Zauważając psa przy ławce, podbiegłem do niego – jego wzrok wpadł też na smycz, którą nieostro zostawiła Natalja.

newskey24.com 2 godzin temu

Gdy Amint zobaczył leżącego przy ławie psa, zaraz pobiegł mu na spotkanie. Na jego widoku pojawiła się też smycz, którą niechlujnie upuściła Natasza. Mars patrzył na swojego pana zmęczonym, pełnym żalu spojrzeniem

Z bratem nie rozmawiali prawie dwa lata. Zuzanna do dziś nie pojął, jak z drobnej nieporozumienia wyrosła taka burza.

Zuzanna i Wojciech Rumianiec różnili się latami jeden. Od najmłodszych lat byli nierozłączni, zawsze bronili się nawzajem. Gdy popełnili jakiś wybryk, odpowiedzialność dzielili po połowie i nigdy nie chowali się za plecami drugiego.

Ich rodzinna wioska, Wólka Mała, z roku na rok rozkwitała. Mieli szczęście, iż przewodniczącym wsi został Paweł Mikołajewicz, który sam w tej miejscowości przyszedł na świat i okazał się znakomitym specjalistą w rolnictwie.

Po ukończeniu studiów rolniczych wrócił do wsi i od razu zabrał się do pracy. Jego wysiłki gwałtownie zostały docenione; po dziesięciu latach Paweł Mikołajewicz objął stanowisko wójta Wólki Małej.

W życiu prywatnym też wszystko układało się pomyślnie. Zuzanna, po skończeniu technikum medycznego, podjęła pracę w przychodni wsi jako pomocna pracownica. Paweł nie mógł przejść obojętnie obok takiej piękności. Zuzanna odwzajemniła zainteresowanie. Wzięli ślub, a cała wioska świętowała ich wesele. Wojciech szczerze cieszył się z szczęścia siostry, choć jego własne małżeństwo z Nataszą nie było tak pogodne.

Gdy Zuzanna była jeszcze młoda, Natasza od czasu do czasu mruczała pod nosem, nazywając ją niepotrzebną lub zadufaną. Po ślubie jednak zazdrość zamieniła się w ciągłe roszczenia. Natasza coraz częściej domagała się od męża nowego domu, lepszego samochodu, lepszej kocyka

Często rzucała Wojciechowi: Inni mają wszystko, a my nic! Mężczyzna starał się, ile tylko mógł, ale nie był w stanie spełnić żądań żony ani pieniędzmi, ani siłą.

Również Natasza nie była szczęśliwa: los nie podarował jej euforii macierzyństwa. Tymczasem Zuzanna poślubiła się, urodziła syna, potem córkę, wybudowała przestronny dom, a jej mąż zdobył szanowany stopień

Spotkania rodzinne coraz częściej kończyły się kłótniami. Za każdym razem, gdy Wojciech odwiedzał dom Zuzanny, Natasza od razu zaczynała go ganić.

Ostatni incydent miał miejsce w dniu urodzin Wojciecha. Zuzanna przyniosła mu ze wsi labradora szczeniaka od dawna marzył o takim psie. Paweł podarował mu nowy motocykl.

Wszystko szło gładko, dopóki pijana Natasza nie wybuchła gniewem i nie wylała na Zuzannę zgromadzonej urazy:

No i co, Zuzanko? Pies to jakiś żart? Gdy nie ma już dzieci, to przynajmniej weźmy psa, co?!

Zuzanna próbowała zachować spokój:

Nataszo, uspokój się. Później i tak będziesz żałować…

Słowa nie przyniosły skutku. Powstała wielka sprzeczka, goście podzielili się na dwa obozy. Paweł szepnął do żony, by się wycofała, a oni po pożegnaniu opuścili uroczystość.

Minęły dwa lata. Tej nocy Wojciech zaczął unikać siostry, ich kontakt ograniczył się do kilku krótkich, rzadkich spotkań. Między nim a Nataszą napięcie rosło.

Wieczorami Wojciech coraz częściej wędrował nad rzekę z Marsem. Troje wydawało się szczęśliwe: Wojciech rzucał kijem, Mars radośnie gonił, po czym przytulał się do nogi i wsłuchiwał w ciche opowieści pana.

Zuzanna słyszała o tym od sąsiadów, ale nie podjęła żadnych działań Wojciech pozostał nieugięty.

Po nieszczęśliwym sprzeczeniu Natasza coraz bardziej nienawidziła Zuzannę i podarowanego jej Marsa. Gdy Wojciech nie był w domu, wyrzucała psa z domu, groziła mu i czasem go choćby biła.

Ciekawskie sąsiadka podsuwała plotki:

Słyszałaś, Nataszo, twój mąż znów spaceruje nad rzeką z psem…

Wczoraj spotkali się z Zuzanką i dziećmi Śmiali się, bawili!

Zazdrość pochłonęła Nataszę. Pewnego dnia Wojciech zapytał:

Nataszo, nie krzywdzisz Marsa?

Czy potrzebuję twojego psa?! wykrzyknęła, po czym wycofała się z pokoju.

Mars coraz częściej unikał Nataszy, drżąc, gdy ta się pojawiała.

Wszystko zakończyło się, gdy pewnego poranka Wojciech, rozgniewany, wykrzyknął:

Mam dość tego nieustannego zazdrości!

Samotna, pełna gniewu, Natasza wyciągnęła Marsa na podwórko, przywiązała go do ławy i zaciągnęła pas. Biedny pies cierpiał, a po przepuszczeniu złości Natasza zerwała pas, spakowała się i odeszła z domu na zawsze.

Wieczorem Wojciech wrócił, ale nie znalazł psa przy bramie. W domu panował bałagan. Przy ławie leżał Mars, ręce mu drżały. gwałtownie go uwolnił i ruszył z nim do przychodni.

Zuzanna właśnie szykowała się do wyjścia, gdy zobaczyła brata trzymającego krwawiącego psa:

Zuzanko, pomóż błagał rozpaczliwie Wojciech.

Zabrali Marsa do leczenia. Zuzanna dokładnie zbadała zwierzę:

Kto to zrobił?

Natasza spuścił wzrok Wojciech.

Zuzanna skinęła głową, zszyła rany, oczyściła oczy i podała mu wodę.

Później na korytarzu Wojciech, pełen żalu, szeptał:

Przepraszam, Zuzanko

No już uśmiechnęła się zmęczona siostra. A z Nataszą?

Nie, Zuzanko. To koniec.

Zuzanna zadzwoniła do Pawła:

Paweł, przyjdź, proszę.

Gdy usłyszał zmęczony głos żony, Paweł od razu wyruszył.

Po pół godziny stał na korytarzu. Gdy zobaczył siostrzany duet skulony razem, obok nich milcząco jęczał Mars, nie pytając nic, ale uśmiechając się:

No, chodźcie, moi bohaterowie.

Zabrali Wojciecha do domu i udzielili wskazówek dotyczących opieki nad psem.

Gdy Zuzanna opowiadała matce, co się stało, ta jedynie westchnęła:

Dawno temu powinni się rozstać.

Zziębła i ruszyła do syna, by pomóc uporządkować dom.

Na podwórku Wojciech siedział, głaszcząc Marsa. Matka podeszła, pogłaskała ich oboje:

Czy żyjecie?

Żyjemy odpowiedział Wojciech.

Z domu unosił się przyjemny zapach: gotowane mięso i świeże warzywa. Mars ugryzł się w nos, wymachiował ogonem. Wojciech się uśmiechnął i wstał.

Życie toczyło się dalej.

Idź do oryginalnego materiału