Trzeci kwartał / branimir

publixo.com 1 godzina temu

TRZECI KWARTAŁ.
Około 10. 07. Tym razem data nie jest precyzyjna, bo ja typa spotkałem 11. 04, ale spadł na osiedle kilka dni wcześniej. 11.07 stanął za mną w kolejce w „Biedronce” w „amareną” w ręce.
Myca wrócił po roku. Wrócił i od razu pokazał, iż u niego nic się nie zmieniło. „Amarena” i murek po drugiej stronie ulicy, naprzeciw „Biedronki”, po roku nieobecności. Zanim zniknął – a koledzy z osiedla wtedy go uśmiercili, choć on trafił do jakiegoś zamkniętego ośrodka – dostąpił niezwykłego wywyższenia: trafił do google maps jako stały element krajobrazu, przesiadując całymi dniami na tym murku. Razem z kolegą. Tyle, iż w google mieli wypikselowane twarze. Tak zredukować swą aktywność, by zostać zaklasyfikowanym jako stały element krajobrazu? Do „Biedronki” po „amarenę” i z powrotem na murek?...
Koledzy opowiadali, iż bazę założył w jednej z altan śmietnikowych. Wciągnął tam wersalkę, ustawił doniczki z kwiatkami i krzyczał na dzieci wyrzucające śmieci, więc bały się tam chodzić – przed rokiem. A co teraz?
18. 07. Spotykam się z tym znanym w Kielcach Robertem na Żytniej. To jeden z najruchliwszych punktów przesiadkowych w Kielcach. Idziemy do „Żabki” po piwo. Akurat jesteśmy tam sami i zatrzymujemy się przed szafami z piwem – ja patrzę na zimne, a Robert na ciepłe. Chwilę to trwa. Sprzedawczyni, młoda blondyneczka, podchodzi do nas. Zwodzi ją widok: oto dwaj stateczni panowie, platynowe pasemka, żadnych potencjalnych problemów. Pani zagaduje Roberta. I ten odpowiada. Piwo? Tak, chciałem się napić ciepłego piwa, bo, wie pani, ja palę marihuanę, ale piwo jest lepsze. Pali pan trawę? Tak, palę trawę od 43 lat i nie polecam, ale piwa bym się napił. Pali pan od tak dawna i nigdy pana nie złapali? Tu wtrącam się ja i mówię: złapali. Robert mówi: ja nie polecam. Ja mówię: a ja polecam.
Pani może nie żałuje, iż zagaiła rozmowę z takimi statecznie wyglądającymi klientami – będzie miała do opowiedzenia ciekawą anegdotę. Nikt nie jest taki jakim się wydaje.
26. 09. Znów Robert. Tym razem namawia mnie na spotkanie. Na bazarach. Jest w kryzysie, bo kobieta, z którą spędzał wiele czasu wolnego, do której się przyzwyczaił, iż ona jest – „ na podorędziu”, czyli też seks, spożywanie piwa i trawy, sypianie u niej, wybrała kolegę, którego jej naraił do wykonania kilku prac przy domu. „Z parobkiem”, jak stwierdził. Robert jest w rozpaczy, bo ją miał i nie ma. I – to nie jest jak plaskacz, ale jak cios z prawej od Gołoty – Joanna napisała mu, iż Marcel ma większego i ładniejszego od tego, którego ma Robert.
Namawiając mnie na spotkanie Robert coś wspomina o literaturze. Siadamy w barze, bierzemy piwo – ja zimne z kija, a Robert ciepłe z półki. Wyciąga kartkę. Przeczytam ci esemesy jakie do niej pisałem. Nigdy tylu esemesów nie napisałem. Chyba ze 300 – 400. ( Tyle napisał do niej przez te 3 tygodnie?) Zaczyna je czytać. No – klasyka stalkingu: żale, wyznania miłosne, żale, wypominanie. To ma być ta literatura… Robert nie rozumie, iż jest toksyczny w związku, iż traktował ją jak bawitko, a nie jak drugiego człowieka.
Esemesy to literatura? Może, ale nie takie jak on pisał.
Lipiec, sierpień, wrzesień. Po drugiej zmianie wracam z pracy pociągiem. Nie wiem, czy to dętka( Czyli prezydętka – takie zdrobnienie) załatwiła, czy ona tylko to sfinalizowała, ale w granicach miasta dzięki karcie miejskiej w pociągu nie trzeba kupować biletu, bo obowiązuje karta miejska. Czyli przejazd jest już opłacony. Wsiadam i idę do kierownika pociągu. Tak? Wyciągam kartę miejską. Kilku z nich bierze tą kartę ode mnie i weryfikuje jej ważność. Ale spotykam i takich, którzy skanują tą kartę oczami. Patrzą na nią i już – dziękuję, wystarczy. Niektórzy pytają: ważna?
Gdy pociąg rusza w stronę Kielc jedzie między dwoma górami, a jedna z nich dość skutecznie zaburza łączność wi –fi. Kiedy kierownik pociągu sprawdza moją kartę przez chwilę nie ma odpowiedzi. To dość skomplikowane. Więc albo są leniwi, albo skanują tą kartę oczami. Wyciągam ją, a oni mówią: dobra, dobra. Ważna?

Idź do oryginalnego materiału