
Czyżby finał? Recenzja: Star Wars. Wielka Republika: Strach Jedi
Miesięczny panel komiksowy wypadł nam idealnie w środek urlopu. Trochę utrudniony dostęp do sieci i inaczej zorganizowany plan dnia komplikują zadanie, ale spokojnie! Damy radę- chociaż pokrótce- przybliżyć Wam wrażenia z tych cieniutkich zeszycików sierpnia. Zapraszamy do lektury!Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Star Wars. Stara Republika: Strach Jedi to kontynuacja losów galaktyki męczonej przez Nihilów. Tym razem rzuceni zostajemy na kilka frontów, na których każdy z poznanych wcześniej bohaterów ma do wykonania misję przybliżającą- teoretyczny- pokój. Czy rozdzieleni podołają? Jakie okaże się ostateczne starcie, do którego tyle nas przygotowują?

Autorem komiksu jest Cavan Scott, który historię losów Starej Republiki ciągnie od początku. Według mnie to dobrze- pozostajemy w spójnej wizji... choćby o ile nie do końca się z nią zgadzam. Opowieść swoimi graficznymi talentami ozdobiła Marika Cresta (również powiązana z Gwiezdnymi Wojnami). Komiks ukazał się w Polsce dzięki wydawnictwu Egmont i klubowi Świat Komiksu.
Zarys fabularny:

"Kiedy walki w obrębie Strefy Okluzji Nihilów się nasilają, Keeve Trennis wkracza na ścieżkę, która na zawsze odmieni jej życie. Gdy szaleje bitwa o Naboo, ta nieustraszona mistrzyni Jedi przygotowuje się do przełamania Wału Burzowego wraz z nieoczekiwanymi sojusznikami: Lourną Dee i jej Łamaczami Nawałnic! Fronty w walce z Nihilami zostają wyraźnie wytyczone, ale czy Keeve zdoła pozostać wierna jasnej stronie, prowadząc swoją drużynę na wojnę? Tymczasem jednego z ludzi Lourny dopada łamiąca serce przeszłość. Nad Eriadu rozgrywa się koszmar, gdy grupa zmęczonych Jedi musi stawić czoło ekstremalnemu wyzwaniu… i największemu lękowi. Bezimienni atakują jak nigdy dotąd, a koniec jest bliski."
Wrażenia:

Mam mieszane uczucia w stosunku do tego komiksu. Bardzo bym chciał, żeby jako "niby" finał- spinający kilka wątków z poprzednich zeszytów (między innymi Ścigani)- był dobry. Epicki. Nakarmił mnie międzygwiezdnym, pełnoprawnym posiłkiem. Po części choćby to się udaje, niestety jest to strawa fastfoodowa. Jak gwałtownie została wchłonięta, tak gwałtownie została wydalona.

Nie mam zielonego pojęcia, skąd się to bierze. Bohaterów już znam- nie są tacy nowi, ale jakoś ich losy są mi...delikatnie rzecz ujmując: obojętne. Podobnie, jak Nihilowie, którzy od wielu, wielu już zeszytów budowani są na największe zagrożenie ever... Niby pomysł fajny, ale tak tajemniczy, iż waha się spójność (choć mogą tu wyjść moje braki, bo faktycznie nie śledzę ABSOLUTNIE wszystkiego). Nie za bardzo pojmuję, po co się to wszystko dzieje i skąd aż taka słaba kondycja Jedi, nie wspominając oczywiście o galaktyce, której część zasłużyła sobie na izolację. W każdym razie- dzieje się i już. Przyjmuję, jak dają. A w Strachu Jedi dzieje się aż nadto. Łączy się kilka frontów, osobnych wątków- przepełnionych akcją, w jedną (jak się okazuje finałową) bitwę. I to zgranie historii wyszło choćby całkiem sprawnie.

To już mój problem, iż do końca nie wiem, czy komiks polecam- pragnę jednak wyróżnić ostatnie strony. Konkretnie- wzniosłą i niosącą nadzieję końcówkę losów głównej bohaterki- która poza tym, iż pointuje całość, to jeszcze przynosi twist. Taki, którego się nie spodziewałem. I- uwaga!- choć może czasami się gubię w sytuacji Starej Republiki, to trochę wziął mnie wzrusz. Tak nostalgiczne, bo jednak trochę kartek z przygodami tej bohaterki przerzuciłem...








