Helen z Wyndhorn – recenzja komiksu. A miało być tak pięknie…

popkulturowcy.pl 8 godzin temu

Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź tego komiksu, wiedziałam, iż muszę go przeczytać. Zarówno opis, jak i okładka bardzo mnie przyciągały. Czy wnętrze okazało się równie interesujące, czy może jest to jednak wielkie rozczarowanie?

„Helen Cole po tragicznej śmierci ojca, C.K. Cole’a, cenionego autora pulpowych opowieści i twórcy wojownika Othana, zostaje wezwana do Wyndhorn, słynnej posiadłości jej dziadka. Na początku, naznaczona stratą i zagubiona w nowym, obcym świecie, prowadzi pijacki żywot, z czasem jednak jej burzliwe usposobienie łagodnieje, gdy odkrywa tajemnice ukryte w niezliczonych pokojach i korytarzach rezydencji. Przekonuje się również, iż poza murami, w pobliskim lesie, czekają na nią przygody, o których czytała wyłącznie w opowieściach jej ojca.”

– opis wydawcy

Zobacz również: Dawnrunner – recenzja komiksu. Wielkie mechy zawsze w modzie

Jak zawsze, zacznę od okładki. Okazała się ona niezwykle przyciągająca, aż do takiego stopnia, iż miesiącami czekałam, aby móc przeczytać ten komiks. Zarówno kolory, jak i ilustracje tworzą spójną całość, która zachwyca. Nie da się przejść obok tego frontu obojętnie.

Niestety, rozczarowanie spotyka nas już od pierwszej strony historii. Rysunki okazują się nie tak wyraziste i dokładne jak na okładce, a kolory są mocno przygaszone. Kreska jest cienka, co z rozmysłem zrobiła autorka ilustracji, jednak postaci wyglądają wręcz karykaturalnie. Z czasem można przyzwyczaić się do tej kreski. Momentami możemy odnieść wrażenie, iż taka forma to dobry wydźwięk dla całej historii. Są to jednak tylko momenty, a całościowo nie wygląda to najlepiej.

Historia Helen opowiedziana jest przez jej guwernantkę. Jest to interesujący sposób na przedstawienie życia głównej bohaterki. Pojawiają się jednak dziwne wstawki z teraźniejszości i przyszłości, które tutaj nie pasują. Podejrzewam, iż miały dawać jakiś głębszy wydźwięk, jednak nie zdołałam go tutaj wyczuć, a owe wstawki zaburzały mi poznawanie historii tytułowej postaci.

Od samego początku mamy do czynienia z dużą ilością tajemnic. Niektóre z nich z czasem się rozwiązują, jednak inne pozostają bez wyjaśnienia do samego finału. Wydaje się to dość zaskakujące, gdyż jako czytelnicy chcemy poznać je wszystkie. A historia jest tak zakończona, iż nie ma mowy tutaj o drugim tomie.

Cała opowieść o życiu Helen po przeprowadzeniu się do Wyndhorn z rozdziału na rozdział robi się coraz dziwniejsza. Pojawiają się również kolejne niezrozumiałe sytuacje, które nie zostają wyjaśnione czytelnikowi. Jest to bardzo frustrujące. Można również natrafić na interesujące momenty opowieści, jednak gwałtownie się one kończą. Nie są wyjaśniane również niektóre aspekty życia bohaterki, przez co mamy wrażenie, iż czegoś nam brakuje i nie do końca wiemy, w jaki sposób znalazła się w tym czy w innym miejscu. Niestety niespójność gra tu pierwsze skrzypce.

Końcówka komiksu to bardzo niezrozumiałe zachowania dziadka Helen, które doprowadzają do przedmiotowego jej traktowania. Z jednej strony mamy komiks o silnej, odważnej dziewczynie, która latami walczy z potworami, z drugiej, po jednej trudnej sytuacji zostaje przeniesiona do histeryzowania, jak to kobieta ma w zwyczaju. Mam tutaj wrażenie, iż autor na siłę chciał znaleźć coś dramatycznego. Tutaj nie okazało się to dramatyczne, a po prostu szowinistyczne.

Gdyby ktoś zadał mi wprost pytanie, o czym był ten komiks, to nie umiałabym na to odpowiedzieć. O sile? No nie, bo została stłamszona przez najbliższą jej osobę. O nowym życiu? Możliwe, jednak ze starymi nawykami i używkami. O poznaniu swojego ja? Tu też miałabym mieszane uczucia. Tak bardzo chciałabym napisać, iż ten komiks był o sile i odwadze młodej dziewczyny, która mimo tragedii daje sobie radę. Niestety z bólem serca nie mogę tego powiedzieć.

Podsumowując, Helen z Wyndhorn to tylko dobrze zapowiadająca się historia z dużą ilością niespójności, dziwnych sytuacji i irracjonalnych decyzji. Samo zakończenie nie daje nam siły czy ukojenia, a zostawia nas z mieszanymi uczuciami. Muszę się w końcu nauczyć, iż książek (a w tym przypadku komiksu) nie ocenia się po okładce. Teraz dodam do tego również: nie ocenia się po okładce i opisie.


Scenarzysta: Tom King

Ilustrator: Bilquis Evely

Wydawca: Egmont

Premiera: 6 maja 2026r.

Oprawa: twarda

Stron: 176

Cena katalogowa: 89,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)

Idź do oryginalnego materiału