Pytanie o to, czy 35 tysięcy złotych to duża kwota, dla większości z nas jest retoryczne – to oszczędności, na które często pracuje się latami. Jednak w świecie manipulacji stosowanej przez cyberprzestępców, takie sumy stają się jedynie „wpłatą początkową” w drodze po rzekomą fortunę. O tym, jak cienka jest granica między marzeniem o inwestycyjnym sukcesie a życiową tragedią, przekonała się ostatnio mieszkanka Elbląga, która niemal straciła dorobek życia przez ułudę szybkiego zysku.
Wszystko zaczęło się od klasycznego scenariusza: telefonu od osoby podającej się za eksperta finansowego lub pracownika banku. Obietnice były kuszące – zysk z inwestycji miał z nawiązką pokryć wszelkie koszty, w tym choćby oprocentowanie kredytów. Elblążanka, wierząc w tę wizję, przekazała najpierw 35 tysięcy złotych tzw. „odbierakowi”. Manipulacja była jednak tak skuteczna, iż kobieta zdecydowała się na desperacki krok – zaciągnęła w banku pożyczkę na kolejne 100 tysięcy złotych. Dopiero w drodze na spotkanie, mające sfinalizować przekazanie tej ogromnej sumy, przyszło otrzeźwienie. Intuicja wygrała z presją oszustów; kobieta zawróciła i zgłosiła się do Komendy Miejskiej Policji w Elblągu, ratując tym samym lwią część swoich funduszy.
Niestety, nie każdy ma tyle szczęścia lub refleksu w ostatniej chwili. Nadkomisarz Krzysztof Nowacki, oficer prasowy elbląskiej policji, przytacza inny, równie bolesny przykład. Pewien mężczyzna uwierzył w ofertę zakupu amerykańskich akcji. Po tajemniczym telefonie „zainwestował” ponad 14 tysięcy euro. Zanim zorientował się, iż padł ofiarą perfidnego oszustwa, minęły dwa dni – czas wystarczający, by jego pieniądze bezpowrotnie zniknęły w sieci kont kontrolowanych przez przestępców.
Policja bije na alarm i przypomina: każda oferta gwarantująca „pewny zysk powyżej bankowego oprocentowania” powinna wzbudzić naszą najwyższą czujność. Mechanizm działania sprawców jest zawsze podobny – zaczyna się od uprzejmego telefonu, a kończy na budowaniu presji czasu i manipulacji emocjonalnej. Pamiętajmy, iż prawdziwi pracownicy banków nigdy nie proszą o wypłatę gotówki i przekazywanie jej osobom trzecim, ani nie namawiają do instalowania aplikacji dających zdalny dostęp do naszych urządzeń. W starciu z wizją szybkich pieniędzy, najbezpieczniejszą inwestycją pozostaje po prostu zdrowy rozsądek.














