W fabryce robotnicy często żartowali z nazwiska Sawelija. Kobiety również, zwłaszcza gdy słyszały je po raz pierwszy.

polregion.pl 3 godzin temu

Na zakładzie robotniczym nazwisko Sławomira ciągle było obiektem żartów i docinek. I to nie tylko ze strony facetów, kobitki też sobie lubiły zażartować, zwłaszcza gdy pierwszy raz słyszały jak się nazywa. No i tego poranka przed wejściem na zakład pojawiła się nowa ochroniarka, babka pod czterdziechę. Gdy sprawdzała przepustkę Sławomira, przeczytała na głos jego nazwisko i od razu parsknęła śmiechem.

Ojej! Duszyński! Serio, są takie nazwiska w Polsce? aż się ucieszyła.

No widzisz przecież. Sławomir od razu przeszedł na ty, bo wyglądała na dużo młodszą od niego. Są, i to jakie!

interesujące skąd się wam w rodzie takie wzięło, co? Duszyński? zaciekawiła się i zawiesiła na nim wzrok.

Sławek już był przyzwyczajony do takich pytań, miał gotową odpowiedź na każdą okazję:

Plotka głosi, iż moja prababcia sto lat temu z duszkiem domowym coś miała na sumieniu. I ponoć z tego powodu w rodzinie przylgnęło do nas to nazwisko.

Zamiast się śmiać, kobieta zrobiła tak oburzoną minę, iż aż Sławek się roześmiał na głos.

Serio tak było? szepnęła przestraszona.

No spójrz, całkiem serio kontynuował żartując. I przez tą moją prababcię, wszyscy Duszyńscy w rodzinie mają jakieś nadprzyrodzone moce! Więc z tobą, piękna, radzę się nie kłócić. Bo jakby co, pojawię się u ciebie w nocy w postaci duszka domowego i nie dam ci zasnąć.

Ochroniarka przeszyła go podejrzliwym spojrzeniem i odpowiedziała sucho:

Nie strasz mnie, bo jakby co, to i na ducha sposób znajdę. No, chodź, nie zatrzymuj ludzi.

Wieczorem, kiedy Sławek wychodził z roboty, ta ochroniarka znów stała przy bramce. Tylko mina jej była już dużo mniej zadowolona.

Hmm, a co ty taka naburmuszona, królowo? zagadnął ją z uśmiechem.

Ja nie królowa, tylko Wioletta Stanisławowna! odburknęła. Przestań się lampić, tylko przechodź już!

No pięknie, pomyślał Sławek pod nosem wychodząc Chyba znalazłem sobie wroga. Kobitka raczej nie łapie żartów

Następnego dnia rano, na portierni już jej nie było, ale gdy przyszła pora obiadu, sama Wioletta Stanisławowna pojawiła się przy jego stoliku w zakładowej stołówce, gdzie Sławek wcinał mielone z ziemniakami. Przycupnęła obok i szepnęła tak, żeby nikt nie słyszał:

No, przyznawaj się Duszyński! To byłeś ty w nocy?

Sławek prawie się zakrztusił z wrażenia.

Ale o co pani chodzi, pani Wioletto? odchrząknął i zaczął jej mówić na pani. Co znaczy to byłeś ty?

Nie udawaj! Sam mnie ostrzegałeś! syknęła i spojrzała na niego spode łba.

Ale o czym?

Że lepiej się z tobą nie kłócić, bo przyjdziesz w nocy jako duszek domowy.

Ale da pani spokój, to były tylko żarty! załamał ręce Sławek.

Jasne, świetne żarty zawtórowała gniewnie. A kto mnie za nogę ciągnął w nocy?

Że jak? Sławek nie dowierzał.

Normalnie! Już usypiam, a tu nagle czuję, iż koc mi ktoś ściąga i za stopę mnie chwyta. Myślałam, iż umrę ze strachu!

Ale no coś ty, pani Wioletta?! Chyba nie myślisz, iż ci się nocą przez okno wdarłem?

Jak wleźliłeś, to nie wiem, ale twoją rękę czułam!

Może to mąż pani zrobił jakiś żart?

Jaki mąż?! Pięć lat jestem po rozwodzie! To byłeś ty, kto inny by się wałęsał po moim pokoju w nocy?

Serio wierzy pani w takie rzeczy?

Bo jesteś Duszyński! Twoja babka romansowała z duszkiem! Sam się przyznałeś!

Ale to żart taki, wszystkim opowiadam i wszyscy się śmieją tylko nie pani.

No to się, żartownisiu, doczekałeś. Przez całą noc bałam się spać, wszędzie szmery i szuranie po kątach!

To się pani tylko zdaje próbował pocieszyć kobietę Sławek. Przysięgam, mnie tam nie było.

Ale Wioletta Stanisławowna pokiwała głową z przekonaniem:

Nie, Duszyński, nie wymigasz się. Sam zacząłeś tę sprawę, sam musisz ją zakończyć.

W sensie?

Popytałam ludzi na zakładzie chyba kawaler z ciebie?

A co?

A to, iż dzisiaj śpimy razem żona ci przecież nie karze? wypaliła.

Że jak to razem?

A tak, będziesz mnie strzegł przed twoimi kuzynami-duszkami. Sama spać się teraz boję, bez światła od razu mam zwidy, a przy lampce nie zasnę. Rozumiesz?

No rozumiem przytaknął Sławek zrezygnowany, wiedząc iż z taką kobietą nie ma co dyskutować. O której przyjść?

Po zmianie. Razem pójdziemy, żebyś się nie wymigał. Dam ci zjeść i położysz się obok, a o dziewiątej cię obudzę i będziesz czuwał całą noc.

Nie muszę chyba dodawać, iż po tej nocy Sławek już od Wioletty Stanisławowny się nie ruszył. Okazała się fajną babką trochę nerwową, trochę lękliwą, ale troskliwą i zaskakująco czułą. A czego facetowi więcej potrzeba? Troski i serdeczności, niczego więcej.

Idź do oryginalnego materiału