W popkulturze całkiem nieźle ma się wizerunek ziemno-wodnego stwora żyjącego gdzieś na granicy ludzkiej cywilizacji. Stwór z Kształtu wody, Abe Sapien od Mignoli czy cała podwodna cywilizacja w komiksie Przebudzenie Scotta Snydera i Seana Murphy’ego to jedynie część podmorskiej fantazji kultury masowej. Zanim ujrzały one jednak światło dzienne, powstał film Potwór z Czarnej Laguny. Dziś to już szacowna ramotka, ale bez niej nie byłoby między innymi komiksu Universal Monsters: Potwór z Czarnej Laguny żyje!.

Strona komiksu Universal Monsters: Potwór z Czarne Laguny żyje!
Kate Mardsen ściga niejakiego Colliera, seryjnego mordercę, którego ofiarą nieomal sama się stała. W mroku lasu podzwrotnikowego łatwiej jest mu się ukryć, ale nie tylko chęć zapadnięcia się pod ziemię sprowadza go do tego miejsca. Okolica żyje z mitu o pewnym monstrum, które jednocześnie budzi postrach i szacunek miejscowych uważających je za siłę natury. Mardsen skupia się jednak na swoim celu, nie zauważając, iż w mętnych wodach Amazonki kryje się istota znacznie groźniejsza niż choćby najbardziej zabójczy człowiek. Ale czy aby na pewno jest ona potworem?
Dan Watters i Ram V ukazują Gill-Mana jako istotę niejednoznaczną. To nie bydlę wyskakujące z wody by wszamać człowieka, a relikt dawnych dziejów, jakby zbrojne ramię samej dżungli, które oczyszcza ją z nieodpowiednich elementów. Co innego Collier i współpracujący z nim Narcos. To przykład klasycznego wariata chcącego osiągnąć status potwornego nadczłowieka, by pasował do jego psychopatycznej osobowości. Autorom udało się uchwycić kontrast między nimi, ale z powodzeniem daliby radę prowadzić całą intrygę nieco dłużej.

Strona komiksu Universal Monsters: Potwór z Czarne Laguny żyje!
Kilka słów o wspomnianym filmie. Produkcja w reżyserii Jacka Arnolda z 1954 roku dziś już nie straszy i jest bardziej obiektem muzealnym niż nieśmiertelnym klasykiem. Nie oznacza to jednak, iż można ją pominąć. To istotny element historii klasycznego horroru z pogranicza opowieści awanturniczej i SF. Kostium Gill-Mana może wywołać uśmiech politowania, ale to przez cały czas rzecz lepsza niż coraz słabe CGI. To po prostu solidne retro, do którego należy podejść odpowiednim nastawieniem i namaszczeniem.
Prace Matthew Robertsa wzbudzają we mnie mieszane uczucia. Artysta potrafi świetnie nakreślić duszność amazońskiej dżungli, a jego przedstawienie Gill-Mana to absolutny majstersztyk. Bestia pojawia się w najlepszych możliwych momentach. Jest wystarczająco wyeksponowana i choć jej rolą nie jest tu wzbudzanie strachu, to i tak potrafi wywołać dreszczyk. Hipnotyczna moc lasu robi swoje i nieco oniryczna narracja świetnie z nią współgra. Zgrzytać zaczyna w paru momentach w przypadku mimiki postaci i kilku detali. Wymarzonymi twórcami byliby tu artyści formatu Alfredo Alcali czy Mike’a Perkinsa. Obaj tworzyli Swamp Thinga, więc dzicz i bagna nie są im obce.

Strona komiksu Universal Monsters: Potwór z Czarne Laguny żyje!
Universal Monsters: Potwór z Czarnej Laguny żyje! nie jest bezpośrednią kontynuacją filmu, a raczej luźno powiązanym sequelem, z nowym zestawem postaci i innym ujęciem tytułowego stwora. Watters i Ram V potrafią straszyć znacznie lepiej, a ta opowieść bardziej trzyma w napięciu niż autentycznie wzbudza strach. W dobie dzisiejszego zalewu bestii z horroru Gill-Man jest choćby poczciwy w swej pół-zwierzęcej mentalności i formie. Niemniej seria Universal Monsters to godne uhonorowanie staroszkolnych potworów i czekam co Lost In Time zaoferuje dalej.

Okładka komiksu Universal Monsters: Potwór z Czarne Laguny żyje!
Tytuł oryginalny: Universal Monsters: Creature from Black Lagoon Lives !
Scenariusz: Dan Watters, Ram V
Rysunki: Matthew Roberts
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Lost In Time 2026
Liczba stron: 144
Ocena: 75/100








