Monodram Mała empiria to spektakl STUDIO teatrgalerii w reżyserii Anny Ilczuk. Balansująca między komedią a dramatem historia okazuje się trafną analizą kryzysu wieku średniego.
Premiera spektaklu Mała empiria odbyła się 6 marca 2026 roku. W główną rolę wcieliła się Ewelina Żak. Wartym uwagi jest również udział Radosława Łukaszewicza, który na żywo wykonał muzykę skomponowaną przez Macieja Zakrzewskiego. Sztuka pozwala dokładniej przyjrzeć się „oknu pogodowemu” między młodością a starością. Scenariusz powstał na podstawie eseju Katarzyny Sobczuk o tym samym tytule. Niestety nie znam tekstu źródłowego, w związku z tym będę ją oceniać z pominięciem jej analizy jako adaptacji.
fot. Natalia Kabanow / STUDIO teatrgaleriaNa monodram wybrałem się z poczuciem, iż wiele jego elementów może do mnie nie trafić. W końcu nie jestem publicznością docelową, co również od razu zauważyłem na widowni. Byłem jedną z nielicznych osób w wieku zdecydowanie poniżej 40 lat. Moje obawy na całe szczęście okazały się dalekie od rzeczywistości. Mała empiria w sposób wyjątkowo wiarygodny i uniwersalny potrafi przedstawić perspektywę starzejącego się człowieka. W wielu scenach wydawało się, iż widzę swoich rodziców lub ich znajomych. A to tylko podkreśla wartość dzieła.
Na te odczucia z pewnością wpłynęło kilka czynników. Pierwszy z nich to interakcje aktorki z publicznością, których liczba była spora, ale nie przesadzona. Nie raz Ewelina Żak pozwala jej obserwatorom „skomentować” przedstawiany temat. Najlepszą z takich interakcji jest prośba o zaproponowanie najstarszych utworów, jakie się pamięta. Ten drobny element musicalowy sprawia, iż perspektywa bohaterki sztuki płynnie uwidacznia się również u odbiorców. Drugą sprawą jest natomiast sama Żak, która swoją aktorską robotę wykonuje z diabelską precyzją. Każde wypowiedziane zdanie daje poczucie, jakby aktorka opowiadała historię z własnych doświadczeń. To nie bez znaczenia, iż na samym początku zaznacza wiek swój i realizatorów spektaklu. prawdopodobnie wiele zasłyszanych w Małej empirii opowieści ma odzwierciedlenie w rzeczywistości samej Eweliny Żak.
fot. Natalia Kabanow / STUDIO teatrgaleriaZ dwoma poprzednimi elementami budowy narracji w sztuce wiąże się ten ostatni, wręcz najważniejszy. Jest to oczywiście scenariusz, który przenosi nas do brutalnego i absurdalnego świata „życia w międzyczasie”. Okres ten jawi się zarówno momentami radości, jak i smutku, ale wydźwięk ma zdecydowanie pesymistyczny. Fabuła nierówno dzieli się na relacje głównej bohaterki z dzieckiem i z ojcem. Tej pierwszej jest bez wątpienia więcej, niemniej ten zabieg pozwolił na wyraźniejszą aktualność historii. Ta odnosi się do odwiecznych problemów życia po czterdziestce. Są to m.in. zanikające relacje ze znajomymi, znudzenie życiem, niespełnione marzenia, problemy zdrowotne itp. Jednakże sztuka komentuje również jeszcze bardziej enigmatyczną nowoczesność — sztuczna inteligencja czy memy jak słynne „67” (których ja sam już nie pojmuję).
Taką fabułę opatrzono warstwą komediową i metateatralną. Najpierw powrócę na chwilę do tej drugiej, gdyż jest to kwestia szersza niż sama interakcja z widownią. Reżyserka Małej empirii zdecydowała się również obnażyć mechanizmy samego teatru. Tym sposobem oglądamy bohaterkę, która również reaguje np. na efekty dźwiękowe i muzykę graną na wiolonczeli przez Łukaszewicza. Ewelina Żak kilka razy schodzi za kulisy, tam się z kimś konsultuje, jak i również komentuje zmieniające się światło. W przeciwieństwie do immersji metateatr znacznie wpływa na humor w sztuce.
Tutaj chcę podkreślić konsekwencję realizatorów monodramu Mała empiria w kreowaniu świata przedstawionego. W scenografii i kostiumach objawia się subtelność i delikatność. Czerwona koszulka bohaterki wspaniale kontrastuje z bielą drobnej scenografii, co pozwala skupić się właśnie na samej postaci. Nic nas nie rozprasza, a momentami elementy wizualne pozwalają nam jeszcze mocniej wkroczyć w prezentowany świat.
fot. Natalia Kabanow / STUDIO teatrgaleriaMała empiria komediowo wypada znakomicie, choć nie wszystkie żarty do mnie dotarły. Ponownie jest to pewnie kwestia mojego wieku. Niestety myślę, iż humor za bardzo przykrywa głębsze refleksje i dramatyzm przedstawianego problemu. Gdy wkraczamy w element relacji bohaterki z jej starym ojcem, historia pozornie napiera innego tempa. W tym momencie zatrzymuje się, aby mówić o nieuchronnej śmierci i dosadniej skupić się na bezsensie życia. Żart wciąż pojawia się, ale trochę rzadziej, a bohaterka nie wydaje się przejść żadnej drogi od pierwszych chwil swoich rozważań. Nie jest to błąd sam w sobie, ale zmiana tonalna niepotrzebnie uwydatnia tę kwestię. Mówiąc prostymi słowami, praktycznie nie poczułem dramatyzmu i tragedii losów bohaterki i został on zbędnie wprowadzony.
Przyznam, iż w całości jest to największy problem Małej empirii. Co z tego, iż analizujemy problem, o ile nic z niego nie wynika? Spektakl nie przynosi wielkiego novum do refleksji nad kryzysem wieku średniego. To opowieść, która zapala czerwoną lampkę i pozwala pomyśleć nad własnym losem — tu kryje się jego wyjątkowość. Ironię i subtelność w drugiej części sztuki zastępuje jednak próba wytłumaczenia paradoksu „bycia dzieckiem starzejących się rodziców i jednocześnie coraz starszym rodzicem własnego dziecka”, która po prostu nie działa. Myślę, iż Ilczuk powinna pozostać od początku do końca przy satyrycznych odniesieniach do rzeczywistości. Skręt w stronę dramatyzmu objawia celowy brak odpowiedzi na różne postawione pytania. Te niedopowiedzenia są sednem historii, które oddziałują na publikę w dosadny i refleksyjny sposób. Zakończenie spektaklu paradoksalnie wydaje się sprzeczne, gdyż wprowadzając dramaturgię, oczekiwałoby się jakiegoś rozwiązania akcji. Tutaj jednak powracamy do niedopowiedzeń, które wcześniej działały, ale na koniec stają się wydmuszką.
fot. Sisi Cecylia / STUDIO teatrgaleriaMonodram Mała empiria okazuje się spektaklem naprawdę uniwersalnym. Ilczuk i Żak dostarczają historię pełną humoru, ale również refleksji. Możliwość partycypacji w spektaklu pozwala przyjąć wizję życia bohaterki i sprawnie odnosić ją do własnego losu. Z drugiej strony elementy metateatralne wzmacniają komediową warstwę sztuki, która ujawnia absurd życia i pozwala po prostu świetnie się bawić. Co ważne, żadnego z tych aspektów nie nadużyto. Ewelina Żak jest diamentem Małej empirii, kreując bohaterkę nadzwyczaj wiarygodną i koherentną. Sztuka nie jest jednak pozbawiona niedociągnięć. Te występują w drugiej części spektaklu, gdy ironia oddaje swoje miejsce tłumaczeniu sytuacji bohaterki. Wprowadzony nagle dramatyzm nie jest wystarczający i w rezultacie zakończenie historii nie przynosi satysfakcji. Niweczy w ten sposób budowaną narrację skupioną na niedopowiedzeniach.
Na spektakl rekomenduję wybrać się każdemu, niezależnie od wieku. Mała empiria pozwala spojrzeć na życie z dystansem i prowokuje kontemplacje nad pytaniem: Czy życie po czterdziestce musi być nudne i bezsensowne?
Przygotowanie recenzji umożliwiło zaproszenie STUDIO teatrgalerii
fot.. główna: STUDIO teatrgaleria














