– Pani Dyrektor Weroniko, można? – w progu gabinetu dyrektorki zakładów stanął jeden z jej zastępców.

twojacena.pl 8 godzin temu

Pani Zofio, mogę na chwilę? w progu gabinetu dyrektorki zakładów stanął jeden z jej zastępców.
Tak, panie Janie, proszę wejść odpowiedziała rzeczowo dyrektorka. No i jak dziś sytuacja?
Jaka sytuacja? Gdzie?
Na wydziale.
A, na wydziale. Na wydziale wszystko w porządku. A dlaczego pani pyta?
Jak to dlaczego? Pewnie nie przyszedł pan tu bez powodu. Chce pan coś zgłosić w sprawie pracy.
No… Tak, muszę pani coś powiedzieć przytaknął posępnie zastępca. A adekwatnie poprosić o przysługę.
Poprosić…? Zofia uważnie spojrzała na tego wyglądającego bardzo inteligentnie mężczyznę i pokręciła głową. Oj, panie Janie, ostatnio trochę mnie pan niepokoi.
Ostatnio?
Tak! Chodzi pan jakiś przygnębiony, jakby się panu rodzinna tragedia stała. Wszystko u państwa w porządku?
Cóż, jak to powiedzieć… westchnął ciężko Jan. Jeszcze chwila i już nie będzie w porządku. jeżeli nie dostanę od pani pewnego zaświadczenia.
Zaświadczenia? Zofia spoważniała. Nie bardzo rozumiem. O co chodzi?
Wiem, iż pani nie rozumie, ale… Mężczyzna zrobił dramatyczną minę. Inaczej już nie można. Potrzebuję od pani zaświadczenia. Dla mojej żony.
Słucham…? Twarz Zofii wydłużyła się ze zdumienia. Zaświadczenia? Dla pańskiej żony? W jakim sensie?
Zaświadczenia, iż nigdy nie mieliśmy romansu i nic nas nie łączyło.
Czego nie było?
Bliskich relacji… Jan zaczął gwałtownie się rumienić. Jak między kobietą a mężczyzną.
Chyba pan żartuje?! Zofia zbladła. Albo robi mi pan kawał?
Niestety, od tego papierka, z pani podpisem i pieczątką, zależy przyszłość mojej rodziny. Moja żona sobie uroiła, iż mamy romans.
Dyrektorka na moment zamarła z otwartymi ustami, po czym ostrożnie spytała:
Pańska żona oszalała? Żąda od męża zaświadczenia, iż nic…? Czegoś takiego choćby w filmach nie widziałam!
Wiem! zawołał żałośnie Jan. Ale nie mam wyjścia! Mamy dzieci. Żona powiedziała, iż jak nie dostanie tego zaświadczenia, złoży pozew o rozwód. Zabierze dzieci i wyjedzie do swojej matki, do Szczecina. A to, wie pani, prawie koniec świata! Dlatego bardzo proszę niech pani napisze tę głupią karteczkę.
Słyszał pan, co pan mówi? Zofia nie mogła uwierzyć w tę absurdalną sytuację. Skąd jej w ogóle przyszło do głowy, iż cokolwiek nas łączy? Przecież się w ogóle nie znacie! I nie mogła znaleźć na pańskich koszulach śladu mojej pomadki. Skąd jej takie pomysły?
Stąd… Jan sięgnął do kieszeni marynarki, wyciągnął telefon, odszukał zdjęcie i pokazał jej. Moja żona zobaczyła tę fotografię i dostała obsesji.
No i…? Zofia z zaskoczeniem patrzyła na zdjęcie, na którym cała administracja ich zakładu. Mam identyczne. Przecież to było po rozdaniu podziękowań od miasta!
No właśnie, gorzko się uśmiechnął Jan. Ale stoimy na tym zdjęciu obok siebie i mam rękę na pani ramieniu.
Bo było nas dużo, musieliśmy się zmieścić do zdjęcia!
Tak, ale proszę spojrzeć na pani głowę. Kasia twierdzi, iż głowę na piersi mężczyzny kładzie tylko zakochana kobieta!
Co?! Oczy Zofii błysnęły oburzeniem. Jakie zakochane kobiety?! Przecież pochyliłam się, żeby bukiet kwiatów trzymany przez Marzenę nie zasłonił mi twarzy!
Tłumaczyłem Kasi godzinami, ale im bardziej się tłumaczę, tym bardziej jej się wydaje, iż mam coś do ukrycia. Bez pani zaświadczenia jestem zgubiony. Naprawdę.
Ale przecież tak nie można! wykrzyknęła Zofia. Jest pan aż tak pod pantoflem żony?
Jestem wyszeptał Jan, ledwo dosłyszalnie. Ze względu na dzieci jestem. Bez nich nie potrafiłbym żyć. Rozumie pani?
Coś niebywałego… mruknęła Zofia, sięgając po czystą kartkę. No dobrze… Skoro musi pan mieć zaświadczenie, dyktuj pan.
Mhm mruknął Jan. Proszę pisać: Ja, Zofia Kowalska, oświadczam, iż za moim zastępcą Janem Nowakiem nie przepadam.
Zofia rzuciła mu zaskoczone spojrzenie, ale gestem nakazał kontynuować.
Tak, tak, proszę dopisać. Nie przepadam. I najlepiej: „A wręcz nie cierpię”.
Jak to nie cierpię? nie wytrzymała Zofia. Nie da się pracować z zastępcą, którego się nie cierpi!
To niech będzie: nie cierpię go jako mężczyzny. I choćby za milion złotych nie zgodziłabym się na żadne… relacje. Proszę o podpis i pieczątkę. Na wszelki wypadek.
Pieczątka jest w księgowości odpowiedziała automatycznie Zofia, przeczytała na głos karteczkę i aż się przeraziła.
Przecież to absurd, czysty absurd! Takie rzeczy się nie zdarzają! powiedziała stanowczo, złożyła kartkę na pół, potem jeszcze raz, po czym podrwała na strzępy.
Co pani robi? Jan zbladł. To przecież dokument! Potrzebuję go!
Wie pan co, panie Janie… uśmiechnęła się nagle dziwnie Zofia. Pomyślałam sobie, iż lepiej już się z tą swoją Kasią rozwieść.
Oszalała pani? Przecież ona mi zabierze dzieci!
Nie zabierze ciągle uśmiechała się Zofia. Mam znajomego, świetnego adwokata. Zrobi wszystko, żeby dzieci zostały z panem.
Ale ja…
jeżeli trzeba przerwała mu Zofia osobiście pomogę panu w wychowaniu dzieci.
Pani? Mi? Osobiście?
Oczywiście! Lubię pana jako zastępcę. Znajdę panu fenomenalną nianię. Będzie pan zadowolony.
A Kasia?
A Kasia niech jedzie do tej swojej mamy do Szczecina. Albo niech przyjdzie do mnie, pogadamy szczerze, w cztery oczy. To będzie rozsądniejsze niż idiotyczna kartka z pieczątką.

Idź do oryginalnego materiału