Nieproszeni gościeGdy drzwi otworzyła, ujrzała w progu cienie, które nie należały do nikogo z mieszkańców.

newsempire24.com 4 godzin temu

Mój telefon zadzwonił o piątej rano. Dzwonił nieznany numer.
Tak sucha odpowiedź zabrzmiała z ust mojej siostry Jadwigi.

Jadżka? usłyszała wesoły, kobiecy głos. To ty?

Ja odparła obojętnie Jadwiga.

A to ja radośnie odezwała się rozmówczyni. Rozpoznajesz mnie?

Rozpoznaję, powiedziała Jadwiga grzecznie, żeby nie urazić, choć nie miała pojęcia, kto dzwoni.

A ja byłam pewna, iż od razu mnie poznasz kontynuowała kobieta z uśmiechem. Dobrze, iż złapałam cię. Czy możesz teraz rozmawiać?

Mogę.

Świetnie. My z mężem, dziećmi i ja już jesteśmy na dworcu. Wysiedliśmy z pociągu godzinę temu. Czy słyszysz mnie dobrze?

Dobrze.

Twój głos jest trochę cichy. Czy wszystko w porządku, Jadżko?

Wszystko w porządku.

Cieszę się za ciebie. Najpierw chcieliśmy zatrzymać się w hotelu, bo myśleliśmy, iż nie mamy tu rodzinnych znajomych. Potem przypomnieliśmy sobie, iż jesteś w pobliżu. Rozumiesz?

Rozumiem.

To wspaniale, iż o nas pamiętałaś. Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszymy. Zwłaszcza dzieci.

Mogę sobie wyobrazić.

Mój mąż od razu powiedział: Zadzwoń do Anny. Nie zawiedzie.

Miał rację. Nie zawiodę.

Czy więc pozwolisz nam u ciebie zatrzymać się? Czy dobrze zrozumiałam?

Tak, pozwolę.

Będziemy tu tylko na chwilę dodała kobieta z entuzjazmem. Parę tygodni, zwiedzimy miasto, a potem wrócimy do domu. Bo w domu czeka masa spraw, a jak mówią, gość w domu dobrze, ale w domu lepiej. Zgadzasz się?

Zgadzam się.

My też tak myśleliśmy, zwłaszcza mój mąż. Nie wyobraża sobie, iż nie przyjmiemy Jadżki. W końcu jesteśmy rodziną. choćby jeżeli dawno się nie widzieliśmy, choćby jeżeli ostatni raz spotkaliśmy się dziesięć lat temu, wciąż jesteśmy rodziną. Prawda?

Tak.

Mieszkasz teraz sama?

Tak.

W trzypokojowym mieszkaniu?

Tak.

Czyli jedziemy do ciebie?

Jedźcie.

Będziemy za godzinę. Wciąż tam mieszkasz?

Wciąż.

W takim razie czekaj. Już jesteśmy w drodze.

Czekam odpowiedziała Jadwiga.

Jadwiga odłożyła telefon na stolik nocny, przewróciła się, okryła kocem i zasnęła, nie martwiąc się zbytnio, iż wciąż nie wie, z kim rozmawiała.

Po godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi. Jadwiga spojrzała na zegarek, zamknęła oczy i przewróciła się. Telefon dzwonił. Jadwiga spała.

Po chwili ludzie zaczęli stukać w drzwi. Jadwiga nie reagowała. W końcu telefon znów zadzwonił.

Tak powiedziała Jadwiga, nie otwierając oczu.

Jadżko? zawołała radośnie kobieta z drugiej strony.

Tak.

To my. Przyjechaliśmy. Dzwonimy i stukamy, a ty nie otwierasz drzwi.

Dzwonicie?

Tak.

Dlaczego cię nie słyszę?

Nie wiem.

Proszę, zadzwońcie jeszcze raz.

W mieszkaniu zadzwonił dzwonek.

Dzwonimy rzeczna kobieta.

Nie, nie słyszę cię odparła Jadwiga. Teraz postukaj.

W drzwi postukano.

Stukamy powtórzyła kobieta.

Nie odrzekła Jadwiga. Nie słyszę.

Chyba się pomyliłam przyznała rozmówczyni.

Co? zapytała Jadwiga.

Gdzie teraz jesteś, Jadżko?

Co mam na myśli gdzie? W domu.

Gdzie w domu?

W Lublinie odpowiedziała Jadwiga pierwszą rzeczą, co przyszła jej na myśl. Gdzie indziej miałabym być?

W Lublinie? Dlaczego nie w Warszawie?

Przeprowadziłam się dziewięć lat temu, zaraz po rozwodzie.

Dlaczego?

Dlaczego się rozwiodłam?

Dlaczego się przeprowadziłaś?

Miałam dość Warszawy, więc wyjechałam. Za dużo nieprzyjemnych wspomnień.

Czy w Lublinie jest lepiej?

Oczywiście. Znacznie lepiej.

Co dokładnie lepsze?

Wszystko. Co bym nie robiła. Żadnych nieprzyjemnych wspomnień. Co ja jeszcze mówię? Przyjedźcie i przekonajcie się sami. Ile was jest?

Czterej. Ja, mój mąż i dwie dzieci. Starszy to Paweł, młodszy Andrzej. Andrzej chce po raz trzeci w tym roku dostać się na uniwersytet.

No to czterej przyjedźcie. Mamy tu również świetny uniwersytet.

Kiedy przyjechać?

Najlepiej już teraz.

Teraz nie da się. Mam dużo spraw w Warszawie. Andrzej chce studiować w Warszawie. My przyjechaliśmy tutaj, żeby znaleźć pracę. Mieliśmy mieszkać z tobą rok, ale tak się stało.

Więc nie przyjedziecie dzisiaj?

Nie.

Szkoda. Już się przygotowywałam.

Nam też szkoda. Nie możesz sobie wyobrazić.

Mogę.

Nie. Nie możesz sobie wyobrazić. Gdy myślę o tym, co nas teraz czeka, po prostu nie chce mi się żyć.

Jadwiga postanowiła zakończyć rozmowę.

No dobrze powiedziała jeżeli nie możecie teraz, przyjedźcie, kiedy będziecie mogli. Zawsze się cieszę, gdy was widzę. A gdy zamieszkacie w Warszawie, od razu dajcie mi swój adres. Odwiedzę was na kilka tygodni. Zobaczymy, co dalej. Bo w Warszawie już nie mam nikogo, oprócz was. Umówimy się? Wyślesz mi swój adres?

Ale Jadwiga nie usłyszała odpowiedzi, bo połączenie nagle zerwało się.

Idź do oryginalnego materiału