„Jesteś piękną dziewczynką”, „nie przejmuj się, chłopcy już tacy są”, „zróbmy urodziny tylko dla dziewczynek”, „on jest takim niegrzecznym chłopcem” – wszystkim nam zdarza się formułować takie zdania i sądy. Operujemy wtedy schematami płci, czyli siatkami skojarzeń, które współtworzymy w procesie wychowania i socjalizacji. Te siatki pojęciowe powstają poprzez obserwacje przekonań na temat kobiecości i męskości, tradycji i stereotypów obecnych w naszej kulturze społecznej. Schematy płci są więc filtrem, przez który przepuszczamy informacje i kategoryzujemy świat. A nasz mózg lubi takie uproszczenia, więc można powiedzieć, iż w równościowym myśleniu o płci przeszkadzają nam nasze własne mechanizmy poznawcze i neuropsychologiczne
Magda Korczyńska, edukatorka równościowa, autorka projektu Jak Wychowywać Dziewczynki? w książce „Pułapka płci” opisuje to zjawisko wielowymiarowo, pokazując, jak nasze uprzedzenia, czyli negatywne nastawienia emocjonalne wobec kobiet lub mężczyzn, mogą stać się podstawą do dyskryminacji ze względu na płeć, czyli do seksizmu. Pierwszy krok w budowaniu szerszej świadomości dotyczącej stereotypów to zrozumienie, iż wszyscy ulegamy schematom płci. choćby ci najbardziej światli i równościowi z nas. Jak to zauważać? Jak się przed tym bronić? Jak wychowywać dzieci w duchu równości płci?
Zofia Karaszewska: Dlaczego stereotypy płci są dla nas krzywdzące?
Magda Korczyńska: Jest bardzo wiele obszarów, w których stereotypy płci działają źle. Dla mnie największy to ten związany z emocjami. Jest bardzo brzemienny w skutkach, bo o ile od małego ograniczamy dzieciom wyrażanie określonych emocji, to w jakimś sensie „upośledzamy” dziecko na całe życie. Już zawsze będzie miało z danymi emocjami kłopot. U dziewczynek tą emocją najczęściej jest złość – okazywanie niezgody i asertywności – a u chłopców to lęk i smutek, związane z wrażliwością, empatią.
Zanim dziecko pojawi się na świecie, jest rozpoznawane i oceniane ze względu na płeć: „chłopiec czy dziewczynka?” – to pierwsze pytanie, które najczęściej słyszy każda przyszła mama.
Przywołuję w książce takie opowiadanie, w którym rodzice postanawiają nie ujawniać płci dziecka, i jest tam opisana reakcja otoczenia. Nikt sobie z ich decyzją nie potrafi poradzić. o ile nie znamy płci dziecka, to nie wiemy, jak się zachować wobec tego nowego człowieka. Nie wiemy, co kupić w prezencie, jak mu przygotować pokój. Fajnie byłoby zdjąć tę „płciową” soczewkę w patrzeniu na dziecko i myśleć o nim jak o człowieku. Bez nakładania perspektywy stereotypów; bo z nią idą konkretne znaczenia: te dotyczące wyglądu, zachowań, zdolności, emocjonalności. Warto, choć wiem, iż to trudne, ćwiczyć się w patrzeniu na dziecko jako na unikatową istotę: mieć zawsze w pamięci, iż nie ma drugiej takiej osoby i iż w związku z tym dziecko może w sobie mieścić bardzo różne cechy. Osoba staje się wówczas czymś więcej niż schemat – również ten płciowy.
Kiedy zaczynamy się kierować stereotypami przy wychowywaniu dzieci?
Badania, o których piszę w książce, pokazują, iż już emocje niemowlaków w kołysce są interpretowane różnie, w zależności płci. o ile płacze chłopiec, to mamy większą tendencję do myślenia o tym, iż on się zezłościł, w związku z tym jesteśmy mniej skłonni, żeby pobiec do niego i go przytulić. Uważamy, iż przyczyną jest złość, a nie potrzeba bliskości, kolka czy głód. W przypadku dziewczynek reagujemy inaczej. Te wyniki mnie uderzyły i zasmuciły, bo mówimy o dzieciach, które mają 5–8 tygodni. Przecież te niemowlaki mają takie same potrzeby, niezależnie od płci!
Razem z kategorią podziału na płeć dajemy naszemu dziecku jakiegoś rodzaju ograniczenia. Czegoś nie może, czegoś mu nie wypada… Wsadzamy je do szufladki i nie może się rozwijać w wolności.
W literaturze te szufladki określa się mianem gender box – pudełka, w którym są zawarte pewne znaczenia, i żeby się wpisać w rolę „idealnej dziewczynki” czy „idealnego chłopca”, trzeba spełniać zestaw tych konkretnych oczekiwań. Można to sobie tak wyobrazić: wkładamy osobowość dziecka do pudełka i tam, gdzie jakiś jej element, jakaś cecha „wystaje”, trzeba „uciąć”. To jest ograniczające i szkodliwe dla rozwoju dziecka, bo czasami są to tak ważne kawałki jak właśnie wrażliwość u chłopców. jeżeli prześledzimy, jak chłopcy funkcjonują w swoim stereotypowym „boksie” w trakcie rozwoju, dorastania, dorosłości, to bardzo logiczny okazuje się kryzys psychiczny, w jaki wpadają mężczyźni w dorosłości. Zaczyna się od tego małego chłopca, któremu wszyscy mówią: „nie bój się”, „nie możesz mazać się jak baba”, „chłopaki nie płaczą”. W szkole taki przekaz się umacnia, a dodatkowo chłopcy uczą się oddzielać się od dziewczynek – bo zabawa z tymi ostatnimi nie jest już dobrze widziana. W nastoletniości chłopcom coraz trudniej jest utrzymywać bliskie przyjaźnie z innymi chłopcami, ze względu na panującą homofobię. Dorastający chłopcy stają się coraz bardziej samotni, a badania pokazują, iż także dorośli mężczyźni poza zawodowymi i rodzinnymi utrzymują kilka bliskich relacji. Wchodzą w związki, zakładają rodziny i mają tylko dwa światy: domowy i zawodowy, gdzie też przecież odgrywają określone role. Potem przychodzi kryzys wieku średniego. I niestety w Polsce charakteryzuje się on wysokim odsetkiem samobójstw, depresji i innych problemów psychicznych.
Ten proces zaczyna się, gdy niemowlak nie może dostać utulenia od rodzica, i kończy na czterdziestolatku, któremu jest bardzo trudno, ale nie prosi nikogo o pomoc, nie powie, co czuje, bo często sam nie umie tego nazwać.
Nauczył się spychać to, co czuje, tak głęboko, iż choćby sam nie ma do tego dostępu.
Ale wracając do porównania do boksu. Te wystające z pudełka kawałki osobowości są czasami najważniejsze dla dobrostanu psychicznego, wręcz niezbędne dla funkcjonowania człowieka, a my pozbawiamy ich nasze dzieci ze względu właśnie na stereotypowe myślenie o płci.
To trochę wygląda tak, iż dorośli swoimi własnymi ograniczeniami od początku budują drogę rozwoju dziecka.
Dopasowujemy dzieci do społecznych oczekiwań, swoich wyobrażeń i przekonań o tym, co dziewczyny mogą, jacy chłopcy powinni być. Rola rodziców jest bardzo ważna: możemy zrobić wiele dobrego i wspierającego dla dziecka, ale to wymaga naszej wewnętrznej pracy. To my projektujemy życie naszych dzieci. Żeby uwolnić się od stereotypowego myślenia, musimy to myślenie prześwietlić i zrozumieć, jak ono wpływa na nasze podejście do dzieci. jeżeli tego nie zrobimy, łatwo jest ulegać utartym schematom, które ograniczają dzieci w rozwoju.

E‑book
Twoja córka i jej koleżanki. Jak ją wspierać w relacyjnych trudnościach?
E‑book
E‑book

Twoja córka i jej koleżanki. Jak ją wspierać w relacyjnych trudnościach?
Trochę na usprawiedliwienie rodziców. Na powstawanie stereotypów mocno wpływa historia. My, kobiety, wyzwoliłyśmy się niedawno z wielkich ograniczeń. Jak pokazuje twoja książka, do równości jeszcze jest bardzo daleko, ale zmiana myślenia wymaga czasu, to proces. Może teraz walczymy o to, żeby nasze wnuki miały lepiej?
Tak, to też jest ważne: żeby nie dokładać rodzicom presji i poczucia winy. Oczywiście, realna zmiana wymaga czasu. Mówisz o tym, iż walczymy o wnuki, ale jak myślę o swoim pokoleniu i porównuję je do naszych mam i babek, to mam poczucie, iż wykonałyśmy ogromną pracę. Tego się nie da opisać, jak mocno różni się nasz sposób wychowywania córek. Oczywiście popełniamy też mnóstwo błędów i to jest naturalne. Ale naprawdę robimy bardzo duży postęp i warto to doceniać.
Piszę o tym w książce, iż prawdziwa zmiana społeczna wymaga pracy nie tylko po stronie jednostki. Jesteśmy częścią systemu społecznego, do którego zmiany potrzeba też działań na poziomie struktur władzy. Podobnie jak z ekologią: nasze jednostkowe wybory nie wpłyną na odwrócenie zmian klimatu, jeżeli wielkie podmioty gospodarcze i państwowe nie podejmą pewnych decyzji. Możemy modyfikować to, na co mamy wpływ, ale nie przeobrazimy całego systemu, więc nie możemy siebie obarczać winą za to, iż jest taki, a nie inny. Z drugiej strony możemy być, jako kobiety, dumne z emancypacji, z naszych przodkiń, które nam dały to, z czego dziś korzystamy. Sądzę, iż warto tak na to patrzeć i nie dokładać sobie presji. Wiemy przecież z badań, iż polscy rodzice należą do jednych z najbardziej przytłoczonych i wypalonych w Europie. Bardzo bym chciała, żeby temat stereotypów nie był dodatkowym ciężarem, tylko raczej obszarem do rozwoju i do pomyślenia, iż może mogę zrobić coś inaczej.
A jeżeli ktoś z nas nie umie dostrzec stereotypów, w których żyje, bo ma je tak mocno zinternalizowane? Jak zacząć taką pracę wewnętrzną?
Najfajniejsze jest zastanowienie się, czy w sytuacji, którą chcemy rozważyć, płeć dziecka jest dla nas istotną zmienną, na przykład gdy coś się dzieje w na placu zabaw między dziećmi i reaguje osoba dorosła. Możemy zadać sobie takie pytanie: czy jeżeli płeć mojego dziecka byłaby inna, reakcja tej dorosłej osoby byłaby taka sama? To pytanie często rozbraja stereotypy. Bo gdy ktoś do chłopca, który się przewrócił i którego boli go stłuczone kolano, mówi, iż nie powinien płakać – możemy sobie uświadomić, iż prawdopodobnie dziewczynka nie dostałaby takiego komunikatu. Albo gdy ciocia czy wujek komentuje dwulatkę, iż ma piękną sukienkę i ślicznie wygląda – czy mówiliby to samo chłopcu? To brzmiałoby dziwnie, prawda? Odwracanie tych sytuacji w myślach jest fajnym ćwiczeniem dekonstrukcji stereotypów płci.
Przywołujesz w książce badania, które mówią, iż przedszkolaki uważają, iż dziewczynki rodzą się z pierwiastkiem dziewczyńskości, a chłopcy – męskości. Dzieci są przekonane, iż rola społeczna jest wrodzona.
To dlatego, iż także nam, dorosłym, miesza się płeć kulturowa z biologiczną. Przecież dzieci od małego słyszą, iż dziewczynki nie powinny bawić się samochodami, a chłopcy lalkami, i nikt im nie tłumaczy dlaczego. Nie ma choćby miejsca na pytanie o to, bo to wszystkim wydaje się oczywiste.
No na to nie ma logicznej odpowiedzi.
Dlatego dzieci w to wierzą. I dorośli zresztą też, na przykład, iż kobiety nie mają uzdolnień matematycznych czy iż nie potrafią czytać mapy. A choćby jeżeli kobiety w pewnych obszarach mają słabiej wykształcone kompetencje, to nie dlatego, iż nigdy nie mają określonych zdolności, tylko dlatego, iż ich nie ćwiczą. Nikt im tego nie oferuje, bo zakłada się, iż nie będą tego potrafiły. A przecież budowanie większości kompetencji jest kwestią wyłącznie treningu. Dziewczynki i chłopcy pewnych kompetencji nie trenują, bo dorośli zakładają, iż nie mają do nich „naturalnych” predyspozycji. Drugą kwestią, poza samym przekonaniem rodziców na temat biologicznych uzdolnień dzieci, jest, ogromnie ważna dla dzieci, potrzeba akceptacji. Stąd bardzo gwałtownie się uczą, co trzeba zrobić, żeby się wpisać w rolę „idealnej” dziewczynki i „idealnego” chłopca, by zyskać akceptację rodziców oraz rówieśniczek i rówieśników. Kasują w sobie potrzeby i pragnienia, które nie wpisują się w idealne role płciowe, bo widzą, iż to się społecznie nie opłaca. Dorosły człowiek, jeżeli jest świadomy, umie to sobie zdekonstruować: ktoś tam czegoś chce ode mnie, ale ja się zastanowię, czego ja bym chciała i czy mi się to wpisuje w moje cele i potrzeby. Dziecko jest w tym bezbronne. Potrzebuje akceptacji i zrobi wszystko, żeby nie zostać odrzucone przez grupę, rodzinę czy najbliższych. o ile dostaje komunikat, iż „chłopaki nie płaczą, więc przestań się mazać”, to natychmiast przestaje płakać, bo chce być akceptowane. Wydaje się, iż to są błahe komunikaty, ale czasem jeden taki komunikat nas formatuje.
Może fajnym pytaniem, które możemy zadać dziecku, jest: „czego ty byś chciała, czego ty byś chciał”?
Tak. Pytać dziecko o opinie. Nie narzucać swojej wizji świata.
Tylko żeby to zrobić, musimy dostrzec jego podmiotowość.
To jest warunek wstępny: dać dziecku podmiotowość i móc z nim rozmawiać jak równy z równym. Warto spojrzeć na dzieci jako na osoby, które potrzebują naszego prowadzenia, i wiadomo, iż nie mają takiej wiedzy życiowej jak my, ale mają bardzo wiele kompetencji, które są wystarczające do widzenia świata, rozmyślania, podejmowania wyborów. Naszą rolą jest być z boku i oferować takie wsparcie, żeby dzieci się optymalnie rozwijały. Nie bagatelizować ich czucia, nie umniejszać, ale szanować. Bez tego nie ma równości.
Myślę, iż my, rodzice, mamy dobre intencje. Chcemy, żeby nasze dziecko było samodzielne w myśleniu, żeby nie ograniczała go płeć, ale też wiemy, iż w pewnym momencie ono będzie musiało w ten świat pełen stereotypów jakoś się wpasować…
Dlatego właśnie tak brzmi podtytuł mojej książki: jak przygotować dzieci do życia w świecie pełnym stereotypów. Nie możemy się łudzić, iż świat nagle się zmieni. Dlatego rolą rodziców jest przygotować dziecko do radzenia sobie ze stereotypami. A żeby to zrobić, potrzebujemy zrozumieć, jak ten świat stereotypów działa. Żeby móc dziecku tłumaczyć, iż jakieś przekonanie to jest opinia babci, która wychowywała się 50 lat temu, a wtedy role społeczne wyglądały zupełnie inaczej. Dzisiaj mamy inną wiedzę, uważamy inaczej i my robimy tak. Każdy ma prawo działać wedle swojego rozeznania. Nie chodzi o to, żeby zmieniać innych na siłę czy przekonywać innych dorosłych do idei równości za wszelką cenę. Zwłaszcza tych, którzy jej nie rozumieją i nie widzą w niej wartości. Warto zwracać uwagę dzieci na to że, tak jak i inni, my też mamy prawo do swoich opinii. Że na świecie jest miejsce dla wszystkich.
Jak jeszcze stereotypy dotykają nasze dzieci?
Jeśli chodzi o dziewczynki, to dużym zaskoczeniem dla mnie była kwestia sportu i postrzegania ciała. W szkole – temat wuefu, na którym dziewczynki są traktowane przez pryzmat swojego wyglądu i ciała. Nie pozwala się im robić tego samego, co chłopcom, bo zakłada się na przykład, iż już ośmiolatki są gorsze od chłopców w bieganiu. Natomiast niestety wpływa to na samoocenę dziewczyn i ogranicza je.
W edukacji stereotypy płci manifestują się wyborem określonych ścieżek zawodowych. Dziewczynki częściej niż chłopcy rezygnują z przedmiotów ścisłych, bo czują, iż to nie ich świat. Może to dotyczyć choćby tych dziewczynek wybitnych w dziedzinie matematyki. Bardzo często rodzaj kariery jest podyktowany nie samym potencjałem kobiet, możliwościami, tylko formatowaniem przez stereotypy.

A dlaczego tak ciężko jest połączyć w postrzeganiu kobiet wygląd z inteligencją? Dlaczego to się tak wyklucza w percepcji społecznej?
Dziewczynki, które zaczynają to rozumieć, są w takim okropnym rozkroku. Z jednej strony akceptacja społeczna jest dla nich ważna – a przecież od małego słyszą, iż to wygląd jest najważniejszym elementem ich tożsamości. Dlatego dbają o wygląd i chcą się podobać. Z drugiej strony sytuuje się kwestia nauki, edukacji i wyników w szkole. Problem w tym, iż narzucany nam kulturowo ideał piękna oraz inteligencja wykluczają się: możemy być albo piękne i niezbyt lotne, albo inteligentne i niezbyt „ładne”. A skoro dziewczynki dostają komunikat, iż od intelektu ważniejszy jest wygląd, nic dziwnego, iż – chcąc zyskać akceptację społeczną, potrafią ukrywać faktyczny poziom swojej inteligencji. Poukładanie sobie tego w głowie jest trudne. Rodzice mogą pomóc dekonstruować poczucie, iż wygląd jest ważniejszy od tego, co się wie, co się umie wywnioskować.
W przypadku nastolatek to bywa szczególnie trudne. Zresztą, piszesz w książce, iż nad rozbrajaniem stereotypów dobrze jest pracować z małymi dziećmi, bo wraz z rozwojem dziecka robi się naprawdę ciężko.
Aby mogło nie być aż tak trudno, warto również w późniejszych latach życia dziecka zadbać o brak dostępu do social mediów i o ograniczenie dostępu do internetu. Ważnym obszarem budowania zdrowej narracji wokół ciała, nieopartej na wyglądzie, tylko na sile i sprawności, jest sport. Dobrze jest zachęcać małe dziewczynki do sportu, najlepiej w grupie. Sport buduje odczucie sprawności i siły ciała; dzięki regularnemu ruchowi powierzchowny wygląd przestaje być istotny.
Filmy i książki to kolejny obszar, który umacnia przekaz dotyczący stereotypowego podziału ról.
W ogromnej liczbie filmów kobiety występują jako nieme obiekty, które jedynie wyglądają i nic nie mówią – podobnie w literaturze, włącznie z lekturami szkolnymi. Dlatego w mojej książce polecam tak zwany test Bechdel-Wallace, który pozwala zadać sobie trzy pytania, aby przekonać się, czy kobiety w danym tekście kultury przedstawiane są podmiotowo, czy wręcz przeciwnie: Czy pojawiają się w danej historii co najmniej dwie bohaterki kobiece? Czy jeżeli tak, to czy rozmawiają? A jeżeli tak, to czy ich wypowiedzi dotyczą czegoś innego poza chłopcami i mężczyznami?
Warto o tym z córką rozmawiać. Ale też o tym, jak w różnych kulturach przejawia się płeć kulturowa, jak się zmienia nie tylko w zależności od miejsca, ale też epoki – przecież w XVII i XVIII wieku we Francji mężczyźni chodzili na obcasach i w perełkach, co było oznaką wysokiego statusu i władzy, a nie kobiecości, jak dziś. I warto zachęcać do zadawania sobie pytania: czy ja w danym momencie swojego życia muszę wchodzić w tę umowę społeczną dotyczącą płci kulturowej? W jednych momentach mogę chcieć, w innych nie. Ważne, żeby wypracować w dzieciach poczucie, iż nie muszą koniecznie poddawać się stereotypowym rolom; iż to kwestia ich wyboru. Możesz być na obcasach, a nie musisz; możesz mieć tipsy, ale nie musisz – bez nich przez cały czas jesteś kobietą i wszystko jest z tobą okej.

Raport dziennikarski Fundacji Kosmos dla dziewczynek o przemocy relacyjnej dziewczynek.
Dziewczyńskie psychologiczne wojny podjazdowe
Poradnik PDF

Dziewczyńskie psychologiczne wojny podjazdowe.
Raport dziennikarski Fundacji Kosmos dla dziewczynek
o przemocy relacyjnej dziewczynek.
W każdym momencie życia możemy sobie uświadomić, czym jest płeć kulturowa, i zacząć inaczej na to patrzeć i o tym myśleć?
Nawet jeżeli jako rodzice nie mieliśmy świadomości i wychowywaliśmy nasze dziecko do 10. roku życia całkowicie zgodnie ze stereotypami, zawsze możemy to zmienić, bardziej się otworzyć na różnorodność, pomóc dziecku rozwijać się w wolności w momencie intensywnej przebudowy jego mózgu.
Czyli mamy drugą szansę. Może więc warto usiąść razem przy stole i zastanowić się, w jakie wpadamy stereotypy czy uproszczenia w myśleniu? Powiedzieć głośno, iż teraz chcemy spojrzeć z innej perspektywy, bo mamy więcej wiedzy i świadomości?
Takie podejście byłoby ludzkie i autentyczne. My, jako rodzice i jako dorośli, też jesteśmy w procesie uczenia się. Popełniamy błędy i cudownie pokazywać dzieciom, iż są one naturalną drogą procesu uczenia się. Ja zresztą uważam, iż córki to moje najlepsze nauczycielki i nie wiem, kim bym była bez nich. Pamiętam, jak córka, patrząc na swoją kartę pracy w zerówce, w której polecenia były napisane tylko w rodzaju męskim, zapytała mnie: „Mamo, dlaczego tu jest polecenie do chłopaka? Przecież ja jestem dziewczyną”. To była świetna okazja do rozmowy o języku, o feminatywach, o formach męskich, o umowności tego, co często uważa się za oczywiste. Ją ten tekst rozzłościł, pytała, dlaczego nie może być na odwrót. To był dla mnie istotny moment.
Może nie byłoby na Facebooku profilu „Jak wychowywać dziewczynki?”, gdyby nie padło to pytanie?
Może tak!
Magda Korczyńska — edukatorka równościowa, autorka projektu edukacyjnego dla rodziców oraz nauczycielek i nauczycieli Jak Wychowywać Dziewczynki? oraz książki Pułapka płci. Jak przygotować dzieci do życia w świecie pełnym stereotypów.. Edukuje i wspiera rodziców w wychowaniu bazującym na wiedzy, nie stereotypach.
Współzałożycielka Dziewczyńskiego Centrum Mocy w Warszawie, w którym prowadzi wzmacniające warsztaty dla dziewczynek. Członkini Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej oraz Okresowej Koalicji. Mówczyni TEDx. Z wykształcenia ekonomistka, absolwentka Gender Studies w Instytucie Badań Literackich PAN oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Mama dwóch córek.








