
Trylogia Lachowicza zdradza wszystko to, czego lekarz ci nie powie. Gdyż to opowieść o przeterminowanych lekach.
Bohaterem jest glicerynowy czopek. Ale nie taki zwykły. To czopek-celebryta. Występuje w reklamach, jest powszechnie szanowany za skuteczność, ma choćby własną wytwórnię muzyczną. Ale któregoś dnia jego wygodne życie zostaje wywrócone do góry nogami. Pewne schorzenie żołądkowe powoduje, iż jego gładkie lico ulega potwornemu zniekształceniu a on sam trafia do miejskich ścieków. Odnajduje go na wpół żywego Globulka Anulka, która z trzema przygarniętymi młodocianymi witaminkami zmierza do Farmaceraju - miejsca, w którym wszystkie przeterminowane leki mają zaznać wiecznego szczęścia. Problem w tym, iż nikt nie dokładnie nie wie, gdzie dokładnie znajduje się mityczna utopia a i droga do niej jest najeżona wielkimi niebezpieczeństwami.Brzmi absurdalnie, prawda? Tak, to absurdalna historia. choćby zaczyna się od mocno kloacznego, zinowego humoru. Ale ta opowieść nie jest zbitką mniej bądź bardziej udanych gagów. Ostateczna przygoda ma fabułę. I to całkiem dobrą. adekwatnie to apokaliptyczna opowieść drogi. Większość akcji dzieje się w kanalizacji, która często przypomina post-nuklearny świat. Szczury, pająki czy karaluchy jawią się tu niczym zmutowani degeneraci a Globulka Anulka to odpowiednik Logana z filmu Jamesa Mangolda. Ale jednocześnie to przygodowa opowieść z motywami rodem z telewizyjnych telenowel. Czego tu nie ma? Celebryckiego stylu życia, spotkania z ex-partnerem, wychowania znajdek niczym własnych dzieci a wszystko to okraszone dialogami z tanich produkcji paradokumentalnych. I to połączenie działa! Szczególnie, iż Lachowicz w zgrabny sposób przemyca do opowieści wiele spodziewanych i niespodziewanych odniesień do współczesnych czasów.
Choćby nawiązanie do Władcy Pierścieni. Nie sposób się nie uśmiechnąć, w jaki sposób ów wątek został wpleciony. Podobny banan na twarzy może wykwitnąć gdy Marek dokłada swoje trzy grosze w odwieczną dyskusję czy leki homeopatyczne to część medycyny. Ukazanie co stoi za technologią suplementów diety jest z jednej strony mocno satyryczne, z drugiej dające do myślenia. Rodzice na pewno odnajdą w komiksie potwierdzenie, iż próby zapanowania nad rozwrzeszczanymi malcami to niełatwa sztuka i często skazana na niepowodzenie. Takich easter-eggów jest więcej. Ostateczna przygoda Czopka Piotrka to komiksowy odpowiednik pierwszego Shreka - w zależności od wieku, każdy odnajdzie coś dla siebie i nie będzie to pusty dowcip. Ale przede wszystkim ta historia potrafi wzruszyć. Jak każda dobrze napisana opowieść o sile miłości, przyjaźni, poświęceniu i odkupieniu. Ktoś przechodzi przemianę wewnętrzną, ktoś dostaje drugą szansę, ktoś odchodzi... A czytelnikowi po zakończeniu jest zwyczajnie smutno, iż owa barwna przygoda dobiegła końca.
Pod względem graficznym jest interesujący dualizm. Główni bohaterowie to tabletki, a te nie potrzebują szczegółowej kreski. Ot, czopek to obły ostrosłup, tabletki to walce a żeby nadać im cech człowieczych to Lachowicz dodał im patykaczowate kończyny. Za to tła to już inna bajka. Całe historia jest oparta na rzuceniu mikro-postaci do makro-świata. I tu Marek ze swadą bawi się perspektywą. Rury wydają się być monumentalnymi konstruktami, zatęchłe pomieszczenia nabierają posmaku ogromnych przestrzeni a rozmaite niedoskonałości tekstur udanie zwiększają immersyjność. Dzięki temu jesteśmy w stanie kibicować bohaterom w ich drodze do raju - miejsce, w którym się znaleźli jest odpychające, straszne, geometryczno-zimne. I mimo iż to kolorowy komiks z normalną paletą kolorów, to przebywanie wśród brunatnych ścieków, mimo cartoonowej konwencji, potrafi wzdrygnąć.
Marek Lachowicz był jednym z artystów, którzy w pierszej dekadzię XXI wieku regularnie dostarczali swoje prace do słynnego Produktu. Nie siedziałem wtedy mocno w komiksie, więc hasło Człowiek Paroovka nic mi nie mówiło. Tak więc do lektury Ostatecznej przygody Czopka Piotrka podszedłem bez bagażu nostalgii i oczekiwań. Więc pewnie nie wychwyciłem wszystkich nawiązań do Człowieka Paroovki i być może finał nie wybrzmiał z taką mocą jak powinien, ale i tak z miejsca stałem się fanem tej historii. To świetny, przygodowy komiks, pełen inteligentnych mrugnieć okiem do czytelników i postaciami, z którymi żal się rozstawać.














