Czasem na naszej czytelniczej drodze pojawi się tytuł, który mimo tego, iż jest dobry i ciekawy, jakoś nam nie idzie. Taka właśnie była moja przygoda z powieścią Głodne duchy.
Trynidad, lata czterdzieste XX wieku. Jedna wyspa, wiele różnych światów. Na wzgórzu ponad miasteczkiem wznosi się farma. Zamożny plantator Dalton Changoor i jego żona Marlee mieszkają tu w luksusie, o jakim ich sąsiedzi mogą jedynie pomarzyć. Poniżej, nad rzeką, w rozpadającym się budynku z drewna i blachy, który podzielono na prowizoryczne mieszkania dla pracowników plantacji trzciny cukrowej, żyje rodzina Saroopów: Hans, jego żona Szueta i syn Kryszna.
Kiedy plantator znika w tajemniczych okolicznościach, a jego żonie może grozić niebezpieczeństwo, Hans, zwabiony wizją oszałamiającego zarobku, godzi się pracować jako nocny stróż w willi Changoorów. Nie wie jeszcze, jak ta decyzja wpłynie na jego rodzinę, której losy podstępnie splotą się z losami bogaczy. Czy zagadkę zniknięcia Daltona uda się rozwikłać i jaki będzie tego koszt?
Książka Kevina Jareda Hoseina to osadzona w krajobrazie Trynidadu powieść o bogaczach i nędzarzach, o przeklętych rodach i nieuchronności losu, o przemocy, różnicach klasowych i międzypokoleniowych traumach. To także przypowieść o fatum, zemście, zbrodni i karze; o tkwiących w nas wiecznie głodnych duchach, których mimo wszelkich starań nigdy nie uda się nakarmić.
– opis wydawcy.
Głodne duchy to nie jest lekka powieść. Szczerze mówiąc, jest wręcz niesamowicie ciężka. Przedstawia obraz Trynidadu o jakim nie słyszeliśmy. Główni bohaterowie są pochodzenia hinduskiego, co stawia ich najniżej na drabinie społecznej. Mieszkają w baraku, w którym panują nieludzkie wręcz warunki. Brak miejsca to najmniejszy z ich problemów. Nie ma tam kuchni, dach przecieka, w ścianach są dziury, a szczury załatwiają się do ryżu. Mieszkańcy przez innych uważani są za gorszych. Mężczyzn traktuje się jak pijaków, kobiety jak prostytutki. Wśród nich jest rodzina Saroopów. Hans pracuje na znajdującej się niedaleko plantacji. Szueta zajmuje się synem i domem, jednocześnie walcząc z demonami przeszłości. Z kolei nastoletni Kryszna zaczyna poznawać świat.
W willi Changoorów mieszkają Dalton i Marlee. Przeszłość kobiety nie jest znana mieszkańcom, więc wymyślają na jej temat różne plotki. Między małżeństwem nie układa się dobrze, a gdy pewnego dnia Dalton nie wraca do domu, Marlee oddycha z ulgą. Zaczyna jednak dostawać anonimowe groźby, a na terenie posiadłości dochodzi do makabrycznych wypadków. Prosi więc jednego z pracowników, Hansa, o stróżowanie. Między dwójką zaczyna rodzić się uczucie.

Cała historia opowiada o wykluczeniu i dążeniu do lepszej rzeczywistości. Widać to w postawie tak naprawdę każdej postaci. Hans, który zbiera na dom dla rodziny, aby finalnie przyzwyczaić się do luksusów willi Changoorów. Szueta, która chce wyrwać się z baraków i zapomnieć o tragedii, która ją tam spotkała. I Kryszna, który dopiero startuje w dorosłość. Każdy bohater jest więźniem swojego pochodzenia. To widać przede wszystkim na przykładzie bliźniaków, którzy mimo dobrych uczynków (jak uratowanie psa) są traktowani jak ścierwa ze względu na czyny ich ojca.
Język, którym napisano Głodne duchy, jest dość specyficzny, Bohaterowie wypowiadają się w sposób charakterystyczny dla osób niewykształconych tylko po to, by po chwili narrator uraczył czytelnika kwiecistym opisem. A tych jest w powieści naprawdę dużo. Mimo, iż doceniam kunszt autora, to uważam, iż przez nie tak trudno było mi przejść przez tę powieść.
Głodne duchy poruszają. Każdy bohater jest głodny lepszego życia i na swój sposób stara się je zyskać. Symboliczne jest dla mnie zakończenie wątku Taraka, kuzyna Kryszny. Chłopak wie, iż nic dobrego nie czeka go w tym miejscu i wyrusza w podróż w poszukiwaniu lepszego jutra. Nie chce zatracić dobra, które w sobie ma i zacząć odczuwać nienawiść.
W książce pojawia się dużo drastycznych scen, w szczególności przemocy wobec zwierząt. jeżeli jest się osobą wrażliwą – zdecydowanie odradzam sięganie po tę pozycję. Niesie ona ze sobą wiele wartości, a stosunek do zwierząt ma przedstawiać sytuację, w której znajdują się bohaterowie, jednak dla mnie to było za dużo. Szczególnie historia Białej Damy.
Głodne duchy nie są lekką lekturą na wakacyjny wieczór. To powieść mroczna, pokazująca najciemniejsze zakamarki ludzkiego umysłu oraz zatracania człowieczeństwa. Pozostaje na długo w pamięci, ale nie jest to miłe wspomnienie, a rozważania czy współczesność na pewno aż tak się różni od tamtych czasów.