Przybył do swojego siedemdziesiątego urodzin, mając troje dorosłych dzieci. Jedna z córek, Otylia, była jedyną dziewczyną; żona zmarła trzydzieści lat temu, a on nigdy nie poślubił ponownie. Nie udało się mu, nie spotkał nikogo, po prostu los nie sprzyjał można by wymienić dziesiątki przyczyn, ale po co? Nie miał na to czasu. Dwaj synowie byli buntownikami i kłótliwymi drągalami. Przesuwał ich z jednej szkoły do drugiej, aż w końcu trafił na znakomitego nauczyciela fizyki, który dostrzegł w nich niesamowity talent. I to wszystko. Kłótnie, bójki i problemy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Otylia również miała swoje trudności nie potrafiła się dogadać z rówieśnikami, a szkolny psycholog namawiał ojca, by zabrał ją do psychiatry. Wtedy do szkoły przybył nowy nauczyciel literatury, który założył koło młodych pisarzy. I to wszystko. Otylia pisała od świtu do zmierzchu, a jej opowiadania najpierw pojawiały się w szkolnej gazecie, później w lokalnych klubach literackich. Krótko mówiąc, chłopcy dostali stypendia na prestiżowy uniwersytet w Warszawie wydział fizyki i matematyki, a Otylia poszła na studia literackie.
I wtedy został sam. Zauważył to, poczuł… wokół cisza jak makiem zasiał, choć w oddali słychać było wilcze wycie. Zajął się wędkarstwem, ogrodnictwem i hodowlą świń. Miał miejsce dom i ogromny ogród nad Wisłą. Zarabiał przyzwoicie, choć inżynier w fabryce zarabiał mniej. Mógł więc pomóc dzieciom kupić im tanie, ale własne samochody, dorzucić na kieszonkowe i zapewnić przyzwoitą odzież. Czas stał się jeszcze cenniejszy; wszystkie godziny pochłaniało gospodarstwo i handel, ale on lubił to życie. Minęło kolejne dziesięć lat i zbliżał się jubileusz siedemdziesiątka. Chciał świętować w samotności…
Synowie już mieli rodziny, ale pracowali nad tajnym projektem dla Ministerstwa Obrony i nie mogli wyjechać na weekend. Otylia podróżowała po sympozjach pisarskich i dziennikarskich. Nie zamierzał ich niepokoić zaproszeniem. Sam sobie zorganizuję, myślał. Nie ma tu nic do celebrowania. Sam, sam… Przejdę się po gospodarstwie, a wieczorem wypiję szklaneczkę whisky, przywołam żonę i opowiem jej, jakie wyrosły nasze dzieci.
Rano wstał, by zaglądać na świnie specjalny odżywianek wymagał uwagi. Wyszliśmy z domu na rozświetloną jeszcze gwiazdami polanę przed domem, a tam leżał coś dziwnego, wydłużony przedmiot owinięty w brezent. Co to jest? wykrzyknął, gdy nagle rozbłysły reflektory! Oświetliły polanę, a z za rogu domu wyłonili się jego synowie z żonami, wnukowie i kolejni krewni. Obok stała Otylia w towarzystwie wysokiego mężczyzny w okularach z grubymi szkłami. Wszyscy trzymali balony, dmuchali w słomki i przyciskali przyciski huczących pistolecików z sprężonym powietrzem. Krzyczeli, machali rękami i rzucali się w jego stronę:
Wszystkiego najlepszego, tato!
Mężczyzna zapomniał o tajemniczym przedmiocie. Mogli przynieść go jakikolwiek łobuz, ale nie pozwolili mu wrócić do domu, gdzie żony już czekały, by nakryć stół. Stań, tato, stań, rzekła Otylia. Pozwól, iż związę ci oczy? Zgodził się. Otylia zawiązała mu grubą szmatę na karku, obróciła go kilkukrotnie i poprowadziła w nieznane.
Co jeszcze wymyśliliście? pytał. Prezent, odparł jeden z synów. Mam nadzieję, iż nie drogi? zadrżał ojciec. Nic nie potrzebuję. Nie martw się, tato, dodał drugi. To mała, tania rzecz, gest wdzięczności.
Prowadzili go do czegoś, a Otylia zerwała opaskę z jego oczu. Z głośników rozległa się dynamiczna muzyka, dudnił bęben Stał przed tym samym przedmiotem, wciąż owiniętym. Dzieci podbiegły z trzech stron i zerwały brezent. W jasnym świetle reflektorów ukazał się Syrena 105! O mój Boże! wykrzyknął, ledwo trzymając równowagę, zanim ktoś podsunął mu krzesło. Powtarzał tylko jedno słowo:
O Boże, Boże, Boże
Spokojnie, tato, spryskała go w twarz woda Otylia. Całe życie chciałeś ten samochód. Ale to przecież kosztowne, jęknął ojciec. Nie droższe niż złoto, odpowiedział syn. Chodźmy, dodała Otylia. Usiądź w środku, chcemy zrobić zdjęcia.
Otworzył drzwi, ale zamiast fotela stał kartonowy pojemnik. Co to? spytał. Otwórz, rzekła córka. Wydobył pudełko, otworzył je i zobaczył dwa małe oczka patrzące spod dna. Wyciągnął małe, puszyste stworzonko i przytulił je:
Prawdziwy tajski kotek! Taki, jaki mieliśmy z twoją żoną, pamiętasz? Bączek. Kiedy byliście mali, tak go kochaliście Oczywiście pamiętamy, tato, odparły dzieci.
Nie usiadł w samochodzie. Poszedł na drugi piętro, do swojego pokoju, gdzie pokazał kotka na zdjęciu Marty, żony. Łzy spływały po policzkach:
Widzę cię, Marto? Osiągnąłem to. Nic nie zapomnieliście Czy widzisz?
Dzieci nie pozwoliły mu dłużej siedzieć w samotności. Stół był już nakryty, rozpoczęły się toast i śpiewy. Otylia szepnęła mu na ucho, iż jest w czwartej ciąży i przyjechali z narzeczonym, by zamieszkać u niego. Narzeczony pojeżdżał po USA, by odwiedzić rodziców, a za dwa tygodnie planowali ślub w kościele w Krakowie.
Nie masz przeciwności, tato? spytała. To sen jak z bajki, odparł, całując ją w czoło.
Dzień minął przy rozmowach, jedzeniu i wspomnieniach. Wieczorem udał się na grób Marty, długo siedział i rozmawiał z nią szeptem serca. Życie nabierało nowego sensu, zwłaszcza przy tej maszynie. Musiał kupić odzież z tamtych lat, wsiąść i pojechać do pobliskiego dużego miasta.
Na łóżku spał mały, tajski kotek. Tomka, rzekł mężczyzna, powtarzając: Tomka. Kotek zamruczał i wyciągnął się na swój mały wzrost. Mężczyzna położył się, głaszcząc ciepły, puchaty brzuszek, i zasnął.
Rankiem trzeba było wcześnie wstać karmić świnie, dbać o ogród, wędkarstwo nie mogło czekać. W dolnym pokoju spali Otylia i narzeczony. Rankiem chłopcy z rodzinami odjechali, zapanowała cisza. Tomka podążał za człowiekiem, wpadł do pojemnika na paszę dla świń i zaplątał się w sieci na łodzi, potem próbował połknąć przynętę dla ryb. Mężczyzna śmiał się i rozmawiał z małym łobuzem:
Jakby młodość wróciła, powiedział, głaszcząc grzbiet. Tomka zamruczał i chwycił go małymi pazurkami. A ty, bandziorze! wykrzyknął i roześmiał się.
Ten opowieść nie ma sensu. To jedynie przypomnienie dla tych, którzy jeszcze mogą pojechać do swoich rodziców: nie czekajcie na jutro. Jedźcie teraz!








