Mister Miracle czy Adam Strange, przed ich historiami pióra Toma Kinga, nie byli mi jakoś szczególnie znani, bo i nigdy nie dane było im zagrzać miejsca w pierwszej lidze. Supergirl w hierarchii DC stoi od nich dużo wyżej, ale gdyby przyjrzeć się bliżej, to jej pozycja i tak jest zdecydowanie słabsza od chociażby Wonder Woman, a zdecydowanie większy fandom ma choćby Harley Quinn. Czy Supergirl: Kobieta jutra to dzieło, które wyniesie Mocarną Dziewoję w górę, do gwiazd, tam gdzie zwykle lata jej kuzyn?

Strona komiksu Supergirl: Kobieta jutra
Wszystko zaczyna się na niepozornej planecie zamieszkanej przez honorowych ludzi, którymi włada niekoniecznie honorowy władca. To bowiem na jego zlecenie niejaki Krem z Żółtych Wód zabija ojca Ruthye. Dziewczyna poprzysięga więc zemstę, ale kłopot w tym, iż sama nie udźwignie ciężaru walki z zawodowym zabójcą, a nikt nie jest skłonny przyjąć jej zlecenia. I tu pojawia się Supergirl. Panie rozpoczynają po całej galaktyce pościg, który odmieni je obie.
Superbohaterowie u Kinga mogą liczyć na coś więcej niż zapętlające się kryzysy i sparing z łotrami. Supergirl przez spory czas jest tu mało super i nie chodzi tu o jej moce. Kara przechodzi wyraźny kryzys, a wypad na planetę bez żółtego słońca by się nieco sponiewierać to jeden z tego objawów. Natarczywa Ruthye i pościg za Kremem sprawiają, iż pojawia się w jej życiu jakiś cel. Niezwiązany z Ligą Sprawiedliwości czy sama Ziemią.

Strona komiksu Supergirl: Kobieta jutra
Narracja z punktu widzenia Ruthye jest literacka, obszerna, ale w żadnym stopniu nie hamująca tempa. Pozwala wręcz na lepsze przedstawienie wizji wszechświata DC według Toma Kinga. Nie ma tu Zielonych Latarni, brak też Nowych Bogów czy Apokolips. Tych, którzy oczekują Lobo, jak w zapowiedzi filmu opartego na tym albumie, muszę nieco rozczarować. Jego też nie ma. Centralnym punktem są dwie kobiety i ten, którego ścigają. Choć w finale obie mogą liczyć na pewną postać z symbolem „S”.
Bilquis Evely to absolutne objawienie. Brazylijska artystka tchnęła swego czasu nowego ducha w domenę Sandmana w Śnieniu, a tu zabiera nas w kosmos, jakiego DC Comics jeszcze nigdy nie miało. To space operowa baśń w duchu europejskich mistrzów rysunku, gdzie bohaterki wtapiają się w pozaziemską egzotykę, równie barwną co prace Liama Sharpa w serii Green Lantern. Piękno miesza się tu ze śmiercią, kosmiczny heroizm z ludzką podłością, a różnorodnością Evely mogłaby przyćmić to, co dzieje się w wielkich eventach.

Strona komiksu Supergirl: Kobieta jutra
Supergirl: Kobieta jutra to najlepsze, co mogło się trafić Karze Zor-El. To właśnie ten album stał się kanwą pod film z Millie Alcock. Tom King zdejmuje z bohaterki łatkę „kuzynki Supermana” i pozwala jej na chwilę zaistnieć poza głównym nurtem DC. Nie zapominajmy o Ruthye, bohaterce jakby z zupełnie innego uniwersum, bez której cała historia nie mogłaby się wydarzyć. Supergirl: Kobieta jutra to heroiczne SF, które zaliczyć można jako kolejne udane dzieło Toma Kinga.

Okładka komiksu Supergirl: Kobieta jutra
Tytuł oryginalny: Supergirl: Woman of Tomorrow
Scenariusz: Tom King
Rysunki: Bilquis Evely
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 272
Ocena: 90/100








