Mity Kościanego Sadu: Siedziba – recenzja komiksu

moviesroom.pl 3 godzin temu

W kulturze wiele razy mieliśmy do czynienia z przeklętymi lokacjami. Czasem to pojedynczy pokój, innym razem całe mieszkanie, a bywa, iż chodzi o całe miasto. Nic nowego pod słońcem. Gdy jednak dodamy do tego fakt, iż za scenariusz odpowiada Jeff Lemire, a rysunkami zajął się Andrea Sorrentino, można pokusić się o nadzieję na nieco mniej sztampowe dzieło. Mity Kościanego Sadu: Siedziba to trzeci i najdłuższy tom serii. Ale czy najlepszy?

Strona komiksu Mity Kościanego Sadu: Siedziba

Siedmiu różnych ludzi żyło sobie w jednym budynku. Interakcje między nimi były równie żywe, co w blokach z wielkiej płyty z mieszkaniami na wynajem, więc towarzystwo niemal się nie znało. Aż pewnego dnia jeden z nich ginie i wszystko wydaje się sypać. Zaczyna się od niedogodnych awarii, aż po głębokie wejście w mrok, który przeczy logice i mentalności mieszkańców. Niemal obcy sobie ludzie wciągnięci zostają w wir, który pochłania ich wszystkich. Jednak nie horror jest tym razem najważniejszy.

Groza to fundament Mitów Kościanego Sadu, ale w przypadku tego tomu równie ważna jest strona obyczajowa. A ten, kto przeczytał choć połowę wydanych u nas dzieł Lemire’a wie, iż w tym autor jest choćby lepszy niż w mrocznych opowieściach. Teoretycznie bohaterowie nie są materiałem na arcyciekawe historie. To normiki mierzące się z szarzyzną życia, ale właśnie dzięki temu, wizja Lemire’a jest ciekawsza. Amanda, Isaac i reszta mierzą się z własnymi demonami, lękami, zakopanymi głęboko w makówce emocjami. Nie oznacza to wcale, iż Siedziba nie ma walorów, iż tak ujmę, straszących.

Strona komiksu Mity Kościanego Sadu: Siedziba

Groza sama w sobie jest interesująca i przekonująca, ale nie można o niej pisać bez odwołania się do wyżej wspomnianych wątków personalnych. Choćby w Gideon Falls Lemire sprawnie połączył ludzkie emocje i prozę życia z tym, co metafizyczne i niemal lovecraftowskie w swej formie. Nie udałoby się to bez doskonałych rysunków Andrei Sorrentino, ale włoski twórca miał na czym oprzeć swe prace. Lemire serwuje nam bowiem horror z komentarzem socjologicznym. Mity Kościanego Sadu: Siedziba to nie Cube, w którym bohaterowie pokonują kolejne lokacje i spotykają wymyślne pułapki, a pogrążenie się w zewnętrznym, jak i własnym mroku. Gdzieś tam czai się jednak widmo o wiele bardziej niepokojące od jakiegokolwiek fabularnego zła.

Rynek komiksowy to kapryśne środowisko i choćby tak intrygujący projekt jak Mity Kościanego Sadu w tej chwili utkwił w miejscu. Siedziba to na razie ostatni album serii. I choć komiks do mnie trafia, to Lemire wpada we własną pętlę. Na tym etapie opowieści w sumie ni cholery nie wiadomo czym jest tytułowy Kościany Sad. Można jednak sobie złożyć wszystkie trzy tomy i coś tam wydedukować, ale nie gwarantuje dojścia do spójnego wniosku. To klasyczny schemat tajemniczego, niezbadanego zła i snucie tajemnicy jest tu naturalne, ale równie dobrze każdy z albumów mógłby być osobnym uniwersum. Może ja głupi i ślepy, ale brakuje mi jakiegoś kroku naprzód. Lemire rzadko odsłania wszystkie karty swych historii od początku, ale tym razem chyba pomieszał różne talie.

Strona komiksu Mity Kościanego Sadu: Siedziba

Mity Kościanego Sadu: Siedziba to horror bardziej złożony niż reszta tytułów serii. Wiele robi znacznie bardziej opasła forma, pozwalająca autorom na lepsze rozwinięcie psychologii postaci. Poruszenie wątku współczesnego izolacjonizmu społecznego to najmocniejszy filar tego tomu. Strachy również odgrywają w oczywisty sposób istotną rolę, ale do refleksji skłania bardziej ta intymna, ludzka strona, kształtująca niejako horror. Nie mam pojęcia jak potoczą się losy tego uniwersum. Nie dość, iż zawieszeni jesteśmy w niebycie fabularnym, to jeszcze całość ma spore opóźnienie. A może… Może to celowy zabieg scenarzysty? Może już jesteśmy w Kościanym Sadzie, a nasz świat to sen kanadyjskiego scenarzysty?


Okładka komiksu Mity Kościanego Sadu: Siedziba

Tytuł oryginalny: The Bone Orchard Mythos: Tenement
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Andrea Sorrentino
Tłumaczenie: Maria Lengren
Wydawca: Mucha Comics 2026
Liczba stron: 320
Ocena: 75/100

Idź do oryginalnego materiału