KASIA BABIS: – Kiedy oceniamy jakieś pokolenie, zastanawiamy się głównie nad tym, „co starzy mówią o młodych”. A zwykle narzekają. Już za czasów Sumerów na glinianych tabliczkach starsi zapisywali, iż młodzi do niczego się nie nadają. Jednocześnie mam wrażenie, iż jesteśmy w niefortunnym położeniu: starsze pokolenie wciąż mówi o nas jako o tej nowej, rozpuszczonej generacji, która nic nie wie o życiu, a młodsze pokolenie dorosłych zetek już się zaczęło z nas okrutnie naśmiewać. Obrywa nam się z dwóch stron.
Ale nie wydaje mi się, żebyśmy byli straconym pokoleniem. Mocno utarliśmy się w kulturze, jesteśmy bardzo charakterystyczni. Jest mnóstwo przekonań na temat milenialsów, dużo więcej niż np. o pokoleniu X, które nazwałabym straconym w tym sensie, iż większość ludzi nie ma pojęcia, iż istnieje.
Fakt, w social mediach milenialsi są obecni, autoironiczni i srogo wyśmiewani.
Zwykle młodsze pokolenie śmieje się ze starszego, bo to jedyne, co ma: broń w postaci humoru i dominacji kulturowej. Starsze pokolenie ma przewagę na każdym innym polu: więcej zasobów, władzy. Jedyne, co może młodzież robić, to sobie z niego żartować. Milenialsi jako pierwsze od dawna pokolenie nie mają gwarancji, iż będzie im się żyło lepiej niż ich rodzicom. I wcale nie radzą sobie lepiej od zetek.
W tym sensie wyglądamy na przegrywów, którzy obrywają i przyjmują to z potulnością. Autoironia, o której mówisz, to był zawsze nasz mechanizm obronny.
Pytam o to, bo „Okruchy” zbierają doświadczenia właśnie tej generacji.









