Superman tom 1 – Superwoman – recenzja komiksu

moviesroom.pl 1 dzień temu

Seria o Supermanie prowadzona przez Joshuę Williamsona zaczęła się moim zdaniem raczej słabo i chociaż wraz z trzecim tomem mocno podniosłą poprzeczkę, to wydawało się, iż jest już za późno, by wrócić na adekwatne tory. Potem mieliśmy całe to zamieszanie z Władzą absolutną i nadejściem DC All In, a Superman tom 1 – Superwoman jawiło się jako kolejny nikomu niepotrzebny nowy początek. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło, bo chociaż niniejszy album znów ma jedynkę na grzbiecie, to historia jak gdyby nigdy nic toczy się dalej pod wodzą tego samego scenarzysty. I dobrze, bo ma on szansę się zrehabilitować.

Strona komiksu Superman tom 1 – Superwoman

Na początku czeka nas niemały shocker (szczegółowo wyjaśniony dopiero w specjalnym zeszycie umieszczonym na końcu recenzowanego albumu). W wyniku wydarzeń z eventu Władza absolutna moce bohaterów zostały najpierw skradzione, a potem trochę pomieszane. Niektórzy je stracili, inni zyskali. Do tej drugiej grupy należy Lois Lane, która w kluczowym momencie miała na sobie jedną ze zbroi Lexa Luthora, a ta przyjęła część mocy i obdarzyła nią swoją nosicielkę. Nowa naczelna Daily Planet dysponuje teraz zdolnościami równymi niemal Supermanowi, chociaż wydają się one mieć swój limit. Czy i kiedy się wyczerpią? I czy powstrzyma to dziennikarkę przed wykorzystaniem mocy, żeby pomagać innym?

Nie ma za bardzo czasu się nad tym zastanawiać, bo w Superman tom 1 – Superwoman powraca Time Trapper, którego prawdziwa tożsamość może okazać się dla czytelników zaskakująca. Na dodatek Metropolis znowu zagraża Doomsday, krwiożerczy potwór, który już raz pozbawił Supermana życia. Jego pojawienie się to zawsze duża rozpierducha, a tym razem jego tropem podąża armada kosmicznych statków pełnych żądnych zemsty przybyszów – niedoszłych ofiar Doomsdaya.

Strona komiksu Superman tom 1 – Superwoman

Williamson wreszcie dobrze czuje postać Supermana, ale nieźle prowadzi też Superwoman, a przede wszystkim obie te postacie w cywilu. To na relacji Clarka i Lois często opierała się fabuła i nie inaczej jest tym razem, bo wchłonięcie przez nią przynajmniej części kryptonijskich umiejętności otwiera całkiem sporo możliwości dla zespołu kreatywnego. Lois już nie pierwszy raz robi za Superwoman (pamiętajcie, iż seria trwa już prawie 90 lat), ale tym razem scenarzysta nadał całości emocjonalnego i wiarygodnego wymiaru. Poza tym zagadką jest, komu te moce zostały zajumane… Odpowiedź poznamy jeszcze w tym tomie, a jej reperkusje dopiero w kolejnych zeszytach.

Etatowym rysownikiem Superman tom 1 – Superwoman jest Dan Mora, artysta doskonale znany nie tylko fanom DC Comics. jeżeli znacie i lubicie jego prace, to tym razem również się nie zawiedziecie. Jego styl jest bardzo czytelny, kadry klarowne, walki spektakularne, a kameralne sceny oddane z dbałością i mimikę i emocje. Podobają mi się też jego splash-page’e, które robią wrażenie jakby w kontraście do bardziej intymnych scen pełnych dialogów. Kroku stara się dotrzymać mu Edwin Galmon, który narysował zeszyt specjalny poświęcony Superwoman i chociaż nie jest to artysta tej samej klasy, to muszę przyznać, iż w tym przypadku dał radę.

Strona komiksu Superman tom 1 – Superwoman

Doomsday zawsze przyciągnie czytelników, aktualna sytuacja Lois pewnie nie będzie permanentna, a Superman robi to, w czym jest najlepszy. Na horyzoncie majaczy już kolejne zagrożenie, mogę więc odetchnąć z ulgą, bo nowym album pod wodzą Williamsona jest niemal równie dobry co wydany na początku roku Ród Brainiaca. Z optymizmem patrzę więc w przyszłość i coraz częściej zastanawiam się, czy my naprawdę potrzebujemy świata Absolute mając w głównych seriach po prostu dobre historie? Odpowiedź przyjdzie już niedługo.


Tytuł oryginalny: Superman: Rise of the Superwoman
Scenariusz: Joshua Williamson, Mark Russell
Rysunki: Dan Mora, Edwin Galmon
Tłumaczenie: Jakub Syty
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 180
Ocena: 75/100

Idź do oryginalnego materiału