Natalko Stefanii, nie zamierzam mieszkać z twoim synem, przekaż mu to, rzekła Świetlana. A z kim będziesz żyła? Kogo potrzebujesz z dzieckiem? Nie widzę u was w kolejce po księżycowych książąt, zamrugała teściowa.
Świetlana pakowała rzeczy córki. Swoje już włożyła do torby niewiele, tylko niezbędne drobiazgi. Resztą zajmie się później.
Ruchy jej były spokojne i metodyczne włożyła do torby ciepły sweterek Soni, w myślach zaznaczyła to krzyżykiem. Spakowała buty jeszcze jedną parę.
Już nie płakała, nie dręczyło ją żal noc bez snu dała jej siłę, by podjąć decyzję: ona i Kacper muszą się rozstać.
Usłyszała, gdy on wrócił do domu. Zajrzał do sypialni, nie znalazł żony i otworzył drzwi do pokoju dziecka. Świetlana udawała, iż śpi.
Rankiem, gdy Kacper szedł do pracy, stanął przed drzwiami Soni. Zatrzymał się, zadręczał, ale nie odważył się wejść odłożył rozmowę z żoną na wieczór.
Jednak rozmowa już nie nastąpi, bo Świetlana za pół godziny wezwie taksówkę i wraz z dwuletnią Zosią pożyczy się do rodziców.
Po wczorajszym zdarzeniu nie chce już nie tylko rozmawiać z Kacprem, ale i go widzieć.
Przyzwyczaiła się, iż pojawia się na miecz w każdy piątek. Wczoraj był jednak środowy czar. Rano Świetlana prosiła męża, by przybył wcześniej i zasiadł z córką, dopóki spotka się z przyjaciółką Wiktorią, która obiecała znaleźć jej pracę na odległość.
Nie mogła zostawić córeczki w takim stanie przy mężu i zadzwoniła do Wiktorii, prosząc o przełożenie spotkania. Kacprowu to nie przypadło do gustu:
Kto to dzwoni? O jakim spotkaniu mówisz? rzucił się na Świetlanę.
Rozmawiam z Wiktorią. Umówiliśmy się, ale nie mogę zostawić Soni samej.
Dlaczego nie?
Patrz w lustro na kogo wyglądasz? Idź się położyć, jutro masz pracę, powiedziała Świetlana i skierowała się do kuchni.
Stań! krzyknął Kacper, chwyciwszy żonę za rękę. Co ci mój stan nie odpowiada? Ha! Trochę poczekaj z chłopakami, dziś Wiktor ma urodziny. Myślisz, iż jesteś księżniczką! Sam decyduję, kiedy wracam do domu. Rozumiesz?
Świetlana próbowała uwolnić dłoń:
Puść! Boli mnie! Znowu zwariowałeś!
Pociągnęła rękę, Kacper zachwiał się i ledwo nie upadł.
Aha, tak! wykrzyknął, a pięść wpadła w jej policzek.
Świetlana złapała się za twarz. Kacper, najwyraźniej nie spodziewający się takiej reakcji, puścił rękę i próbował coś powiedzieć. Ona odwróciła się i podeszła do dziewczynki.
Myślisz, iż jesteś księżniczką! znowu wykrzyczał i wyskoczył z mieszkania.
Teściowa nazywała Świetlanę księżniczką. Dziewczynie od razu nie spodobała się Natalko Stefanii.
Dwudziest jeden lat, a ona wciąż mieszka w domu rodziców. Uczy się! Gdyby tak ja w tym czasie miał już jedno dziecko, a drugie w drodze.
Mąż, dom, ogród, gospodarstwo! A ona w szkole! Księżniczka! Będziesz się męczył, Kacperku. Wybrałbym prostszą dziewczynę!
Rodzice Świetlany też nie byli zachwyceni zięciem.
Świetlano, dokąd tak pędzisz? Kacper nie jest ostatnim mężczyzną na ziemi! Zakochałaś się? No więc spotykajcie się, możecie choćby zamieszkać razem, choć ja patrzę na to sceptycznie.
Nie od razu mąż! Zastanów się: czy naprawdę chcesz spędzić z tą osobą całe życie? Spojrzyj na jego rodzinę, w końcu. Potem zdecyduj.
Świetlana w końcu podjęła decyzję. Zrozumiała po pół roku, iż nie była słuszna. Mogła odejść, ale po pierwsze było wstyd przyznać, iż rodzice mieli rację, po drugie już była przy nadziei.
Pojawienie się Soni nie zmieniło Kacpra. przez cały czas uważał, iż wszystkie domowe obowiązki i opieka nad dzieckiem to sprawa żony.
Jej złe samopoczucie, choroba córki i inne zdarzenia nie były wymówką, gdy nie było obiadu albo mieszkanie nie było posprzątane.
Nie da się ogarnąć jednej dziewczynki! A jak inne kobiety radzą sobie? Pewnie, gdy idę do pracy, ty leżysz w łóżku!
Nie może być, iż cały dzień nie znajdziesz czasu, żeby iść do sklepu i zrobić kolację, ryczałował.
Sonia ma wyrzynające się zęby, kaprysi, a ja nie mogę jej trzymać w ramionach, żeby gotować. Zamówiłam dostawę. Potrafisz sam zrobić pierogi? Albo przyjmij córkę, a ja przygotuję obiad.
Wreszcie nie było już różowych okularów. Świetlana coraz częściej myślała, iż matka miała rację, kiedy radziła nie pośpieszać się z małżeństwem i dokładnie przyjrzeć się rodzinie Kacpra.
Kilka razy prawie uciekła, ale Kacper obiecywał, iż się zmieni. Świetlana wierzyła w to i przez cały czas miał nadzieję.
Jednak po wczorajszym, kiedy po raz pierwszy wyciągnął do niej rękę, zrozumiała, iż nie wytrzyma już dłużej.
Tak, wstyd przy rodzicach, ale nie chciała żyć z mężczyzną, który nie wstydzi się uderzyć kobietę. Jeszcze bardziej nie chciała, by w takiej sytuacji dorastała Sonia.
Matka Świetlany zobaczyła z okna, iż przy ich domu zatrzymało się taksówka, z której wyszła dziewczynka z Zosią na rękach.
Kamil, patrz, Świetlana przyjechała z rzeczami. Pomóż mi nieść torbę, powiedziała do męża.
Gdy Świetlana weszła do domu i zdjąła ciemne okulary, rodzice zauważyli: jej lewe oko było opuchnięte, pod nim ciemny plam.
To Kacper?! zdziwiła się matka.
Świetlana skinęła głową.
Zaraz mu pokażę, rzucił się do drzwi ojciec.
Tato, nie, nie trzeba, przerwała córka. Ukaraę go inaczej. A ty pomóż mi zabrać z jego mieszkania nasze rzeczy i łóżeczko Soni.
Rodzice wzięli się za rzeczy, a później ojciec odwieźł Świetlanę do punktu medycznego.
jeżeli chcecie złożyć pozew przeciw Kacprowi, zaświadczenie z punktu nie wystarczy, trzeba jechać do sądowego laboratorium, wyjaśnił wujek.
Jutro pojedziemy, powiedział ojciec, trzeba umówić się na wizytę.
Kacper wrócił z pracy z bukietem dla żony i zabawką dla córki. W domu nie było nikogo. Nie było też ich rzeczy, ani łóżeczka Soni.
Próbował dzwonić do Świetlany, ale telefon był wyłączony. Wtedy zadzwonił do teściowej. Odpowiedziała:
Tak, Świetlana z Zosią jest u nas. Lepiej nie przychodź ojciec wciąż ma rozdarte pięści. Świetlana sama złoży pozew o rozwód.
Kacper próbował dzwonić do żony, choćby zastawił się przy domu teścia. Ona nie odbierała, a kiedy wychodziła na spacer z Zosią, była tylko na podwórku.
Po tygodniu Kacper dostał dokumenty rozwodowe. Wtedy nadszedł ciężki ostrzał: przy furtce pojawiła się teściowa Natalko Stefanii.
Mamo, nie chcę z nią rozmawiać, rzekła Świetlana.
Myślę, iż trzeba pogadać, przynajmniej wszystkie kropki nad i będą postawione, odparła matka. Chodźmy, nie zapraszamy jej do domu, a w przydomu porozmawiamy, bo Sonia śpi.
Zamierzasz się rozwieść? natychmiast ripostował teść. jeżeli nie po twojej myśli, od razu wniosek składać?
Kacper mnie opuścił, powiedziała Świetlana.
Więc go udowodniłaś! Widzisz, przychodzi do domu na miecz, nie walcz, nie szukaj pretensji, poczekaj, aż się przespa.
A ty wpadłaś w sprawy, więc dostałaś pięść. To przez to rozwód? Zostawić dziecko sierotą?
Natalko Stefanii, nie będę mieszkać z twoim synem, przekaż mu to, powtórzyła Świetlana.
Z kim będziesz żyła? Kogo potrzebujesz z dzieckiem? Nie widzę u was kolejki po księcia po drugiej stronie płotu, przygryzła teściowa.
Nic, sama sobie poradzę.
No to nie licz na mieszkanie Kacpra, ani na alimenty, przymknęła usta teściowa.
Mieszkanie nie potrzebuję. Alimenty na pewno zażądam, a sąd będzie po mojej stronie.
I tak się stało: rozwiedli ich od razu orzeczenie o obrażeniach ciała odegrało rolę. Alimenty przyznano, a poza tym cztery tysiące złotych miesięcznie na utrzymanie Świetlany, dopóki Sonia nie skończy trzech lat.
Minęło pięć lat. Pierwszego września przed szkołą odbyła się uroczysta parada: hałaśliwe szeregi starszych uczniów i pierwaki z ogromnymi bukietami. Sonia przywitały w pierwszej klasie babcia, dziadek i mama.
A tata przyjdzie? zapytała dziewczynka, odwracając się do mamy.
Przyjdzie na pewno. Dzwonił już, iż podjeżdża, odpowiedziała Świetlana. Oto on!
Świetlana machnęła ręką ku wysokiemu mężczyźnie, który przeszukiwał tłum swoimi oczami.
To nie był Kacper. Świetlana trzy lata temu poślubiła Aleksandra swojego kolegę z pracy. Teraz czekali na dziecko.
A Kacper wciąż sam. Miał kochanki, miał admiratorki, ale gdy sprawa schodziła na poważny związek, ktoś zawsze wyjawiał przyczyny, dla których pierwsza żona od niego odchodziła.
Miasteczko małe, wszyscy się znają. Kacpru przywieszono przydomek kanapowy bokser.
Może kiedyś znajdzie się kobieta, której to nie przeszkadza, ale póki co tak nie było Prawo bumerangu, choć nie wszyscy w nie wierzą
A wy co o tym sądzicie? Napiszcie w komentarzach. Polubcie, jeżeli historia wam się spodobała.
Przyjaciele, jeżeli chcecie więcej naszych opowieści zostawcie komentarz i nie zapomnijcie o lajku. To nas motywuje do dalszego pisania!









