Świat Arkadiego – recenzja komiksu. Gdy mitologia spotyka science fiction

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Mitologią grecką fascynuję się adekwatnie od zawsze. Uwielbiam historie o bogach, herosach i potworach. Jeszcze bardziej lubię jednak, kiedy twórcy biorą dobrze znane motywy i próbują zrobić z nimi coś własnego. Nie chodzi przecież o kolejne przepisanie mitu o Orfeuszu czy Meduzie. Znacznie ciekawsze jest wykorzystanie jego fundamentów do opowiedzenia zupełnie nowej historii. Philippe Caza w komiksie Świat Arkadiego robi dokładnie to. Łączy mitologię, science fiction, postapokalipsę oraz momentami wręcz filozoficzną opowieść o człowieczeństwie.

Świat Arkadiego rozgrywa się tysiące lat po katastrofie, która całkowicie zmieniła Ziemię. Jedna strona planety pogrążona jest w nieustannej nocy, druga pozostaje wystawiona na działanie Słońca. Życie skupia się przede wszystkim w strefie pomiędzy nimi. Cywilizacja, jaką znamy, dawno przestała istnieć. Ludzie żyją w niewielkich społecznościach i kierują się starymi wierzeniami. Często nie mają pojęcia, iż istoty uznawane przez nich za bogów czy potwory są pozostałościami dawnej technologii.

Głównym bohaterem jest Arkadi, młody chłopak wychowany w świecie pełnym zasad, przesądów i rytuałów. Od początku nie pasuje jednak do swojej społeczności. Nie dlatego, iż jest wybrańcem mającym uratować świat. Po prostu potrafi kwestionować rzeczy, które inni przyjmują bez zastanowienia.

Bardzo podobał mi się ten motyw buntownika, bo Arkadi nie sprzeciwia się dla samego sprzeciwu. Widzi niesprawiedliwość i nie potrafi udawać, iż wszystko jest w porządku tylko dlatego, iż „tak robiono od zawsze”. Ta cecha ostatecznie prowadzi go do wygnania. Jednocześnie rozpoczyna jego prawdziwą podróż.

I jest to podróż naprawdę niezwykła. Caza miesza klasyczne motywy wyprawy bohatera z rozwiązaniami charakterystycznymi dla science fiction. Co chwilę natrafiamy na coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak element mitologii. Chwilę później okazuje się pozostałością technologii sprzed tysięcy lat. Najbardziej oczywiste są już same imiona. Hel, Kro-No, Pan-Dra czy Me-Duz wyraźnie przywołują konkretne skojarzenia. Najciekawszym przykładem pozostaje jednak dla mnie Or-Fe.

Fot. Kadr z komiksu

Or-Fe jest zresztą moją ulubioną postacią całego komiksu. Teoretycznie mamy do czynienia z maszyną, Tytanem stworzonym do określonego celu. Paradoksalnie bywa jednak bardziej ludzki niż niejeden człowiek pojawiający się na kartach tej historii. Tworzy, cierpi, kocha i tęskni. Próbuje też odnaleźć własne miejsce poza rolą, którą ktoś mu wcześniej narzucił. Jego historia oczywiście nawiązuje do mitu o Orfeuszu i Eurydyce, ale nie jest jego prostą kopią. Caza bierze znany motyw miłości, straty oraz zejścia do świata przypominającego krainę umarłych. Następnie przepuszcza go przez filtr futurystycznej opowieści o sztucznej inteligencji i maszynach obdarzonych świadomością.

To właśnie takie elementy sprawiają, iż komiks najmocniej przypadł mi do gustu. Mitologia nie służy tutaj jedynie jako zbiór nazw, które czytelnik może rozpoznać. Autor wykorzystuje ją do zadawania pytań o to, czym adekwatnie jest człowiek. Czy decyduje o tym ciało? Pochodzenie? Pamięć? A może zdolność do odczuwania emocji? W świecie, w którym maszyna potrafi kochać, a ludzie krzywdzą innych w imię tradycji, odpowiedź przestaje być oczywista.

Fot. Kadr z komiksu

Nie oznacza to jednak, iż historia zawsze jest łatwa w odbiorze. Caza ma ogrom pomysłów i momentami wrzuca je na czytelnika jeden po drugim. Nazwy, symbole, kolejne społeczności, technologie i filozoficzne rozważania potrafią się nawarstwiać. Szczególnie w późniejszych częściach łatwo na chwilę zgubić się w tym, kto czego adekwatnie chce. Trudniej też czasem połączyć wszystkie elementy historii. Nie jest to komiks, który czyta się bezrefleksyjnie w jeden wieczór.

Jednocześnie właśnie ta dziwność jest sporą częścią jego uroku. Wizualnie świat bywa groteskowy, psychodeliczny i momentami wręcz surrealistyczny. Caza nie próbuje stworzyć klasycznie pięknego uniwersum. Jego Ziemia jest zdeformowana, pełna mutacji i pozostałości cywilizacji, której rozwój wymknął się spod kontroli. Dzięki temu choćby po wielu stronach wciąż można zostać zaskoczonym kolejnym projektem postaci czy miejsca.

Świat Arkadiego najbardziej zapamiętam jednak nie jako efektowną postapokaliptyczną przygodę. To przede wszystkim historia o sprzeciwie wobec stagnacji. Arkadi buntuje się przeciwko tradycji, a Or-Fe przeciwko roli narzuconej mu przez twórców. Cała opowieść stopniowo zmierza do pytania, czy świat powinien trwać za wszelką cenę tylko dlatego, iż boimy się zmiany. Dodając do tego interesujące wykorzystanie mitologii greckiej oraz bohaterów, których nie da się łatwo podzielić na ludzi i maszyny, otrzymujemy komiks wymagający, momentami dziwny, ale zdecydowanie wart poznania.


Scenariusz: Philippe Caza
Rysunki: Philippe Caza
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Wydawca: Lost In Time
Premiera ( dodruk ): 28 sierpnia 2026 r.
Oprawa: twarda
Stron: 272
Cena katalogowa: 160 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Lost In Time. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Lost In Time)

Idź do oryginalnego materiału