– Pani Wiera, można wejść? – w progu gabinetu dyrektorki zakładów przemysłowych zastygł jeden z jej zastępców.

twojacena.pl 8 godzin temu

Pani Dyrektor, można wejść? w progu gabinetu stanął jeden z jej zastępców.

Oczywiście, panie Janie, proszę śmiało uśmiechnęła się urzędowo dyrektorka. No, i jak tam dzisiaj nasze sprawy?

Ale jakie sprawy? Gdzie?

Na wydziale, panie Janie.

Aaa, na wydziale. Na wydziale wszystko w porządku. A dlaczego pan pyta?

Czyżby pan przyszedł do mnie tak, bez powodu? Chyba chciał pan coś zgłosić w sprawie pracy.

Noo adekwatnie to chciałem coś powiedzieć przyznał poważnie zastępca. A raczej poprosić.

Poprosić? spojrzała na niego dyrektorka z uwagą i pokręciła głową. Oj, panie Janie, ostatnio to mi się pan na oczy nie podoba.

Ostatnio?

Właśnie. Jakiś smętny pan chodzi ostatnimi czasy. Jakby panu ktoś ogień w kocu zgasił. W domu wszystko w porządku?

Wie pani westchnął ciężko Jan. Jeszcze trochę, a w domu to będzie bardzo niedobrze. jeżeli pani nie wystawi mi takiego świstka

Świstka? dyrektorka wyraźnie się wyprostowała. Nie bardzo rozumiem, o czym pan mówi.

Wiem, iż to brzmi absurdalnie, ale Janek zrobił minę męczennika. Ale nie mam wyboru. Potrzebuję od pani zaświadczenie. Dla żony.

Co proszę? twarz dyrektorki zamarła w bezruchu. Zaświadczenie? Dla pańskiej żony? Ale po co?

Zaświadczenie, iż nic nas nigdy nie łączyło. I nie łączy. Tak… prywatnie.

Ale co niby miało nas łączyć?

No… bliższe relacje… Janek zaczął się gwałtownie czerwienić. Wie pani… jak kobieta z mężczyzną.

Czy pan jest zdrowy na umyśle? dyrektorka zbledła. Czy pan mnie właśnie próbuje nabrać?

Niestety nie! jęknął żałośnie Janek. Od tego papierka z pani podpisem i pieczątką zależy przyszłość mojej rodziny. Moja żona, Halinka, wkręciła sobie, iż jesteśmy kochankami!

Dyrektorka przez chwilę tylko otwartymi ustami łapała powietrze, po czym bezpiecznie zapytała:

Pańska żona ma coś z głową? Żądać od męża zaświadczenia Takiego scenariusza jeszcze w żadnym polskim serialu nie widziałam!

Ja rozumiem! rozpaczliwie wyjaśniał Janek. Ale co ja zrobię? Przecież mamy dzieci! Halina powiedziała, iż jeżeli w tym papierku nie zapewni pani, iż jesteśmy tylko dyrektorką i zastępcą, to ona bierze rozwód. Zabiera dzieci i wyjeżdża do mamy do Suwałk! A to, pani dyrektor, wiadomo gdzie… prawie Syberia! Proszę, niech pani wystawi tę idiotyczną karteczkę.

Panie Janie! dyrektorka aż nie wierzyła własnym uszom. Skąd jej w ogóle przyszło do głowy, iż coś nas łączy? Nigdy się z Haliną nie spotkałam! I żadnych śladów mojej szminki na pańskich koszulach raczej być nie mogło. Skąd ta fantazja?

Stąd Janek sięgnął do kieszeni marynarki, wyjął telefon i pokazał jedno zdjęcie. Halina zobaczyła tę fotkę coś jej się w głowie zacięło.

I co z tego? dyrektorka spojrzała na zdjęcie, gdzie cała załoga administracji stłoczona była jak szprotki. Ja też mam podobną. To było po dekoracji przez prezydenta miasta.

Owszem kwaśno się uśmiechnął Janek tylko iż stoimy blisko siebie i trzymam panią za ramię.

Bo wszyscy się ledwo zmieściliśmy w kadrze!

Dokładnie. Tyle iż Halinka twierdzi, iż tylko zakochana kobieta tak przechyla głowę na męską pierś!

Że co?! oczy dyrektorki aż zaiskrzyły z oburzenia. Jakie zakochane? Przecież ja nachyliłam głowę, bo bałam się, iż bukiet, który trzymała pani Wiesia, zasłoni mi twarz!

Ja też jej to tłumaczę, ale im dłużej się tłumaczę, tym bardziej jej odbija. Bez pani zaświadczenia jestem trupem. Naprawdę.

Ależ to czysty absurd! jęknęła dyrektorka. Czy pan jest aż takim pantoflarzem, żeby się tak żony bać?

Jestem pantoflarzem wyszeptał Janek, ale tak, żeby dobrze słyszała. Przez dzieci pantoflarz. Bez nich nie przeżyję, rozumie pani?

Toż to dramat, mruknęła zdegustowana dyrektorka, sięgając po czysty papier. No trudno Skoro się pan uprze… Dyktuj pan.

Mhm, mruknął Janek. Pisze pani: Ja, niżej podpisana, oświadczam, iż mojego zastępcę nie znoszę.

Dyrektorka uniosła na niego brwi, ale Janek gestem ją uspokoił.

Tak, tak, niech pani pisze. Nie znoszę. I proszę dopisać: „A choćby nie trawię”.

Jak to „nie trawię”? nie wytrzymała dyrektorka. To brzmi jakbym nie mogła z panem pracować!

To proszę dopisać: „Jako mężczyzny nie znoszę. I choćby za milion złotych bym z nim nie spała.” I teraz podpis i pieczątka, koniecznie.

Pieczątka jest w księgowości, odruchowo odpowiedziała dyrektorka, przeczytała jeszcze raz ten dokument i aż się przeżegnała.

Ależ to bzdura do kwadratu! Takich rzeczy się nie pisze! zdecydowanie powiedziała, po czym złożyła kartkę na pół, nagle ją przedarła, jeszcze raz i jeszcze.

Co pani wyprawia?! wystraszył się Janek. To przecież dokument! Potrzebny mi!

Panie Janie uśmiechnęła się nagle dyrektorka z szelmowską miną. Wie pan co właśnie pomyślałam? Najlepiej niech się pan jednak rozwiedzie z tą Haliną, bo kto wie, co ona jeszcze wymyśli.

Ale jak to?! aż się wystraszył. Nie mogę! Ona zabierze dzieci, na pewno zabierze!

Nie zabierze, dalej się uśmiechała. Mam znajomego prawnika, prawdziwy spec, załatwi, żeby dzieci po sprawie sądowej zostały z panem.

Ale ja

A jakby co, przerwała mu, to ja sama panu w wychowaniu dzieci pomogę.

Pani? Mnie? Osobiście?

Naturalnie! Jest mi pan bardzo sympatyczny jako zastępca. Znajdę też panu nianię będzie pan zadowolony.

A Halinka?

A Halinka, niech jedzie do Suwałk do mamy. Albo niech zajrzy do mnie, pogadamy szczerze, od serca. To lepsze niż jakaś absurdalna karteczka z pieczątką.

Idź do oryginalnego materiału