Tania, nie złość się na mnie, nie będę z tobą mieszkał.

newsempire24.com 5 godzin temu

Nie gniewaj się na mnie, Zuzanno, nie zamierzam z tobą mieszkać.
A może spróbujemy, Szymonie? Zuzanna, ledwie mrugając, przyjrzała się mi, a na jej policzku zajaśniał rumieniec.
Już wszystko powiedziałem, Tatiano

Irka Podbarkowa przyszła na świat, kiedy ja dopiero zaczynałem pierwszą klasę. Doskonale pamiętam jej mamę, piękną w całej okolicy Łidię, z okazałym brzuchem, oraz dumnego ojca Józefa. Łidia często wyciągała z progu wózek, w którym tak chciało się zajrzeć wtedy wydawało mi się to jak cud.

Dorastałem, a Irka rosła. Już wybiegała z bramki rodzinnego domu w jaskrawym sukieneczce, z wielkim kokardą na jasnych włosach. Bawiła się z koleżankami, budując przy murku domek z patyków. Widziałem to wszystko z okna naszego domu, który stał po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko domu Podbarków.

Szymonie, odprowadź Irkę, proszę! poprosiła kiedyś Łidia.
I nie odmówiłem. Przez prawie rok opiekowałem się pierwszoklasistką Irką. Na początku szliśmy razem do szkoły w ciszy, ale Irka nie wytrzymała i zaczęła opowiadać mi wszystkie swoje historie i przygody z lekcji. Zajęcia kończyły się dla niej wcześniej, a ona cierpliwie czekała, aż skończę i mogę iść z nią do domu.

Czasem wracałem do domu w towarzystwie kolegów z klasy, a Irka szła razem z nimi. Przyzwyczaiłem się już do tego rytuału rano czekałem na nią przy bramie, a kiedy wychodziła, chwytałem ją za rękę i razem ruszaliśmy w stronę szkoły.

W następnym roku, we wrześniu, Irka po cichu poprosiła, żebym pozwolił jej iść z koleżankami. Od tej pory dziewczynki szły przedniej szeryf, a ja podążałem w pewnym dystansie, czuwając, gotów pomóc w każdej chwili. I taka chwila niedługo nadeszła.

Na drodze stanął gęsiak. Sapał, wyginał szyję, trzepocząc skrzydłami, a dziewczęta bały się przejść. Stanąłem między nie a ptakiem, i z piskiem przeszły obok mnie.

W kolejnym roku wyjechałem na naukę do sąsiedniej miejscowości, gdzie była duża szkoła średnia, i wracałem do domu tylko na weekendy i wakacje. Irka zdawała się mnie już nie pamiętać przechodziła obok, spuszczając wzrok, nie witając się.

Potem wstąpiłem do technikum na pilota i rzadko kiedy zaglądałem do domu.

Mamo, kim jest ta Irka? przerwałem kolację, a z wrota Podbarków wyłoniła się wysoka, smukła dziewczyna.
To nasza Irka! mama spojrzała w okno i uśmiechnęła się.
Kiedy ona tu pojawiła się? zapytałem z autentycznym zdumieniem.
Czas przychodzi westchnęła mamusia, patrząc mnie z ciepłem, widzę, iż każde rodzicielskie serce rośnie od radości!

Kilka razy jeszcze przemykałem Irkę w ukryciu, a firanka przy oknie ukrywała ją przed wzrokiem. Wyszła z wiadrami na wózku przy kranie, a wiatr rozwiał jej warkocz, który lekko trzepotał na wąskim płocie.

Rano Irka, w eleganckim garniturze, poszła zdawać egzaminy. choćby ja poczułem, iż znów chciałbym ją odprowadzić.

Jednak ostatnia kropla spadła, gdy usłyszałem głos ojca przy naprawianiu płotu: Tak silny głos, iż możesz i na koniec świata iść!.

Pewnego dnia, wyciągając wiadra z wodą z bramy rodziców, spotkałem ją przy kranie.

Dzień dobry! przywitała się Irka, ponownie trafiając mnie prosto w serce.
Witaj, Irko odpowiedziałem, nieco zadławiony.

Wiadra napełniały się powoli, a ja nie mógł wymyślić tematu, o którym moglibyśmy porozmawiać Wyjechałem tego dnia z ukrytym smutkiem. Wydawało się, iż w końcu się zakochałem.

Potem przyszedł obowiązek służbowy i przydział trafiłem na północny port w Gdańsku.

***

Następny raz wróciłem do domu z nadzieją. Marzyłem, iż właśnie teraz wyznam się Irce i wreszcie mamy odpowiedni wiek.

Pierwszego dnia pojechałem z drogi na pole pracy. Ojciec, jak zwykle, opracował plan najgłębszego wykorzystania dodatkowej siły roboczej. Rano następnego dnia pojechaliśmy do lasu na odległą działkę, by ściąć drewno, potem trzeba było je podzielić i ułożyć w stodole.

W pośpiechu, przed krótkim urlopem, ojciec przygotował wymianę dolnych belek w kąpieli. To wymagało przeróbki framugi drzwi, a potem jeszcze nowej podłogi w łazience. Na koniec postanowił wymienić podłogę w oborze Tak minęły dwa tygodnie.

Od czasu do czasu spoglądałem na sąsiednie wrota, zwykle zamknięte. Czasem wychodziła z nich Łidia, czasem Józef, a Irka nie pojawiała się wcale.

Mamo, dlaczego Irki nie widać? zapytałem kiedyś.
Poszła na studia. Mieszka teraz w mieście odpowiedziała mama.

Wtedy pojechałem z powrotem do Gdańska. Po roku wróciłem i zobaczyłem Irkę tylko raz, co mnie nie ucieszyło. Znowu stałem się niechcianym obserwatorem zza firanki.

Szła z nią jakiś wysoki, chudy wiejski chłopak. Rozmawiał, żartował i sam się śmiał, a Irka patrzyła na niego z lekceważącym uśmiechem i z niechlubnym zainteresowaniem, które nie podobało mi się.

W końcu dowiedziałem się, iż Irka wyszła za niego za mąż i mieszkają teraz w ośrodku wypoczynkowym. Regularnie odwiedzając rodziców, czasem ją widziałem i, co gorsze, słyszałem jej głos

Szymonie, przestań już cierpieć, nie jesteś już chłopcem wydaje się, iż mama od dawna domyśliła się mojego rozczarowania.

Idź do oryginalnego materiału