Helen z Wyndhorn – recenzja komiksu

moviesroom.pl 15 godzin temu

Równolegle do Supergirl: Kobiety jutra Toma Kinga i Bilquis Evely, Egmont wydał ich kolejne wspólne dzieło – Helen z Wyndhorn. To komiks daleki od światów superbohaterskich, mieszczący się gdzieś między baśnią, fantasy i dramatem obyczajowym, z małym komentarzem na temat kultury. Sama bohaterka również nie jest też typowa, stanowiąc dla jej bliskich wyzwanie na każdej płaszczyźnie. Jednak przy swych wadach da się lubić i można ją zrozumieć. Ojciec artysta-pijak i dziadek heros-wojownik to dużo dla szesnastolatki z problemami…

Strona komiksu Helen z Wyndhorn

Helen Cole nie została wychowana na damę. Jej ojciec C.K. Cole był wziętym pisarzem fantasy. Prowadził jednak dekadenckie życie, ciągając córkę po całej Ameryce. Po jego samobójczej śmierci trafia ona pod opiekę dziadka Barnabasa. Ten wynajmuje dla niej guwernantkę Lilith, która wbrew swojemu imieniu, jest kobietą ułożoną i konserwatywną. Do pomocy mają lokaja Josepha, który doskonale dogadałby się z Alfredem. Sam Barnabas to również interesujący osobnik. Będący de facto Othanem, bohaterem powieści swego syna, zamiast grzać kości przy kominku, podróżuje po magicznych krainach z mieczem w mocarnej łapie. W końcu wciągając w to swą wnuczkę.

Helen z Wyndhorn to baśniowa opowieść z dramatem rodzinnym w tle. Relacje w rodzinie Cole’ów są pokręcone. Barnabas to fatalny ojciec i równie kiepski dziadek. C.K. swoim straceńczym trybem życia kieruje Helen w złą stronę. A i sama nastolatka to krew z krwi tych dwóch ekscentryków. Łączy wręcz w sobie miłość do magicznej bitki Barnabasa z zamiłowaniem do butelczyny swego tatki. Zgrzyty międzypokoleniowe są tu głośne, a jedyną, która stara się im zaradzić, jest niepozorna guwernantka, mająca więcej charakteru niż sama sądzi.

Strona komiksu Helen z Wyndhorn

Fantasy to rozległy gatunek. To nie tylko lochy, smoki, magia i miecz. Narracja w większości przebiega tu z punktu widzenia guwernantki. Już jako starsza kobieta powierza ona swe wspomnienia biografowi C.K. Cole’a. Bez cenzury, z całą nadprzyrodzoną mocą. Pojawiają się wielkie bestie, potężni bogowie i wszystko, co nie mieści się w głowie szarego człowieka liczącego na rzeczowe fakty z życia idola. Wątek taśm to opowieść w opowieści. Komentarz Kinga na temat kultury, jej autorów i postaci oraz ich przemijania. Że nie wspomnę o charakterze postaci Othana/Barnabasa, aż proszącego się o prequel.

Nie zaskoczę was, gdy napiszę, iż Evely jest równie zjawiskowa w swych pracach co w Śnieniu czy Supergirl. Na łamach tego komiksu ostatecznie przekonała mnie, iż byłaby idealną kandydatką do stworzenia komiksowej edycji dzieł Tolkiena. Jej detale, magicznie płynna lekkość, a zarazem wyrazistość plansz zawstydzają większość mainstreamowych twórców. Szczególnie tych wygodnie tworzących bezustannie te same klisze.

Strona komiksu Helen z Wyndhorn

Helen z Wyndhorn to dzieło napisane nieco w duchu Neila Gaimana. Baśń miesza się z krwawym mrokiem, gdzieś w tle rozbrzmiewa obyczajowa melodia, a całość ma silnie literacki charakter. King i Evely to zgrany duet i choć Helen to nie Kara Zor-El, to jej historia powinna znaleźć się na półce każdego fana dobrego fantasy. Twórca Mister Miracle’a skłania nas tu przy okazji do refleksji na temat kultury i jej dziedzictwa. I wszystkich tych historii, które być może miały miejsce w lepszych, bardziej fantazyjnych światach, ale gdzieś tam zaginęły w pomroce dziejów.


Okładka komiksu Helen z Wyndhorn

Tytuł oryginalny: Helen of Wyndhorn
Scenariusz: Tom King
Rysunki: Bilquis Evely
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 176
Ocena: 85/100

Idź do oryginalnego materiału