Kryzysy i rozstania

„Ja nie potrzebuję takich zbiórek”. Jurek Owsiak przerwał milczenie przed WOŚP. Padły mocne słowa
Jak Dominika Chorosińska została "dziewczynką do bicia". Smutna historia eksministry kultury
Dwanaście lat później – Proszę was, pomóżcie mi odnaleźć syna! – kobieta niemal płakała. – Niczego więcej w życiu nie potrzebuję! Katarzyna usiadła na kanapie obok prowadzącego, teatralnie załamując ręce. Ubrała się wyjątkowo skromnie, a całą noc przed programem nie zmrużyła oka, by wyglądać na bladą i zmęczoną. Zamierzała zrobić wrażenie cierpiącej matki, by poruszyć ludzi i wywołać ich współczucie. – Moim największym marzeniem jest odbudować relację z synem – powiedziała cicho, jakby każde słowo przychodziło jej z wielkim trudem. – Próbowałam już wszystkiego! Głosiłam na policję, licząc, iż ktoś się zainteresuje… Ale choćby nie przyjęli mojego zgłoszenia! Powiedzieli, iż Artur jest pełnoletni, sam dawno wyjechał. Podobno skoro przez lata nie interesowałam się losem syna, to po co tu przyszłam… Prowadzący słuchał uważnie, z lekko przechyloną głową. W głębi duszy nie bardzo wierzył słowom Katarzyny. Czuł, iż sprawa jest znacznie bardziej prozaiczna, niż ją przedstawia. Sama pokłóciła się z synem, przez lata nie chciała go znać, a teraz nagle taka rozpacz… Ale program musi bić rekordy oglądalności – Polacy kochają takie historie. – Czyli wasza kłótnia doprowadziła do utraty kontaktu z synem? – zapytał spokojnie, zerkając na widownię. Jedni patrzyli sceptycznie, inni – szczerze współczująco. Katarzyna potaknęła, w jej oczach pojawiły się łzy. Westchnęła głęboko, próbując zebrać siły. – Tak, wszystko zaczęło się dwanaście lat temu. Mój syn zakochał się – naprawdę mocno, bez opamiętania. Uparł się, iż się ożeni. Rozumiałam jego uczucia, ale ta dziewczyna… kompletnie mi nie odpowiadała! Widziałam, jak to się skończy. Paliła, piła, co noc znikała w podejrzanych miejscach. Najgorsze, iż wciągała w to mojego Artura! Kobieta zamilkła na moment, przeżywając wspomnienia. Prowadzący pozwolił jej ochłonąć. – Próbowałam z nim rozmawiać, ostrzegać, tłumaczyć, iż to nie jest adekwatna droga. Ale nie chciał słuchać. Uważał mnie tylko za matkę, która nie akceptuje, iż syn dorósł. Aż pewnego wieczoru wszystko się rozstrzygnęło. Uderzył pięścią w stół i krzyknął: „Wyprowadzam się!”. Katarzyna się rozszlochała. Prowadzący delikatnie podał jej chusteczkę. Kobieta otarła łzy, starając się nie rozmazać makijażu. Chwilę milczała, po czym mówiła dalej: – Odszedł. Spakował wszystko przez mój nieobecność i zniknął – bez słowa, bez pożegnania… Zmienił numer, zerwał wszystkie kontakty – z przyjaciółmi, rodziną, ze mną! To wszystko przez tę dziewczynę… Jej głos zadrżał, zamknęła oczy, by nie ulec emocjom. – Przepraszam, trudno mi się powstrzymać – wyszeptała, kurczowo ściskając chusteczkę. Włosy delikatnym gestem opadły jej na twarz, przysłaniając oczy. Było to przemyślane – widzowie mieli poczuć rozmiar jej rozpaczy. Zgodnie ze scenariuszem powinna się teraz rozkleić, pokazać publiczności głębię zranienia. W rzeczywistości Katarzyna nie czuła choćby ułamka bólu, jaki pozornie okazywała. W środku czuła raczej zniecierpliwione wyczekiwanie – czy udało jej się wzbudzić pożądane reakcje? Prowadzący widział dobrze, iż łez prawdziwych nie ma, ale grał dalej. – Rozumiemy pani ból – kiwnął głową, po czym gestem poprosił o szklankę wody. – Proszę się nie spieszyć, opowie pani dalej, gdy będzie gotowa. Wytrzymał dramatyczną pauzę. – Czy wie pani coś o synu? Gdzie może być? – zapytał z autentycznym zainteresowaniem. Katarzyna uniosła wzrok, w którym pojawił się starannie wyważony miks rozpaczy i nadziei. – Niedawno znajoma widziała go w Warszawie – zaczęła, a jej głos lekko się załamał – może ze wzruszenia, może z wysiłku, by dobrze zagrać emocje. – Rozmawiali kilka minut, wynikało z tego, iż Artur choćby nazwisko zmienił! Jak go znaleźć? Bez was nie dam rady, pomóżcie mi! Może ktoś go widział? Spojrzała wprost do kamery, z wyrazem największej matczynej rozpaczy. Jej smutne oczy zatrzymały się na obiektywie – widzowie mieli poczuć głębię jej bólu. – Niedawno trafiłam do szpitala – dodała, tym razem już szczerze zmartwiona – i zdałam sobie sprawę, iż lata lecą. Kto wie, ile zostało mi życia? Marzę, by zobaczyć syna, przytulić, przeprosić i wybaczyć… Na ekranie pojawiło się zdjęcie młodego mężczyzny – mniej więcej dwudziestolatka, z jasnymi włosami i szaro-niebieskimi oczami. Artur przez dwanaście lat pewnie się zmienił – wyobraziła go sobie z brodą, inną fryzurą, może trochę przytył… Wszystko to pogłębiało poczucie, iż znalezienie go jest niemal niemożliwe. – jeżeli ktokolwiek widział tego młodego człowieka, prosimy o kontakt ze studiem – powiedział prowadzący spokojnym głosem. – Numer wyświetla się na dole ekranu. Nagrani zakończono. Katarzyna pożegnała się z ekipą i ruszyła do wyjścia, grając swoją rolę do samego końca. Na zewnątrz czekała przyjaciółka – właśnie ona przekonała Katarzynę do udziału w show. Na twarzy Katarzyny pojawił się zadowolony uśmiech. – I jak, udało się? – spytała cicho, z satysfakcją. – Wzruszyłam publiczność? Tamara, która pilnie obserwowała salę podczas nagrania, nie miała wątpliwości: plan się powiódł. Widzki w studiu ledwo hamowały łzy, szeptały i kręciły głowami. Tamara lekko się uśmiechnęła. – Kobiety w studiu prawie płakały – szepnęła. – Niedługo dowiesz się, gdzie mieszka twój synek, i będziesz mogła upomnieć się o swoje. Bo patrz: świetnie się ustawił, a matce nic nie daje! Katarzyna skrzywiła się lekko – cyniczny ton przyjaciółki trochę ją raził. Ale Tamara miała sporo racji. Do niedawna o Arturze nie myślała prawie wcale. Wspominała go tylko czasem, przelotnie. To się zmieniło, odkąd Tamara spotkała znajomego, który widział Artura w Warszawie. Ten znajomy opowiedział, jak zmieniło się życie „zaginionego” syna. Luksusowy samochód, taki, którego na polskich ulicach spotyka się rzadko, garnitur od projektanta, zegarek z grawerem, wyjście z jednej z najdroższych warszawskich restauracji. Już było jasne: Artur nie tylko dobrze zarabia, ale zna wartość pieniędzy. Katarzyna choćby nie udawała matczynej tęsknoty. Obchodziło ją tylko jedno – pieniądze, które MUSI jej oddać. W końcu to ona go wychowała! Niech się wykosztuje! – Nic, na pewno go znajdą – powtórzyła już do siebie. – Jeszcze chwilka cierpliwości, a będę ustawiona… Czuła, iż Artur nie odważy się jej spławić – w takich kręgach, w jakich się obraca, medialny skandal mu niepotrzebny! Będzie idealnym synem dla prasy – innego wyjścia nie będzie miał! Naiwna… Jeszcze nie rozumie, iż wpadła w misterną pułapkę zastawioną przez własnego syna… *************************** Dwanaście lat wcześniej. Artur wrócił do domu o dziewiątej wieczorem. Był wykończony – dziś miał ostatni, najtrudniejszy egzamin na studiach. W głowie wciąż huczały formuły i definicje. Marzył o tym, by położyć się w swoim łóżku i przespać całą dobę. Wiedział jednak, iż tak dobrze nie będzie. Pod drzwiami usłyszał podniesione głosy. Męski – szorstki, zirytowany. Żeński – cichy, wypraszający litość. Znowu ten facet w ich mieszkaniu… Artur skrzywił się – zawsze perfekcyjnie trafiał z wizytą na jego powrót, by rozpętać awanturę. Powoli przekręcił klucz w drzwiach i… niemal potknął się o walizki przy wejściu. – Co to? Moje rzeczy? Kto je tu postawił? – zapytał głośno, nie ukrywając emocji. Z salonu zapadła cisza, po chwili w korytarzu pojawiła się matka. Naraz nabrała niechętnego wyrazu twarzy, krótkie prychnięcie, odwrót. Artur zdjął buty i ruszył do kuchni. Za stołem siedział Alojzy – partner matki. Rozparty, jakby był u siebie. Szybkie spojrzenie z góry i wraca do rozmowy z Katarzyną. – Dlaczego on tu siedzi? – zapytał. – Jeszcze mu nie powiedziałaś? – ironizował Alojzy, bawiąc się telefonem. – Nie gadajcie o mnie, jakby mnie tu nie było! – oburzył się Artur. – Mam prawo tu mieszkać! W odróżnieniu od pana! Kim pan w ogóle jest? Zaraz przerwała mu matka – ton zimny, pozbawiony cienia uczuć: – Od dziś już tu nie mieszkasz. Twój były pokój zajmie syn Alojzego. Artur stał jak wryty, nie wierząc własnym uszom. – Ojciec miał mi tu zostawić mieszkanie w spadku… – bronił się. Matka skrzyżowała ręce i przemówiła twardo: – Miał, ale zginął nagle, nie zdążył zmienić testamentu. Tylko ja tu rządzę! I ja decyduję, kto tu mieszka. Od dziś nie wolno ci tu przebywać! Dorosły chłopak, a ciągle do matki się tuli! Te słowa uderzały jak policzek. Jego twarz drgała z nerwów. Może wypadek ojca nie był przypadkowy? Pomyślał mimochodem. – Naprawdę wyrzucasz własnego syna na bruk? Odpowiedziała wzruszeniem ramion. – Już choćby twoje rzeczy spakowałam. Tu będzie mieszkał ktoś inny. I nie wracaj bez mojej zgody! – I gdzie niby mam spać? – zapytał Artur. – Znasz wielu ludzi – ktoś cię przygarnie. Potem radź sobie sam. – A jeszcze… – dodała matka – zabrałam twoje pieniądze za ostatni rok studiów. Zarób sobie sam, mnie się bardziej przydadzą. Niebawem mam ślub. To była najboleśniejsza informacja. Artur obiecał sobie: nie będzie błagać, nie będzie uniżać się matce. Weźmie urlop dziekański, znajdzie pracę, przypilnuje swojej przyszłości samodzielnie. Patrzył na matkę, już wiedząc, iż nie wybaczy jej nigdy. *************************** – Widziałeś już to? – zapytał Nikodem przy stoliku, podając telefon. – Przyjaciółka z twojej miejscowości podesłała, dziś leciało. Artur oderwał wzrok od dokumentów i opadł na oparcie krzesła. W myślach raz jeszcze odtwarzał kadry tego programu – matka teatralnie rozpaczająca po „zaginionym” synu. Dwanaście lat temu wyrzuciła go z domu, odebrała kasę, wycięła z życia. Teraz rozpaczliwie liczy na łzy przed kamerą. Artur poczuł gorzką satysfakcję – zemsta była cicha, przemyślana. Jego życie się udało. Dorobił się, zdobył uznanie, stał się Polakiem z sukcesem – bez matki, bez jej wsparcia, bez „błogosławieństwa”. Po tej emisji matka wie już, czego się pozbawiła. Marzy teraz o pomocy, choć na nią nie zasłużyła. Ale wie jedno – nie dostanie od niego ani grosza. Ani słowa, ani szansy na pojednanie. Kobieta, która go urodziła, już nigdy nie dostanie się do jego życia. To najważniejsze…
Syn Miśka Koterskiego jest pod opieką terapeuty. To wszystko przez rozwód
Kochanie, możesz po mnie przyjechać z pracy? – Zadzwoniła do męża, licząc na to, iż uniknie męczącej czterdziestominutowej podróży komunikacją miejską po ciężkim dniu.
Ślubu nie będzie – Czemu dziś taki cichy jesteś? – zapytała Ania. – Przecież ustaliliśmy, iż w sobotę jedziemy wybrać meble do sypialni. A ty jakiś przygnębiony. Co się stało? Darek wiedział: teraz albo nigdy. Musi powiedzieć to teraz. – Aniu… Muszę ci coś powiedzieć. O ślubie. Ania długo czekała na tę rozmowę. Uzgodnili z Darkiem, iż wesele będzie skromne, ale wiedziała – Darek i tak pragnie prawdziwej polskiej uroczystości: wielu gości, filmowanie, dekoracje… Jak czekała na tę rozmowę! – Tylko proszę, bez długiego wstępu. Wydaje mi się, iż wiem, co chcesz powiedzieć – uśmiechnęła się Ania. A Darek wypalił: – Przełóżmy… Przełóżmy ślub. To nie była rozmowa, na jaką była przygotowana. – Przełóżmy? – zaniemówiła Ania. – Skąd ten nagły zwrot? Dlaczego? Przecież dopiero co ustalaliśmy, jakie zamówić zaproszenia… To Ty je wybierałeś… Decydowaliśmy, kogo zaprosimy! Przestałeś chcieć się ze mną ożenić?? Jak w telenoweli, zaraz powie, iż mu uczucia wygasły. Ale Darek znowu nie zagrał według scenariusza. – Wiesz, z pieniędzmi teraz krucho – wymamrotał – W pracy pensja się opóźnia, nic nie możemy odłożyć. No i… mieszkamy razem dopiero pół roku. To chyba za wcześnie, nie sądzisz? – Za wcześnie? – zakrztusiła się Ania. – Darku, jesteśmy razem już trzy lata! Trzy lata związku i pół roku wspólnego mieszkania to dla ciebie za wcześnie? Darek już nie wyglądał na przestraszonego. – Nie zaczynaj, Aniu. Nie chcę kłótni. To po prostu… przerwa. Nie zrezygnowałem ze ślubu, ale wesele kosztuje sporo. – W porządku… To może chociaż pójdziemy tylko do USC, a potem świętowanie w gronie najbliższych? – Aniu, to wtedy nie będzie prawdziwego ślubu. – I niech go szlag trafi! – Przecież o tym marzyłaś… – Przeżyję! Dziwne ma te wymówki. – Aniu… – Powiedz szczerze. Stało się coś? Nie jesteś pewien, czy mnie kochasz? Może kogoś poznałeś? Bo “ślub jest za drogi” brzmi mało przekonująco. Darek pokręcił głową. – Nie, Aniu, przysięgam. Ja po prostu chcę, żeby wszystko było idealnie, rozumiesz? A teraz nie dam rady zorganizować nam idealnego ślubu. I te pół roku… Jeszcze nie do końca przywykliśmy do siebie. Trzeba się upewnić, iż do siebie pasujemy… W tym, co mówił, była pewna logika… Był choćby przekonujący, ale intuicja Ani biła na alarm. Rzadko kiedy Darek z taką wprawą próbował ją do czegoś przekonać. A przecież to on naciskał, żeby się wcześniej pobrali. Udawała więc, iż wierzy. Po tej rozmowie Darek stał się nie chłopakiem, ale wręcz idealnym partnerem, zaczął zwracać uwagę na drobiazgi, które do tej pory lekceważył, jakby chciał wynagrodzić odwołany ślub. W sklepie zawsze pytał, co ona chce… zmywał naczynia… Ale chodził przygnębiony. Nie tylko zamyślony – posępny, w nocy wzdychał patrząc w sufit i zbywał pytania Ani zdawkowym: “Po prostu zmęczony”. Ania nie naciskała. “Później, później…” – podpowiadał jej głos. Po dwóch tygodniach zostali zaproszeni przez rodziców Darka. Ania długo się wahała. Po prostu nie miała ochoty jechać. No i Darek już nie wspominał o ślubie, a rodzice na pewno zapytają – wyjdzie niezręcznie. Ale musiała jechać. Wątek ślubu oczywiście wrócił. – No i kiedy nas w końcu uszczęśliwicie? – zapytała jego mama, gdy ojciec poszedł oglądać mecz. – Znaleźliśmy już salę weselną. Dwadzieścia osób, świetna miejscówka. Rezerwować na którą datę? Darek siedział z taką miną jak Ania. Jak rezerwować? Nic nie będzie… – Mamo, przecież mówiliśmy. Przełożyliśmy – wychrypiał. – Przełożyliście? A dlaczego? Nie macie kasy czy jak? Darku, jako facet trzeba było o tym pomyśleć wcześniej! Po obiedzie, gdy panowie z zapałem rozkręcali stary sprzęt muzyczny, Ania poszła do łazienki się odświeżyć. Czysto jak w szpitalu. Ani śladu kurzu, choćby kosmetyków nie ma, poza żelem pod prysznic i szamponem. Mama Darka wszystko trzyma u siebie w pokoju. Anię zawsze to bawiło – ile można nosić kosmetyki do i z łazienki? Ania wytarła twarz ręcznikiem i nagle przystanęła… Ściany w tej łazience miały dar przewodzenia rozmów, szczególnie gdy chodziło o cudze tajemnice. Darek wrócił na kuchnię i rozmawiał z matką. Ania usłyszała… – …Darku, na pewno nie chcesz zerwać z Anią? Ania zamarła, ścierając brodę. Co? Wiedziała, iż się nie przesłyszała. Ostrożnie, żeby nic nie zaskrzypiało, przyłożyła ucho do kafelków. – Mamo, przecież mówiłem. Przełożyliśmy. Ale nie zerwaliśmy. – “Przełożyliście” to wymówka! – syczała Grażyna. – Widzę, jak się męczysz. Po co ci ona? Sama wiesz, iż to nie jest żona dla ciebie. Żona ma słuchać męża, a ta twoja… Po co się żenić, skoro za rok będzie rozwód? – Ko-cham ją, mamo. Ania choćby się wzruszyła. Ale kolejna wypowiedź matki kazała jej zapomnieć o sentymentach. – Mówisz, iż ją kochasz? Sprytna, cwaniara… Darku! Jeszcze żoną nie została, a już cię nastawiła przeciw nam. Przestałeś pomagać siostrze, na działkę nie przyjeżdżasz… Zmienia cię i to na gorsze. Ania wrosła w ścianę, przytulona do zimnych kafelków. Nastawiła przeciw nim? Kiedy? Zawsze starała się być grzeczna z rodzicami Darka, choćby gdy pan Janek skomentował jej nową fryzurę – było jej przykro, ale przemilczała! Nie przypominała sobie ani jednej sytuacji, by celowo nastawiała Darka przeciw ich rodzinie. Wręcz przeciwnie, zachęcała go do kontaktu, bo wiedziała, jak ważni są dla niego rodzice. I wtedy ją olśniło: to nie o pieniądze chodzi. To jego mamusia, która kłamie jej prosto w oczy, a tak naprawdę nie chce ślubu! Ania poszła prosto do kuchni. – O, Aniu, już wróciłaś! Właśnie rozmawialiśmy, iż nie ma sensu odkładać ślubu. Młodość wiadomo, ale bez ślubu to ja nie popieram. Jak miło z jej strony. – Oczywiście, pani Grażyno – odpowiedziała Ania. – Nie będziemy długo zwlekać. Jak tylko uzbieramy trochę pieniędzy – idziemy do urzędu. Prawda, Darku? – Tak, Aniu, w zasadzie jesteśmy już po ślubie – podłapał Darek. Tej nocy, kiedy wracali do domu, Darek próbował objąć Anię, ale ona ciągle się odsuwała. Nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Czy w ogóle warto? jeżeli Darek nie zerwał z nią na żądanie matki, to znaczy, iż ją kocha… Ale ślub jednak odwołał. – Dziwnie się zachowywałeś, kiedy twoja mama zaczęła temat – powiedziała, patrząc na światła Mostu Świętokrzyskiego znikające w oddali. – Ja? Nie, po prostu ona się spieszy ze ślubem i… – Nie kłam. Ona wcale się nie spieszy. Jest przeciwna naszemu ślubowi. Powiedziała, iż nastawiłam cię przeciwko niej i iż powinniśmy się rozstać. Darek nerwowo ścisnął kierownicę. – Słyszałaś? Aniu, mama się boi, iż syn ją zostawi po ślubie. Typowe. Nie przejmuj się tym. Przejdzie jej. Anię nie ruszyły słowa “teściowej-matki”, która nie chce oddać synka. Bardziej bolały ją słowa Darka. Nie stanął w jej obronie. Wolał przytakiwać, żeby nie kłócić się z mamą. Wątek ślubu pozostał otwarty. Darek wciąż chodził skwaszony, a na sugestie Ani co do wspólnych planów, odpowiadał zawsze: “Może później…” Aż pewnego razu Ania zobaczyła niezablokowany telefon Darka. “Popatrzę tylko na godzinę – usprawiedliwiała się – Nie będę czytać wiadomości… tylko rzucę okiem…” Na ekranie wyświetliło się powiadomienie od jego siostry, Wioli. Wiola była tylko dwa lata młodsza od Ani, ale zachowywała się, jakby miała dwanaście. Zero pracy, zero studiów, mieszka z rodzicami i żyje na ich koszt. Wiadomość była jednoznaczna: – Rozumiem, kasy nie zobaczę. Znowu jesteś pantoflarzem. No to żyj sobie z nią, skoro jakaś laska jest ważniejsza niż rodzina. Ania przeczytała: “Znowu jesteś pantoflarzem”. Nagle przypomniała sobie scenę sprzed odwołania ślubu: kiedy Wiola po raz enty dzwoniła do Darka po kasę, Ania nie wytrzymała i powiedziała Darkowi: – Darku, ona ma 27 lat, mieszka z rodzicami i wyciąga od ciebie pieniądze na zabawę. Może czas, żeby sama zaczęła pracować? Nasz budżet też nie jest z gumy. Ania nie wtrącałaby się, ale w końcu to także jej pieniądze, zarabia tyle samo co Darek, a nie zamierza utrzymywać jego rodzinę. I Darek wtedy, choć niechętnie, przyznał jej rację: “Masz rację, Aniu. Trzeba skończyć z tym.” Teraz już wszystko jasne, kto nastawia rodzinę przeciwko Ani. Wzięła telefon Darka, skopiowała wiadomość od Wioli i przesłała ją sobie, żeby mieć dowód. Odłożyła telefon dokładnie tam, gdzie leżał. Darek otrzepywał się ze śniegu w przedpokoju: – Chleb kupiłem i twoją ulubioną czekoladę z orzechami. Myślałem, Aniu, może powinniśmy… – Darku – przerwała mu. – No co? Kogo się spodziewałaś? – rzucił żartobliwie. Ania nie odwzajemniła żartu. – Co ci pisze Wiola? – zapytała. Darek wiedział, iż zanim go przypili, należy się bronić i cały się obraził: – Co ty, grzebałaś mi w telefonie?? Klasyczna linia obrony. Próbował zepchnąć winę. – Nieważne, co zrobiłam, Darku. Chcę, żebyś mi wyjaśnił. Teraz. Darek zamilkł na chwilę, po jego twarzy przeszła cała gama emocji: złość, panika. – Aniu, nie przejmuj się. Jeszcze dziecko, obraża się za wszystko. – O co? O to, iż powiedziałam, iż mogłaby dorosnąć? – dopytała Ania. – No przyzwyczajona, iż brat zawsze da. Trudno jej się odzwyczaić od łatwej kasy. Zapomni, daj spokój. – To ona nastawiła twoich rodziców? – No… tak, – przyznał Darek. – Tłumaczyłem im, iż to nasze pieniądze, Wiola powinna sama… Ale mama zamiast słuchać, od razu z pretensjami – “Ania cię ustawiła pod pantofel, odsunąłeś się od rodziny!” Ale ja tak nie myślę… – Ale ślub odwołałeś… Dobrze. Ona nastawiła twoją rodzinę przeciwko mnie. Zrozumiałam. Nie mogę się z nimi dogadać. Ale co ty sam o tym wszystkim sądzisz? Ty naprawdę chcesz się ze mną ożenić? Czy po prostu odwlekasz sprawę, bo boisz się powiedzieć matce “nie”? – Oczywiście, iż chcę zostać twoim mężem! Ale teraz nie mogę… Może później… jak wszystko się uspokoi… No to już wiadomo. – Wiesz, Darku… Doszłam do jednego wniosku… Nie chcę wychodzić za kogoś, kto nie jest pewien swoich uczuć i drży przed każdym kaprysem siostry. Dobrze, iż odwołaliśmy ślub.
Klarenbach nagle przerwał wystąpienie Tuska. "Dobra, skończmy"
Bohaterska akcja. Policjanci uratowali małżeństwo z płonącego budynku w Bielsku-Białej
Mój drugi mąż, Filip, okazał się cudownym człowiekiem – nie żałuje wydatków na zakupy dla mnie i mojego syna, okazując nam prawdziwą troskę, dzięki której znów poczułam się bezpieczna i kochana
Lekcja dla żony: Gorzka kłótnia o domowe obowiązki, opieka nad dzieckiem, decyzja o rozwodzie i niespodziewane wsparcie teściowej podczas batalii sądowej – historia Anfisy, która musiała się nauczyć, co to znaczy być prawdziwą żoną i matką w polskich realiach
Na tydzień przed Dniem Kobiet wybiegłam z sali sądowej, zalana łzami. W głowie wciąż brzmiało mi jedno zdanie: „Nie jesteście już mężem i żoną”. Za jakie grzechy spotkał mnie taki los? Dlaczego ukochany zniszczył nasze małżeństwo?
Kryzys w małżeństwie Michała Wiśniewskiego! Wokalista mówi wprost: "Mamy bardzo poważny kryzys w związku, bo nie spędzamy ze sobą czasu"
Z życia wzięte. "Przyjaciółka nie zmywała naczyń przez tydzień": Zaskoczyło mnie to tak, iż nie mogłam milczeć
To choćby nie podlega dyskusji – Nina będzie mieszkać z nami, to choćby nie podlega dyskusji – powiedział Zbyszek, odstawiając łyżkę. Do kolacji choćby się nie tknął, jakby szykował się do poważnej rozmowy. – Mamy pokój, właśnie skończyliśmy remont. Za dwa tygodnie moja córka się do nas wprowadzi. – Nie zapomniałeś przypadkiem o czymś? – policzywszy w myślach do dziesięciu, zapytała Kasia. – Na przykład o tym, iż pokój przygotowaliśmy dla naszego PRZYSZŁEGO, WSPÓLNEGO dziecka? Albo iż Nina ma matkę, z którą przecież powinna mieszkać? – Pamiętam, iż myśleliśmy o dziecku – mruknął ponuro Zbyszek. Sam miał nadzieję, iż żona potulnie przyjmie jego decyzję i dalsza rozmowa nie będzie potrzebna. – Ale nic się nie stanie, poczekamy kilka lat. Zresztą musisz jeszcze skończyć studia, teraz nie czas na dzieci. Poza tym Nina nie chce rodzeństwa. A jeżeli chodzi o jej matkę… – Zbyszek krzywo się uśmiechnął – będę występował o ograniczenie jej praw rodzicielskich. Małej po prostu niebezpiecznie przy tej kobiecie! – Małej? – Kasia uniosła brwi ze zdumieniem. – Przecież ona ma już dwanaście lat! To już całkiem duża dziewczyna. I na czym to niby polega to “niebezpieczeństwo”? Że twoja córka nie może się włóczyć po osiedlu po dziesiątej w nocy? Albo iż zmuszają ją do odrabiania lekcji pod groźbą odebrania telefonu albo wyłączenia Internetu? Powiem ci, twoja była żona to prawdziwa święta, skoro jeszcze nie sięgnęła po pas! – Nic nie wiesz – warknął Zbyszek. – Nina kilka razy pokazywała mi siniaki, pokazała wiadomości pełne wyzwisk i gróźb! Nie pozwolę zniszczyć jej życia! – Właśnie to teraz robisz, idąc jej na rękę. Kasia wstała od stołu, zostawiając prawie nietkniętą zupę. Straciła apetyt, a widok naburmuszonego męża przyprawiał ją o ból głowy. Przecież ostrzegano ją – nie spiesz się z zamążpójściem! Pożyjcie razem bez ślubu, sprawdźcie siebie… Ale ona oczywiście wiedziała lepiej! Przecież musi wyjść za mąż pierwsza wśród koleżanek… Dlaczego wszyscy byli przeciwni tak szybkiemu ślubowi? Wszystko jasne – Zbyszek to jego drugi związek, jest starszy od niej o piętnaście lat i ma już prawie dorosłą córkę, której oddałby wszystko. Trzy powody – z osobna może nic wielkiego, ale razem… Prawie katastrofa. Pierwsze dwie rzeczy choćby jej nie przeszkadzały. Przeciwnie, podobało jej się, iż mąż ma doświadczenie i stabilność. Kasia wiedziała z pierwszej ręki, iż rozwód z Aldoną był za porozumieniem stron i nie miała do niego żalu. Ale ta trzecia… Nina. Do bólu rozpuszczone, nieposłuszne dziecko, które większość życia spędziło u babci, bo rodzice ciężko pracowali, by dać jej lepszy start. Rozwód rozeszły się po kościach, bo Nina wiedziała, iż ojciec nigdy jej nie zostawi, choćby jeżeli ma nową rodzinę. Ale nowy związek mamy… Była na to niegotowa. Ojczym zajął się jej wychowaniem na poważnie, a mama, która zmieniła pracę i więcej czasu spędzała w domu, w pełni go popierała. Godzina policyjna, lekcje, korepetytorzy – Nina była wkurzona, bo przez całe życie niemal bez ograniczeń mogła oglądać telewizję lub grać na komputerze. Zaczęła wymyślać niestworzone historie, żeby wyprowadzić ojca z równowagi. Tak, Nina chciała mieszkać z ojcem – wiedziała, iż z jego powodu będzie mogła być adekwatnie samodzielna. Kasię w ogóle nie brała pod uwagę, nie zamierzała słuchać macochy, o dziewięć lat starszej od siebie. I dla “wolności” była w stanie zrobić wszystko. ********************** – Nina przyjeżdża dzisiaj. Przygotuj jej pokój i nie denerwuj jej, dziewczyna wiele przeszła – Zbyszek postawił Kasię przed faktem dokonanym, dobierając krawat do nowego garnituru. – Gdybym wcześniej wiedział, iż Aldona dla faceta będzie gnębić własną córkę… Ale co teraz gadać? Czasu się nie cofnie. – Czyli nie zmieniłeś zdania? Serio chcesz zabrać do nas córkę? – Kasia do końca miała nadzieję, iż coś jeszcze się odkręci. – Kto się nią zajmie? Ty wracasz do domu najwcześniej o ósmej wieczorem. – Ty się zajmiesz – wzruszył ramionami Zbyszek. – To nie dziecko, świetnie sobie poradzi. – Mam zaraz sesję, sam mówiłeś, iż mam się skupić na nauce – uśmiechnęła się złośliwie Kasia. – Niech Nina będzie cicho i nie przeszkadza mi się uczyć. Mam nadzieję, iż umie zmywać i sprzątać, bo przez najbliższe dwa tygodnie to jej zaszczytne zadanie. – Nie jest tu od sprzątania… – Ja też nie jestem – przerwała Kasia. – Ale skoro ma z nami mieszkać, to pomaga w domu. Lepiej omów z nią zasady wspólnego życia. ************************ – Tata, naprawdę pozwolisz jej tak się nade mną znęcać? choćby z koleżankami spokojnie nie mogę wyjść, a twoja żonka zwaliła na mnie cały dom, a sama ogląda telewizję z zadowoloną miną. Kasia przypadkiem podsłuchała rozmowę, krzywo się uśmiechnęła. Jasne, interesujące jak niby zmusi ją do czegokolwiek! Prędzej gruszki na wierzbie wyrosną! – Porozmawiam z Kasią, obiecuję. Ale ty też powinnaś spróbować się z nią dogadać. Rozumiem, iż ci ciężko, ale nie mogę cię pilnować. Znajdź z Kasią wspólny język, pokaż, jaka z ciebie fajna dziewczyna. – Dobrze, spróbuję – wybełkotała Nina, wiedząc, iż z ojca więcej nie wyciśnie. – A to prawda, iż kupiłeś jej samochód? – No tak, a co? – Tak tylko. Powiedziałeś mi, iż nie masz pieniędzy, żeby wysłać mnie na zagraniczne wakacje, o których marzyłam! – Sama i tak nie pojedziesz, przypominam, iż masz dwanaście lat, a ja pracuję. W wakacje pojedziemy wszyscy razem. – Ja nie chcę wszyscy razem! W ogóle mnie nie kochasz, prawda?! – zapłakała dziewczynka. – Po co mnie w takim razie zabrałeś od mamy? Przeszkadzam twojej żonie, tobie też tylko przeszkadzam… Dalszego ciągu Kasia już nie słuchała. Wiedziała, iż Nina i tak postawi na swoim – nie tylko w sprawie wakacji. Cwana dziewczyna zdecydowała się pozbyć konkurencji do tatowych pieniędzy. I chyba jej się uda. Kasia miała już dość pretensji ze strony męża i podjęła decyzję – kolejna kłótnia i rozwód. Na koniec jeszcze trochę popsuje dziewczynce radość, mówiąc, iż choćby po rozwodzie Zbyszek będzie musiał oddawać część forsy – na alimenty. ********************** W sumie Kasia miała rację – wieczór zaczął się od góry pretensji. Wysłuchała wszystkiego i spokojnie oznajmiła, iż składa pozew o rozwód. – Chcę żyć spokojnie, nie słuchać tych wszystkich wyzwisk. I ostrzegałam cię, iż powielanie zachcianek córki to zły pomysł – zauważyła triumfujący uśmiech Niny i od razu postanowiła sprowadzić ją na ziemię. – Ale nie ciesz się za bardzo, bo nie wiadomo, jak się twoje życie potoczy. Na przykład mogę postawić tacie ultimatum – jeżeli będzie chciał widywać się z naszym dzieckiem… – Kasia pogłaskała się po brzuchu – będziesz musiała wrócić do mamy. Albo coś w tym stylu… Nina próbowała znaleźć słowa, by wyrazić oburzenie, a Zbyszek – ogarnąć sytuację. Kasia zabrała już spakowaną walizkę i wyszła z mieszkania. Tak naprawdę nie była w ciąży – chciała tylko wyprowadzić dziewczynę z równowagi. I dać mężowi lekcję, iż nie zna się na wychowaniu dzieci…
Nigdy Nie Kochałem Mojej Żony i Zawsze Jej O Tym Mówiłem: To Nie Jej Wina — Mamy Dobre Życie
Mój kolega Adam, 42 lata, w końcu się ożenił – twierdzi, iż najważniejsze jest, iż żona świetnie sprząta i gotuje, a cała reszta go nie obchodzi
Kochanie, możesz po mnie przyjechać z pracy? – Zadzwoniła do męża, mając nadzieję uniknąć męczącej czterdzieści minutowej podróży komunikacją miejską po ciężkim dniu.
Mama mojego przyjaciela upokorzyła mnie przy wszystkich, nie wiedząc, iż jestem w związku z jej synem.
Z życia wzięte. "Teściowa narzeka na ceny i odmawia zakupów": Mówi, iż świat oszalał, bo wszystko jest za drogie
Hit roku w Republice. Tusk zaczął mówić, a oni przerwali transmisję i zrobili to
Nie wytrzymała – V eronika spokojnie wręczyła mężowi kubek herbaty: “Składam pozew o rozwód”. Artur zaskoczony pyta: “Dlaczego? Przecież dzieci potrzebują ojca!”. V eronika, sfrustrowana rutyną i brakiem luksusu, marzy o leniwym życiu i zakupach. Szybki rozwód, chłopcy zostają z matką, ale każdą wolną chwilę spędzają u ojca, który po odziedziczeniu domu zaczyna nowe życie z serdeczną i energiczną Lubą. Dzieci z euforią czekają na weekendy, co doprowadza Weronikę do furii. Pewnego dnia Weronika postanawia oddać dzieci Arturowi, sądząc, iż ta “święta” Luba gwałtownie się podda. Jednak mijają tygodnie i… nikt nie chce dzieci z powrotem. Artur i Luba szczęśliwie sobie radzą, a Weronika zostaje sama – bez męża, pieniędzy i dzieci. Jak to możliwe: tyle lat czekała, a przestała się starać tuż przed metą… To niesprawiedliwe!
Nigdy nie kochałem mojej żony i zawsze jej to mówiłem: To nie jej wina — Żyjemy dobrze
Starsza pani opowiedziała, iż nie widziała swojego syna od ponad sześciu lat – „Od kiedy syn z tobą nie rozmawia?” – zapytałam sąsiadkę… I wtedy pękło mi serce. Szczęśliwe życie w pojedynkę po tym, jak własny syn zerwał kontakt: historia matki, którą odrzucono po wprowadzeniu się syna z żoną. Czy już przywykła do samotności, czy wciąż cierpi? Poruszająca opowieść o miłości, stracie i tęsknocie za bliskimi, z przesłaniem: Nigdy nie zostawiajcie swoich rodziców samych!
Dominika Gawęda śpiewa o rozstaniu z Maciejem Szczpanikiem. "Bo dla mnie już się skończył świat kolejny raz"
Justyna Żyła przerwała milczenie. Tajemniczy wpis już zniknął z sieci
Mój syn mieszkał od roku z Kasią, ale nigdy nie poznaliśmy jej rodziców. Wydało mi się to dziwne, więc postanowiłam sprawdzić, o co chodzi Zawsze starałam się wychować mojego syna w szacunku do kobiet – do babci, matki, żony, córki. Uważam, iż szacunek do kobiet to najważniejsza cecha mężczyzny. Razem z mężem zapewniliśmy mu wspaniałe wychowanie i wykształcenie oraz daliśmy mu wszystko, by radził sobie w życiu. Nie chcieliśmy mu zbytnio pomagać, ale kupiliśmy mu jednak dwupokojowe mieszkanie, chociaż sam pracował i się utrzymywał, ale nie było go stać na własne lokum. Nie przekazaliśmy mu od razu aktu własności, a choćby nie powiedzieliśmy o zakupie. Dlaczego? Bo mieszkał z dziewczyną. Od roku był z Kasią, ale nie znaliśmy jej rodziny, co wydało mi się podejrzane. Później odkryłam, iż mama Kasi to była sąsiadka mojej znajomej. Opowiedziała mi coś, co bardzo mnie zaniepokoiło. Okazało się, iż teściowa Kasi wyrzuciła męża z domu, gdy zaczął mniej zarabiać, a później zaczęła się spotykać z żonatym, ale bogatym facetem. Babcia Kasi też miała romans z żonatym mężczyzną i zmuszała córkę oraz wnuczkę do pracy na jego działce. Dlatego mój syn już miał kilka konfliktów ze swoją przyszłą teściową. Najbardziej jednak martwiło mnie to, iż matka i babcia Kasi nastawiają ją przeciwko ojcu. Dziewczyna bardzo kocha swojego tatę, ale przez te dwie kobiety ich relacja jest zagrożona. I jeszcze jedno: Kasia rzuciła studia. Wierzy, iż to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę. Zgadzam się z tym poglądem, do tego wychowywałam syna, ale oby nie spotkały ich żadne kłopoty. A co, jeżeli się pojawią? Jak ona wtedy mu pomoże? Przy okazji, przepisałam mieszkanie na siebie, bo wiem, iż wychowałam zbyt dobrego syna – jelenia, jak to mówią. Niby wszystko, co nabyte przed ślubem, nie podlega podziałowi po rozwodzie, ale Kasia jest tak sprytna, iż mogłaby zostawić mojego „dżentelmena” tylko ze skarpetkami.
Moi krewni czekają na mój odejście z tego świata. Myślą o przejęciu mojej kawalerki, ale ja zadbałem o swoje interesy.
– Nie muszę chyba mówić, iż to wszystko moja wina! – Siostra mojego chłopaka szlocha. – Nie mogłam sobie choćby wyobrazić, iż coś takiego może się wydarzyć! A teraz nie wiem, co dalej, ani jak wybrnąć z tej sytuacji, by nie stracić twarzy. Siostra mojego chłopaka wyszła za mąż kilka lat temu. Po ślubie zdecydowano, iż młoda para zamieszka z matką męża. Jego rodzice mają duże, trzypokojowe mieszkanie i tylko jednego syna. – Zatrzymuję jeden pokój, reszta należy do was! – powiedziała teściowa. – Wszyscy jesteśmy dobrze wychowanymi ludźmi, więc myślę, iż świetnie się dogadamy. – W każdej chwili możemy się wyprowadzić! – zapewniał mąż swoją żonę. – Nie widzę nic złego w tym, by spróbować mieszkać z moją mamą pod jednym dachem. jeżeli się nie dogadamy, zawsze możemy wynająć własne mieszkanie… Tak też zrobili. Wspólne życie okazało się sporym wyzwaniem. Zarówno synowa, jak i teściowa próbowały dojść do porozumienia, ale z każdym dniem było coraz gorzej. Skumulowana frustracja co jakiś czas wybuchała, a kłótnie stawały się coraz częstsze. – Obiecałeś, iż jeżeli nie będziemy mogli się dogadać, to się wyprowadzimy! – płakała żona. – Przecież jeszcze się nie wyprowadziliśmy? – ironizowała teściowa. – To drobiazgi, nie ma powodu by się pakować i wyprowadzać przez takie rzeczy. Dokładnie rok po ślubie kobieta zaszła w ciążę i urodziła zdrowego synka. Narodziny wnuka zbiegły się w czasie ze zwolnieniem teściowej z pracy – nowego zatrudnienia nie mogła znaleźć, bo nikt nie chciał przyjąć kobiety tuż przed emeryturą. Synowa i teściowa musiały więc całe dnie spędzać razem – żadna z nich nie miała dokąd wyjść, co tylko pogarszało atmosferę w domu. Mąż tylko wzruszał ramionami i słuchał narzekań, bo wtedy był jedynym żywicielem rodziny. – Nie możemy teraz zostawić mamy samej, bo nie ma za co żyć. Nie mogę jej porzucić, a nie stać mnie jednocześnie na wynajem mieszkania i na pomoc matce. jeżeli mama znajdzie pracę, wtedy się wyprowadzimy! Wytrzymałość młodej żony się wyczerpała. Spakowała swoje rzeczy i rzeczy synka, wyprowadziła się do swojej mamy. Na pożegnanie oświadczyła mężowi, iż nigdy więcej nie postawi nogi w domu jego matki. jeżeli rodzinie zależy, niech coś wymyślą. Kobieta była pewna, iż mąż doceni rodzinę i natychmiast będzie próbował ją odzyskać. Bardzo się jednak pomyliła. Od jej przeprowadzki do matki minęły już ponad trzy miesiące, a mąż nie próbował choćby jej ściągnąć z powrotem. Mężczyzna mieszka z mamą, kontaktuje się z żoną i dzieckiem przez wideorozmowy po powrocie z pracy, a w weekendy odwiedza ich w domu teściowej. Teraz cieszy się uwagą i opieką dwóch kobiet, do tego matka współczuje mu, bo żona wyprowadziła się razem z dzieckiem i to ona zajmuje się maluchem. On nie musi się przejmować. Mąż – prawdziwy wygrany! A teściowa zadowolona, bo nic nie straciła! Tylko młoda kobieta nie jest szczęśliwa z takiego układu. Wciąż kocha męża, choć wie iż nie postępuje on adekwatnie. – Na co liczyłaś, wyprowadzając się? – pyta mąż. – Możesz wrócić, kiedy zechcesz. Pewnie żona nie ma zamiaru opuszczać swojej mamy i wynajmować mieszkania. Przebywająca na urlopie macierzyńskim młoda kobieta nie ma przecież na to środków. Czy to już naprawdę koniec tej rodziny? Co myślicie, czy ma ona choćby cień szansy wrócić do domu teściowej i wyjść z tej sytuacji z twarzą?
Matka mojego przyjaciela upokorzyła mnie publicznie, nie zdając sobie sprawy, iż jestem w związku z jej synem.
OC po rozwodzie. Kto odpowiada za polisę? Były mąż sprzedał samochód, ona dostała 16 tys. zł kary
Całą robotę w domu wykonywałam ja. Mój mąż potrafił co najwyżej wynieść śmieci. A jeżeli coś mu nie pasowało — pakował rzeczy i jechał do swojej mamy. Tak bardzo starałam się być „idealną żoną”, iż ostatecznie wychowałam sobie leniwego, egoistycznego i bezradnego mężczyznę. Sama go takiego zrobiłam
Po rozwodzie. Przemek Kossakowski bardzo złośliwy wobec Martyny Wojciechowskiej
Moi krewni czekają, aż opuszczę ten świat. Zamierzają zająć moje mieszkanie, ale ja już się na to zabezpieczyłem.
Odeszłam od męża, a on teraz cieszy się życiem. Udowadnia, iż to ja byłam tą, która go ograniczała i nie pozwalała prowadzić normalnego życia.
Ona rozwiodła się z mężem, a teściowa żąda pieniędzy na jego wsparcie
Kochany przez Polaków aktor rozwodzi się po 20 latach. Wyciekła data rozprawy
Nagle ogłosił, iż pokryje wszystkie koszty wesela, a ja powinnam sama zapłacić za całą podróż.
Moi bliscy czekają, aż opuścimy ten świat. Myślą o przejęciu mojego mieszkania, ale zabezpieczyłem się na przyszłość
Od roku mój syn mieszkał z Kasią, ale nigdy nie poznaliśmy jej rodziców. To wydało mi się dziwne, więc postanowiłam sprawdzić, o co chodzi Zawsze starałam się wychować syna w szacunku do kobiet – jego babci, mamy, żony, córki. Uważam, iż to najważniejsza cecha mężczyzny: szacunek wobec kobiet. Mąż i ja zapewniliśmy synowi doskonałe wykształcenie i wychowanie, dając mu wszystko, co potrzebne do łatwego życia. Chcieliśmy mu pomóc tylko tak, jak trzeba – więc kupiliśmy mu dwupokojowe mieszkanie, chociaż sam zarabiał, ale nie miał jeszcze środków na własne lokum. Nie daliśmy mu od razu tego mieszkania, choćby nie powiedzieliśmy mu o zakupie. Dlaczego? Bo syn właśnie zamieszkał z dziewczyną, dlatego. Od roku mieszkał z Kasią, a my nie poznaliśmy jej rodziców, co uznałam za dość dziwne. Później dowiedziałam się, iż matka Kasi była kiedyś sąsiadką znajomej. Usłyszałam coś, co wzbudziło we mnie niepokój. Okazało się, iż matka Kasi wyrzuciła męża z domu, gdy ten mniej zarabiał, ale to był dopiero początek absurdu… Potem związała się z żonatym, ale majętnym mężczyzną. Babka Kasi, podobnie jak jej córka, również utrzymywała relację z żonatym mężczyzną i zmuszała swoją córkę oraz wnuczkę do jeżdżenia na jego działkę, żeby pomagały mu w gospodarstwie. Z tego powodu mój syn miał już parę spięć ze swoją przyszłą teściową. Ale najbardziej niepokoi mnie, iż matka i babka Kasi nastawiają ją przeciwko ojcu. Dziewczyna wyraźnie kocha ojca, ale przez te dwie kobiety ich więź jest zagrożona. A do tego wszystkiego – Kasia rzuciła studia, bo uważa, iż to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę. Tak, ja też tego uczę syna, ale Boże uchowaj przed trudnymi chwilami. Ale kto da mu gwarancję, iż w razie czego żona wesprze? Przy okazji, przepisałam mieszkanie na siebie, bo wiem, iż wychowałam „jelenia”, jak to się mówi. Tak, wszystko, co zdobyte przed ślubem, po rozwodzie nie podlega podziałowi, ale Kasia jest tak sprytna, iż może mojego „dżentelmena” zostawić tylko w samych skarpetkach.
Rozwiodłam się z mężem, a teraz on jest bardzo szczęśliwy. Udowadnia, iż to ja byłam przeszkodą, która nie pozwalała mu prowadzić normalnego życia.
– „Albo wynajmujesz mojemu bratu pokój w swoim mieszkaniu, albo się pakuj i wynoś się stąd!” – oświadczył mąż.
Ona rozwiodła się z mężem, a teściowa domaga się pieniędzy na jego wsparcie
Nigdy Nie Kochałem Mojej Żony i Zawsze Jej To Mówiłem: To Nie Jej Wina — Żyjemy w Zgodzie
Rozstałam się z mężem, a on teraz cieszy się życiem. Udowodnił, iż to ja byłam przeszkodą w jego dążeniu do szczęścia i prowadzeniu normalnego życia.
Uwielbiany gwiazdor się rozwodzi. Do sieci wyciekły szczegóły
Najczęściej giną, gdy mówią, iż chciałyby się rozstać. Sąsiedzi zwykle nic nie wiedzą
Bogna Sworowska szczerze o rozstaniu z wieloletnim partnerem. Jest gotowa na nową miłość
Nagle ogłosił, iż pokryje główne koszty wesela, więc to ja powinnam sfinansować całą podróż.
Małżeństwo Michała Czerneckiego trwało ponad dwie dekady. niedługo odbędzie się jego rozwód
Miał 45 lat i mówił, iż to tylko kryzys wieku średniego. Okazało się, iż kryzys miał imię