Przenieś się do 1970 roku, by wraz z Chuckiem i Kat ruszyć śladami zaginionego łupu. W tej historii nic nie idzie zgodnie z planem, a niemożliwe staje się realnym zagrożeniem.
Nowy Meksyk w 1970 roku. Po wyjściu z więzienia Chuck spotyka się z Kat – ukochaną, która grzecznie na niego czekała. Jadą do opuszczonego miasteczka na pustkowiu, żeby zgarnąć ukryty przez Chucka łup, i snują plany o wystawnym życiu. Tyle iż nic nie idzie zgodnie z planem. Zbyt wiele osób interesuje się tymi pieniędzmi, w tym duch starego poszukiwacza złota, który nawiedza wymarłe miasto i chętnie sięga po broń…
– opis wydawcy.
Skarb widmo zapowiadał się bardzo obiecująco. Wciągająca historia sensacyjna osadzona w latach 70. w Stanach Zjednoczonych. Para głównych bohaterów – Chuck i Kat – wyrusza do Nowego Meksyku. Tam planuje wykopać łup zakopany pięć lat wcześniej przez Chucka – zanim ten trafił do więzienia. Choć planują wspólną przyszłość, między nimi wyczuwalne są niewypowiedziane żale. Chuck oskarża Kat o zdradę podczas jego nieobecności, a ona ma mu za złe, iż nie ufał jej na tyle, by zdradzić miejsce ukrycia skarbu. Para docenia do opuszczonego miasteczka na pustyni, ale na miejscu odkrywa, iż łup został skradziony. niedługo oboje zostają zaatakowani przez ducha dawnego poszukiwacza złota.
Skarb widmo zapowiadał się więc ciekawie i muszę przyznać, iż wciągnął mnie do swojego świata już od pierwszych stron. Historia od razu mnie zaintrygowała, a sama relacja Chucka i Kat wydała mi się bardzo fascynująca – z jeden strony para deklaruje sobie uczucia, a z drugiej od razu widać, iż każde z nich kieruje się przede wszystkim własnymi korzyściami. Fabuła komiksu prowadzi nas przez kolejne stany i miasteczka amerykańskie, gdy wspólnie z bohaterami ruszamy śladem zaginionego łupu.
Akcja lektury nie zwalnia więc ani na moment, a Skarb widmo może pochwalić się ciekawymi zabiegami narracyjnymi, jak również zgrabnym podziałem na rozdziały, za pomocą którego cała historia zostaje adekwatnie uporządkowana. Co więcej, Skarb widmo zachwycił mnie swoją warstwą wizualną. Philippe Xavier stworzył ilustracje, które cieszą oko, jego bohaterowie są precyzyjnie zarysowani, a pustynne krajobrazy podkreślają klimat lektury. Rysownik zastosował tu także interesujące rozwiązania graficzne – przykładowo w momentach retrospekcji kolory są mniej nasycone, innym razem poszczególne ilustracje rozciągają się na dwie strony komiksu. To wszystko sprawia, iż Skarb widmo zapamiętam głównie z pięknej szaty graficznej.

Niestety to, co zapowiadało się dobrze, w połowie lektury coraz bardziej traciło swój poziom. Kulminacyjny moment w komiksie nie wybrzmiał – nie czuło się żadnej stawki, a losy bohaterów stały mi się obojętne – nie było bowiem momentów, abym choć na chwilę im kibicowała. Postacie drugoplanowe wprowadzono pobieżnie. Głównie po to, by pojawiły się w kilku istotnych scenach, aby wydarzenia mogły rozwijać się dalej. Co więcej, fabułę Skarbu widmo cechuje także duża skrótowość oraz nielogiczne zbiegi okoliczności. Przykładowo bohaterowie nagle całkiem przypadkowo potrafią odnaleźć się na rozległej pustyni pomimo tego, iż jeden z nich podróżował samochodem, a drugi odbywał drogę pieszo.
Najgorszy jest jednak sam finał tej opowieści. Ostatni rozdział nagle urywa się i pozostawia zdezorientowanego czytelnika samemu sobie. Epilog zaś w żaden sposób nie nawiązuje do wydarzeń z końcowego rozdziału. Skupia się natomiast na losach epizodycznej postaci, która pojawiła się do tej pory raz na łamach komiksu. Jej losy w żadnym stopniu nie wpływają na opowiadaną fabułę, nijak więc pasuje do tej historii. Muszę przyznać, iż finał Skarbu widmo potrafi więc okropnie rozczarować, a tym samym zdenerwować czytelnika. Pozostawić go z niedokończoną opowieścią i niedosytem.

Skarb widmo jest pięknie wydany (solidna, minimalistyczna okładka), a także zilustrowany. Sam opis fabuły również wydaje się interesujący. Niestety w połowie lektury akcja utworu staje się coraz bardziej nielogiczna i poszatkowana. Bohaterowie magicznie pojawiają się w odpowiednich miejscach, a ich zachowania zdają się irracjonalne. Postaci komiksu wypadają więc dość blado, ich losy stają się nam natomiast z czasem obojętne. Szkoda, bo z początku było tak dobrze.
