Czekałam dziesięć lat na jego rozwód i zrozumiałam, jak to było głupie.

newskey24.com 18 godzin temu

Siedziałam w parku, a na sercu było ciężko. Obok mnie na ławce usiadła kobieta — na oko miała trochę ponad czterdzieści lat. Zaczęłyśmy rozmawiać, a ona, jakby od dawna szukała kogoś, komu mogłaby powierzyć swoją historię, zaczęła opowiadać o swoim bólu, ślepej miłości i samozniszczeniu. Nie wiedziałam wtedy, iż ten opowieść na zawsze zostanie w mojej pamięci. Przekazuję ją teraz Wam – może ktoś otworzy oczy.

Nazywała się Natalia, a kiedy to wszystko się zaczęło, miała zaledwie 23 lata. Właśnie skończyła studia, z perspektywami na świetlaną przyszłość w banku — pierwsza praca, pierwsze sukcesy. Kilka miesięcy później do biura przyszedł on — Paweł. Zwykły, nie wyróżniający się mężczyzna. Ale, jak mówiła, coś w nim przyciągało. Często siadał obok na zebraniach, starał się być blisko na firmowych kolacjach. I jej to się podobało. Wydawało się, iż coś między nimi się rodzi.

Pewnego dnia, na jednym z wydarzeń, zgłosił się, aby odwieźć do domu koleżankę mieszkającą na wsi, przy okazji zaproponował Natalii podwiezienie, aby unikać zbędnych plotek. W drodze wyznał, iż bardzo mu się podoba. Następnego dnia przyszedł do niej z ogromnym bukietem róż. Od tego momentu zaczęła się ich romantyczna historia. Każdego dnia – nowe kwiaty, spotkania, spojrzenia, dotknięcia. Natalia była w siódmym niebie. Aż do tamtego dnia…

Firmowy bankiet. Paweł wchodzi nie sam — z kobietą. Skromna, przeciętna, niczym się nie wyróżniająca. Ale koledzy zaczęli szeptać: „To jest jego żona!” Natalia poczuła, jak wszystko w niej się wali. Wybiegła z bankietu, płakała do świtu. Następnego dnia stał pod jej drzwiami z tulipanami, łzami i skruchą. Powiedział, iż z żoną to już przeszłość, iż żyją tylko dla dziecka, iż sercem jest z Natalią.

I znowu mu uwierzyła.

Przysięgał, iż złoży pozew o rozwód. Przekonywał, żeby poczekała. Czekał, aż syn dorośnie. Potem – aż pójdzie do szkoły. A potem okazało się, iż żona znowu jest w ciąży. Przyszedł do Natalii z przepraszającym wzrokiem: „Jak mogę ją teraz zostawić, kiedy czeka na drugie dziecko?” — i błagał o jeszcze trochę cierpliwości. Czekała. Kochała. Wierzyła. Każdego dnia przychodził do niej, obiecywał, iż „już niedługo”, iż wszystko będzie jak w marzeniach. A potem znowu odkładał.

To trwało dziesięć lat. Przychodził, zabierał ze sobą jej nadzieję, zostawiał samotność. A ona cierpliwie wyczekiwała. Matka niejednokrotnie próbowała z nią porozmawiać, zmusić do przejrzenia na oczy. Jednego dnia, nie wytrzymując, pojechała do rodziców Pawła. Tam zobaczyła „rozwiedzionego” zięcia, leżącego na kanapie, obejmującego młodszego syna i całującego żonę. choćby nie udawał, iż rodzina jest mu obca. Po prostu żył na dwa fronty.

Natalia była zdruzgotana. Miała 33 lata. Za sobą dekadę bólu, oczekiwań, upokorzeń. Życie płynęło obok, a ona stała na uboczu, trzymając w rękach bukiet kłamstw.

Ale historia Natalii nie zakończyła się tragedią. Znalazła w sobie siłę, by odejść. Na zawsze. I pewnego dnia spotkała innego mężczyznę — prostego, dobrego, bez wielkich słów, ale z czystymi intencjami. W wieku 35 lat po raz pierwszy została mamą. Dziś jej syn ma 17 lat. I choć jej rówieśnice bawią już wnuki, Natalia nie żałuje. Mówi: „Urodziłam wtedy, kiedy naprawdę byłam gotowa zostać matką. Pokocham tego, kto zasłużył na moją miłość. I co najważniejsze — wybaczyłam sobie tę ślepotę”.

A Paweł? przez cały czas mieszka z tamtą kobietą. Czasem dzwoni. Czasem pisze. Czasem ogląda jej historie w mediach społecznościowych. Ale Natalia już nie odpowiada. Zna wartość swoich lat. Swojego serca. I swojego szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału