
POSŁUCHAJ
„Przepraszam, czy tu biją?” to film pod kilkoma względami w dziejach polskiego kina nowatorski, co sprawiło, iż usatysfakcjonowani byli zarówno recenzenci, jak i widzowie.
Piwowski, choć początkowo planował obsadzić dwie główne role oficerów MO sprawdzonym w „Rejsie” duetem Zdzisław Maklakiewicz – Jan Himilsbach, ostatecznie zdecydował się powierzyć je bokserom – Jerzemu Kulejowi i Janowi Szczepańskiemu. Stwierdził bowiem, iż duet Maklakiewicz-Himilsbach nie jest w stanie wiarygodnie wcielić się w stróżów prawa, bowiem cały ich wizerunek opiera się na byciu kimś z drugiej strony barykady („Każdy z nich miał twarz anarchisty” – twierdził Piwowski).
W roli Belusa, szefa gangu obsadził niezawodowego aktora Zdzisława Rychtera (Rychter, dzięki tej roli, rozpoczął już całkiem zawodową karierę filmową), a postać legitymującego się sfałszowaną maturą studenta zmuszonego szantażem do inwigilowania Belusa, a ostatecznie – wydania go w ręce milicji powierzył studentowi szkoły teatralnej – Ryszardowi Faronowi. W filmie nie było typowej zagadki kryminalnej – była za to sensacyjna akcja oraz rozważania na temat prawa i bezprawia oraz lojalności i zdrady. „Przepraszam, czy tu biją?” zdobyło główną nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (jeszcze wtedy nie w Gdyni, a w Gdańsku), na tym samym festiwalu wyróżniono także Piotra Figla za muzykę do filmu Piwowskiego. A skoro mowa o muzyce – w scenie w jednym z klubów pokazał się młody wówczas, a już wysoko ceniony zespół rockowy. Była to Budka Suflera.
Zdzisław Maklakiewicz ostatecznie nie pojawił się w ogóle na ekranie, ale Jan Himilsbach już tak. Wcielił się w faceta pozującego w warszawskim zoo do zdjęć w przebraniu białego misia, rozpijającego z kolegami butelkę wódki.

Zdjęcia w ogrodzie zoologicznym przebiegały z pewnymi przygodami: Nagle zaczął padać drobny, letni deszczyk. Zupełnie niegroźny. Schowaliśmy się jednak do nyski, która stała na planie. Ledwo zatrzasnęły się drzwi, od razu pojawiły się jakieś flaszki. Jedna, druga, piąta. Przerwa w zdjęciach trwała dwa dni. Nigdy później już nie widziałem bardziej wkurzonego Marka Piwowskiego – mówił Zdzisław Rychter w książce Macieja Łuczaka „Wniebowzięci, czyli jak to się robi hydrozagadkę”.
Sceny w zoo to niejedyne prawobrzeżne ujęcia w „Przepraszam, czy tu biją?”. W jednym z ujęć Belus i Student oddalają się wzdłuż torów kolejowych, w świetle zachodzącego słońca. Scena ta realizowana była na bocznicy kolejowej w Rembertowie.
Dziś kryminał Marka Piwowskiego to jedno z najciekawszych dzieł polskiego filmu dekady lat 70. XX wieku oraz modelowy wręcz przykład tego, jak tworzyć kino łączące w idealnych proporcjach walory rozrywkowe z ambicjami artystycznymi.
|
Marek Piwowski to reżyser o naprawdę zadziwiającej karierze. Zrealizował jedynie trzy pełnometrażowe filmy fabularne – „Rejs” (1970), „Przepraszam, czy tu biją?” (1976) oraz „Uprowadzenie Agaty” (1993), przy czym ten pierwszy zapewnił mu sławę reżysera kultowego. Jednak Piwowski, od filmów kinowych, wolał inne formy. Kręcił filmy dokumentalne oraz przedstawienia Teatru Telewizji, z których jedno – „Kłopoty to moja specjalność” wg Raymonda Chandlera jest uważane za przedstawienie wybitne. W karierze Piwowskiego nie brakowało kontrowersji. Jego trzynastominutowy reportaż „Sukces” o Czesławie Niemenie z 1968 roku niektórzy uznali za paszkwil na wybitnego muzyka. W „Uprowadzeniu Agaty” widziano drwinę z prawdziwej rodzinnej tragedii, którą było dla wicemarszałka sejmu Andrzeja Kerna zaginięcie jego córki. Już w latach dwutysięcznych do Piwowskiego zwrócili się twórcy programu „Szkło Kontaktowe”. Reżyser zgodził się wyreżyserować scenki aktorskie mające stanowić część obchodów pięćsetnego wydania programu. Tyle, iż w pewnym momencie po prostu przestał odbierać telefony i ostatecznie wystawił do wiatru Grzegorza Miecugowa i Tomasza Sianeckiego, co ci opisali szczegółowo w książce „Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu”. A niedługo po tym zdarzeniu Piwowski przyznał się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i zniknął z życia publicznego… |
Rafał Dajbor
Foto: Rafał Dajbor
Mieszkaniec – gazeta mieszkańców Warszawy
















