Dawno temu, w pamiętnych czasach, Piotr kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i z bijącym sercem wyruszył na spotkanie. W radosnym nastroju czekał obok miejskiej fontanny w centrum Krakowa, trzymając w dłoniach swój wybór. Jagny nigdzie nie było widać. Rozejrzał się niecierpliwie i wybrał jej numer. Nie odebrała. Może się spóźnia pomyślał z nadzieją i ponowił próbę. Tym razem Jagna podniosła słuchawkę. Jestem już na miejscu, gdzie jesteś? zapytał bez zbędnych wstępów Piotr. Między nami to już koniec! usłyszał nagle w jej głosie. Co? Dlaczego? Piotr zamarł. Przez ten bukiet! odpowiedziała niespodziewanie. Co jest z nim nie tak? dopytywał zdezorientowany chłopak.
Piotr długo krążył po kwiaciarni przy Rynku. Bordowe róże, żółte tulipany, białe lilie, kwiaty w donicach i wazonach, misternie komponowane bukiety na każdy gust. Ale Piotr czuł zagubienie.
Pamiętał mgliście, iż rozmowa o kwiatach z Jagną była, ale jej treść ulatywała w zapomnienie.
Wiedział, iż o jednych mówiła z niechęcią, inne z kolei wielbiła jak nic na świecie.
Ale to przecież było wtedy, na początku znajomości; Piotr, zafascynowany nowością i urokiem Jagny, nie przywiązał wagi do szczegółów. Gadka się toczyła, w tle brzęczała muzyka dawnej, krakowskiej kawiarni, a on raczył się lekko musującym winem z kieliszka i tym, co najważniejsze samą Jagną.
Sam zawsze miał łatwość w rozmowach, ale tego razu tylko przytakiwał, podziwiał jej proste, długie włosy, delikatny łuk szyi i uśmiechnięte oczy w twarzy o chłodnym rumieńcu. Czy to już była miłość?
Czy to aż tak istotne, co ona wtedy mówiła Wieczór był czarujący!
A teraz, ile by nie próbował, upodobań Jagny nie mógł sobie przypomnieć.
Proszę spojrzeć na nasze gerbery! Taki okaz to rzadkość nie sezon, wyjątkowa odmiana! zachwalała ekspedientka.
Czuł, jak czas go nagli. Musiał podjąć decyzję.
I właśnie w tej chwili, już miał zapytać przy kasie, zadzwoniła mama. Ostatnimi czasy dzwoniła stanowczo zbyt często.
No i co, Piotrusiu, zdecydowałeś się? Może na weekend wpadniesz na wieś?
Nie, mamo, mam sporo spraw
Babcia się martwi, wypatruje cię codziennie, pyta o ciebie.
Przepraszam, mamo, naprawdę mam dużo zajęć…
Pożegnał się szybko.
Mama wyczekiwała w ich rodzinnej wsi pod Tarnowem, gdzie mieszkała z babcią. Nie pierwszy już raz telefonowała i, szczerze mówiąc, Piotr czuł już lekką irytację.
No tak, babcia od dawna słabuje, nie bardzo już na siłach Ale przecież nie można rzucić wszystkiego i spędzać z nią wszystkich dni młodość ma swoje prawa!
A te prawa ach, jakie to sprawy! Wszystko obracało się wokół świeżo zawartej znajomości. Piotr już snuł plany jeżeli dziś spotkanie z Jagną przebiegnie pomyślnie, jutro zaprosi ją na wycieczkę za miasto.
Wiedział już choćby gdzie znał kameralną polanę wśród lasów Beskidu Wyspowego, gdzie można posiedzieć nad stawem.
Mama przecież tak chciała, by w końcu sobie życie ułożył, więc zamierzał i na tym się skupić.
Gdyby tylko przypomnieć sobie, które kwiaty Jagna lubi! Co za zawodna pamięć!
Ostatecznie te damskie fanaberie do zapamiętywania upodobań Czy to w ogóle ważne?
Sprzedawczyni w kwiaciarni już przestała proponować, milcząc i patrząc na jego rozterki.
„Chyba wspominała coś o kolcach róż Może jednak bez róż?”
I tak Piotr zdecydował się na bukiet dużych, różowo-białych gerber. Po prostu gest, wyraz sympatii. Zbliżała się godzina powrotu do pracy kończyła się przerwa.
Spotkanie było umówione przy nowym miejskim rynku. Piotr lekko się spóźniał, bo nagle zatrzymał go szef nieplanowane zebranie. Przeczuwał nawet, iż może szykuje się awans.
Zadzwonił więc uprzedził Jagnę o spóźnieniu i wyłączył dźwięk. W trakcie zebrania cicho próbowała się dodzwonić mama, ale Piotr nie mógł odebrać.
Potem wybiegł na spotkanie z uśmiechem zaparkował obok fontanny, niemal biegiem podszedł, z uśmiechem, z gerberami w dłoni.
Jagna jeszcze nie przyszła. Rozejrzał się, przeszedł się przez cały Plac i ponownie wybrał jej numer. Cisza.
Usiadł na ławce. Może też się spóźnia…
Zreflektował się, iż nie oddzwonił do mamy, ale nie wybierał jej numeru, licząc, iż właśnie wtedy zadzwoni Jagna. Cisza. Po dziesięciu minutach sam zadzwonił.
Tym razem odebrała.
Jagnuś, gdzie jesteś? Czekam.
Wiem. Siedzę w kawiarni naprzeciwko, na piętrze już dawno cię widzę.
Serio? Piotr usiłował ją dojrzeć w oknie obok, ale nie mógł znaleźć. Może zejdziesz albo…
Spóźniłeś się przerwała.
Przepraszam, kochana, ale przecież dzwoniłem sprawy w pracy mnie zatrzymały.
I te kwiaty!
Co z nimi nie tak? był szczerze zaskoczony.
choćby nie pamiętasz, które kwiaty lubię!
Jagnuś, ich po prostu nie było
Róż nie było?! Przecież każdy je ma! Tyle razy ci mówiłam o moich ulubionych różach… a ty…
Poprawię się Zaraz przyjdę.
Piotr wszedł do kawiarni. Na samym końcu sali siedziała Jagna, twarzą do okna. Po cichu podszedł, bukiet położył na stole, nie mając śmiałości go wręczyć. choćby na niego nie spojrzała.
Piotr, jak zwykle elokwentny, starał się teraz cały swój urok skierować na zatarcie winy.
Wydawało mu się po chwili, iż się udało Jagna się uśmiechnęła.
Wypili razem kawę i kierowali się już do wyjścia. Bukiet pozostał nietknięty; młoda kelnerka dogoniła ich:
Proszę, ktoś zostawił kwiaty.
Proszę, niech pani sobie weźmie Piotr uśmiechnął się do niej.
Och, dziękuję dziewczyna rozpromieniła się zaskoczona.
A Jagna naburmuszyła się jeszcze bardziej.
Jagnuś, zaraz ci kupię największy bukiet róż w Krakowie!
Dziękuję, już nie trzeba. Już dziś miałam dość kwiatów.
Schodzili razem po schodach. Piotr szedł za obrażoną przyjaciółką. I wtedy kolejny telefon od mamy.
Przepraszam, znowu nie w porę?
Jagna nie słyszała.
Nie, mamo, w sam raz. Przyjadę jutro będę.
Tamtego wieczoru rozstali się bez żalu. Piotr przeczuł, iż to nie wróci. Następnego dnia gnał znajomymi drogami wśród pól Małopolski.
Tam, aż po horyzont, rozciągały się kolorowe łany, morze życia, dźwięczne, rozedrgane na wietrze. Odetchnął głęboko i zszedł wprost w tę feerię barw.
Jak staranna kwiaciarka, wybierał najładniejsze polne kwiaty.
Dobrze wiedział, iż te, do których zmierza, będą się z nich cieszyć. Tu się nie pomyli.
Przekraczając próg rodzinnego domu, podzielił bukiet na dwie części.
Mama śmiała się radośnie, obcałowała go w oba policzki, a babci
Babci pomogli się podnieść. Drżącymi dłońmi przyjęła kwiaty. Przesunęła po nich palcami słaby wzrok już nie pozwalał ich obejrzeć.
Jak dawno nikt jej nie wręczał kwiatów!
Zanurzyła twarz w bukiecie, wciągając w siebie ten zapach znajomy, przywołujący młodość, ukryty głęboko w pamięci, a teraz przywołany z powrotem przez aromat łąki, poruszył jej duszę.
Wydobywał na wierzch nie tylko wspomnienia, ale samo uczucie tych lat znowu poczuła radosne oczekiwanie, jasność i bliskość drugiego człowieka.
Jakże cudownie życie trwa i toczy się dalej w jej wnuku.
Piotr usiadł obok babci, oparł głowę na jej kolanach. Głaskała go, pilnując, by nie pognieść ostrożnie trzymanego bukietu
I Piotr pomyślał, iż jeszcze spotka tę jedyną, podobną do tych dwóch ukochanych kobiet. I będą się kochać tak, jak umieli kochać się jego dziadek i babcia, jego rodzice. Ważne, by tego nie przeoczyć.
Babcia długo nie chciała oddać kwiatów mamie.
Zaczekaj najpierw nalej wody ze studni do szerokiego wazonu ostrożnie postaw tutaj będę patrzeć
Wnuk przyniósł kwiaty.
Zwyczajne polne kwiaty; wokół ich milion, ale te Te były najważniejsze bo on je dał.











