Czas na 27. tom przygód niezwyciężonych Galów. Tym razem na Asteriksa czeka zadanie, do którego nie przygotowały go choćby liczne starcia z Rzymianami. Czy opieka nad jednym niemowlęciem może być trudniejsza niż obrona całej osady? Asteriks. Syn Asteriksa pokazuje, iż zdecydowanie tak!
Pewnego spokojnego ranka Asteriks znajduje na progu swojej chaty porzucone niemowlę. Nieustraszony Gal wpada w panikę! Najwyraźniej jakiś bocian zakpił sobie z niego, choć są osoby w wiosce, które podejrzewają, iż dziecko porzucone przed domem wojownika dowodzi wprost, kto jest jego ojcem… Obeliks odważnie wspiera przyjaciela, pomaga karmić i zabawiać malca, ale gdy ten wypija z mlekiem odrobinę magicznego wywaru, staje się niebezpieczny dla ludzi i zwierząt. Dzielni Galowie muszą odnaleźć jego rodziców. W tym celu wyruszają do położonych w pobliżu wioski obozów rzymskich. Żaden z legionistów nie przyznaje się jednak do ojcostwa, ale Asteriks i Obeliks odkrywają, iż sam prefekt rozkazał przeprowadzić spis ludności pod pretekstem poszukiwania dziecka…
– opis wydawcy.
Przed domem Asteriksa pojawia się koszyk z dzieckiem. Nie wiadomo, kto je zostawił ani dlaczego wybrał właśnie tego Gala na opiekuna. Wiadomo za to, iż mieszkańcy wioski bardzo gwałtownie znajdują własne wyjaśnienie całej sytuacji. Asteriks i Obeliks muszą zająć się maluchem oraz ustalić jego pochodzenie. Sprawa robi się jeszcze bardziej podejrzana, gdy dzieckiem zaczynają interesować się Rzymianie. Najwyraźniej nie chodzi im wyłącznie o pomoc przy przewijaniu.
Sam pomysł na tę historię bardzo mi odpowiada. Uderzo, który odpowiada tutaj zarówno za scenariusz, jak i rysunki, stawia znanych bohaterów w sytuacji zupełnie dla nich nowej. Nie trzeba przy tym wysyłać ich na drugi koniec świata. Wystarczy podrzucić im dziecko! Podoba mi się, iż po tylu przygodach przez cały czas można znaleźć sposób, aby wytrącić Asteriksa z jego zwyczajowej pewności siebie.
Fot. Materiały prasoweNajważniejszym elementem komiksu są dla mnie właśnie dwaj Galowie w roli opiekunów. Zwykle wiedzą, kogo uderzyć, dokąd pobiec i kiedy sięgnąć po magiczny napój. Tutaj te umiejętności kilka im pomagają. Pojawiają się nerwy, nieporozumienia i wzajemne pretensje, ale również przywiązanie do małego podopiecznego. Dzięki temu całość nie kończy się na prostym żarcie o mężczyznach, którzy nie potrafią zająć się dzieckiem. Widać, iż obu bohaterom zależy, choćby jeżeli nie bardzo wiedzą, co adekwatnie powinni robić.
Oczywiście nie mogło zabraknąć magicznego napoju. Kiedy trafia on do małego dziecka, problemy opiekunów stają się jeszcze większe. Dosłownie strach zostawić malucha choćby na chwilę! To prosty pomysł na humor, ale pasuje do zasad tego świata i pozwala wykorzystać znajomy motyw w trochę inny sposób. Mam jednak wrażenie, iż autor chwilami zbyt długo przy nim pozostaje. Kolejne kłopoty z nadzwyczaj silnym niemowlęciem bawią, ale z czasem chciałoby się już dowiedzieć czegoś więcej o całej tajemnicy.
Swoje dokładają również mieszkańcy osady. Zanim ktokolwiek pozna prawdę, pojawiają się plotki dotyczące ojcostwa Asteriksa. Ten fragment ma w sobie coś bardzo znajomego. Wystarczy niecodzienna sytuacja, aby otoczenie zaczęło dopowiadać sobie resztę. Szkoda, iż ten wątek nie został mocniej rozwinięty, bo daje okazję do pokazania wioskowej społeczności z nieco mniej sympatycznej strony. Tutaj przede wszystkim dostarcza kolejnych powodów do zdenerwowania głównego bohatera.
Nie wszystkie żarty przekonują mnie jednak w takim samym stopniu. Rzymski prefekt przebrany za niańkę dobrze wpisuje się w absurd tej historii, ale sam motyw przebieranki nie wystarcza, żeby każda związana z nim scena była równie zabawna. Najbardziej odpowiadają mi te momenty, w których humor wynika z reakcji bohaterów i ich wzajemnych relacji. Trochę mniej te, w których kolejny raz czekamy, aż ktoś oberwie. choćby w Asteriksie przydaje się przecież jakaś odmiana.
Dużym zaskoczeniem jest za to końcowa część opowieści. Początkowe zamieszanie wokół opieki nad dzieckiem ustępuje miejsca prawdziwemu zagrożeniu, a działania Brutusa prowadzą do wydarzeń znacznie poważniejszych, niż można oczekiwać po tak lekkim początku. Nie chcę zdradzać wszystkiego, ale Uderzo na moment odbiera Galom poczucie bezpieczeństwa. I właśnie wtedy historia najbardziej przyciąga uwagę. Szkoda tylko, iż przejście do tego etapu jest tak gwałtowne. Wolałabym, aby napięcie narastało trochę wcześniej, zamiast zostawiać najmocniejsze wydarzenia na końcówkę.
Od strony graficznej dostajemy to, za co łatwo polubić tę serię. Wyrazista mimika, ruch i charakterystyczne sylwetki dobrze służą opowieści o dwóch wojownikach, którzy nagle muszą odnaleźć się w domowym chaosie. Szczególnie ważne są tutaj emocje bohaterów. Ich zdenerwowanie czy bezradność potrafią rozbawić równie skutecznie jak sam dialog. Nie potrzebuję w tej części wielkich krajobrazów, skoro tyle dzieje się na twarzach postaci.
Asteriks. Syn Asteriksa. Tom 27 to przyjemna część serii, która najwięcej zyskuje dzięki pokazaniu głównych bohaterów w roli opiekunów. Jest zabawnie, chwilami cieplej niż zwykle, a pod koniec również zaskakująco poważnie. Powtarzalność części gagów i nierówne tempo nie pozwalają mi jednak postawić tego albumu wśród najlepszych przygód Galów. Jak widać, choćby niezwyciężeni wojownicy mają prawo przegrać starcie z codziennymi obowiązkami!
Fot. Materiały prasoweScenarzysta: Albert Uderzo
Ilustrator: Albert Uderzo
Wydawca: Egmont
Premiera: 9 września 2026r.
Oprawa: twarda
Stron: 96
Cena katalogowa: 59,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)








