Między kinem a polityką –moje pierwsze Berlinale

anywhere.pl 1 dzień temu

Karolina Kołodziejczyk

To była 76. edycja Berlinali, moja – pierwsza. Jechałam na festiwal podekscytowana, interesująca nie tylko samych filmów, ale wszystkiego wokół. Atmosfery, sal kinowych, konferencji, a choćby tegorocznego merchu. Jak to jednak z oczekiwaniami bywa, gwałtownie zostały sprowadzone na ziemię. Thanks for nothing, Wim Wenders.

Kiedy przewodniczący tegorocznego jury, czyli właśnie Wim Wenders, na konferencji prasowej otwierającej festiwal wypowiedział te słowa:

„Musimy trzymać się z dala od polityki. Jesteśmy przeciwwagą dla polityki, jesteśmy jej przeciwieństwem. Musimy pracować w imieniu ludzi, a nie polityków. Kręcąc filmy manifestacyjnie polityczne, wkraczamy na pole polityki. Żaden film nie zmienił poglądów jakiegoś polityka. Ale możemy zmienić poglądy ludzi na to, jak powinni żyć. Kino ma niesamowitą moc współczucia i empatii. Wiadomości i polityka nie są empatyczne, ale kino jest”

już nic nie mogło pozostać takie samo.

A wypowiedział je w odpowiedzi na pytanie o konflikt izraelsko-palestyński. Na festiwalu, gdzie wyświetlane są takie filmy jak na przykład „Ślady” – dokument o inwazji na Ukrainę. Słusznie oburzyła się część artystów (m.in. Tilda Swinton czy Javier Bardem), którzy wystosowali list otwarty krytykujący festiwal za milczenie w sprawie Gazy. Część komentujących przypomniała Wendersowi jego własne słowa:

„Każdy film jest polityczny. Najbardziej polityczne są te, które udają, iż nie są: filmy “rozrywkowe”. Są one najbardziej polityczne dlatego, iż odrzucają możliwość zmiany. Każda ich klatka mówi ci, iż wszystko jest dobrze tak, jak jest. To nieustanne reklamy tego, jak jest”.

Co ciekawe, Berlińczycy potrafią naprawdę gwałtownie się organizować, bo w opozycji do Berlinali powstały

– festiwal oddający głos Palestyńczykom, ten artystyczny i polityczny.

W takiej oto atmosferze zastałam więc moje pierwsze Berlinale. Chodząc na filmy, starałam się oddzielać ich twórców od stanowiska władz festiwalu. I udawało się to dopóki z kinowej sali nie udawałam się na konferencje prasowe, gdzie oczywiście padały pytania o podpisanie wspomnianego listu otwartego. „Pięknie” z odpowiedzi wykręcił się Ethan Hawke (z notabene naprawdę dobrą rolą w „The Weight”, którego recenzję możecie przeczytać tu) czy Channing Tatum, uroczo udający, iż nie wie, o co chodzi.

Jakby tego było mało, któregoś berlińskiego wieczoru Charlie xcx po premierze swojego filmu „The Moment” (mającego przypominać mockument o kręceniu filmu z trasy koncertowej), bawiła się na afterparty zorganizowanym przez rosyjską agencję, należącą do DJ-ki o pseudonimie PetIt (Anastasię Shevtsovą). Dlaczego to problematyczne? PetIt jest córką Zhanny Shevtsovej, właścicielki organizacji współpracującej z Putinem, działającej na okupowanych terenach Ukrainy. I tak na jednym festiwalu mamy film „Ślady”, i mamy putinowskie afterparty.

Jak tu teraz się w tym wszystkim odnaleźć?

Chodzić na filmy, czy nie chodzić?

Pisać o nich, czy nie pisać?

Kupić ten słodki, różowy kubek z napisem „Berlinale”, czy raczej wydać to kilkanaście euro na któreś z wydarzeń na Palinalach?

Takie pytania krążyły mi po głowie przez tydzień mojego pobytu, wiercąc w moim brzuchu coraz większą, moralną dziurę.

Nie do końca znalazłam odpowiedzi na moje wątpliwości. Błądziłam po omacku, intuicyjnie wybierając pewne ruchy zamiast innych. Nie zrecenzowałam „The Moment” (prawdę mówiąc – nie było czego, chociaż drugi plan komediowo naprawdę dawał radę), ale puściłam dalej w świat informacje o powiązaniach z Rosją. Nie zbojkotowałam „The Weight”, chociaż w recenzji wspomniałam o zachowaniu Ethana na konferencji prasowej.

Ostatecznie zobaczyłam kilkanaście filmów, z czego naprawdę zachwycił mnie jeden, „Rose” ze wspaniałą Sandrą Huller. I chociaż liczyłam na więcej filmowych poruszeń, to jak to na festiwalu, najważniejsze było dla mnie jedno: skupienie na kinie. Przez te kilka dni liczyły się tylko filmy. I wiara w to, iż mogą zmienić świat, choćby o ile niektórzy twierdzą inaczej.

Idź do oryginalnego materiału