Oscar w SpoKosie – czy „ELIO” będzie w stanie zabrać go ze sobą

gazetafenestra.pl 4 dni temu
Autor grafiki: Szymon Bernaś (Fenestra)

Elio” dotarł nie tylko w animowany kosmos. Zobaczymy go również na czerwonym dywanie, gdzie zawalczy o Oscara i tytuł najlepszego filmu animowanego spośród produkcji z 2025 roku. Jakie ma szanse na zwycięstwo? Czy budzi sympatię? Sprawdzamy, na co stać produkcję ze scenariuszem Julii Cho oraz Marka Hammera.

Tytułowy bohater czuje się dość wyalienowany. Zarówno w gronie rówieśników, jak i we własnym domu. Jak twierdzi, choćby na całej planecie. Elio został osierocony w wyniku przykrego wypadku, w dodatku jest przekonany, iż dla opiekującej się nim ciotki jest tylko problemem. Od dawna marzy, by porwali go kosmici. A gdy ci omyłkowo biorą go za przywódcę całej planety, zaczyna się prawdziwa przygoda.

Elio ma w sobie dość wdzięku, szczerej pasji i emocjonalnej głębi, by zdobyć sympatię najmłodszych widzów. Czasem popełnia irytujące błędy, jednak choćby starsi miłośnicy kina chętnie będą mu kibicować. A to pierwsza i nie ostatnia zaleta filmu Disneya i Pixara. Sama jego fabuła nie jest może zbyt ambitna, za to dość kreatywnie wykończona. Przedstawiona w filmie wizja pozaziemskiego świata budzi uśmiech, a koncepcja międzyplanetarnej unii opartej na wzajemnej przyjaźni i wymianie osiągnięć technicznych – zainteresowanie. Całości dopełniają barwne i zapadające w pamięć postaci.

Szacowne grono ambasadorów w przyjemny sposób zaznajamia widza ze SpoKosem (Społecznością Kosmiczną). Bawi niuansami, stylem bycia i słownymi żarcikami. Po kilkudziesięciu minutach akcji nadaje filmowi nieco więcej charakteru. Dzięki niemu „Elio” ze sceny na scenę zaczyna mocniej skupiać uwagę widza. Wtedy pałeczkę zręcznie przejmuje Lord Grigon, przerysowany ze smakiem antagonista. Na wyróżnienie zasługuje również postać Olgi, ciotki Elia. Szczera troska o los chłopca, starania, by odnaleźć się w roli jego opiekunki, i jej niezwykła uważność potrafią roztopić serce. Prawdziwą wisienką na tym kosmicznym torcie jest jednak pocieszny, ciekawski Glordon i pełna otwartości przyjaźń, którą obdarowuje Elia. Szkoda tylko, iż nie dostaliśmy jej więcej. Bo choć w promocji lansowana była na jedną z głównych osi filmu, podczas seansu budzi niedosyt. Jakby jej kosztem twórcy usilnie starali się podkręcić tempo akcji. I tak zamiast kilku dłuższych scen, obrazujących zacieśniającą się relację chłopca i kosmity, widz dostaje krótkie migawki z ich wspólnej zabawy. Choć wygląda to ładnie, nie ma tej samej autentyczności. A plany na lekcje płynące z tej przyjaźni są przecież ambitne! Julia Cho oraz Mark Hammer poruszają problem poczucia osamotnienia. Mówią też o trudnych relacjach z opiekunami, przypominając, jak wielkie wsparcie możemy stanowić dla siebie nawzajem. Zalecają również, by z większą uważnością przyglądać się temu, co jest tuż obok nas. Dostrzegać i doceniać miłość najbliższych.

Wszystko to sprawia, iż „Elia” trudno ocenić jednoznacznie. Muszę przyznać, iż i mi dość długo chodził on po głowie. Z jednej strony film nabiera mocy dopiero po godzinie seansu. Z drugiej od razu docenia się go za dopracowaną animację i interesujący dobór perspektyw. „Elio” to poprawnie zrealizowana historia, która potrafi zaskoczyć. Cechuje się ciekawymi bohaterami, miłymi dla oka kolorami i dość przystępnie podanym morałem. Takie rzeczy z miejsca budzą sympatię, a dobry humor w dialogach tylko w tym pomaga. Sam dubbing również wypada świetnie, na czele z emocjonującymi i emocjonalnymi głosami Elia (Tymon Bitkowski), Glordona (Jerzy Darocha) oraz Olgi (Maria Sobocińska). Ponadto zarówno twórcy, jak i dubbingowcy przygotowali dla widzów „Elia” sporo apetycznych smaczków. Przykładem jest chociażby sympatyczne cameo Krystyny Czubówny.

Warto też zauważyć, iż na tle wielu trafiających w tej chwili do kin, przebodźcowujących projekcji dla najmłodszych „Elio” wypada wręcz uspokajająco. A to naprawdę cieszy, bo od półtoragodzinnych sklejek ujęć o długości mrugnięcia powinno się odchodzić. Jednakże zwłaszcza w zestawieniu ze starszymi animacjami „Elio” traci sporo blasku. A wśród swoich rówieśników nie wybija się na pierwszy plan. Choć bawi, nie potrafi oczarować. A taką zdolność ma chociażby druga część „Zwierzogrodu”, również walcząca o tytuł najlepszej animacji. Produkcja w reżyserii Jareda Busha i Byrona Howarda nie tylko przebija „Elia” scenariuszem, góruje nad nim również pod względem samego wykonania animacji. Trudno wyobrazić więc sobie film Julii Cho oraz Marka Hammera z Oscarem. Mimo to wieczór spędzony w SpoKosie, choć pozbawiony fajerwerków, będzie należeć do tych przyjemnych. Choć momentami film nieco się dłuży, naprawdę warto zobaczyć go w całości. „Jesteś spoko. I w sumie spoko, iż jesteś” – tak Glordon mówi do Elia. I ten właśnie cytat pięknie podsumowuje cały film.

Marcin KLONOWSKI

Idź do oryginalnego materiału