Dziewczyny, przyznajcie się, która z was to Liliana? zapytała nas, patrząc na mnie i moją koleżankę z lekkim uśmieszkiem.
Ja jestem Liliana. O co chodzi? odpowiedziałam zdezorientowana.
Proszę, Liliana, list od Włodka powiedziała nieznajoma, wyciągając z kieszeni fartucha zmięty kopertę i wręczając mi ją.
Od Włodka? Gdzie on teraz jest? zdziwiłam się.
Przenieśli go do internatu dla dorosłych. Czekał na ciebie, Liliana, jak na cud z nieba. Prawie oczy sobie wypłakał. Dał mi list do przeczytania i poprawienia błędów, nie chciał się przed tobą ośmieszyć. Cóż, idę już zaraz przerwa na obiad. Pracuję tu jako wychowawczyni powiedziała, spojrzała na mnie z lekką naganą, westchnęła i pobiegła dalej.
To wszystko zaczęło się przypadkiem. Miałyśmy z Martą po szesnaście lat, wakacje w pełni, ciągnęło nas do przygód. Przechadzając się, niechcący weszłyśmy na teren jakiegoś ośrodka.
Usiadłyśmy z Martą na ławce, rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się, choćby nie zauważyłyśmy, gdy podeszło do nas dwóch chłopaków.
Cześć dziewczyny! Nudzicie się tu? Poznamy się? jeden wyciągnął rękę Włodek.
Liliana, a to moja koleżanka Marta. A twój cichy kolega?
Leon odpowiedział drugi, niemal szeptem.
Wydali nam się trochę staromodni i bardzo zasadniczy. Włodek z miejsca zwrócił uwagę:
Dziewczyny, czemu nosicie takie krótkie spódnice? A Marta ma bardzo wyzywający dekolt.
Oj chłopaki nie patrzcie tam, gdzie nie powinniście, bo oczy wam się rozbiegają na wszystkie strony! śmiałyśmy się z Martą.
Ciężko nie patrzeć. Jesteśmy facetami. Wy też może palicie papierosy? dociekał dalej poważny Włodek.
Jasne, palimy, ale bez przesady żartowałyśmy.
Zorientowałyśmy się z Martą, iż chłopakom coś jest z nogami. Włodek ledwo się poruszał, Leon wyraźnie kuleje.
Jesteście tu na leczeniu? zapytałam.
Tak. Miałem wypadek na motorze. Leon nieudanie skoczył do wody ze skarpy odpowiedział Włodek szybko, jakby nauczył się tej historii na pamięć. Niedługo nas wypiszą.
I uwierzyłyśmy wtedy w ich opowieść. Nie wiedziałyśmy jeszcze, iż Włodek i Leon są niepełnosprawni od dzieciństwa. Internat był ich stałym domem. Dla chłopaków byłyśmy namiastką wolności.
Każdy taki chłopak miał własną legendę wypadek, nieszczęśliwy skok, bójka tak tłumaczyli swój los.
Włodek i Leon okazali się fascynujący, oczytani, mądrzy poza swój wiek.
Z Martą zaczęłyśmy odwiedzać ich regularnie.
Po pierwsze trochę nam ich było żal, chciałyśmy ich rozbawić. Po drugie można było się od nich wiele nauczyć.
Spotkania gwałtownie stały się rutyną.
Włodek przynosił mi co tydzień polny kwiatek, Leon wręczał Marcie wykonane przez siebie origami, zawsze trochę zawstydzony.
Potem siadaliśmy razem na ławce: Włodek przy mnie, Leon obracał się do Marty i skupił na niej całą uwagę. Marta była na początku skrępowana, rumieniła się, ale widać było, iż sprawia jej to przyjemność. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
Szybko minęło ciepłe, beztroskie lato.
Przyszła deszczowa jesień, skończyły się wakacje i czas był się skupić na nauce przed nami z Martą matura. Byłyśmy tak pochłonięte nową codziennością, iż całkiem zapomniałyśmy o dawnych znajomych z internatu Włodku i Leonie.
Potem przeszły matury, ostatni dzwonek, studniówka w końcu długo wyczekiwane wakacje.
Z Martą postanowiłyśmy zajrzeć do internatu i zobaczyć, co u chłopaków słychać. Usiadłyśmy na znanej ławce i czekałyśmy, aż Włodek i Leon do nas podejdą. Wyobraziłam sobie, iż Włodek znów wręczy mi kwiatek, Leon oryginalne origami. Niestety, czekałyśmy próżno przez dwie godziny.
I wtedy z drzwi internatu wybiegła dziewczyna to ona wręczyła mi list od Włodka. Od razu otworzyłam kopertę:
Najukochańsza Liliano!
Jesteś moim pachnącym kwiatem! Moją nieosiągalną gwiazdą! Chyba nie wiesz, iż zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Spotkania z tobą były dla mnie jak powietrze. Pół roku patrzę na okno, czekając na ciebie. Zapomniałaś o mnie. Jak mi żal! Każde z nas idzie własną drogą. Ale dziękuję ci, iż dzięki tobie poznałem, czym jest prawdziwa miłość. Pamiętam twój miękki głos, uśmiech, delikatne dłonie. Tak mi źle bez ciebie, Lilko! Jakbym mógł cię zobaczyć choć raz Chcę wziąć oddech, ale nie mam siły
Mnie i Leonowi stuknęło już po osiemnastce. Na wiosnę przenoszą nas do innego internatu. Mała szansa, iż się spotkamy. Serce mi pęka! Mam nadzieję, iż wyleczę się z tej miłości.
Żegnaj, najcudowniejsza!
Podpis: Twój na zawsze Włodzimierz.
W środku koperty znalazłam też zasuszony kwiatek.
Ogarnął mnie ogromny wstyd. Serce się ścisnęło, bo wiedziałam, iż nic już się nie zmieni. Przypomniało mi się stare powiedzenie: Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoimy.
Nie wiedziałam, co się działo w duszy Włodka. Ale nie umiałabym odpowiedzieć mu tym samym. Do Włodka nie czułam wielkich uczuć po prostu sympatia, ciekawość rozmówcy, nic więcej. Czasem lekko z nim flirtowałam, trochę go drażniłam, dodawałam ognia do jego zainteresowania, ale nie zdawałam sobie sprawy, iż dla niego zamienia się to w płomienie.
Od tamtych chwil minęły długie lata. List od Włodka już pożółkł, kwiatek się rozpadł. Ale wciąż mam w pamięci nasze niewinne spotkania, beztroskie pogaduszki i niepohamowany śmiech z żartów Włodka.
Ta historia ma swój dalszy ciąg. Marta bardzo przejęła się losem Leona jego rodzice porzucili go z powodu jego inności. Leon urodził się z jedną nogą dużo krótszą. Marta skończyła pedagogikę, pracuje w internacie dla dzieci z niepełnosprawnościami. Leon jest jej ukochanym mężem, mają dwóch dorosłych synów.
Włodek, według opowieści Leona, większość życia spędził samotnie. Gdy Włodek miał czterdzieści lat, jego matka pojawiła się w internacie, zobaczyła syna, zapłakała, poczuła znowu miłość i zabrała go ze sobą do rodzinnej wsi. Co było dalej, nikt już nie wie…








