Politykierzy zwaśnionych frakcji nieustannie pracują nad „tematami zastępczymi”, które mają służyć przykrywaniu wydarzeń dla nich niewygodnych. Ba, polityczne postrzeganie rzeczywistości przybiera charakter paranoidalny, bo każde działanie widzi się jako prewencyjny ruch przeciwnika, więc zamiast rozważać za i przeciw, myśli się tylko o tym, co oponent chciał „przykryć”.
Przygnieciony zatem stosem piętrzących się skandali, z których każdy ma przykryć kolejny, z niejaką ulgą, a choćby rozkoszą konstatuję, iż oto nagle Polska zaczęła żyć tematem zastępczym, na który politycy wpływu nie mieli żadnego. Oto bowiem naród żyje „Lalką”, choć lada tydzień będzie żył „Lalkami”, bo jedna adaptacja drugą pogania, już tak najwyraźniej być w naszym życiu musi, skoro są afery i kontrafery, musimy też mieć dwie „Lalki”. W narodzie podzielonym plemiennie wszystko musi być podwójne, dwojakie, bo Polacy konsensusem gardzą; wedle polityki historycznej ipeenowskiej gówniarzerii Okrągły Stół nie był porozumieniem, bezkrwawą rewolucją, ale zdradą narodową. Takoż Polaków trzeba karmić w dwóch osobnych miskach, filmem i serialem, w kinie i telewizji, żeby mogli nie tylko postponować zachwyty sąsiadów, ale i sami mieli do czego się przytulić.
Do premiery „Lalki” kinowej mamy jeszcze trochę czasu, za to ta netfliksowa już płonie od euforii admiratorów i na stosie przeciwników. Wojsko uparcie i na próżno podrywa myśliwce, a naród żyje tym, jak Wokulski uparcie i na próżno podrywa Łęcką – żyjmy tą szczęsną chwilą, jak dziady nasze w przeddzień wielkiej wojny żyły adaptacjami Dołęgi-Mostowicza, łapmy ostatnie chwile pięknej epoki, w której teksty kultury były ważniejsze od partyjnych przekazów dnia albo doniesień z frontu.
Poważanie się na adaptację literackiego arcydzieła jest z góry skazane na klęskę, jeżeli uzna się za naczelne kryterium wierność wobec litery oryginału. Maślona zajął się „Lalką” z dezynwolturą i wyszło to na dobre żywiołowi kina – to na nim się skupia, a nie na literackości.
Jeśli ktoś do języka Prusa tęskni, nich się wybierze na jedną z rozlicznych realizacji teatralnych albo zanurzy jeszcze raz w książce. Dla Pawła Maślony powieść była trampoliną, od której z dramaturgiem Pawłem Demirskim odbili się, a potem odfrunęli. My mamy świętego Prusa, Francuzi
Post Rozbrykanie zamiast bryku pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.





