
Umarła królowa, niech żyje Królowa! Recenzja: Tytani. Mroczna Królowa. Tom 3
Moon Knight za nami, Deapool przerobiony, czwarty tomrównież. Czas ruszać z kolejną lekturą. Po raz drugi sięgamy do Studia DC Comics. Czym zaskoczą nas Młodzi Tytani po brawurowej akcji, w której uratowali świat? Zapraszam do recenzji.
Informacja/Pierwsze Wrażenia:

Tytani. Mroczna Królowa to trzeci tom przygód Młodych Tytanów w serii UNIWERSUM DC. Kontynuujemy historię "zastępców" Ligii Sprawiedliwości, którzy po ostatniej, niesamowitej akcji z ocaleniem świata, teoretycznie powinni zaznać odrobiny oddechu. Ale czy relaks, bądź spoczynek na laurach jest w klimacie Tytanów? Ani trochę! Tom jest bezpośrednim następstwem (i pokłosiem) Świata Bestii, stanowi także finał serii- zatem będzie się działo!

Autorem albumu jest Tom Taylor, czyli pan, który zaserwował nam
, Martwą Planetę, czy uwielbianego przez nas Nightwinga. W zilustrowaniu historii pomógł zespół rysowników, między innymi: Lucas Meyer (Świat Bestii), Stephen Segovia (Conan: Wojna Węży), Daniele di Nicuolo (Syn Kal-Ela). Na polskim rynku komiks ukazał się dzięki wydawnictwu Egmont i klubowi Świat Komiksu.
Zarys fabularny:

"Po wydarzeniach z poprzednich tomów („Tytani: Świat Bestii”) część społeczeństwa wciąż uważa Tytanów za bohaterów, a część obwinia ich za przyczynienie się do zaistniałego kryzysu i postrzega jako zagrożenie. Drużyna stara się odzyskać dobre imię. Tymczasem Amanda Waller wciąga do gry przebiegłego Doktora Morrowa i zleca mu opracowanie broni, która raz na zawsze zlikwidowałaby Tytanów. Na domiar złego niektórzy członkowie drużyny zaczynają się zachowywać podejrzanie. Co takiego Raven ukrywa przed towarzyszami?"
Wrażenia:

Zadziwiające, iż finał jest taki... cieniutki. Biorąc pod uwagę, iż obie części Bestii prezentowały się przeokazale, to Mroczna Królowa przy nich wypada blado. Serio- wręcz jak broszurka. Kruszynka. Czy mi się podobała? Lubię Tytanów, uwielbiam Raven. Czy to wystarczy? Cieszę się, iż historia skupiła się na niej (to żaden spoiler- raczej oczywistość!). Szkoda jedynie... No właśnie- czego? Czasu antenowego?

Start jest bardzo klasyczny, ale obiecujący- wróg w szeregach niczego nieświadomej formacji. Wiemy, iż to oznacza spory potencjał, zwłaszcza wiedząc, jakimi zdolnościami dysponuje córka demona. Podszycia i zdrady, intrygi, napuszczanie bohaterów na siebie, sianie fermentu... to mógł być epicki komiks. Tymczasem... Okazał się dość zwyczajny. Raven postanawia uczynić Tytanów swoimi pomagierami (więc nie robi im krzywdy), atak p. Waller był doklejony (coś tam wniósł, ale bez fajerwerków), Nightwing gwałtownie się orientuje (nie z nim takie numery!), demon zostaje wypędzony, a zło uleczy moc przyjaźni. Wszyscy wszystkim wybaczają i koniec. I tu pies pogrzebany- podejrzewam, czego mi brakuje. Rozwinięcia. Wstęp jest dobry, zakończenie- patetyczne (w końcu DC), ale środkowa część opowieści jest jakby zjedzona. Autorzy wiedzieli do czego chcą dojść serią... Tylko za bardzo skupili się na Świecie Bestii i na samą Raven zwyczajnie zabrakło stronic- w każdym razie tak to wygląda z boku.

Z drugiej strony- chyba przesadzam. Narzekam, bo zapomniałem, iż to jednak powinien być nastoletni odbiorca, albo ja nie jestem przyzwyczajony do takich telegraficznych treści. Najważniejsze- iż czytało się dobrze. Ubawiłem się. Tu się coś dzieje, tam się coś dzieje, i zanim na dobre przyswoimy zagrożenie Mrocznej Królowej i zdążymy się nią znudzić, ono znika, by ustąpić wylevelowanej Raven. To jak nic jest podkładką po coś grubego- szykujmy się zatem!
T.
Przydatne linki:
zerkniecie na nasz Instagram
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ złapiecie własny egzemplarz
