Trzecia sypialnia – nie dla gości
„Nie waż się tam wchodzić!” – krzyknęła Walentyna Pawłowska, wybiegając z kuchni z mokrymi dłońmi. „Ile razy mam ci powtarzać?”
Dziesięcioletni Jasio zastygł w pół kroku, odwracając się do babci. W jego oczach malowało się zmieszanie i uraza.
„Babciu, co tam jest takiego? Chciałem tylko zobaczyć…”
„Nic tam nie ma! Tylko kurz!” – Walentyna gwałtownie podeszła do wnuka, zatrzasnęła drzwi i przekręciła klucz. „Lepiej idź oglądać bajki albo baw się klockami.”
Jasio wzruszył ramionami i powlókł się do salonu, ale Walentyna widziała, jak zerkał na tajemnicze drzwi. Westchnęła ciężko i schowała klucz do kieszeni fartucha. Znowu to samo. Za każdym razem, gdy wnuk przyjeżdżał na wakacje, zaczynały się te same pytania.
„Mamo, czemu go straszysz?” – Elżbieta wyszła z łazienki, wycierając włosy ręcznikiem. „To dziecko, jest interesujący świata.”
„A ty nie jesteś?” – odcięła się Walentyna.
Elżbieta zastygła, ręcznik zawisł w jej dłoniach.
„Mi… mi tak dobrze, mamo. Po co rozdrapywać rany?”
„No właśnie. I Jasiowi też nie trzeba. Niech lepiej biega na dworze, zamiast grzebać po cudzych kątach.”
Elżbieta chciała coś odpowiedzieć, ale się powstrzymała. Znała ten ton matki – wiedziała, iż dyskusja nie ma sensu. Lepiej zająć syna czymś innym.
Walentyna wróciła do kuchni, włączyła czajnik. Dłonie drżały jej, gdy wyjmowała filiżanki z szafki. Dwadzieścia lat minęło, a serce wciąż ściskało się na myśl o tym pokoju. O tym, co tam zostało.
Po obiedzie Jasio rozłożył się na kanapie z tabletem, Elżbieta czytała książkę w fotelu. Walentyna zmywała naczynia i kątem oka obserwowała wnuka. Chłopiec był bystry, spostrzegawczy. Za bardzo spostrzegawczy.
„Babciu…” – Jasio oderwał wzrok od ekranu – „…dlaczego macie trzypokojowe mieszkanie, a korzystacie tylko z dwóch?”
Walentyna upuściła talerz do zlewu. Brzęknął o metal.
„Skąd wiesz, iż trzypokojowe?” – spytała ostrożnie.
„Przecież nie jestem ślepy! Umiem liczyć drzwi. Tam twoja sypialnia, tu salon, gdzie śpię, a tam – trzecie. Zawsze zamknięte.”
Elżbieta podniosła wzrok znad książki, spojrzała na matkę. Walentyna stała plecami do nich, ramiona napięte.
„To… to stare rzeczy.” – odparła cicho. „Nic ciekawego.”
„Mogę zobaczyć? Będę ostrożny.”
„Nie wolno!” – Walentyna odwróciła się gwałtownie. „I nie proś więcej!”
Jasio drgnął, choćby Elżbieta uniosła brwi.
„Mamo, co się dzieje?” – wstała. „Nigdy nie krzyczysz na Jasia.”
Walentyna oparła się o zlew, przetarła twarz dłonią.
„Wybacz, wnusiu. Po prostu… jestem dziś zmęczona. Nie gniewaj się na staruszkę.”
Jasio skinął głową, ale ciekawość w jego oczach nie zniknęła. Zbyt bystry chłopiec.
Wieczorem, gdy Jasio zasnął, Elżbieta usiadła przy matce w kuchni.
„Mamo, może już czas?”
„Na co czas?”
„No… żeby w końcu posprzątać ten pokój. Dwadzieścia lat minęło. Taty nie ma, a ty wciąż…”
„Nie waż się!” – Walentyna zerwała się tak gwałtownie, iż krzesło się przewróciło. „Nie dotykaj tego pokoju!”
„Mamo, uspokój się. Chodzi mi tylko o to, iż to niezdrowo – tak żyć. Sama się męczysz.”
Walentyna podniosła krzesło, usiadła. Dłonie znów drżały.
„Nie męczę się. Po prostu… to daje mi spokój. Wiedzieć, iż wszystko jest na swoim miejscu.”
„Ale Jasio rośnie. Będzie potrzebował własnego pokoju, gdy przyjeżdża. I co? Wciąż na kanapie go kłaść?”
„Jeszcze zdąży. Na razie jest mały.”
Elżbieta westchnęła. Pamiętała ten pokój. Pamiętała, jak wyglądał dwadzieścia lat temu, gdy ostatni raz tam weszła. Biurko pod oknem, półki z książkami, wąskie łóżko. I wszędzie ślady życia, które skończyło się za wcześnie.
„Pamiętasz, jak się na ciebie wściekał?” – szepnęła Elżbieta. „Gdy sprzątałaś u niego? Krzyczał, iż ma swój porządek, iż nie wolno nic ruszać.”
Walentyna uśmiechnęła się przez łzy.
„Pamiętam. Takim był samodzielnym. Wszystko sam, nikomu nie pozwalał pomagać. Brudnych talerzy choćby nie wolno było wynosić – sam zanosił. Mówił, iż mężczyzna powinien sam po sobie sprzątać.”
„Miał tylko siedemnaście lat, mamo.”
„Tak, tylko siedemnaście… A wydawał się taki dorosły. Wszystko wiedział, znał się na polityce. Pamiętasz, jak dyskutował z ojcem? Godzinami potrafił, faktami, liczbami się zasypywał…”
Elżbieta skinęła głową. Pamiętała młodszego brata, jego śmiech, upór, marzenia. Jak szykował się na studia, planował przyszłość.
„Śni mi się czasem, iż tylko wyjechał” – szepnęła Walentyna. „Że jutro wróci, otworzy swój pokój i powie: »Mamo, czemu drzwi zamknięte? Kluczy zapomniałem«.”
„Mamo…”
„Wiem, wiem, iż to głupie. Ale łatwiej mi myśleć, iż jest w podróży. Długiej podróży. A kiedy wróci, wszystko będzie jak dawniej.”
Elżbieta wzięła matkę za rękę.
„Nie wróci, mamo. Pokój go nie przywróci.”
„A co go przywróci?” – Walentyna łkała. „Co mi pomoże zapomnieć, jak leżał w szpitalu? Jak lekarze kręcili głowami? Jak błagałam Boga, obiecywałam wszystko, byle tylko żył?”
Elżbieta milczała. Co tu powiedzieć? Wypadek był głupi, absurdalny. Wojtek przechodził przez ulicę, kierowca nie zauważył go w ciemności. Chłopak przeleżał w szpitalu trzy dni, nie odzyskując przytomności.
„Pamiętasz” – Walentyna otarła łzy – „jak uczył mnie lepić pierogi? Mówił, iż źle zawijam brzegi, iż się rozpadną. Sam pokazywał, taki poważny, ręce po łokcie w mące.”
„Pamiętam. I iż zawsze zapominał gasić światło. Ty go łajałaś, a on mówił, iż jeszcze wróciI od tamtego dnia trzecia sypialnia przestała być zamkniętym rozdziałem, a stała się miejscem, gdzie wspomnienia o Wojtku żyły dalej w opowieściach, które babcia Walentyna snuła dla Jasia, gdy słońce zachodziło za oknem.