Przez pierwsze dwie z sześciu części raczej się burzyłem. Wydawało mi się, iż to, co zaserwował Netflix, to nie tylko nie jest moja „Lalka”, ale to nie jest także „Lalka” Prusa. Gdzieś przy trzecim odcinku dostrzegłem na początkowych napisach najważniejsze dla spojrzenia na to dzieło słowa „na motywach”.
„Lalka” na Netflix – historia inna, pełna emocji
To stanowczo nie jest serial, który można oglądać zamiast lektury powieści, w wielu czytelniczych rankingach uważanej za najwybitniejszą w historii polskiej literatury. Paweł Maślona i jego dobrze grający aktorzy opowiadają inną historię. Pełną emocji, namiętności, cynizmu, uczuciowych i moralnych wyborów.
Pierwowzór traktują na tyle lekko, iż w różnych fragmentach filmu Warszawę „gra” Wrocław. Dodają nowe postaci, nowe wątki (muszę przywołać całą siłę woli, by nie zdradzić zakończenia). Inne mocno przekształcają.
Czasem z zyskiem. Izabela Łęcka jest w interpretacji Sandry Drzymalskiej może najciekawsza ze wszystkich w dziejach polskiego kina. Ale kto żywo pamięta „Lalkę” Hasa i Bera gotów płakać po ciepłym starym subiekcie w interpretacji Fijewskiego i Pawlika.
Nie wszystkie serialowe uwspółcześnienia, jakie ma „Lalka” na Netflix, przyjmuję tak samo. Choćby to, iż jego bohaterowie w XIX-wiecznych kostiumach przeklinają równie chętnie i soczyście jak wielu Polaków dzisiaj. To mało prawdopodobne. Także dlatego, iż część tych grubych słów przyniosła do Polski dopiero Armia Czerwona.
Ale nie chcę wchodzić w spory, który serial lub film jest lepszy, albo czy telewizyjna interpretacja może konkurować z książką. Nie mam ochoty naśladować kozy z anegdoty, która żując taśmę filmową mruczy pod nosem, iż powieść była lepsza.
Spór o „Lalkę” to dobry spór
Za coś dobrego uważam, iż za sprawą produkcji platformy Netflix Polacy się dziś o „Lalkę” spierają. Nie tylko dlatego, iż część z nich pewnie przy tym do lektury Prusa wróci. Ważniejsze jest to, iż sztukę – film z pewnością nią jest – uważamy ciągle za istotny i poważny powód do dyskusji.
Pamiętam dobrze, choć byłem wtedy dzieckiem, narodowe spory o obsadę głównych bohaterów „Potopu”. Daniel Olbrychski gotów był zrezygnować z roli pod wpływem gestu pasażerów tramwaju, którzy wysiedli z pojazdu, żeby „nie jechać z tym skur…, który chce zagrać Kmicica”. Do rezygnacji z rezygnacji namówił go sam Kirk Douglas zachwycony, iż w Polsce ludzie spierają się o interpretację filmowej postaci, kiedy jej jeszcze nie ma. Olbrychski ostatecznie wygrał, bo dla dwóch pokoleń Polaków Kmicic ma jego twarz i to się już chyba nie zmieni. To doświadczenie każe na nasze „lalkowe” dyskusje spojrzeć z trochę większym dystansem.
Namawia nas do tego na platformie X Donald Tusk, radząc byśmy się w sporach o film nie pozabijali. To obniżenie tonu przydałoby się Polakom w ogóle. Skakanie sobie do oczu stało się częścią narodowego charakterku. Obojętnie, czy dyskutujemy – zwłaszcza w sieci – o dietach, wychowaniu czy światopoglądzie.
Uspokójmy się. I wybierzmy się do kina. Mamy „Lalkę” na Netflix, a do premiery „Lalki” w reżyserii Macieja Kawalskiego już mniej niż tydzień.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie

















