnienie. Szła ulicą i widziała oczy ludzi cieszących się, iż wszystko przed nimi – iż będzie zima, a po niej na pewno wiosna. Jej nie dane będzie już poczuć takich nadziei. W sercu narastała gorycz i wybuchła niekończącym się potokiem łez… On biegał po domu. Po raz pierwszy tak mocno i niemal fizycznie poczuł, jak krótka jest chwila ludzka. Wspominał ją młodą, gdy poznali się, gdy mieli tyle nadziei. Przecież wtedy ją kochał. Teraz wydawało mu się, iż tych piętnastu lat w ogóle nie było, a wszystko dopiero przed nimi: szczęście, młodość, życie… Przez ostatnie dni otoczył żonę opieką, był przy niej przez całą dobę, przeżywał niespotykane szczęście. Bał się jej stracić, byłby gotów oddać własne życie, byle ją zachować przy sobie. Gdyby ktoś spytał go, czy to on jeszcze miesiąc temu nienawidził żony i planował rozwód, odpowiedziałby: „To nie byłem ja”. Widział jej codzienną, cichą walkę, jej łzy, gdy myślała, iż śpi. Wiedział, iż nie ma cięższej kary, niż świadomość rychłej śmierci. Widział jej walkę o każdy dzień i każdą, choćby szaloną, nadzieję. Odeszła dwa miesiące później. Zasypał drogę od domu na cmentarz kwiatami. Płakał jak dziecko, gdy opuszczano trumnę – zestarzał się o tysiąc lat… W domu, pod poduszką, znalazł jej noworoczną wiadomość: „Być szczęśliwą z Nim do końca swoich dni”. Mówią, iż wszystkie życzenia złożone w Sylwestra się spełniają. Widocznie to prawda, bo w tym samym roku on napisał: „Odzyskać wolność”. Każdy dostał dokładnie to, o czym – wydawało się – marzył…
Nagle ogłosił, iż pokryje główne koszty wesela, przez co ja miałam sfinansować całą podróż sama.
Mój tata oznajmił mi w wieku 72 lat, iż planuje poślubić swoją szkolną koleżankę!
Teściowie nie dają za wygraną – chcą pogodzić mojego męża z byłą żoną, bo „przecież mają wspólnego syna!” – Moja teściowa żali się i nie akceptuje nowej rodziny po czterech latach od rozwodu
Szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają znakomicie Lila bardzo ciężko przeżywała zdradę męża. W wieku czterdziestu lat została sama, córka studiowała w innym mieście. A Igor dwa miesiące temu wrócił z pracy i oznajmił: – Odchodzę, zakochałem się. – Jak to? W kim? – zdezorientowana zapytała żona. – No tak, jak to faceci odchodzą od żon. Zakochałem się w innej, jest mi z nią dobrze, przy niej zapominam o tobie. Nie namawiaj mnie, wszystko przemyślałem – odpowiedział Igor tak zwyczajnie, jakby nic się nie stało. gwałtownie się spakował i wyszedł. Potem, analizując sytuację, Lila zdała sobie sprawę, iż mąż od dawna zbierał rzeczy, a wtedy po prostu wszystko wrzucił do walizki i zatrzasnął za sobą drzwi. Lila płakała, zamknęła się w sobie i była przekonana, iż nic dobrego już jej nie spotka. Wydawało się, iż życie się skończyło albo po prostu zatrzymało. Nie chciała nikogo widzieć ani słyszeć. Telefon dzwonił, córka i przyjaciółka dzwoniły, Lila odbierała niechętnie, gwałtownie się rozłączała. W pracy również nie chciała rozmawiać z koleżankami. Czuła, iż każdy patrzy na nią inaczej: jedni żałowali, inni byli złośliwi. Lila miała choćby nadzieję: – Może Igorowi znudzi się ta nowa, wróci, a ja go przyjmę i wybaczę, bo przecież go kocham… W niedzielę, jak zwykle rano, Lila obudziła się, ale nie chciało jej się wstać, nie miała po co się spieszyć. W końcu podniosła się z łóżka. Koło jedenastej telefon zadzwonił. – Komu to tak wcześnie dzwonić, nie mam ochoty z nikim rozmawiać – pomyślała i nie odebrała, choć kątem oka spojrzała na ekran: obcy numer. – Może to Igor, może zgubił telefon, albo mu ukradli i ma nową kartę SIM – przemknęło jej przez myśl. – Może chce wrócić, trzeba było odebrać. Gdy tak rozmyślała, telefon zadzwonił jeszcze raz. – Halo, halo – powiedziała głośno. – Hej! – usłyszała radosny, kobiecy głos. – Halo, kto to? – zapytała Lila zrezygnowanym tonem. – Lila, to ty? Co z twoim głosem, nie poznajesz dawnej przyjaciółki? To ja – Ksenia. Lila była rozczarowana, miała nadzieję, iż usłyszy głos Igora. – No i co… – Lila, to naprawdę ty? Dobrze się czujesz? – Nie dobrze – odpowiedziała i rozłączyła się, łzy same popłynęły jej po policzkach. Usiadła na kanapie, by się uspokoić. Po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Lila aż się wzdrygnęła, zerwała się, znów mając nadzieję. – A może Igor się opamiętał? – otworzyła drzwi. – Cześć! – powiedziała wesoło zadbana kobieta, którą Lila z trudem rozpoznała – swoją dawną przyjaciółkę ze szkoły, Ksenię. Ksenia była wypielęgnowana, w intensywnie czerwonej szmince, modnie ubrana, a zapach jej perfum od razu postawił Lilę na nogi. Po maturze Ksenia wyjechała na studia do Warszawy, od tamtej pory spotkały się tylko raz, piętnaście lat temu. W szkole były nierozłączne – na dyskoteki, chłopaki, zwierzania się z sekretów. – Ksenia, ale z ciebie laska! – wyrwało się Lili. – Zawsze taka byłam, to ty… – obejrzała ją krytycznie od góry do dołu – no wpuszczasz mnie czy jak…? – Wchodź – Lila ustąpiła niechętnie. Ksenia nie przyszła z pustymi rękami. Z szybkością weszła do kuchni, wyjęła z torby hiszpańskie wino, torcik i pomarańcze. – Dawaj kieliszki, uczcijmy nasze spotkanie, choćby nie pamiętam kiedy ostatnio rozmawiałyśmy, wieki temu… – trajkotała Ksenia, a Lila jej nie przerywała, tylko wystawiła dwa kieliszki, pokroiła ciasto. Ksenia od razu otworzyła wino, rozlała do kieliszków i zaproponowała: – Za spotkanie! – wypiła, Lila jej wtórowała. Drugi kieliszek Ksenia zaproponowała za nie. I nagle po drugim kieliszku Lilę rozwiązało – chciała się wygadać. Ksenia słuchała w milczeniu, przez ramię, a gdy Lila skończyła, wzruszyła tylko ramionami. – Lila, myślałam, iż to poważniejsza tragedia. – A to nie tragedia? Ty nie zrozumiesz, ciebie mąż nie zostawił – odparła smutno Lila. – Nie, bo to ja go zostawiłam, kiedy dowiedziałam się, iż romansuje z młódką. Od razu złożyłam papiery rozwodowe, nie spodziewał się – chyba liczył, iż się nie dowiem… – Może go nie kochałaś. – Kochałam! I to bardzo – mówiła Ksenia – ale nie pozwolę się tak traktować. Zdrada to nie miłość. – U ciebie wszystko takie proste, Ksenia. – Tak już mam. Ty sobie wszystko komplikujesz, zawsze tak było. A twoja córka gdzie? – Na studiach, mieszka u cioci. – Rozumiem. Twój typ zostawił ciebie i swoją córkę, a ty dalej przeżywasz. – Ale ja go kocham… – Dość tego, Lilka, czas cię leczyć! Masz depresję. – Jak to leczyć? Tabletki mi nie pomogą. – Tabletki? Tu trzeba sprawdzonych patentów: zmiana stylu, zakupy, nowa miłość. – Ojej, Ksenia… To zbieraj się, jedziemy do centrum handlowego, a potem do fryzjera – Ksenia była w doskonałym humorze – i żadnych wymówek. Masz jakieś pieniądze, zapas? – Miałam, odkładaliśmy z Igorem na nowy samochód. – Igor niech się cieszy, iż dostał stary. Ty powinnaś złożyć pozew o rozwód i nie liczyć na niego. I nie wybaczaj… a możesz się upomnieć o połowę za samochód. – Niech mu będzie, nie chcę – odpowiedziała Lila. – A tak w ogóle, wróciłam z Warszawy na stałe. Nie chcę tam żyć… A ty zbieraj się, koniec domowych pieleszy, robimy marsz przez galerie! Przypomniało mi się, Rytka Petrowa dzwoniła, za tydzień mamy zjazd absolwentów. Idziemy razem. Sporo osób będzie, choćby niektórzy nasi faceci już po rozwodzie. A pamiętasz, jak Witek za tobą startował od siódmej klasy? – Ksenia, przecież ja już nikogo nie obchodzę, jestem stara. – Co ty wygadujesz! Nie wolno się tak traktować. Trzeba siebie kochać i szanować. Zrobimy z ciebie młodą babkę – śmiała się Ksenia, wychodząc. – A moja ciotka Kaśka, co mieszka niedaleko twojej mamy, właśnie szykuje się piąty raz do ślubu! I nie wie, którego adoratora wybrać. Po paru godzinach Lila nie poznawała siebie w lustrze. – Co za przemiana! – nie mogła się nadziwić – kolor włosów zupełnie inny, krótka fryzura, nigdy bym nie pomyślała, iż tak mi będzie lepiej. Młodsza, piękniejsza. No i Ksenia, dobrze, iż mnie wyciągnęła, inaczej bym już tu zgnuśniała. W dzień spotkania absolwentów w kawiarni zjawiła się prawie cała klasa. Niektórzy nie poznali Lili, a Witek, pewny siebie facet, nie spuszczał z niej wzroku. – Lila, nie poznałem cię, jesteś piękna, choćby piękniejsza niż w szkole! Zawsze mi się podobałaś, ale wybrałaś Igora z równoległej klasy. A gdzie on? – Rozwiódł się ze mną – uśmiechnęła się Lila. – Rozwiódł? Nie żartuj, takich kobiet się nie rzuca – rzucił Witek zdziwiony. – Okazuje się, iż się rzuca, ale to chyba na dobre wyszło. – Nie mam wątpliwości, Lila. Ja też dwa lata po rozwodzie. Z żoną dobrze się żyło, mamy syna, dorosłego już. Ale dwa lata temu w biznesie miałem kryzys, żona uznała mnie za nieudacznika i odeszła do młodszego, podobno bardziej obrotnego. A ja w rok wszystko odbudowałem i teraz świetnie mi się wiedzie. nagle podszedł były mąż, ale jej nie poznał… Minęły dwa miesiące. Lila szła pod rękę z Witkiem nad Wisłą, wyszli z teatru i spacerowali wieczorową porą. Nagle w oddali zauważyła Igora, który wyglądał na wychudzonego. Szli obok siebie, ale Igor początkowo jej nie poznał. – Widocznie tamta go kiepsko karmi – pomyślała. Gdy się minęli, ich wzrok się spotkał, w oczach Igora pytanie: to ona czy nie? Przeszli, ale nagle usłyszała: – Lila? Powoli się odwróciła, uśmiechnęła i powiedziała: – O, cześć, to ty… Poznaj – to Igor, mój były mąż, nie poznałeś go? – zwróciła się do Witka. – Cześć, nie poznałem – odparł Witek. – A ja jestem przyszłym mężem Lili. Igorowi opadła szczęka, Lila też się zdziwiła – Witek jeszcze jej nic nie proponował. – Jak się masz? – spytała wesoło Lila byłego męża. – W porządku… – odpowiedział – ale ty się bardzo zmieniłaś! Wyglądasz znakomicie. Lila znów się uśmiechnęła, złapała Witka za rękę i powiedziała: – Bo szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają znakomicie. – Czyli wszystko u ciebie dobrze – wymamrotał Igor. – Oczywiście. A będzie jeszcze lepiej – i odwracając się, poszła pewnym krokiem z Witkiem, czując na plecach przeszywający wzrok byłego męża.
Drzwi te nie dotyczą: opowieść o miłości, zdradzie i dziedzictwie
Te drzwi nie są dla ciebie: historia miłości, zdrady i dziedzictwa
Odbudowa Zaufania: Jak Naprawić Relacje w Polskim Stylu
Nieproszeni goście: Kiedy nieoczekiwani przybysze zakłócają spokój
Jesteś starszym bratem, więc powinieneś pomóc młodszej siostrze — skoro masz dwa mieszkania w Warszawie, jedno oddaj Alinie na urodziny!
Broda siwa, ale serce złote – Jak szukałam szczęścia w internecie i trafiłam na angielskiego dżentelmena z Sheffield, a potem odnalazłam miłość na własnej działce u sąsiada, gdy dzieci pytały: „Mamo, na co ci jeszcze ślub, przecież masz wnuki!”
Stachowiak po rozstaniu z żoną zabrał głos. Internauci nie wytrzymali. "Bardzo słabe"
Rozwód braterskich monarchii. Nie będzie nowego państwa - Arabii Południowej
Zemsta zranionej kobiety
Rodzice mojego męża wciąż próbują go pogodzić z byłą żoną – „Nie rozumiesz? Mają razem syna!” – Teściowa na każdym kroku narzeka i nie chce zaakceptować naszego małżeństwa, mimo iż on już dawno jest po rozwodzie i założył ze mną nową rodzinę
Mój syn przez lata poszukiwał idealnej żony i nie podważałam jego wyborów – gdy w wieku 30 lat poznał Agatę, wszyscy byliśmy zachwyceni. Była miła, piękna, uwielbiał ją zarówno mój syn, jak i ja sama. Organizacja wesela przebiegła znakomicie, a relacje z jej rodzicami układały się wzorowo. Niestety, pierwsze miesiące małżeństwa gwałtownie przyniosły rozczarowanie: ciągłe kłótnie, nieporozumienia i wizyty syna z walizką u mnie, gdy synowa go wyrzucała. Gdy dowiedziałam się, iż Agata jest w ciąży, starałam się pomóc radą, jednak moje dobre intencje tylko pogorszyły sytuację. W końcu doradziłam synowi rozwód – dziś mam wątpliwości, czy postąpiłam słusznie, bo rodzinne relacje uległy ochłodzeniu, a jego żona błagała mnie, by przekonać go do zmiany decyzji. Czy powinnam była ingerować w ich małżeństwo? Teraz sama nie wiem, co jest gorsze – życie razem w nieszczęściu, czy osobno i w samotności.
Mówiłem mamie, iż się uczę, ale tak naprawdę pracowałem, by opłacić jej chemioterapię.
Nieproszeni goście: Kiedy wizyta zamienia się w koszmar
Mówiłem mamie, iż się uczę, ale tak naprawdę pracowałem, żeby opłacić jej chemioterapię.
Bezwzględny rozwód: historia Oksany i Arkadiusza
Tydzień przed Dniem Kobiet wybiegłam z sali sądowej we łzach – w uszach brzmiało tylko zdanie: „Nie jesteście już mężem i żoną”. Za co spotkało mnie takie cierpienie? Dlaczego on mnie zostawił po tylu latach miłości, by zamieszkać z rodzicami i zapomnieć o własnym dziecku?
Sandra Kubicka ma kłopoty w życiu zawodowym. "Próbują na siłę mnie zniszczyć"
Mój mąż pracuje, ale to ja opłacam wszystko – historia silnej Polki, która przez lata w związku płaciła rachunki, utrzymywała dom i męża, zastanawiając się, czy miłość kiedyś przestanie być ślepa
Mój przyjaciel Adam, 42 lata, w końcu się ożenił. Twierdzi, iż wybrał żonę, bo świetnie gotuje, doskonale sprząta, a reszta go nie interesuje – czy to wystarczy do szczęścia?
Mówiłem mamie, iż uczę się, ale tak naprawdę pracowałem, żeby opłacić jej chemioterapie.
Związek Anny Dąbrowskiej i Pawła Jóźwickiego trwał 12 lat. To on ujawnił, dlaczego się rozstali
Nie mogłam tego zatrzymać
Owsiak przerwał milczenie. Plotki się potwierdziły! Fani WOŚP nie kryją radości
Nieproszeni goście
Mąż postawił ultimatum: jego mama wprowadza się do nas lub rozwód!
Wieteska po wielu latach rozwiódł się ze znana żoną. "Dobrze mi z tym"
Sandra Kubicka zalała się łzami. Ujawniła, przez co musiała przechodzić
Kubicka o hejcie, rozstaniu i samotnym wychowywaniu dziecka. "Czuję taki żal"
Kielno, szkoła i krzyż / skryba021
Mamo, może niech babcia sobie pójdzie i się zgubi? Wszystkim będzie lepiej” – wyzywająco powiedziała Marysia.
Oświadczyła się Markowi Włodarczykowi. Ich miłość zakończyła się tragedią
Kazała mi czekać na ławce… Spotkałem ją znowu po latach wypełnionych cierpieniem
Szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają olśniewająco Lilka bardzo ciężko przeżyła zdradę męża. W wieku czterdziestu lat została sama, córka studiowała w innym mieście. A Igor, dwa miesiące temu, wrócił z pracy i oznajmił: — Odchodzę od ciebie, zakochałem się. — Jak to? W kim? — wydukała zdezorientowana żona. — No po prostu, tak jak mężczyźni odchodzą od żon. Zakochałem się w innej, jest mi z nią dobrze, przy niej zupełnie zapominam o tobie. choćby mnie nie przekonuj, podjąłem decyzję — odpowiedział Igor, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło. Błyskawicznie się spakował i wyszedł. Dopiero później, po analizie sytuacji, Lilka zrozumiała, iż mąż nie podjął decyzji w jeden dzień — stopniowo zbierał swoje rzeczy, a tego dnia rzucał je gwałtownie do walizki i zamknął za sobą drzwi. Lilka płakała, cierpiała i doszła do wniosku, iż już nigdy nic dobrego jej się nie przydarzy. Miała wrażenie, iż życie się skończyło, albo po prostu zatrzymało. Nie chciała nikogo widzieć ani słyszeć. Nie czuła potrzeby rozmowy, a telefon dzwonił. Dzwoniła córka, dzwoniła przyjaciółka, Lilka odbierała niechętnie i gwałtownie się rozłączała. W pracy też nie miała ochoty rozmawiać z koleżankami i kolegami. Każdy patrzył na nią po swojemu: jedni współczuli, inni patrzyli złośliwie. Lilka miała choćby nadzieję: — Może Igorowi znudzi się ta, która wywiodła go ode mnie, wróci, a ja mu wybaczę i przyjmę z powrotem, przecież wciąż go kocham. W weekend Lilka obudziła się, jak zwykle wcześnie, ale nie wstała — nie było po co się spieszyć. W końcu podniosła się z łóżka. Około jedenastej zadzwonił telefon. — Kto tak wcześnie wydzwania w weekend, nie chcę z nikim rozmawiać — zdecydowała i nie odebrała, chociaż odruchowo zerknęła na ekran — numer był nieznany. „A może to Igor? Może zgubił telefon albo mu ukradli i ma nowy numer?” — przemknęło jej przez myśl. „Może chce wrócić, trzeba było odebrać.” Zadzwonił jeszcze raz. — Halo, halo — powiedziała głośno. — Cześć! — usłyszała kobiecy, radosny głos. — Halo, kto to? — zapytała Lilka zrezygnowanym tonem. — Lilka, to ty? Co z twoim głosem, nie poznajesz starych przyjaciółek? To ja — Ksenia. Lilka była rozczarowana, bo spodziewała się głosu Igora. — I co… — Lilka, to ty? Wszystko u ciebie w porządku? — Nie w porządku — odpowiedziała i rozłączyła się, łzy popłynęły ciurkiem. Usiadła na kanapie, by się uspokoić. Po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Lilka zerwała się — znów ta irracjonalna nadzieja. — Może Igor się opamiętał — wstała i otworzyła drzwi. — Cześć! — pozdrowiła ją wesoło piękna kobieta, w której Lilka z trudem rozpoznała dawną przyjaciółkę i koleżankę z klasy Ksenię. Ksenia była wypielęgnowana, z intensywną szminką, stylowo ubrana, a zapach jej perfum postawił Lilkę na nogi. Po maturze Ksenia wyjechała na studia do Warszawy i od tamtej pory widziały się tylko raz, piętnaście lat temu. W szkole były nierozłączne, chodziły razem na dyskoteki, spotykały się z chłopakami i dzieliły się sekretami. — Ksenia, ależ z ciebie laska! — wymsknęło się Lilce. — Cześć, koleżanko! Zawsze taka byłam, to z tobą chyba… — Ksenia spojrzała na nią krytycznie od stóp do głów — to co, zaprosisz do środka? — Wchodź — odsunęła się Lilka niechętnie. Ksenia nie przyszła z pustymi rękami. gwałtownie weszła do kuchni, wyjęła z torby butelkę hiszpańskiego wina, torcik i pomarańcze. — Daj kieliszki, uczcimy spotkanie, choćby nie pamiętam, kiedy my się ostatnio widziałyśmy, wieki temu… — trajkotała Ksenia, Lilka tylko nalała wino i pokroiła ciasto. Ksenia nie zadawała więcej pytań, otworzyła wino, rozlała do kieliszków i zaproponowała: — No to za spotkanie! — i wypiła, Lilka zrobiła to samo. Za drugim toastem Ksenia wzniosła kieliszek za ich dalsze losy. I nagle, po drugim kieliszku, Lilka poczuła ulgę i zaczęła się zwierzać. Dużo się nazbierało. Ksenia słuchała bez przerywania, a gdy Lilka skończyła opowieść, wzruszyła ramionami. — O rany, Lilka, myślałam, iż naprawdę wydarzyła się tragedia! — A to nie tragedia? Ty tego nie zrozumiesz, ciebie mąż nie zostawił — powiedziała smutno Lilka. — E tam! Mąż mnie nie zostawił, to ja jego rzuciłam — śmiała się Ksenia — uprzedziłam go, gdy dowiedziałam się, iż miał młodą kochankę. Od razu złożyłam papiery rozwodowe, a on był w szoku, może myślał, iż się nie dowiem… — Nie wiem, może go nie kochałaś. — Kochałam i to jak! — odpowiedziała Ksenia — ale nie znoszę, gdy ktoś mnie krzywdzi. Z takiej miłości trzeba się leczyć, bo jak cię zdradzają, to już nie jest miłość. — Boże, u ciebie wszystko takie proste, Ksenia… — Tak, to ty sobie komplikujesz życie, zawsze taka byłaś. A gdzie twoja córka? — Studentka, studiuje w innym mieście, mieszka u cioci. — Rozumiem. Ten twój cwaniak porzucił i ciebie, i własną córkę, a ty dalej przeżywasz. — Ale ja go kocham… — Koniec, Lilka, będę cię leczyć! Depresja cię dopadła. — I jak mnie wyleczysz? Tabletki mi nie pomogą. — Jakie tabletki, dziewczyno! Na takie problemy najlepsze są sprawdzone sposoby: zmiana wyglądu, zakupy, nowa miłość. — Oj, Ksenia… — westchnęła przyjaciółka. — No, zbieraj się, jedziemy do galerii handlowej i potem do fryzjera — radośnie oznajmiła Ksenia — i żadnych wymówek. Masz jakieś oszczędności? — Oszczędności? Tak, odkładałam z Igorem na nowy samochód. — Niech Igor się cieszy, iż zabrał stary samochód! Musisz złożyć pozew o rozwód i przestać na niego liczyć. I nie przebaczaj mu… A gdybyś chciała, możemy jeszcze walczyć o połowę za ten stary samochód. — Niech mu będzie, niech się udławi! — nagle odpowiedziała Lilka, machając ręką. — A ty wróciłaś z Warszawy na stałe? Coś nie mówisz nic o sobie. — Na stałe, nie chcę tam mieszkać… A ty ruszaj się z tej domowej piżamy, zrobimy rajd po sklepach. A, zapomniałam, dzwoniła do mnie Rytka Pietrzak, powiedziała, iż za tydzień mamy spotkanie klasowe, więc idziemy obie! Wiele osób przyjedzie, także spora część naszych chłopaków po rozwodzie. Możesz się rozejrzeć, pamiętasz jak ten Witek z równoległej klasy zakochany w tobie chodził od siódmej? — Ojej, Ksenia, komu ja się przydam, stara kobyła… — Oj tam! Lilka, tak nie wolno o sobie mówić, trzeba się kochać i rozpieszczać. gwałtownie zrobimy z ciebie młodą, pełną życia! — śmiała się Ksenia, wychodząc z mieszkania. — A pamiętasz moją ciocię Kaśkę, co mieszka niedaleko twojej mamy? Jest już piątą raz zaręczona, waha się, bo nie może wybrać między dwoma kandydatami! Po pewnym czasie Lilka nie poznawała siebie w lustrze. — Niesamowite takie odmienienie! — dziwiła się sama sobie — inny kolor włosów, ultrakrótka fryzura, nigdy bym nie powiedziała, iż wyglądam lepiej. Młoda i piękna. Ksenia naprawdę mi pomogła. Inaczej bym tu zgniła. Spotkanie klasowe odbyło się w kawiarni, przyszli prawie wszyscy, którzy mogli dojechać. Wiele osób nie rozpoznało Lilki, a Witek, pewny siebie biznesmen, nie spuszczał jej z oka. — Lilka, nie poznałem cię od razu, jesteś piękna, choćby piękniejsza niż w szkole. Zawsze mi się podobałaś, ale wtedy wybrałaś Igora, a gdzie on w ogóle? — Nie ma go, zostawił mnie — uśmiechnęła się Lilka lekko. — Zostawił?! Nie żartuj, takich kobiet się nie zostawia! — szczerze się zdziwił Witek. — A jednak… Ale w sumie, wyszło mi to na dobre. — I nie mam co do tego wątpliwości, Lilka. Też jestem po rozwodzie, już dwa lata. Miałem problemy z firmą, a żona uznała mnie za nieudacznika i zostawiła dla młodszego, pewnie bardziej „udolnego”. Ale gwałtownie postawiłem firmę na nogi — teraz mam się lepiej niż kiedykolwiek. Jadąc przez miasto, spotkała dawnego męża, który jej nie rozpoznał Minęły dwa miesiące. Lilka spacerowała z Witkiem po bulwarze, wrócili z teatru i postanowili przejść się po wieczornym mieście. Nagle zobaczyła idącego Igora, wychudzonego, samotnego. Wyglądał jakby jej nie poznawał. — Chyba tamta go nie dokarmia… — pomyślała. Gdy Igor przechodził obok, spojrzał Lilce w oczy, z pytaniem: „Czy to ona?” Minęli się, ale nagle usłyszała: — Lilka? Odwróciła się powoli, uśmiechnęła i powiedziała: — O, cześć, to ty… Poznaj — to jest Igor, mój były mąż, chyba go nie rozpoznałeś — zwróciła się do Witka. — Cześć, nie poznałem — odpowiedział Witek — a ja jestem przyszłym mężem Lilki. Igorowi opadła szczęka, Lilka była zaskoczona, bo Witek na razie niczego jej nie proponował. — Jak tam? — zapytała wesoło Lilka byłego. — Spokojnie… Dobrze… Ty się tak zmieniłaś! Wyglądasz świetnie Lilka znów się uśmiechnęła, wzięła Witka za rękę i powiedziała: — Szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają olśniewająco. — Czyli wszystko u ciebie dobrze… — wymamrotał Igor. — Oczywiście! I będzie jeszcze lepiej — odwróciła się i poszła z Witkiem pod rękę, wyprostowana, czując na sobie spojrzenie byłego męża.
Zdrada, szok, tajemnica. Niezwykła historia, która wstrząsnęła Polską.
Przyjęłam przyjaciółkę po jej rozwodzie, a z czasem zdałam sobie sprawę, iż stopniowo staję się służącą we własnym domu.
Kazała mi czekać na ławce… Spotkałem ją znów po latach pełnych cierpienia