To choćby nie podlega dyskusji
Kinga zamieszka z nami, to choćby nie podlega dyskusji powiedział Zbigniew, odkładając łyżkę na stół. choćby nie tknął kolacji, jakby przygotowywał się do poważnej rozmowy. Mamy pokój, remont właśnie się skończył. Za dwa tygodnie córka się do nas przeprowadza.
A nie zapomniałeś czegoś? policzywszy w myślach do dziesięciu, zapytała Justyna. Na przykład tego, iż ten pokój szykowaliśmy dla NASZEGO wspólnego dziecka? I chyba umknęło ci też, iż Kinga ma matkę, z którą powinna mieszkać.
Pamiętam, iż myśleliśmy o dziecku kiwnął z namysłem Zbigniew. Liczył, iż żona pokornie przyjmie jego wolę i dalsza rozmowa nie będzie mieć miejsca. Ale nic, to się może odłożyć na dwa, trzy lata. Ty w końcu jeszcze studiujesz, więc na dziecko nie czas. Poza tym, Kinga nie chce rodzeństwa. A jeżeli chodzi o jej matkę uśmiechnął się gorzko zamierzam pozbawić ją praw rodzicielskich. Dziewczynce zwyczajnie grozi tam niebezpieczeństwo!
Dziewczynce? uniosła brwi Justyna. Przecież ona ma dwanaście lat, całkiem już dorosła. Gdzie tu to zagrożenie? Że nie pozwalają jej wychodzić po dwudziestej drugiej? Czy iż musi odrabiać lekcje pod groźbą odebrania telefonu czy wyłączenia internetu? Twoja była to chyba święta, skoro jeszcze nie chwyciła za pasek!
Nic nie wiesz zacisnął zęby Zbigniew. Kinga nieraz pokazywała mi siniaki, czytałem wiadomości z obelgami i groźbami! Nie pozwolę zniszczyć życia mojej córce!
Właśnie to robisz, idąc jej na rękę.
Justyna wstała od stołu, zostawiając nietkniętą zupę. Apetyt jej odszedł, a widok niezadowolonego męża tylko potęgował ból głowy. Przecież mówiono jej nie spiesz się z zamążpójściem! Pożyjcie jeszcze parę lat bez ślubu, sprawdźcie swoje uczucia Ale ona przecież zawsze lepiej wiedziała, co robić! Chciała też wyprzedzić koleżanki…
Dlaczego znajomi byli przeciw szybkiemu ślubowi? Sprawa była jasna dla Zbigniewa to drugie małżeństwo, jest od niej starszy o piętnaście lat, i ma całkiem dorosłą córkę, w której widzi cały sens swojego życia. Trzy powody, każdy z osobna drobiazg, ale razem… niemal katastrofa.
W zasadzie dwie pierwsze rzeczy jej nie przeszkadzały. Lubiła, iż mąż jest starszy i ma już doświadczenie rodzinne. Wiedziała z pierwszej ręki, iż rozwód z Anną był za porozumieniem stron i żadnych pretensji nie było.
Ale ta trzecia sprawa… Kinga. Diabelnie rozpuszczone i krnąbrne dziecko, prawie całe życie wychowywała ją babcia, bo rodzice ciężko pracowali, by zapewnić jej przyszłość. Rozwód rodziców nie wzruszył jej zbytnio wiedziała, iż tata nigdy o niej nie zapomni, choćby po ponownym ożenku. Za to nowy związek mamy… Do tego nie była gotowa.
Ojczym surowo zabrał się za jej wychowanie, a mama, której zmiana pracy pozwoliła być częściej w domu, popierała męża na każdym kroku.
Godzina policyjna, lekcje, korepetycje, bo Kinga miała zaległości w większości przedmiotów… Wściekłość ją zżerała, była przecież przyzwyczajona do spędzania godzin przed telewizorem lub komputerem. Złościła się tak, iż zaczęła wymyślać niestworzone rzeczy, którymi denerwowała ojca.
Tak, Kinga chciała mieszkać z ojcem, wiedząc doskonale, iż jego praca pozwoli jej robić, co chce. Justyny nie brała pod uwagę, nie zamierzała słuchać macochy, która była starsza od niej ledwie o dziewięć lat.
Dla wolnego życia była gotowa na wiele.
**********************
Kinga przyjeżdża dzisiaj. Przygotuj jej pokój i nie denerwuj jej, dziecko przecież tyle przeszło oznajmił Zbigniew, dobierając krawat do nowego garnituru. Gdybym tylko wiedział, iż Anka cudzym facetem zacznie tłamsić dziecko… Ale co teraz? Czasu nie cofniesz.
Czyli naprawdę nie zmieniłeś zdania? Chcesz, żeby córka z nami mieszkała? Justyna do końca liczyła, iż mu się nie uda. I kto niby będzie się nią zajmował? W najlepszym razie wracasz o ósmej.
Ty się zajmniesz wzruszył ramionami. To nie trzylatka, przecież jest samodzielna.
Przypomnę, iż mam zaraz sesję, mówiłeś, żebym się skupiła na nauce uśmiechnęła się złośliwie. Niech Kinga będzie cicho i mi nie przeszkadza. Mam nadzieję, iż potrafi zmywać i myć podłogi, bo przez najbliższe dwa tygodnie to jej zadanie.
Ona nie jest sprzątaczką…
Ja też nie przerwała Justyna. Skoro będzie z nami mieszkać, niech pomaga w domu. Lepiej omów z nią zasady.
************************
Tato, i ty na to pozwolisz? Ta twoja żona robi ze mnie służącą, choćby z koleżankami się spokojnie nie zobaczę, a ona z uśmiechem ogląda telewizję.
Justyna, przypadkiem słysząc tę rozmowę, tylko się uśmiechnęła. Akurat! Zmusisz ją do czegokolwiek? Prędzej niebo się z ziemią zamieni miejscami.
Porozmawiam z Justyną, obiecuję. Ale ty też spróbuj się z nią dogadać. Wiem, iż ciężko ci, ale nie jestem w stanie cię pilnować. Znajdź z nią wspólny język, pokaż, jaka jesteś fajna.
Dobrze, spróbuję mruknęła Kinga, wiedząc, iż na nic się dzisiaj nie wyprosi. A to prawda, iż kupiłeś jej samochód?
Tak, a co?
Nic, zupełnie nic! A mi mówiłeś, iż nie masz teraz pieniędzy, żeby wysłać mnie na ferie za granicę! Tak bardzo o tym marzyłam!
Sama przecież nie pojedziesz, masz dopiero dwanaście lat, a ja przecież pracuję. Pojedziemy latem, całą rodziną.
A ja nie chcę z rodziną! W ogóle mnie nie kochasz, prawda? dziewczynka zaszlochała wyraźnie. Po co zabrałeś mnie od mamy? Twojej żonie tylko przeszkadzam, sam ciągle nie masz czasu…
Dalej Justyna już nie słuchała. Zrozumiała, iż Kinga i tak postawi na swoim. I nie chodzi tylko o wyjazd. Mała spryciara chce pozbyć się jeszcze jednej konkurentki do portfela tatusia. I chyba jej się uda.
Dość już miała pretensji męża, więc postanowiła: jeszcze jedna awantura i koniec, rozstanie. A na koniec jeszcze trochę popsuje triumf dziewczynce, każąc Zbigniewowi płacić alimenty.
**********************
I faktycznie wieczór zaczął się od lawiny żalów. Wysłuchała wszystkiego spokojnie i oznajmiła, iż składa pozew o rozwód.
Chcę żyć spokojnie, nie słuchać ciągłej krytyki. Mówiłam ci, iż uleganie córce to zły pomysł widząc triumfalny uśmiech Kingi, Justyna gwałtownie sprowadziła ją na ziemię. A ty się za bardzo nie ciesz, jeszcze nie wiesz, jak życie się potoczy. Na przykład mogę postawić twojemu tacie ultimatum jeżeli będzie chciał kontaktować się z naszym dzieckiem pogładziła się po brzuchu musi cię odesłać do matki. Albo coś w ten deseń.
Kinga nie mogła znaleźć słów, Zbigniew jeszcze nie rozumiał, co się stało, a Justyna po prostu wzięła walizkę i wyszła z mieszkania. Tak naprawdę nie była w ciąży po prostu chciała, żeby ta marudna dziewczyna choć raz się stresowała. I żeby mężczyzna, który wcale nie rozumie psychologii dzieci, też coś zrozumiałZa drzwiami Justyna odetchnęła głęboko. Powietrze na klatce schodowej było chłodne, ale wydawało jej się nagle bardziej czyste, rześkie, jakby pierwszy raz od dawna mogła swobodnie nabrać go w płuca. Oparła się na moment o ścianę, przesuwając dłonią po brzuchu, jakby naprawdę chroniła w nim sekret, który miały tylko ona i przyszłość. Uśmiechnęła się do własnych myśli. Może jeszcze długo nie będzie gotowa na dziecko, może nigdy, ale na pewno nie zamierza być już trybikiem w tej dziwnej rodzinnej maszynie, która od początku była źle złożona.
Tymczasem w mieszkaniu panowała cisza. Kinga zerkała niespokojnie na ojca, szukając w nim potwierdzenia, iż wszystko jeszcze można cofnąć, iż ten dom nie rozleci się przez jedno niewygodne słowo macochy. Ale Zbigniew milczał, patrząc tępym wzrokiem na drzwi, za którymi zniknęła Justyna. Właśnie dotarło do niego, iż ani córka, ani byłe życie, ani tym bardziej utracone szanse nie uleczą tej dziury, która powstała między nim a kobietą, którą kiedyś naprawdę chciał poznać do końca.
Kinga pierwszy raz poczuła lęk. Przez moment wyobraziła sobie, co by było, gdyby już nikt nie chciał ciągle jej rozumieć ani chronić przed konsekwencjami. Żadna wolność wywalczona jękami nie smakowała tak gorzko jak ta właśnie chwila zupełnej samotności i pustki w kuchni pełnej zgaszonych świateł i wystudzonej zupy.
Może życie z matką i nowym ojczymem nie było takie złe, może Justyna nie była aż taką czarownicą, tylko ją przeraziła. I może, kiedyś, znajdzie sposób, żeby mieć nie wszystko, czego zachce, ale coś, co naprawdę da się lubić.
Za oknem zaczynał padać majowy deszcz, zmywając kurz z parapetów i zbyt dużo nadziei, które tak łatwo było roztrwonić. A Justyna szła przed siebie ulicą, pozwalając, by krople deszczu zmyły ostatnie łzy. Może jutro kupi kwiaty. Może jutro naprawdę zacznie żyć.











