Na wystawie widoczna jest duża obawa zwiedzających przed AI. / fot. Zuzanna Kołacz (Fenestra)Sztuczna inteligencja to aktualnie jeden z najbardziej polaryzujących tematów, który czasem wydaje się wymykać spod kontroli. Z jednej strony słyszymy krytyczne głosy środowisk artystycznych i badaczy, z drugiej – narrację CEO i przedsiębiorców, widzących w AI ogromny potencjał zysku i rozwoju. W tym społecznym napięciu Centrum Kultury Zamek proponuje opowieść o czymś znacznie bardziej złożonym – wieloletnim romansie człowieka z technologią.
Już od pierwszych kroków wchodzimy w doświadczenie, które buduje określony nastrój. Czerwone światło, ciężkie kurtyny i zdeformowana szachownica pod stopami tworzą przestrzeń nieco niepokojącą, wręcz teatralną. Towarzyszy nam ekran pokazujący sceny z historii relacji człowieka z technologią oraz proste pytanie: „Czy ufasz AI?”. Możliwość oddania głosu poprzez wrzucenie małej piłeczki do wybranego boksu sprawia, iż widz od razu staje się uczestnikiem. Co ciekawe, kilka dni po otwarciu wystawy wyniki wskazywały wyraźnie: większość zwiedzających nie ufa sztucznej inteligencji.
Wystawę w Zamku można zwiedzać do 12 lipca 2026 r. / fot. Zuzanna Kołacz (Fenestra)Ile kosztuje tworzenie?
„Sztuczna inteligencja nie jest ani sztuczna, ani inteligentna” – czytamy w tekście kuratorskim wystawy. To zdanie dobrze oddaje kierunek, w którym prowadzi nas wystawa „AI – Algorytmy Iluzji” w Zamku. Zamiast zachwytu nad technologią albo jej jednoznaczną krytyką dostajemy próbę jej odczarowania – pokazania, iż za pozorną „magią” algorytmów stoją konkretne systemy, ludzie i interesy.
Za czerwoną kotarą czeka na nas pierwsza część wystawy: mieszanka sztuki i krótkiej lekcji o odkryciach człowieka. W gablotach oznaczonych hasłami „Wiedza” i „Wysiłek” oglądamy m.in. pierwszy polski słownik, elementy krosna czy archiwalne wydanie magazynu „Time” z 2006 roku, kiedy „człowiekiem roku” został… każdy z nas – symbolicznie podkreślając rozwój Web 2.0. Zestawienie tych obiektów przypomina, ile pracy kiedyś wymagało zdobywanie wiedzy i jak wyglądały początki automatyzacji.
Ludzki wysiłek włożony w zdobywanie wiedzy i tworzenie maszyn jest podkreślany na każdym kroku. / fot. Zuzanna Kołacz (Fenestra)W pozostałej części sali znajdują się prace artystów skłaniające odbiorcę do zastanowienia się nad rolą współczesnego artysty w obliczu rozwoju generatywnej AI. Jedną z najbardziej fascynujących instalacji jest interaktywna praca Jakuba Koźniewskiego „Wysiłek: symulacja”. Zadanie wydaje się banalne: kręcić korbką tak długo, aż na ekranie wygeneruje się obraz. Według instrukcji powinno to zająć około 10 minut – w moim przypadku trwało ponad 20. Mój opór został nagrodzony obrazem astronauty na koniu i jednym pytaniem poniżej: „Was it worth the effort?”. To doświadczenie zostawia z bardzo konkretną refleksją – czy wysiłek, który wkładamy w proces, sprawia, iż rezultat staje się dla nas bardziej wartościowy? choćby jeżeli technicznie nie jesteśmy jego autorami?
Między lękiem a fascynacją
Kolejne przestrzenie Zamku rozszerzają tę narrację o perspektywę społeczną. W korytarzu prowadzącym do Pokoju Orzechowego uwagę przyciąga ściana wypełniona wypowiedziami zwiedzających odpowiadających na pytanie: „Jak wyobrażasz sobie przyszłość z AI?”. Wiele z nich brzmi niepokojąco: „Będę bezrobotny i smutny”, „AI już zabiera zawód, którego się uczę”, „Obawiam się przyszłości z AI i tego, do czego ludzie ją wykorzystają”, „Zacznijmy żyć bez tego”. Dominują lęk, niepewność i poczucie utraty kontroli. Sama również zostawiłam tam swoją odpowiedź – być może odnajdziecie ją podczas własnej wizyty.
Przełom w technologii: jesteśmy nie tylko odbiorcami, ale i twórcami. / fot. Zuzanna Kołacz (Fenestra)W tej części pojawia się także gablota „Herstorie”, czyli istotny wątek przypominający historie kobiet często pomijanych w opowieściach o rozwoju technologii. Pokój Orzechowy, do którego kierujemy się po przejściu korytarza, wypełniony jest w całości instalacją kolektywu RYBN.ORG. Miejsce to robi ogromne wrażenie skalą, detalem i ilością pracy włożonej w jego aranżację. To właśnie tam spędziłam najwięcej czasu. Jak czytamy w opisie, instalacja „Ludzkie komputery” „przybliża początki informatyki, a jednocześnie ujawnia rosnącą władzę algorytmów nad nami”. Kilkanaście stanowisk komputerowych wygląda jak przestrzeń pracy naukowców działających na granicy szaleństwa. Możemy tu wykonywać testy, przeglądać materiały, analizować dane. To miejsce, które jednocześnie fascynuje i przytłacza – ilość informacji jest tak duża, iż nie sposób objąć jej w całości. I być może właśnie o to chodzi: uświadomić, jak wiele procesów i pracy pozostaje dla nas niewidocznych, gdy korzystamy z gotowych rozwiązań.
W Pokoju Brzozowym, do którego przechodzimy w następnej kolejności, znajduje się instalacja Pawła Janickiego „Kenosofia” – system AI, który w czasie rzeczywistym próbuje rozpoznawać i nazywać wszystko, co widzi. Doświadczenie bycia obserwowanym przez algorytm jest zaskakująco niekomfortowe. System często się myli, gubi kontekst, nie nadąża za zmianą perspektywy. Z jednej strony pokazuje to ograniczenia AI, z drugiej – budzi niepokój związany z ciągłą obserwacją. Tym bardziej, iż podobne mechanizmy towarzyszą nam przecież na co dzień – w telefonach, mediach społecznościowych czy systemach monitoringu.
Czy wysiłek sprawia, iż efekt jest więcej warty? / fot. Zuzanna Kołacz (Fenestra)Nasza niesamowita historia
Jednym z najmocniejszych punktów wystawy jest instalacja „Imperia kalkulacji: Genealogia władzy i technologii od 1500 roku” autorstwa Kate Crawford i Vladan Joler, znajdująca się w Sali Kominkowej. Monumentalna, półkolista infografika wypełnia przestrzeń i przedstawia historię relacji między władzą, wiedzą i technologią. To wizualne archiwum ludzkich ambicji, odkryć i błędów – im dłużej się w nie patrzy, tym wyraźniej widać, jak silnie wszystko jest ze sobą powiązane. Odbiorca znów zostaje przytłoczony – tym razem skalą osiągnięć i konsekwencji ludzkiej działalności. Są to rzeczy zarówno piękne, jak i okrutne. Ale być może właśnie tacy jesteśmy – nigdy idealni, a jednak nieustannie dążący do rozwoju, czasem za wszelką cenę.
Wystawa nie daje prostych odpowiedzi – i być może to jej największa siła. Wchodziłam na nią z konkretnym oczekiwaniem. Spodziewałam się krytyki gwałtownie postępującej technologii, która przecież odbiera pracę ludziom, rozluźnia więzi między nimi, nieustannie zbiera dane na nasz temat, przekazując je korporacjom. Zamiast tego otrzymałam coś znacznie bardziej złożonego – przestrzeń do refleksji.
Społeczeństwo boi się przyszłości dzielonej ze sztuczną inteligencją. / fot. Zuzanna Kołacz (Fenestra)Z jednej strony rozwój AI wydaje się naturalną konsekwencją ludzkiej potrzeby tworzenia, optymalizacji i przekraczania granic dotychczas widzianych jako nieprzekraczalne. Z drugiej – pozostawia wyraźny niepokój, szczególnie widoczny w głosach innych zwiedzających, z których bije strach, nieufność i poczucie zagrożenia.
„AI – Algorytmy Iluzji” to wystawa, która nie tyle tłumaczy technologię, co zmusza do zadania sobie pytania: jaką rolę chcemy w tym wszystkim odegrać jako ludzie.


fot. Zuzanna Kołacz (Fenestra)
Na koniec warto dodać, iż to tylko fragment tego, co oferuje wystawa. Nie opisałam wszystkich instalacji – celowo. Trudno byłoby oddać ich pełnię w jednej relacji, a poza tym nie chcę odbierać nikomu doświadczenia odkrywania ich na własną rękę. „AI – Algorytmy Iluzji” zdecydowanie najlepiej działa wtedy, gdy można zobaczyć ją na żywo, wejść w te przestrzenie i skonfrontować się z nimi osobiście.
Wystawa dostępna jest w Centrum Kultury Zamek do 12 lipca 2026 roku – i naprawdę warto ją zobaczyć.
Zuzanna KOŁACZ








