Wyszłam za mąż w wieku pięćdziesięciu lat. Byłam przekonana, iż właśnie odnalazłam szczęście, ale nie miałam pojęcia, co jeszcze mnie czeka
Należałam do tych kobiet, które długo pozostają samotne i potem nagle podejmują decyzję o małżeństwie. Niestety, moje późne małżeństwo okazało się nietrwałe.
Wszyscy w dzieciństwie nazywali mnie mądralińską, bo ciągle coś studiowałam i zadawałam wiele pytań. Ukończyłam magisterkę i zostałam bibliotekarką w małej filii na Pradze. Znajomy poznał mnie z moim przyszłym mężem. Miał wtedy 59 lat, ale nie był zgorzkniały wręcz przeciwnie, cierpliwie szukał towarzyszki życia. Byłam dziewięć lat młodsza. Wiesław od razu zapisał się w moim sercu. Był wykształcony, dobrze wychowany, fascynował się poezją i polską literaturą. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, a po kilku miesiącach poprosił mnie o rękę.
Zgodziłam się, bo od dawna marzyłam o rodzinie. Po ślubie zamieszkał ze mną, ponieważ jego córka z rodziną zajmowała jego mieszkanie w Łodzi. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Zawsze żyłam sama, a tu nagle wszystko się zmieniło i gwałtownie zaczęłam czuć się zirytowana. Plama po barszczu na obrusie, zgnieciona narzuta na łóżku, porozrzucane skarpetki i cała masa innych dziwactw nie pasujących do mojej codzienności Absolutnie wszystko mnie drażniło. Czułam się, jakbym prowadziła pensjonat, a on był gościem, który zostawia po sobie bałagan. Miał też kłopoty z pieniędzmi. Straciłam resztki cierpliwości, gdy zamiast naprawić cieknący kran, Wiesław tylko pogorszył sprawę, aż w końcu już po wszystkim wezwał fachowca z ogłoszenia za dwieście złotych.
Wtedy właśnie zrozumiałam, iż nie mam już siły na kompromisy i czekanie jesteśmy dorośli, mamy różne nawyki. niedługo odbyliśmy rozmowę; okazało się, iż Wiesław był bardzo zadowolony ze wszystkiego tak, jak jest. Ja z natury jestem spokojna, nie znoszę awantur. Jednak nie udało nam się dogadać: jego córka już zaplanowała życie w mieszkaniu ojca, licząc, iż on na stałe przeniesie się do mnie. Dopiero po trzech miesiącach zgodził się na rozwód. Zażądał zwrotu prezentów ode mnie. Oddanie plastikowego kosza na śmieci i łańcuszka nie wymagało zbytniego wysiłku.
Cała ta historia sprawiła, iż zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle można stworzyć szczęśliwe małżeństwo po pięćdziesiątce, czy to tylko sen wśród krakowskiej mgły i zapachu pieczonych pierogów…














