Prof. Przemysław Czapliński,
historyk literatury, krytyk literacki, UAM w Poznaniu
Nie wierzę, by jakakolwiek lektura z kanonu mogła dziś połączyć tak podzielone społeczeństwo. Dlatego zamiast sfilmowanego pojedynczego tekstu wolałbym zobaczyć na ekranie tryptyk o „wewnętrznych obcych” – podmiotach bez głosu, ujawniających to, co w Polsce wyparte. Pierwsza część (ludzkie, ale martwe): zderzenie „Pamiętnika z powstania warszawskiego” Białoszewskiego z książką „Zagłada Palestyny jest zagładą Ziemi” Andreasa Malma, które ukazałoby rujnację miast i antyheroiczne doświadczenie cywilów ukrywających się w piwnicach. Druga (żywe, ale pozaludzkie): adaptacja książek Zenona Kruczyńskiego („Farba znaczy krew”) i Dariusza Gzyry („Dziękuję za świńskie oczy. Jak krzywdzimy zwierzęta”) pokazująca polowania, hodowlę przemysłową i ubój oczami zwierząt. Trzecia (sztuczne): „Bógtechy” Sylwii Czubkowskiej, które obnażyłyby to, jak cyfrowi giganci za powszechną zgodą kolonizują nasze codzienne życie.
Łukasz Muszyński,
redaktor naczelny portalu Filmweb
Z ekscytacją czekam na „Balladynę” Jana Komasy utrzymaną w konwencji horroru gotyckiego. Polski romantyzm to niezwykłe źródło historii grozy, a inspiracje twórczością Roberta Eggersa brzmią bardzo obiecująco. Gdybym jednak miał wskazać lekturę zasługującą dziś na zupełnie nowe odczytanie, postawiłbym na „Sposób na Alcybiadesa” Edmunda Niziurskiego. Przeniesienie tej historii w realia mediów społecznościowych i nieustannego przebodźcowania mogłoby przynieść znakomite efekty. Jest coś ponadczasowego w przezabawnej opowieści o uczniach, którzy kombinują, jak zdobyć dobre oceny z historii u tytułowego nauczyciela, a ostatecznie wynoszą z tej relacji znacznie ważniejszą lekcję. Niezależnie jednak od tego, czy doczekamy się wiernej ekranizacji, czy swobodnej wariacji na temat literackiego pierwowzoru, o sukcesie zawsze będą decydować dobry scenariusz i angażujący bohaterowie.
Doktorka Kaja Klimek,
krytyczka i edukatorka filmowa, znana jako Kajutex
Marzy mi się, żeby „wreszcie” powstała długo zapowiadana adaptacja filmowa (a może lepiej serialowa) „Złego” Leopolda Tyrmanda. Tu mogłoby być brawurowo, z formalnym szaleństwem i dużym budżetem, bo kino kocha takich niejednoznacznych bohaterów. Widzę też duży potencjał w „Granicy” Zofii Nałkowskiej; dylematy i tematy, które widzimy w tej książce, mogłyby wspaniale przejrzeć się we współczesnej rzeczywistości. Bardzo filmowa jest też „Zbrodnia i…” Jerzego Nasierowskiego – może mniej znana, ale drapieżna i interesująca, świetnie wpisująca się w nurt kryminalny i tożsamościowy. Jako wielka fanka komiksów chciałabym zobaczyć też adaptację „Thorgala” współtworzonego przez Grzegorza Rosińskiego. I choć skala tej opowieści wciąż chyba przerasta ekran, to świat jest już na Thorgala zdecydowanie gotowy.
Post Jaką lekturę powinno się teraz sfilmować? pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.









