Wiesz co, Antek choćby nie zauważył, jak nadepnął na suchą gałąź cały świat nagle wywrócił mu się do góry nogami i zaczął wirować jak kolorowy kalejdoskop, a już w następnej chwili rozpadł się na tysiące jasnych gwiazdek, które w jednej chwili zebrały się w jego lewej ręce tuż nad łokciem.
Au… Antek złapał się za bolącą rękę i od razu zawył z bólu.
Antek! jego przyjaciółka Bogusia od razu poderwała się do niego i upadła na kolana przed nim. Bardzo boli?
Nie no, super przyjemnie! wyjęczał przez zęby, krzywiąc się.
Bogusia wyciągnęła rękę i bardzo delikatnie dotknęła jego ramienia.
Zostaw mnie! warknął nagle ostro, patrząc na nią wilkiem. Boli mnie, rozumiesz!? Nie dotykaj!
Antkowi było podwójnie głupio. Po pierwsze, wyglądało na to, iż złamał rękę i najbliższy miesiąc spędzi ze śmiechami kolegów i gipsem na łapie. Po drugie, sam się na to drzewo pchał, chcąc pokazać Boguśce, jaki to jest zwinny i odważny. Z pierwszą sprawą jeszcze by się jakoś pogodził, ale ta druga go dobijała. Jeszcze się przed dziewczyną zbłaźnił, a teraz ona go jeszcze chce pocieszać! A gdzie tam… Zerwał się na nogi, przytrzymując zwisającą rękę, i z marsową miną pomaszerował w stronę szpitala.
Antoś, nie martw się! Bogusia dreptała za nim, próbując dodać mu otuchy. Wszystko będzie dobrze, na pewno!
Daj mi spokój zatrzymał się i splunął na chodnik, patrząc na nią z pogardą. Co będzie dobrze? Przecież rękę połamałem! Ty nie rozumiesz czy jak? Idź do domu, mam już dość!
I tymi słowami odwrócił się i ruszył dalej, zostawiając Bogusię z wielkimi szaro-zielonymi oczami, która powtarzała pod nosem:
Wszystko będzie dobrze, Antek… Wszystko będzie dobrze…
***
Panie Antonimie, jeżeli nie otrzymamy przelewu w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin, będziemy mocno niezadowoleni. A tak na marginesie jutro ma być podobno gołoledź na drogach, proszę uważać za kółkiem. Sam pan wie, jak to jest jeden poślizg i… No cóż, życie, nikt nie jest odporny na nieszczęśliwe wypadki. Miłego dnia.
Słuchawka ucichła. Antoni odrzucił telefon na bok, wbił palce we włosy i oparł się o oparcie fotela.
Skąd mam wziąć te pieniądze? Ten przelew miał być dopiero w przyszłym miesiącu…
Westchnął, sięgnął znowu po telefon, zadzwonił i przystawił do ucha.
Pani Halino, damy radę dzisiaj przelać te środki dla naszych partnerów z grupy za sprzęt?
Ależ panie Antonimie…
Możemy czy nie?
Możemy, tylko to nam zaburzy harmonogram b….
Niech tam! Rozprawimy się z tym później! Proszę zrobić przelew dziś.
Dobrze, ale potem to nam…
Nie dał jej dokończyć, rozłączył się i uderzył pięścią w podłokietnik fotela.
Cholerni krwiopijcy…
Coś miękko i niespodziewanie dotknęło jego ramienia aż lekko podskoczył na fotelu.
Zosiu, prosiłem cię, żebyś mi nie przeszkadzała, jak pracuję, prawda?
Jego żona, Zofia, zbliżyła się i delikatnie pocałowała go w ucho, przesuwając dłonią po jego włosach.
Antek, tylko się nie denerwuj, błagam, dobrze? Wszystko będzie dobrze.
Przestań już z tym twoim „wszystko będzie dobrze”! Ile razy można tego słuchać?! Jutro mnie wykończą, to może ci będzie lepiej?!
Antoni wstał z fotela, chwycił Zosię za ręce i odepchnął ją od siebie.
Co ty robiłaś? Grochówkę gotowałaś? To idź tam i gotuj, nie denerwuj mnie, bo i tak jest kiepsko!
Kobieta westchnęła i powoli wyszła z gabinetu. Na progu jeszcze raz spojrzała na męża i szepnęła trzy słowa.
***
Wiesz… Leżę teraz i wspominam całe nasze życie…
Staruszek powoli otworzył oczy i spojrzał na swoją postarzałą żonę. Kiedyś piękna twarz była już poprzecinana zmarszczkami, ramiona opadły, postawa przestała być tak prosta i dostojna. Ona, nie puszczając jego dłoni, delikatnie poprawiła wenflon i uśmiechnęła się cicho.
Ile razy coś mi się działo, ile razy otarłem się o śmierć, ile razy był naprawdę kiepsko… Zawsze pojawiałaś się ty i powtarzałaś jedno zdanie. choćby nie wiesz, jak mnie to denerwowało. Chciałem cię czasem zadusić za tą naiwność i powtarzalność spróbował się uśmiechnąć, ale napadł go kaszel. Gdy w końcu minęło, wyszeptał: Łamałem kości, grozili mi, traciłem wszystko, wpadałem w takie doły, z których mało kto wychodzi, a ty mi całe życie powtarzałaś: „Wszystko będzie dobrze”. I wiesz co? Nigdy mnie nie okłamałaś, to najciekawsze. Skąd ty to zawsze wiedziałaś?
Nic nie wiedziałam, Antoś westchnęła staruszka myślisz, iż tylko tobie to mówiłam? Ja sama siebie musiałam tym pocieszać. Kocham cię całe życie jak głupia. Ty jesteś moim całym światem. Jak było ci źle, serce mi pękało z bólu. Ile łez wylałam, ile nocy nie spałam… I w kółko powtarzałam sobie: „Choćby i nie wiem co, byle żył, to wszystko będzie dobrze”.
Staruszek przymknął na chwilę oczy i mocniej ścisnął jej rękę. Widać było, iż każde słowo to dla niego wysiłek.
A widzisz… A ja się jeszcze na ciebie złościłem. Wybacz mi, Zosieńko. Ja naprawdę nie wiedziałem… Człowiek przeżył życie i o własnej żonie nie pomyślał. Głupi jestem, prawda?
Staruszka po cichu otarła łzę z pomarszczonego policzka i pochyliła się nad mężem.
Antoś, nie martw się…
Zatrzymała się i patrząc długo mu w oczy, położyła głowę na jego nieruchomej piersi, wciąż głaszcząc stygnącą dłoń.
Wszystko BYŁO dobrze, Antosiu, wszystko już BYŁO dobrze…









