Aniu, nie gniewaj się na mnie, nie będę z tobą żył.

newsempire24.com 5 godzin temu

Hej, słuchaj, muszę ci opowiedzieć tę całą bajkę, bo to chyba najdziwniejsze wspomnienie z dzieciństwa.

Ty już, Jagodo, nie gniewaj się na mnie, nie zamierzam z tobą mieszkać.
A może spróbujemy, Marku?! Jagoda spojrzała na niego niemal bez mrugnięcia, a na jej policzkach pojawił się rumieniec.
Powiedziałem już wszystko, Tatiano

Iga Podbielska przyszła na świat, kiedy Marek był w pierwszej klasy. On doskonale pamiętał jej mamę, słynną w całej okolicy piękność Marię, z ogromnym brzuchem, i dumnego ojca Piotra. A potem Maria wypychała z wrota wózkiem, w którym tak chciało się zajrzeć Wtedy wydawało mu się to jak jakieś czary.

Marek rósł, a Iga rosła jeszcze szybciej. Już biegała z granic wrota domu rodziców w różowym sukieneczce, z wielą kokardą na jasnowłosach. Bawiła się z koleżankami, budując przy płocie domek z patyków. Marek widział wszystko z okna domu po drugiej stronie ulicy, dokładnie naprzeciwko domu Podbielskich.

Marek, odprowadź Irę, proszę! poprosiła kiedyś Maria.
I Marek nie odmówił, więc prawie rok opiekował się pierwszoklasistką Iga.

Na początku chodzili razem do szkoły w milczeniu, ale Iga gwałtownie nie wytrzymała i zaczęła opowiadać mu różne historie ze szkolnych lekcji. Po lekcjach Iga kończyła wcześniej i cierpliwie czekała, aż Marek będzie wolny. Czasem Marek wracał do domu w towarzystwie kolegów, a Iga szła razem z nimi. Już przyzwyczaił się, iż rano czeka na nią przy wrotach, chwyta ją za rękę i tak razem idą do szkoły.

W następnym roku, we wrześniu, Iga poprosiła cicho, żeby mogła iść ze swoimi koleżankami. Dziewczyny szły przed siebie, a Marek podążał w pewnej odległości, gotowy w każdej chwili pomóc. I taki moment wreszcie się nadszedł. Na drodze stanął gęsiak, sapał, podskakiwał skrzydłami, a dziewczynki się cofały. Marek stanął między nimi a ptakiem, a one przemykały dalej z przerażonymi wykrzyknieniami.

Rok później Marek wyjechał na studia do dużej sąsiedniej wsi, gdzie miał dziesięcioklasówkę, i wracał do domu tylko na weekendy i ferie. Iga jakby zapomniała, kim on jest, przechodziła obok, spuszczając wzrok, nie witając go. Potem Marek trafił do szkoły nawigatorów i rzadko kiedy odwiedzał rodzinny dom.

Mamo, to kto jest, Iga?! przerwał kiedyś obiad, a z wrota Podbielskich wyłoniła się wysoka, smukła piękność.
Nasza Iga! mama spojrzała w okno, uśmiechnęła się.
Kiedy ona dotarła? zapytał Marek, naprawdę zdziwiony.
Nadszedł czas westchnęła łagodnie mama, patrz, jak każdy raz cieszę się, iż dostaliśmy najpiękniejsze od rodziców!

Marek widywał Iga jeszcze kilka razy podstępnie, bo firana przy oknie ukrywała jej sylwetkę. Raz wyszła z wiadrami na ręczniku do kranu, a wiatr rozwinął jej wianek w pięknym locie. Rano Iga w eleganckim garniturze szła zdawać egzaminy Marek znów chciał ją odprowadzić

Ostatnią kroplą był głos, który usłyszał, kiedy pomagał ojcu naprawiać płot: Taką głosem pójdzie, choćby na koniec świata! I pewnego dnia, wychodząc z wrota z wiadrami po wodę, spotkał ją przy kranie.

Dzień dobry! przywitała się Iga pierwsza, znów trafiając Marka prosto w serce.
Dzień dobry, Iga odpowiedział trochę zachowawczo Marek.

Wiaderka napełniały się powoli, a on nie mógł wymyślić, o czym z nią pogadać Odszedł wtedy z jakimś ukrytym smutkiem. Chyba po raz pierwszy naprawdę się w niej zakochał. Potem przyszedł przysięg i przydział, a Marek trafił na arktyczny Kołobrzeg.

***

Następny raz Marek jedzie do domu pełen nadziei. Marzy, iż właśnie teraz wyzna Iga i w końcu ma już odpowiedni wiek. Pierwszego dnia wstaje zmęczony po drodze, a potem zaczynają się codzienne obowiązki. Ojciec, jak zwykle, opracował plan optymalnego wykorzystania dodatkowych rąk. Rano drugiego dnia pojechali do lasu na odległą działkę, żeby ściąć drzewa, potem trzeba było je rozłupać i schować w stodole.

W pośpiechu, by przed krótkim urlopem Marka zrobić wszystko, tata przygotował wymianę dolnych progów w chacie. To wymagało przebudowy framugi drzwi, potem trzeba było położyć nową podłogę w saunie. Na koniec tata postanowił jeszcze podłogę w oborze wymienić Tak minęły dwa tygodnie.

Marek od czasu do czasu zaglądał na sąsiednie wrota, zwykle zamknięte. Czasem wychodziła z nich Maria, czasem Piotr, a Iga nie pojawiała się.

Mamo, czemu Iga nie widać? zapytał kiedyś Marek.
Udała się na studia. Mieszka teraz w mieście odpowiedziała mama.

Tym razem Marek wrócił do Kołobrzegu. Po roku zobaczył Iga tylko raz i to nie spodobało mu się. Znowu stał się ukrytym obserwatorem za firanką. Szła z jakimś wysokim, chudy chłopakiem ze wsi. Chłopak coś opowiadał, chyba żartował i sam się śmiał, a Iga uśmiechała się z wyraźną sympatią do niego, co Marekowi było nieprzyjemne.

Potem Marek dowiedział się, iż Iga wyszła za niego za mąż i teraz mieszkają w ośrodku wypoczynkowym. Regularnie odwiedzał rodziców, czasem widział ją, a co gorsza, słyszał…

Mareczku, przestań już cierpieć, nie jesteś już chłopcem mama wydaje się już dawno domyśliła się, co go dręczy.

No i tak to się kończy, przyjacielu. Trzymaj się.

Idź do oryginalnego materiału