Wałbrzyski Matrix, kryzys ośmiolatki i kawa na żetony

monikapawelec.pl 12 godzin temu
📌

Wałbrzyski Matrix, kryzys ośmiolatki i kawa na żetony

Znalazłam się w miejscu, które rzuca wyzwanie podstawowym prawom fizyki i logiki. Wałbrzych. To nie jest po prostu miasto na mapie; to niezbadany, socjalistyczny rezerwat, który sprawia wrażenie, jakby czas zatrzymał się tu w okolicach późnego Gomułki, a potem ktoś zgubił kluczyk do nakręcania rzeczywistości.

Przez pierwszą połowę dnia biegałam po tych ulicach w mojej ulubionej sukience. W Gdańsku? Zjawisko zupełnie przezroczyste, normalność. W Wałbrzychu? Ludzie odprowadzali mnie wzrokiem pełnym głębokiego niedowierzania, jakbym właśnie teleportowała się z innej galaktyki. W całym tym tłumie wypatrzyłam tylko jedną, naprawdę ładnie i stylowo wyglądającą parę. Ironia losu polega na tym, iż w Gdańsku wszyscy wzięliby ich za absolutnych lokalsów – tutaj wyglądali jak błąd w symulacji.

Hitem wyjazdu stała się jednak kawa na żetony. Sceneria jak z Barei: pani podaje mi metalowe krążki z dramatycznym ponagleniem w głosie: „Szybko, szybko, zanim wyłączą prąd!”. Nie żartowała. Żetony ledwo dotknęły mojej dłoni, gdy w całym lokalu zgasły światła. Ciemność. Wałbrzych bezlitośnie wyszeptał mi prosto w twarz: „Spadaj, Monika, z powrotem do Gdańska”.

A drogi? Drogi tutaj to Labirynt Fauna, tylko bez Fauna, za to z potężną dawką drogowej abstrakcji. Jedziesz, jedziesz i po trzydziestu minutach orientujesz się, iż to co zostawiłeś za sobą, wyrasta przed Tobą. Czysta pętla czasu. Nie wiesz, czy Stare Miasto już minęłaś, czy ono dopiero nastąpi w jakimś równoległym wszechświecie.

Czy całe życie to po prostu jeden, wielki, przeciągający się kryzys?

T. rzuciła mi ostatnio nowe światło na zjawisko zwane „kryzysem 34-latki”. I wiecie co? To naprawdę istnieje. Choć jako matka zaczynam podejrzewać, iż cała ta psychologiczna nomenklatura to niezły marketing. Od narodzin człowiek zalicza przecież kolejne „kryzysy rozwojowe”. Może prawda jest prostsza i bardziej brutalna: życie to jeden nieustanny kryzys, w którym po prostu sztucznie wydzielamy sobie okresy, żeby poczuć się bezpieczniej?

Niedawno zażartowałam, iż chyba mam permanentnie przeciągający się kryzys 8-latki. I coś w tym jest. Robi nam się lżej, kiedy możemy swój stan jakoś nazwać. Kiedy okazuje się, iż człowiek obok ma dokładnie tak samo – też wątpi we własne wybory i kombinuje, jak poprzestawiać meble we własnej egzystencji, żeby w końcu poczuć, iż żyje.

📎 Należę do ludzi, którzy wolą żałować, iż coś zrobili, niż wyć w poduszkę, iż czegoś nie spróbowali.

W efekcie moje tempo nie zwalnia, ale płacę za to konkretną cenę: kompletnie nie potrafię żyć w tak zwanej „normalnej rutynie”. Trójkąt bermudzki pt. „praca, dom, dziecko” jako jedyna słuszna rzeczywistość? Nie byłam w stanie tego wytrzymać. choćby gdy mój syn był malutki, instynktownie ewakuowałam się z towarzystwa, którego jedynym tematem rozmów były pieluchy i precyzyjna godzina porannego wypróżnienia.

Kopalniany dres i ucieczka przed rutyną

Gdy po południu w Wałbrzychu zrobiło się chłodniej, musiałam skapitulować i zrzucić gdańską sukienkę. Wskoczyłam w dres. Dres, warto dodać, noszący na sobie wyraźne, autentyczne ślady wczorajszej wizyty w kopalni. W tym anturażu – przypominającym nieco surowy klimat Łodzi – natychmiast stałam się lokalsem.

A skoro jestem lokalsem, to oglądam mecze, bo to jedyny i główny temat na tutejszych ulicach. Siedzę więc w kopalnianym dresie i analizuję tę dziwną rzeczywistość.

Mój syn trzy razy dziennie funduje mi domowe szkolenia z albumem piłkarskim. Każda, choćby najmniejsza zmiana w składzie musi być przeze mnie natychmiast zauważona i odnotowana. Gdyby ktoś torturował mnie w środku nocy, prawdopodobnie bezbłędnie wyrecytowałabym statystyki z tych stron. Gazetki piłkarskie to jest, zupełnie inny rodzaj wiedzy tajemnej, ale wchodzę w to, bo chcę rozumieć o czym do mnie mówi moje dziecko.

Dwa pytania, które musisz sobie zadać

  • ✏️ Czy Twoje dorosłe życie nie przypomina przypadkiem jazdy po wałbrzyskim rondzie, gdzie stare błędy i demony, które myślałeś, iż zostawiłeś za sobą, nagle znowu wyrastają Ci tuż przed maską?
  • ✏️ Czy dając się zamknąć w bezpiecznej klatce rutyny i próbując na siłę dopasować swój ubiór i styl życia do otoczenia, nie wymieniasz przypadkiem swoich najwspanialszych, unikalnych lat na marne żetony do kawomatu, modląc się w duchu, żeby system zaraz nie wyłączył Ci prądu?

Wszyscy nieustannie uciekamy przed nudą, udając kogoś, kim akurat musimy być – ekspertów od marketingu, idealnych rodziców czy znawców lokalnych rytuałów. Przebieramy się z gdańskich sukienek w dresy z kopalnianym pyłem i jedziemy przed siebie, szukając drogowskazów w labiryncie, który nie ma końca.

Może zamiast panicznie szukać mapy i kolejnej definicji naszego „kryzysu”, pora po prostu polubić tę jazdę bez trzymanki. Zanim wyłączą nam prąd.

✏️
Spodobał Ci się ten tekst? Zobacz moje książki!

Jeśli bliskie są Ci egzystencjalne pytania, labirynty codzienności i szukanie prawdy w świecie pełnym fikcji, sprawdź moją książkę:

„Czy moje plecy istnieją?”
Zobacz wszystkie moje książki
Idź do oryginalnego materiału