Kochanie, nie myśl źle! Nie jestem bezdomny. Nazywam się Mikołaj Sienkiewicz. Przyjechałem do córki. To ciężka historia
Do Sylwestra pozostało kilka godzin. Wszyscy pracownicy już dawno rozeszli się do domów, a nikt nie czekał na Jagodę
Aby nie musieć iść do pracy 1 stycznia, postanowiła zrobić wszystko z wyprzedzeniem.
W domu czekały na nią dwa pojemniki sałat, owoce i musujące wino w lodówce, przygotowane wcześniej.
Nie miałaby komu się ubrać. Najlepiej zdjąć szpilki i wskoczyć w miękką piżamę.
Tak więc, po rozstaniu z Andrzejem kilka miesięcy temu, które było tak bolesne, iż Jagoda nie spieszyła się z nowymi związkami, teraz było jej wygodnie samotnie
Andrzej próbował ją odzyskać, dzwonił kilkakrotnie, ale Jagoda nie chciała zaczynać od nowa nic dobrego nie wyjdzie, nie pasujemy, za bardzo skomplikowane.
Nie chciała choćby wspominać o nim, to przeszłość, po co psuć sobie święta?
Jagoda wysiadła z tramwaju. Jeszcze kilka kroków i była w domu.
Przy wejściu, na ławce, zauważyła starszego pana z małą choinką przy nim.
Pewnie ktoś przyjął w gości pomyślała.
Skinęła głową, pan skinął, nie podnosząc wzroku.
Wydawało się, iż w jego oczach błysnęły łzy albo jedynie odbicie świateł, ale nie przywiązała do tego wagi i wbiegła do mieszkania.
Wieczorem zaczęło być mroźno, a Jagoda zadrżała.
Po kąpieli włożyła ulubioną puszystą piżamę, nalała kawę i podeszła do okna.
Dziwne, ale starszy pan wciąż siedział na ławce.
Minęło już ponad godzinę, a do Nowego Roku dwie godziny, jeżeli przyjechał w gości, to czemu stoi na dworze? I ten blask w oczach! myślała.
Ustawiała stół, włączyła lampki na swojej choinkowej, ale myśli wciąż krążyły wokół samotnego staruszka.
Po pół godzinie dziewczyna wyjrzała przez okno pan wciąż siedział, nic się nie ruszając.
Może mu niedobrze? Na mrozie można zmarznąć.
Jagoda nałożyła płaszcz i wybiegła na dwór.
Podchodząc do ławki, usiadła obok niego.
Stary spojrzał na Jagodę i odwrócił się.
Przepraszam, wszystko w porządku? Zauważyłam, iż długo pan tu siedzi sam. Na dworze zimno. Czy mogę jakoś pomóc?
Staruszek westchnął:
Nic, kochaniutko! Wszystko w porządku, po prostu trochę poczekam i pójdę.
Gdzie?
Na dworzec. Do domu wrócę.
Wie pani, to nie jest potrzebne. Nie chcę rano zobaczyć pana znowu na tej ławce. Wstań! Wstań, proszę! Chodźmy do mnie. Ogrzeję pana, a potem pojedzie pan tam, gdzie trzeba.
Ale
Bez ale! Chodźmy!
Jagoda wiedziała, iż gdyby zobaczyła ją teraz jej przyjaciółka Zofia, zrobiłaby wielkie oczy i Cóż, Zofii nie ma w pobliżu, a zostawić staruszka nie mogła.
Dziadek wstał z ławki i podszedł do choinki.
Mogę wziąć?
Proszę, weźcie, czemu nie.
Wszedł do mieszkania, nieśmiało postawił drzewko w przedpokoju, zdjął płaszcz.
Każdy krok był dla niego ciężki, widać było, iż trochę mu zmarzło.
Usiadł w kuchni, Jagoda nalała herbaty, a pan długo ogrzewał ręce przy filiżance. Wziął kilka łyków i podniósł wzrok.
Kochanie, nie myśl źle! Nie jestem bezdomny. Nazywam się Mikołaj Sienkiewicz. Przyjechałem do córki. To ciężka opowieść
Z matką rozstaliśmy się dawno, popełniam winę, poznałem inną kobietę. Zakochałem się, jak nastolatek, nie widząc niczego innego
Na początku się chowałem, potem żona dowiedziała się o nas od Małgorzaty, w domu wybuchły kłótnie i pewnego dnia stuknąłem w drzwi i poszedłem do tej, do ukochanej
Córka wtedy miała pięć lat.
Najpierw przychodziłem, próbowałem pomagać, ale Łucja, moja była żona, była bardzo dumna, nie przyjmowała ode mnie nic, choćby nie domagała się alimentów, chciała wychować córkę sama.
Starałem się pomagać przez rodziców, przez nią, ale ona nie zgadzała się na nic! Nic!
Zaczęła przekonywać córkę przeciwko mnie.
Pewnego razu, przychodząc do przedszkola, chciałem dać córce zabawkę, ale dziewczynka uciekła, nie chciała ze mną rozmawiać, a na dodatek powiedziała, iż nie znam jej.
Zrezygnowałem, nie zamierzałem już pojawiać się w jej życiu. Z Małgorzatą wyjechaliśmy z miasta. Najpierw próbowałem wysyłać pieniądze Łucji na utrzymanie córki, ale pieniądze zawsze wracały.
Przestałem więc wysyłać. Zrozumiałem, iż Łucja nie weźmie ode mnie nic.
Około dziesięciu lat temu wróciliśmy z Małgorzatą do tego miasta. Moi rodzice już nie żyli, więc wprowadziliśmy się do ich mieszkania.
Potem je sprzedaliśmy, kupiliśmy mały domek na wsi pod Krakowem i tam mieszkaliśmy.
Z dziećmi nam nie wyszło
Dwa lata temu Małgorzata zmarła i zostałem sam.
Nie wiem po co, ale dziś pojechałem do córki Nie liczyłem na wybaczenie.
Nie widziałem jej od lat. Mieszka w tym samym mieszkaniu, w którym kiedyś żyliśmy.
Kupiłem choinkę, przyjechałem, a ona nie wpuściła mnie na próg
Rozumiem wszystko
Po co przyjechałem? Co chciałem zobaczyć? Jestem dla niej obcy. Czego się spodziewałem?
Nie potrzebuję nic mam dom, dobrą emeryturę, mógłbym pomóc córce, bo jest mi najdroższa!
Wszystko byłoby inaczej, gdyby Łucja pozwoliła mi widywać się z córką i brać udział w jej życiu!
Wyszedłem z mieszkania córki i szedłem, nie wiedząc dokąd. Tak wylądowałem tutaj, usiadłem na ławce i zdawało się, iż zamroczę. Nie chciałem choćby ruszyć. Tak, pewnie bym tam siedział dalej
Lecz los potoczył się inaczej! Pewnie jeszcze czegoś tu potrzebuję Dziękuję, córeczko, ogrzałem się, poczekam na autobus i wrócę do domu.
No i gdzie pan pójdzie w nocy! Autobus jedzie dopiero rano, a za pół godziny Nowy Rok. Zostańcie, rozłożę panowi kołdrę na kanapie, a rano pojedzie pan.
Mikołaj spojrzał na Jagodę.
Bardzo mi niewygodnie, kochanie! Teraz niewielu pozwoli na takiego nieznajomego w domu. Szczerze mówiąc, nie chce mi się zostawać sam, więc jeżeli pozwoli, zostanę. Rano odjadę.
Umowa stoi.
Rankiem Mikołaj przygotował się do wyjazdu.
Dziękuję, Jagodo, za wszystko. Jesteś jak anioł, uratowałaś mnie przed głupim pomysłem, bo naprawdę chciałem tam zostać, na tej ławce.
Wiesz co, przyjeżdżaj do mnie w gości! Nie daleko, mam sporo miejsca, małą pasiekę, pięć uli pod domem, latem cudownie.
Małgorzata lubiła prace w ogrodzie Jabłka, gruszki, co tam nie brak! Zimą też przyjemnie, przyjedź, odpoczniesz, rzeka w pobliżu. U nas wspaniale!
Dobrze, Mikołaju! Na pewno przyjadę!
Super! Ja też się wybiorę, jeszcze raz dziękuję
Jagoda patrzyła w okno, aż Mikołaj zniknął za rogiem.
Tak to bywa! Bliscy czasem nie chcą się znać, a obcy mogą stać się rodziną!
Jagoda straciła rodziców wcześnie, a po wysłuchaniu smutnej opowieści samotnego staruszka postanowiła, iż koniecznie go odwiedzi
Polubcie i zostawcie komentarze!
Przyjaciele, jeżeli chcecie więcej naszych historii komentujcie i nie zapominajcie o lajkach. To nas motywuje do dalszego pisania!










