Jedni mieli rodziny, drudzy byli singlami, uprawiali rozmaite zawody: m.in. kierowcy, kolejarza, elektryka, był też podoficer w stanie spoczynku. Tylko jeden, może dwóch z nich wiedziało, co miało się zdarzyć w najbliższych godzinach. Nie mieli jednak pojęcia, co akurat stanie się z nimi tego wieczoru.
Kilka zdań backgroundu: od blisko roku w Argentynie rządziła junta wojskowa, na czele której stał gen. Pedro Aramburu. Wojskowi pod jego komendą obalili rządy Juana Domingo Peróna – najważniejszego polityka w Argentynie w XX w. Perón wprowadził masy ubogich na scenę dziejów; nadawał im prawa socjalne i tworzył z nich obywateli; przyznał kobietom prawa wyborcze i wprowadził prawo o rozwodach. Rządził – jak się często mówi – dla ludu, niekoniecznie z ludem, i ustanowił model miękkiej autokracji, która miała demokratyczną legitymację, ale władzę egzekwowała silną ręką. Wspomagała go żona Evita, kobieta z ludu, otoczona do dziś kultem quasireligijnym.
Oboje budzili dziką nienawiść uprzywilejowanych – ziemskich oligarchów, przedsiębiorców, rodzącej się klasy średniej, dla której biedni, zwykle ludzie o ciemniejszej karnacji, nie byli współobywatelami, ale służbą i hołotą, której nie należą się żadne prawa. To w imieniu oligarchów i innych uprzywilejowanych gen.








